wtorek, 17 listopada 2009

Comme des Garcons Series 6 Synthetic - Tar

.

Oto najprzyjemniejszy dla mojego nosa zapach z wycofanej właśnie serii 6: Synthetic.
W jej skład, poza Smołą wchodzą: Garage, Skai, Soda oraz Dry Clean.

Wąchałam tę serię w komplecie dwukrotnie. Pierwszy raz w krakowskim Guerrilla Store, drugi raz ostatnio w Warszawskim oddziale handlowej Partyzantki. Zapach był już wycofywany, udało nam się jednak uprosić ekspedientkę o przyniesienie ich z zaplecza. niestety, nie rozumiem tu polityki firmy: mimo iż zapachy i tak wracały już do bazy, nie pozwolono nam na zrobienie próbek (do własnych fiolek). Nie mówiąc już o korupcyjnej ofercie nabycia wycofywanych testerów, która to propozycja również z naszej strony padła.
Jakaś nadmiernie sformalizowana ta partyzantka, jak na mój gust.


Przy okazji zamieszczenia zdjęcia serii zwrócę uwagę na opakowanie. Pomysł z przezroczystym pojemnikiem zawierającym plastikowy, czarny worek uważam za świetny. Bardzo "w klimacie".


W skład Smoły wchodzi nie tyle smoła, lecz ogólnie pojmowane bituminy, które w tym przypadku zdają się być niedokładnie na smołę przerobione i noszą wyraźny ślad ropy naftowej, od której pochodzą (w tym przypadku, bo ogólnie sztuczne bituminy mogą być uzyskiwane także z węgla lub łupków bitumicznych), a konkretnie nafty.

Szukałam jeszcze zgniłych rzodkiewek, którymi ponoć pachnie disiarczek węgla - rozpuszczalnik najczęściej używany dla przerobienia bituminów na substancje płynne, ale tym razem użyto raczej benzenu. Chętnie napisałabym, że jakiegoś heptanu czy cykloheksanu, albo czegoś równie szpanerskiego, ale niestety, wszelkie tego typu substancje znam jedynie w postaci rozpisanych wzorów i modeli i nie mam pojęcia, jak pachną. Czego oczywiście okrutnie żałuję.
A swoją drogą - cykliczne węglowodory ładne są. Polecam pooglądanie różnych konformacji w sieci. Wzbogacone grupą karboksylową (albo dwoma, albo trzema) robią się jeszcze fajniejsze.:-)

Chyba zdryfowałam.

Wracając do zapachu: poza tym, że nie ma w nim smoły, na którą liczyłam najbardziej, jest w nim mnóstwo fajnych rzeczy. Guma, olej silnikowy, WD40, syntetyczny, pozbawiony drobin organicznych kurz osiadający na nagrzanych maszynach, brudni, muskularni mężczyźni w gumowanych rękawicach pochylający półnagie, spocone ciała nad tokarkami czy frezarkami.... Wróć! Bez półnagich mężczyzn. Ale frezarki są. ;-)


W nutach wymieniono gaz miejski i rzeczywiście, zapach jest miejski. Nie jest to jednak ciasne, zasyfione, przytłoczone smogiem i hałasem miasto z technoapokaliptycznych wizji, lecz czyste, przestrzenne city zaludnione nie tylko przez nafaszerowanych kawą i witaminami w tabletkach homo sapiens, ale też całkiem sporą populację kulturalnych cyborgów o lśniących, metalowych ciałach, spieszących do pracy z plastikowym kubkiem substancji poślizgowych w lśniących chwytakach.
Albo, jeśli ktoś jest odporny na futurystyczne wizje, przynajmniej naprawdę nowoczesne centrum zabudowanie niebosiężnymi konstrukcjami z żelaza i szkła (mam wrażenie, że tę czystą przestrzeń zawdzięczamy w pewnej części bergamocie, nie zdziwiłabym się jednak, gdyby w składzie była kamfora, eugenol, albo coś podobnie wietrznego), z cichymi, szybkimi pojazdami sunącym po szosach wylanych gładkim bitumitem.
W tym mieście garaż rodem z "Szybkich i wściekłych": zapas opon, super nowoczesne bryki, nagrzane silniki, świeży lakier i parujące WD40.


W swojej kategorii kompozycja jest naprawdę udana. Rzeczywiście syntetyczna, techniczna, niekoniecznie brudna i "usmolona", ale z pewnością nie tak sterylna i zimna jak Garage z tej samej serii.

Zapach jest w sam raz ostry i w sam raz ciepły. Pod warstwą syntetyku snuje się przemysłowy dymek, daleki swąd palonych opon. Palonych nie w ognisku, lecz przez tarcie o asfalt.
Wiecie jak wygląda (i pachnie) "palenie gum"? Tutaj można odnaleźć ten zapach, jednak nie bezpośrednio, lecz przyniesiony przez powiew gorącego wiatru zza blaszanych drzwi garażu, w którym siedząc na stercie nowiutkich opon zastanawiamy się, czy nasz stary pasek klinowy wymaga już wymiany, czy mimo nadwątlenia w pewnych miejscach pociągnie jeszcze trochę.



Prawda, że brzmi nieźle? ;-)


Data powstania: 2004

Nuty zapachowe:
gaz miejski, gazy bituminu, bergamota, nuty ziemne, opoponaks, styraks, grillowane papierosy, substancje łatwopalne (jakoś nie wierzę, by naprawdę chodziło o czynnik gorączkotwórczy)


* Trzecia ilustracja pochodzi z filmu "Ja, robot"

2 komentarze:

  1. Moja mama (chemik, zajmuje się chemią organiczną) mówi, że ani heptan, ani cykloheksan nie pachną w jakiś szczególnie godny uwagi sposób, więc nic nie tracisz :)

    Truskawa

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha! Truskawo, you made my day! :-)
    Tak szczerze, podejrzewam, że nieco walą alkoholem, ale człowiek zawsze myśli, że a nuż...
    Dziękuję Ci pieknie i przekaż pozdrowienia także swojej Mamie.
    Mamie, której nieco zazdraszczam zawodu. Zawsze o tym marzyłam, usiłowałam nawet zdawać do technikum chemicznego, ale w tamtych czasach bycie alergikiem stanowiło przeszkodę i lekarz mi odradził. Głupia byłam, że posłuchałam. :-]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...