piątek, 11 października 2013

Zanim miłość dojrzeje - Stilettos on Lex i Terrasse A St-Germain Jul et Mad


Lu'lua ma w ofercie nową markę. To zawsze cieszy. Im lepsze kompozycje wchodzą na nasz rynek wraz z marką, tym bardziej. Tym razem cieszy, a ostatni zapach cieszy bardzo. :)

Jul et Mad to firma założona przez dwójkę młodych ludzi, których połączyła chemia. Taka normalna, ludzka. Julien Blanchard (Jul) i Madalina Stoica (Mad) spotkali się, pokochali i postanowili stworzyć coś wspólnego. Jednak, w przeciwieństwie do większości młodych ludzi, do pomocy w realizacji swych planów zaprosili nie urzędnika stanu cywilnego, lecz perfumiarkę - Dorothee Piot z Maison Robertet. I tak zaczyna się historia Jul et Mad.


Trzy pierwsze kompozycje marki, stworzone w 2012 roku Stilettos on Lex, Terrasse A St-Germain i Amour de Palazzo, to przełożona na język perfum historia miłości Madaliny i Juliena. Pierwszy rozdział opowiada o pięknej i tajemniczej kobiecie przemierzającej na szpilkach nowojorską Lexington Avenue, drugi o zauroczeniu uwodzicielsko pachnącym młodzieńcem spotkanym w kawiarence na paryskim Boulevard St. Germain, trzeci natomiast o wielkiej miłości przeżywanej w Wenecji.

Nie chciałabym wyjść na cynika, ale jeśli kolejne zapachy marki mają powstawać wedle tego samego schematu, to mam nadzieję, że związek Madaliny i Juliena okaże się burzliwy i pełen gwałtownych namiętności.



Opowieści o miłości część pierwsza:
Wiosna
czyli
Stilettos on Lex


Jaka jest Mad?
Ładna. Bardzo ładna. Poznana bliżej zdaje się wręcz śliczna.

Ma jasne włosy w kolorze słonecznych cytrusów, skórę gładką jak skórka brzoskwini i fiołkowe oczy. Na sukienkę w kwiaty narzuciła szal miękki jak płatki róży. W dłoniach trzyma bukiecik konwalii i papierową torbę pełną żółtych już, lecz wciąż chrupkich gruszek.

Dokąd zmierza Mad?
Na lody. Waniliowe i słodkie. Zje je na drewnianym tarasie niewielkiej kawiarenki, przy wiklinowym stoliku ustawionym tak, by móc obserwować parkowe alejki, po których niespiesznie przechadzają się Nowojorczycy. Jest niedziela: dzień, w którym już nie warto się spieszyć i jeszcze nie trzeba się spieszyć. Dzieci jedzą gruszki w karmelu, młodziutkie dziewczęta pachną niedrogimi waniliowo - kwiatowymi perfumami, starsze dziewczęta butnie pachną Poison Diora. Młodzieńcy noszą białe T-shirty i zapachy w typie Sport. Schludne, miejskie psy wbiegają pod koła rowerów; strącane podmuchami wiatru płatki kwiatów spadają na ziemię niechętnie i z wahaniem.


A potem pojawia się bukiet róż.
Dostarczony przez młodziutkiego, szczerbatego posłańca, okraszony nieśmiałym, dziecięcym jeszcze uśmiechem, lecz jednocześnie przynoszący całkiem dorosły przekaz. Miłość. Niespełnioną, nieskonsumowaną jeszcze, lecz niewątpliwie o spełnieniu i konsumpcji myślącą. Im niżej słońce nad horyzontem, im mniej dzieci w parku, im bliżej ciepłej, ocienionej paczulą bazy - tym intensywniejsza jest myśl o spotkaniu, tym bardziej wyrazista wizja dotyku. I tym piękniejsza wydaje się Mad. To znaczy... przepraszam: tym piękniejsze są Szpilki na Lexington Avenue. :)

O ile pierwszych akordów Stilettos on Lex nie mogę sobie wyobrazić na mężczyźnie, a jeśli już próbuję, to jest to wizja dziwna, o tyle paczulowo - piżmową, subtelnie ostrą bazę na mężczyźnie widzę bez problemu. Nawet z tym bukietem róż w dłoni.


Data powstania: 2012
Twórca: Dorothée Piot
Trwałość: świetna. 11 godzin, kąpiel i kolejne kilka godzin

Nuty głowy: cytryna, gruszka, bylica (kwiat davana), likier śliwkowy
Nuty serca: konwalia, liście fiołka, absolut róży, heliotrop, irys, goździk
Nuty bazy: piżmo, wanilia z Madagaskaru, paczula z Indonezji, cedr z Atlasu



Opowieści o miłości część druga:
Wieczór
czyli
Terrasse A St-Germain

 

Kim jest Jul?
Jeśli wyobrazimy sobie Terrasse A St-Germain jako metaforyczny obraz nadawcy różanego bukietu trafiającego do ślicznej Mad Na Wysokich Obcasach, będzie Jul młodzieńcem wiotkim, eleganckim i bladym; o smukłych, wypielęgnowanych dłoniach i przyjemnej, choć dość wysokiej barwie głosu. Pukle złotych włosów opadały mu będą na oczy, złoty meszek na twarzy zdradzał będzie młody wiek, który zdradziłyby także podrapane kolana, gdyby nie były zakryte starannie zaprasowanymi w kant spodniami.

