sobota, 16 kwietnia 2011

Grev Slumberhouse

.
Zastanawiacie się zapewne, cóż to za gustowna trumienka na zdjęciu?


Powiem Wam, że to trumienka nie lada jaka - to trumienka z szalenie atrakcyjną zawartością. :)
A zupełnie serio: w puzderku tym dostałam najcudowniejszy, bo zupełnie nieoczekiwany prezent urodzinowy od pewnej świetnie znanej Pandy. Tak właściwie, oficjalnie jest to list (liścior), a "mały niuchaniowy prezent" został dołączony tylko przy okazji. Ów mały prezent to zestaw próbek niedostępnych w Polsce perfum wybranych tak, by skutecznie zburzyć sabbaciny spokój (o ile z sześcioma flaszkami na liście zakupów koniecznych można mówić o spokoju). Spis treści obejmuje między innymi rarytasy Slumberhouse, Brecourt, Stephanie Saint - Aignan i Michaela Storera.

Dziś więc dziękuję ślicznie Pandzie i niniejszym inauguruję cykl recenzji pandopochodnych.








Slumberhouse jest marką butikową, podobnie jak Odin, o którym już pisałam. Twórcy firmy przyznają się do fascynacji kulturą miejską, uliczną. Wśród najważniejszych inspiracji wymieniają nową falę hip - hopu i dzieła twórców ulicznego graffiti. 
Sami siebie określają jako grupę młodych facetów maszerujących we własnym rytmie, całkowicie lekceważących inne marki, trendy i układy. Oficjalna dewiza firmy mówi, że "Slumberhouse reprezentuje jednoznaczne umiłowanie sztuki tworzenia perfum".
Tak szczerze... Nie czuję tego. :/ Ale Grev zawiera brzozę i to wystarczy, bym pragnęła go poznać.


Chłodny ekscentryk


Trudno mi zacząć tę recenzję. Otwarcie jest z jednej strony dokładnie takie, jakiego oczekiwałam po lekturze nut: świeże, eteryczne, z nutami żywicznymi i jasną słodyczą irysowego kłącza. Z drugiej zaś strony jest niewypowiedzianie dziwaczne: zielone zielenią podmokłą, podeszczową przypominającą nieco aromat mate; drzewne soczyście, naturalistycznie; z piękną, kwiatowo słodką nutą goździków wplecioną w zapach kompletnie z nią niekompatybilny, a jednak... A jednak to wszystko tworzy całość. Dziwaczną, niespotykaną, nienormalną i fascynującą. 

Mam ochotę spędzać czas z nosem przy skórze, śledzić i kontemplować ten niezwykły aromat. I podziwiać. Podziwiać też, bo daję słowo, że jest to zapach niezwykły.


Kiedy pierwszy akord nieco przycichnie, "ustoi się", zaczynam zauważać kolejne intrygujące elementy tej układanki. Najpierw wykrywam zapach trzciny - dokładnie ten, który otacza nas kiedy brodzimy w płytkiej, stojącej wodzie wśród wysokich łodyg tataraku. Pojawiają się sprytnie splecione z balsamem sosny dodatki spożywcze: mięta i kardamon. Jasny, przenikliwy, lecz łagodny zapach świeżego brzozowego drewna fenomenalnie składa się z nutami eterycznymi.

Na tym etapie przypomina mi Grev Jade Oliviera Durbano. Zapach jest mniej głęboki, mniej ziemisty, bez stymulującego wyobraźnię kadzidła, ale pewne podobieństwo jest: mięta, nuty herbaciane, tatarak, irys, ta nietypowa, niejednoznaczna zieloność...

 

Niestety, kiedy po godzinie, czy może nawet dwóch wszystkie składniki kompozycji zmieszają się i "zmacerują", zapach zaczyna mnie niepokoić. Goździki zaczynają oddawać eugenol - niekwiatowy, dziwnie chemiczny; pojawiają się specyficzne nuty ziołowe, delikatny, ale wpływający na odbiór zapachu ślad kwasku przypominającego startą, suszoną cytrynową skórę. 

Wszystko to nie byłoby jakoś szczególnie niepokojące, gdyby nie okropne wrażenie, że gdzieś w tle, na progu świadomości czuję zapach... Ryb. Jak gdyby w tej płytkiej wodzie, między łodygami tataraku coś pływało. Katastrofa!

 

Nawet kiedy po upływie kolejnej godziny dziwaczne, rybie nuty łagodnieją i wtapiają się w pozostałe, ciekawe i ładne akordy nie potrafię pozbyć się niepokoju, że lada moment znów może pojawić się jakaś niemiła niespodzianka.
Nie pojawia się - już do końca będzie względnie normalnie. W tle powolutku, ostrożnie rozsnuwa się jasny , chłodny dymek. Nie tworzy on jednolitej smugi, otulającego obłoku, lecz jest nieustająco rozwiewany towarzyszącymi nam od początku do końca nutami eteryczno - przyprawowymi. 

