czwartek, 1 grudnia 2011

Queen Secret Ramon Molvizar

.
Czym różni się sekret króla od sekretu królowej?

Cóż za świetne zagajenie! - pomyślałam, gdy przyszło mi do głowy to pytanie. O tajnym gabinecie Ludwika XV Secret du Roi większość z nas słyszała. Wrzucając w wyszukiwarkę internetową hasło "sekret królowej" i "queen's secret" spodziewałam się czego równie tajemniczego, lecz bardziej pikantnego.

Kiedy jednak zobaczyłam, co wyrzuca Google po wpisaniu "Tajemnica królowej" uznałam, że rozwijanie tego tematu nie jest najszczęśliwszym pomysłem. Szczególnie, że zapach zasługuje na naprawdę dobrą historię.



Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć*


W Queen Secret, podobnie jak w przypadku King Secret: pierwsza nuta "ustawia" zapach. Dobitnie i przekonująco oznajmia: banału nie będzie. To nie jest Sekrecik Królewny, Pamiętnik Księżniczki, opowiastka bez znaczenia.

Geranium, bergamota i najważniejsza nuta otwarcia: intensywny aromat herbacianego suszu. I jest to rzeczywiście zapowiadany w nutach cierpki, ożywczy zapach herbaty zielonej. Akord bardziej stymulujący, niż urodziwy. Naprawdę fenomenalny sposób "przedstawienia" kompozycji.

Po chwilce ledwie zapach zaczyna się zmieniać, wypełniać, ogrzewać. Najpierw następuje delikatne przetasowanie i ponad herbatę wybija się geranium. 
W naturze nie znosiłam zapachu tej rośliny, w perfumach ją uwielbiam. Jej zapach jest niezwykły: ziołowy i kwiatowy zarazem, w nietypowy sposób łączy goryczkę roślinnego soku z niebanalną, niejednoznaczną słodyczą. Tak mógłby pachnieć cierpki uśmiech.

Łagodności akordowi otwierającemu dodaje fiołek: wyczuwalny w tle, dyskretny, lecz zdecydowanie obecny. I bardzo na miejscu.


W momencie kiedy pojawia się róża, zapach staje się nie tylko królewski, lecz także ludzki. Pierwsze chwile ukazały nam kobietę wyniosłą, zdystansowaną, nieomal surową. Najpierw fiołek kazał nam dostrzec, że jest młoda, potem róża staje się rumieńcem na jej twarzy, cieniem rzęs na policzku, miękkim kosmykiem opadającym na smukłą szyję.

Bogaty, złożony akord kwiatowy zaczyna powoli dominować kompozycję. Tło dla niego stanowi pikantny akord przyprawowy oparty na imbirze i szafranie z dodatkiem różowego pieprzu. Dający zapachowi ciepło zapach kwiatu pomarańczy podbity został nutą petitgrain doskonale uzupełniającą i zastępującą przygasające nieco geranium.

 

Z wysokości swego tronu, królowa uśmiecha się uprzejmie i ciepło. Oswojeni z panującym w sali blaskiem zaczynamy dostrzegać pełne usta, orzechowe oczy i drobne kurze łapki w ich kącikach. Nie jest posągiem, jej serce bije, jej umysł pracuje, jej ciało tęskni za swobodniejszą pozycją, wygodniejszym strojem, a może i za czymś więcej... 

Pojawia się orchidea, potem miękka wanilia, bób tonka, sandałowiec.
Wzrok królowej zaczyna błądzić, na ustach pojawia się rozmarzony uśmiech i wiemy już, że w wyniosłej, dumnej pozie siedzi przed nami nie tylko władczyni, ale też kobieta. Kobieta, która w nocy, w miękkim łożu nie śni o pełnym skarbcu, niskiej inflacji, domkniętym budżecie i kontroli przestępczości. Jeśli marzy o podbojach, to nie politycznych, jeśli pragnie zewu krwi, to nie do walki się rwie...


Ambrowo - różana, lekko pikantna baza wyprowadza nas daleko poza salę audiencyjną. Jeśli serce zapachu było marzeniem, fantazją, skrywanym pragnieniem, to baza zabiera nas w sam środek owych zmysłowych wizji.

Świat nabiera ciepłych barw, słońce tkwi w nierealnym bezruchu zawieszone tuż nad horyzontem, słodka muzyka przesącza się przez muślinowe kotary wraz z jego blaskiem. Całość jest oniryczna, niedosłowna, zamglona. To tylko sen.

