poniedziałek, 14 grudnia 2009

Balmain Ambre Gris

.
No dobrze. Przy okazji poprzedniego wpisu wydało się, że prorok ze mnie jak z koziego zadka torba podróżna.
Ledwo upubliczniłam swoje przekonanie, że śniegu nie będzie - śnieg spadł. Tego samego dnia zdążył!

Na wszelki wypadek zapowiem więc jeszcze, że nasz PKB poleci na łeb na szyję, farmaceutyku zwalczającego komórki rakowe nie uda się wynaleźć przez najbliższe 10 lat, a nasz umiłowany przez "prawdziwych" Polaków pan prezydent wygra walkę o reelekcję.
I w ten sposób zapewniwszy szczęście naszemu krajowi oraz reszcie ludzkości mogę wrócić do ambr, bo śnieg przecież lada moment stopnieje. :-]

***

Dziś zapach, który polubiłam zanim jeszcze powąchałam. Dar niespodziewany i ogromnie miły. Zawsze jestem poruszona, kiedy w odpowiedzi na wyrażone nieśmiało pragnienie niuchnięcia zapachu otrzymuję odlewkę czegoś pięknego. Nie niechcianego, ale takiego właśnie ukochanego, upragnionego zapachu...
Przy okazji dziękuję nie tylko Daffodilce, dzięki której miałam okazję poznać Ambre Gris, ale i Escritorze, Magdulence, Velvet Acid Kitty. Dziękuję Wam! Może jestem sentymentalna, ale zawsze kiedy biorę do rąk atomizerki od Was robi mi się ciepło na serduchu.

To była prywata. Dalej będzie też prywatnie, oczywiście, ale na temat dla odmiany.



Zapach Ambre Gris zaskakuje. W porównaniu z większością "normalnych" niszowych ambr jest szalenie perfumeryjny. I, nie sposób nie zwrócić uwagi na ten fakt, mało ambrowy.

Otwarcie jest kwiatowe, dominuje w nim lekko podprawiony różowym pieprzem i cynamonem nieśmiertelnik oraz przyjemna słodycz świeżego, mięsistego owocu. Gruszka?
Gruszka do głowy mi przyszła zapewne dlatego, że na dalszych etapach Ambre Gris przypomina nieco Bois de Gaiac et Poire Miller et Bertaux. Zanim jednak to nastąpi mamy do czynienia z mamiąco intensywnym, rzekłabym, że dla mnie wprost onieśmielającym konglomeratem aromatów kwiatowych i przyprawowych (korzennych) oraz spożywczej nieco słodyczy.

Nie sposób nie zauważyć bogactwa i złożoności tego zapachu. Ba! Trudno także przyczepić się do tej monumentalnej konstrukcji, jaką jest Ambre Gris, bo naprawdę proporcje ma ten zapach świetne i brzmienie harmonijne, mimo sporej mocy. A jednak zdecydowanie nie jest mój.

Ambre Gris pachnie bowiem jak prawdziwe perfumy. Rozumiecie, co mam na mysli? Nawet kiedy ujawnia się ciepła, drzewna baza - wciąż jest to przemyślana kompozycja, bukiet woni, sztuczny twór, który niczego nie udaje i z niczym, poza perfumami, się nie kojarzy. I nie, wcale nie uważam, że to wada. Skłonna jestem nawet przyznać, że to zaleta, jeśli tego własnie od perfum oczekujemy.


A teraz najciekawsze.
O ile w pierwszych fazach rzeczywiście ambrowe perfumy Balmain męczą nadmiarem ciężkich aromatów kwiatowych i wywołują u mnie ból głowy (żadna trauma, lekkie ogłuszenie jak przy słuchaniu zbyt głośniej muzyki), to po dwóch godzinach zaczynam siedzieć z nosem wtulonym w skórę i szczerze radować się doskonałym połączeniem ciepłego, kwiatowego olejku ze słodkim, lekko dymnym drewnem (poza gwajakowcem wyczuwam sandałowiec i palisander), żywiczną, głęboką mirrą, pięknie brzmiącym piżmem i wreszcie... Niezwierzęcą, elegancką ambrą.
A ponieważ trwałość Ambre Gris jest więcej, niż dobra - sporo mam tej radości.

Wielbicielkom kompozycji perfumeryjnych eleganckich i jednocześnie niepozbawionych charakteru - polecam testy. Wielbicielkom, nie wielbicielom, bo to jednak rzeczywiście jest zapach damski. Zgodnie z instrukcjami producenta.


I jeszcze jedna uwaga, tym razem wyjątkowo dotycząca opakowania. Korek butelki przypomina mi złotą piłkę golfową albo kopułę EPCOT Center w nocnym oświetleniu. W sieci znalazłam też porównanie do złotej kuli dyskotekowej.
Pasuje? :-)





Data powstania: 2008
Twórca: Guillaume Flavigny

Nuty zapachowe:
różowy pieprz, cynamon, tuberoza, nieśmiertelnik, mirra, dymny gwajakowiec, benzoin, białe piżmo, ambra


Na ilustracjach:
* Flakon Ambre Gris by Balmain
** Gong Li i Chow Yun Fat w: "Curse of the Golden Flower"
*** A potem, zgodnie z tekstem, złota piłka golfowa, EPCOT Center i kula disco

3 komentarze:

  1. Nie wiem, czy to wypada wpisywać się do takich starych tematów, ale Ambre Gris poznałam ostatnio.
    Wydaje mi się w charakterze (chodzi mi o typ zapachu, a nie o nuty) podobny do Theoremy.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jutro odbiorę Ambre Gris - przyznaję, że to zakup w ciemno, więc dreszczyk emocji jest:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jutro odbiorę Ambre Gris - przyznaję, że to zakup w ciemno, więc dreszczyk emocji jest:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...