Klasyczna baza ułożona została na jasnym cedrze i delikatnie ogrzana esencją kopaiba. Co ciekawe, pojawia się w niej na chwilę bardzo ładny pieprz przypominający schyłek Opus 1870 Penhalligon's. Niestety, kiedy mocno wtulę nos w skórę w tle znów czuję... Sami-wiecie-co. Nie wiem, skąd ta nuta, skąd takie skojarzenie. Sam balsam kopaiba potrafi pachnieć nieciekawie, organicznie i niezbyt zdrowo, ale żeby rybą?

A najdziwniejsze jest to, że mimo dziwnych skojarzeń, zapach uważam za ciekawy i niebrzydki. Nie jest to wprawdzie klasyczny perfumeryjny Adonis, ale przekonana jestem, że nie takie były zamiary twórców, tu więc przynajmniej wszystko jest zgodnie z planem.


A pointa? Pointa jest taka, że wreszcie rozumiem ludzi, którzy czują kaszankę w Serge Noire czy pierogi z mięsem w Un Parfum des Sens et Bois. Choć tego akurat stopnia wtajemniczenia perfumeryjnego wolałabym nie osiągnąć. ;)


Data powstania: 2009

Nuty zapachowe:
balsam kopaiba, balsam sosny, goździki, brzoza, irys, cedr


* Pierwsze i trzecie zdjęcie recenzji pochodzą ze strony: www.bialczynski.wordpress.com
** Autorem drugiego jest Jim Wright, którego prace znaleźć można na: www.fineartamerica.com
*** Czwarte zdjęcie z artykułu o tataraku na: www.mamzdrowie.pl
**** Ostatnia fotografia autorstaw Thomasa Whelana, którego galerię znaleźć można na: www.whelanphoto.com

19 komentarzy:

  1. po tej recenzji chcę je wypróbować... ta... ryba mnie zafascynowała, a brzozowości kocham wprost w zapachach wszelakich... z początku opisu czekałam na Skandynawię

    OdpowiedzUsuń
  2. Urzekła mnie ta recenzja oraz cudownie ciemnozielone zdjęcia, które dołączyłaś :)
    Przedostatnie zdanie mnie rozwaliło :O, o ile z dziwnymi rzeczami wyniuchanymi przez innym ludków w SN sie spotkałam (w sensie oni sie spotkali a ja przeczytałam) to pierogi z mięchem w Un Parfum...? Gdzie? Toż to faktycznie jakiś inny stopień wtajemniczenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi bardzo interesujaco, tylko ta ryba....
    O Slumberhouse jeszcze nie slyszalam.
    Zapomnialam jeszcze postawic na liste flaszek Brecourta Contre pouvoir (no i pewnie jeszcze pare innych przeoczylam...) Ktorego Brecourta masz na liscie?
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  4. zawsze jak wchodzę na Twój blog to się czuję jak w tajemniczym ogrodzie. niesamowita sprawa z tymi zapachami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. wszystkiego dobrego z okazji urodzin! ja też jestem ten sam znak, z 14 kwietnia :)
    Pozdrawiam wiosennie

    OdpowiedzUsuń
  6. Te jadalne akcenty mnie rozlożyły xD Ryby, pierogi, kaszanka... heheh całe szczęście, że mój nos daleki jest od stopnia ogarnięcia specjalistów perfumiarskich ;) Zielone zapachy w większości przypadków są dla mnie zbyt świeże w odbiorze, ale z drugiej strony, kiedy robi się ciepło warto przyjrzeć im się dokładniej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, może nie będzie tak źle..? :) Kopaiba wpływa na mnie podejrzanie pozytywnie. Jednakowoż rybi smrodek nie zachęca.. i pewnie irys dałby mi popalić.
    Zrozumiałaś "kaszaniarzy"?? Rety, czego to ludzki umysł nie łyknie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Barwy Wojenne, jesteś twarda. Ale trochę rozumiem - pewnie też zaintrygowałoby mnie porównanie własnych wrażeni, do wrażeń wariata czującego w perfumach rybę. ;)))


    Zaczarowany Pierniczku, o pierogach z mięsem pisała jedna z dziewczyn na forum Wizażu. Ja czasem czuję rosół lub zupę jarzynową w perfumach. W jednych nawet nieświeżą (ale niewątpliwie jarzynową). :)))



    Michasiu, z Brecourtów dostały mi się Haram, Agaressence,, Mauvais Garcon i Contre Pouvoir właśnie.
    Swoją drogą, muszę chyba wymyślić jakieś logo dla Cyklu Michasiowego - było już 11 recenzji "Twoich" zapachów, a pewnie będą i kolejne.
    Kupiłaś Contre Pouvoir? To niezły musi być.