Można zapomnieć o byciu królową, dać się uwięzić w ramionach kochanka nie tracąc władzy, pogrążyć się w jego oczach nie obawiając konsekwencji, nawet zasnąć z głową na silnym ramieniu bez lęku przed niedyskrecją pokojowych. To tylko sen.


Queen Secret, mimo wyraźnie zmysłowej bazy, do końca nie traci pewnej wyniosłości, dystansu. Nie staje się zwykłą schadzką, amoralnym romansem, chwilą występnej rozkoszy. Ostre, jasne piżmo  tnie romantyczną wizję na odrealnione, przekontrastowane kadry. Cierpkie echo nut herbacianych, geranium i gorzkiej pomarańczy przypomina nam, że królowa musi bardzo starannie strzec swych sekretów. 

I Ramon Bejar zdradza je szeptem. Bez tanich sensacji i bez tanich, efekciarskich zabiegów mających uczynić zapach bezczelnie uwodzicielskim i prostacko sexy. 
I oczywiście tak, zasugerowałam się nazwą, ale uwierzcie mi, spotkanie z królową i usłyszenie jej opowieści tym razem nie wymagało wielkich starań.




Data powstania: 2011
Twórca: Ramon Bejar

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: geranium, zielona herbata, bergamota, liście fiołka, magnolia, róża
Nuty serca: płatki róży, kwiat pomarańczy, imbir, orchidea
Nuty bazy: piżmo, biała ambra, wanilia, cedr, nuty przyprawowe


* "Sen Katarzyny" Jacek Kaczmarski
  • Wszystkie zdjęcia pochodzą z filmu "Królowa Margot" (1994) w reżyserii Patrice Chéreau. Jeśli ktoś nie widział, to oświadczam, że moim zdaniem należy nadrobić. Warto.

16 komentarzy:

  1. Opis jak zwykle fenomenalny! Pozwala puścić wodze fantazji :) Sam zapach? Patrząc na nuty podoba mi się dopiero od momentu "Pojawia się orchidea..." ;) Cała poprzedzająca to ziołowo-zielona cierpkość troszeńkę mnie stopuje, bo generalnie nie lubię zieloności w zapachach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sabbath jak zawsze super opis :)) ambra z różą to jest to co tygryski lubią najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O Królowo! :) Szalenie intrygujący ten opis i nawet ma sporo z tych nut które lubię. Zapisuję w głowie, chce to poznać! ;)
    PS Czytając Twoje cudowne opisy mam niezłą "zagwozdkę" aby skomentować to jakoś.. z odpowiednia klasą..

    OdpowiedzUsuń
  4. Katalino, ja też raczej nie lubię, choć mam swoje wyjątki. Że wspomnę chociażby Calamus CdG, którego drugą flachę już zużywam. :)
    Tu zieloność jest nietypowa. Ziołowa, herbaciana. Ale nie jest to rzeczywiście róża wprost., W końcu królowa. Sekrety sekretami, a fason trzymać trzeba. nawet jeśli jest ciężko.


    Reniu, róża tak, ambra tak, ale i mnóstwo innych rzeczy. Nie jest to typowy, ciepły zapach. Jest ciekawy. Nie wiem, czy przez to ładniejszy, ale ta goryczka jest interesująca nader.


    Yolu, ty mi tutaj nie tutaj. Ja tu siedzę i pokwikuję z entuzjazmu przy każdym komentarzu. :)
    Co do zapachu - pojechałam ostatnio po Bejarze przy okazji tych nieszczęsnych Vibrationali, naprawdę obawiałam się wtopy z tą Królową. Dlatego tyle zwlekałam z testami...

    OdpowiedzUsuń
  5. Chéreau uwielbiam! Aż chyba coś obejrzę w najbliższej przyszłości..

    OdpowiedzUsuń
  6. Sabbath dość wybiórczo podeszłam do zapachu wybacz ;) inne rzeczy zauważyłam owszem i to połączenie może być bardzo ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stri-lingo, no proszę, jaka stymulacja kulturalna. :) Bardzo dobry wniosek z recenzji IMHO. :)


    Reniu, cóż Ty z wybaczaniem? Ja, kiedy czytam nuty, najpierw widzę kadzidło, oud, wszystkie drewna i żywice. Reszta nut to imponderabilia. :) No, chyba, ze cywet albo kastoreum. Te trudno przegapić. :) Przecież to normalne, ze skupiamy się na ulubieńcach.

    OdpowiedzUsuń
  8. taki żarcik ;) Sabbath moimi pierwszymi ukochanymi perfumami były Lancome Tresor i jak widać ciągle ta róża gdzieś za mną chodzi ;) ale jestem otwarta na nowe :)) poznanie oud-u było dla mnie niesamowitym przeżyciem :)) poznawanie nowych nut jest fascynujące :))

    OdpowiedzUsuń
  9. geranium to zapach, który równie bardzo mnie odrzucał co przyciągał. Bergamotka i zielona herbata mają tendencje do takiego panoszenia się na mojej skórze, że ciekawa jestem czy cokolwiek innego się rozwinie. To dziwne bo niektóre rzeczy się na mnie wysładzają bardziej niż na innych a niektóre wręcz przeciwnie. Taka widać uroda.

    Opis jak zwykle uwodzicielski dobrze tutaj zajrzeć podelektować się, odpocząć przed resztą intensywnego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna recenzja i świetnie dobrana oprawa filmowa. Królewskie, doprawdy. Aczkolwiek będę upartym niedowiarkiem i dopóki własnonośnie nie powącham, nie uwierzę w to, co piszesz o geranium i zieloności. Aczkolwiek wiem, że jeśli chodzi o zapachy nie należy mówić "nigdy". Aczkolwiek geranium nie znoszę. Aczkolwiek jeśli Ty piszesz o zieloności to, co piszesz, to może coś w tym jest... żeby tylko nie było jak z również zielonym French Loverem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Reniu, moimi pierwszymi była Theorema Esprit i potem klasyczna. I przyprawy też za mną chodzą do dziś. Róża jest dla mnie nutą trudną. Może przez nieszczęsne bułgarskie olejki z dzieciństwa?
    Oud też mnie urzekł od razu. Dawno, dawno temu naprawdę był nutą niespotykaną i powszechnie uznawaną za dziwaczną. A potem nastała moda. I mamy urodzaj oudów wszelkiej maści. Raj po prostu. Moda minie, a wszystkie te pachnidła zostaną. :)))


    Polu, geranium to fenomen zapachowy. Niewiele jest roślin pachnących tak oryginalnie. Tak, jak napisałam w recenzji, w realu naprawdę mnie ten zapach dobijał. Wystarczyło przejść obok, by zdetonować zieloną bombę. Cholera "waliła" po nosie jak prawdziwa broń biologiczna. :)))
    Do zaglądania zapraszam najserdeczniej. :)



    Myszo, ależ bądź, bądź. Nie tylko w tym przypadku, lecz zawsze. O geranium pisałam tez wyżej. naprawdę nie jestem fanem tej roślinki w realu. Ale w perfumach po raz kolejny mnie zaintrygowała.
    Olśnienia jak przy French Loverze chyba bym nie oczekiwała. Choć... Kto wie? Dla mnie Francuski Kochanek jest fenomenem trudnym do pobicia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna recenzja-opowieść -cudnie się czytało! :) Baaaaardzo podoba mi się dobór ilustracji filmowych i nawiązanie do piosenki Kaczmarskiego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sabbath to teraz pomyśl sobie, że u mnie w rodzinie kazali to geranium wąchać na ból głowy, międlić i wkładać do ucha na ból ucha... trzymać w pokoju dla lepszego snu i zdrowotności. No po prostu prawie jak Woda Królowej Węgier

    OdpowiedzUsuń
  14. Madzik, tekst Kaczmarskiego do "Snu Katarzyny" jest genialny. Wielka rzecz. choć jego stylu śpiewania nie lubię.



    Polu, mnie też pchali to-to do ucha. Na szczęście zapalenie ucha często szło w pakiecie z katarem. Ale w pokoju nie kazali mi trzymać. Brrr!

    OdpowiedzUsuń
  15. Czemu tak jest, że jedne zapachy w naturze pachną piękniej niż w perfumach lub na odwrót? Moja przygoda z jaśminem jest właśnie taka jak Twoja z geranium tyle, że na odwrót. W naturze kocham ten zapach a w perfumach już nie za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jaśminem mam tak samo. W ogóle z zapachem kwiatów. W naturze uwielbiam, w perfumach mi kompletnie nie po drodze. Choć oswajam... Powoli. ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...