    Strī-linga, dzięki. :) Choć oczywiście należy też brać po uwagę możliwość, że mogę być obłąkana po prostu. ;)))


    Mnemonique - dziękuję i wzajemnie: wszystkiego najpiękniejszego!


    Katalino, ja wiem, czy to od "stopnia ogarnięcia" zależy? Raczej od prostych skojarzeń. Czasem trafi się zapach aktywujący jakąś nietypową ścieżkę nerwową i mamy potem gotowy obrazek. Czasem z kaszanką, czasem z rybami. ;))) A ciepłe dni... Wcale niekoniecznie wymagają zielonych zapachów. NOszę latem Calamusa, ale tez uwielbiam niektóre kadzidła w upale. Black Cashmere w ciepłe dni robi się obłędny, Jaisalmer czy French Lover wręcz wolę latem. :)


    Wiedźmo, podejrzanie pozytywnie, powiadasz? No bo to taki podejrzany zapach jest. Pamiętam, jak na któryś zlot Sałata przyniosła czystą esencję - nie mogłyśmy się nadziwić, że tak to śmierdzi. A irys jest niezwykłą nutą. Nie-zwy-kłą! :D Czasem gbywa pawiogenny, ale ogólnie podziwiam irysa za to, co wyprawia w perfumach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Calamus tez uwazam za cudny (lecz musze dopryskiwac, bo dosc szybka zanika, mam reszte probki), chyba tez zajde do siedziby CdG parfums...
    Zadnego logo nie wymyslaj: dajesz mi poczucie radochy Twoimi recenzjami, to mi calkowicie wystarcza.
    Agaressence bylam w sumie zawiedziona, zbyt owocowy, dostalam darmowy dekant przy zakupie Contre Pouvoir (bardzo mi sie podoba ta nazwa,
    ale niestety to nie moja bajka).
    Na drugim miejscu Brecourtow stal Niegrzeczny chlopczyk czyli Mauvais Garcon.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie moja bajka dotyczy Agaressence...

    OdpowiedzUsuń
  11. Klaudiu - czekam na recenzję Slumberhouse - Vikt :). Panda Ci mam nadzieję przesłała to cudo ? Jak nie to daj znać, przywiozę na sabat. To piękna uczta dla mojego nosa.
    mirela

    OdpowiedzUsuń
  12. Michasiu, na mnie, na szczęście Calamus się trzyma. Ale kolejna (trzecia już) flaszeczka zbliża się nieuchronnie.
    Agaressence będę testowała wkrótce, ale już wyznam, że nie spodziewam się cudów. A nazwa Contre Pouvoir... Oj, budzi nadzieje, budzi wielkie. :D
    Co do logo, już od jakiegoś czasu mam kilka pomysłów, ale żaden nie jest dobry. Jeden z nich wyślę Ci przy okazji mailem. :D


    Strī-linga :DDD W sumie, zależy dla kogo lepiej. ;)


    Mirelo, przesłała, przesłała... A jakże! Ale tym razem idę po kolei od lewej do prawej. A na sobat - przede wszystkim przyjedź. Masz odlewkę?

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam i się zakochałam. Jak ja teraz upoluję tę flaszkę ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Była niedawno na Allegro używana. Jeśli nie, to na Indiescents są w przyzwoitych (względnie) cenach. A kiedyś może dotrą i do Polski...

    OdpowiedzUsuń
  15. Testuję właśnie GREV i tak mnie ta ryba zaskoczyła przed chwilą, że zaczęłam szukać w sieci o co chodzi. Nie czytałam wcześniej Twojej recenzji więc nie jest to żadna siła sugestii czy coś. Ryba w Grev jest i tyle. Mało tego, ja zdecydowanie wyczuwam ziele angielskie i pieprz więc mam ... rybę po grecku :D No moze bez warzywek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domi, poważnie, też czujesz tę rybę?! Ulżyło mi trochę. Dzięki, że się podzieliłaś tą wieścią przedziwną. :)))
      Z ryby po grecku najbardziej lubię warzywka. Ja chyba w ogóle najbardziej warzywka lubię... :)))

      Usuń
    2. Ja jestem mięsożerca, ale rybki dobrze zrobione też lubię. Nawet te "surowe" w sushi lubię, ale w zapachach niekoniecznie :D

      Usuń
    3. Ja jestem zdecydownie niemięsożerna. Ale sushi się nie oprę. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...