Zadziorny rabarbar i charakterystyczna winna goryczka grejpfruta złożone ze świeżym akordem kwiatowym dają efekt w postaci zapachu androgynicznego, żywego, pogodnego. W miarę pogłębiania się nut kwiatowych i przemiany rozświetlonej hiacyntem frezji w łagodną mieszankę bladej róży i lotosu, nuty owocowe przechodzą w nuty drzewne - nie tracąc charakteru i lekkości. Rabarbarowa świeżość zastąpiona zostaje iglastą eterycznością cedru, goryczka grejpfruta cierpkimi nutkami żywicznymi. Najważniejsza jednak jest wczesna i miła dla nosa baza. To ona nadaje zapachowi ostateczny charakter.

O ile pierwszymi akordami malowała Piot obraz młodzieńca bez wielkiego przejęcia zdążającego na miłą, lecz nie zwiastującą wielkiej namiętności schadzkę z panną w sukience w kwiaty, o tyle baza przenosi nas już wprost na spotkanie i zadaje kłam otwarciu.


W bazie jest wieczór.

Słońce jeszcze nie dotknęło horyzontu, ledwie pochyla się ku ziemi - złote jak czupryna chłopca, ciepłe jak uśmiech obdarowanej bukietem róż dziewczyny. Pochylają się ku sobie także głowy zatopionych w rozmowie jeszcze-nie-kochanków. Ona czuje wyraźnie piżmowy zapach rodzącego się w nim pożądania, on wdycha aromat jej włosów. Cienie, których jeszcze kwadrans temu nie było, powoli, zmysłowo kładą się na jego policzkach i jej ramionach. Ziemia zaczyna pachnieć płodnością i paczulą.


I już. Na tym opowieść się kończy. Nic się dziś nie wydarzy, żaden Rubikon nie zostanie przekroczony. Odejdą oboje unosząc ze sobą piżmowe pożądanie i złote iskierki w sercach. Łagodni i nieświadomi.

O tym, co wydarzy się na kolejnym spotkaniu opowiem Wam jutro. Albo za dwa dni... :)


Data powstania: 2012
Twórca: Dorothée Piot
Trwałość: 8 godzin

Nuty głowy: grejpfrut, mandarynka, rabarbar
Nuty serca: frezja, lotos, róża
Nuty bazy: piżmo, drewno sandałowe, paczula z Indonezji


  • Na pierwszym zdjęciu Julien Blanchard i Madalina Stoica.
  • Na drugim i trzecim Julia Stiles.
  • Na zdjęciach nr 4 i 5 nieodżałowany Heath Ledger.
  • A na gifie kończącym opowieść Alex Pettyfer.

16 komentarzy:

  1. Ciekawy pomysł na perfumy. Też myślę, że im więcej będzie się działo w tym związku, tym ciekawiej dla nas ;-)

    Jak zwykle świetnie to opisałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł na interes. Choć... Miłośc to towar, który od wieków sprzedaje sie najlepiej. Może mają czuja i dobrze kombinują? Bo ja na tym zdjęciu porywającej namiętności nie widzę. ;)

      Usuń
  2. oboje brzmią na wartych poznania, tylko sprawdziłam cenę za flakonik i hmmm... mam już kilka flakonów o których marzę, a na które mnie nie stać i trochę się boję testować kolejne tak drogie kompozycje -_-

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda że do Krakowa tak daleko..ale gdy tam pojadę to odwiedzę i wywącham cały asortyme t:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że całego nie wywąchasz. Mają tego naprawdę spooooro. Ale mają także fotele i stolik, przy którym można odsapnąć, a potem wrócić do wąchana. :)

      Usuń
  4. ...i żyli długo i szczęśliwie :)
    Julia Stiles na pierwszym zdjęciu działa transująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja mam nadzieję, ze będą żyli długo i szczęśliwie. Ale ich perfumom to najlepiej nie zrobi, obawiam się. Chyba, że będą na język perfum przekładali jakieś frywolne interludy i inne atrakcje. :)

      Usuń
    2. Jak się rozkręcą to kto wie.. ;)

      Usuń
  5. Heath oj szkoda, szkoda... myślę, że im starszy by był tym lepszy, jak wino :)
    Czekam na finał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszna szkoda. Był niesamowicie utalentowany. Jako Joker skradł Batmanowi film. Batmanowi, którego grał Bale - tez przecież utalentowany i przystojny aktor.

      Usuń
  6. Uroda obu postaci jest zdecydowanie nie w moim guście - ciekawa jestem perfum...trochę.
    Czy również są takie, przepraszam, wieśniackie? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stilettos to rzeczywiście przyjazny i ładny, bardzo ładny w konwencjonalny sposób zapach - ale odkąd zabrałam go na wiosenny spacer i skonfrontowałam z zapachami natury zupełnie nie ma u mnie szans. Zrobiłam to bez namysłu i chyba do pernego stopnia "zepsułam" sobie opinię o perfumach.
    Za to Terrasse, początkowo odrzucony z uwagi na nie-mojość nut, już poznany wzbudził nutkę żalu, że jednak nim wzgardziłam.
    Ot, i bądź tu człowieku mądry! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne opisy, poczułam dosłownie te zapachy.

    Heath spoglądający na mnie, aż dreszcze mnie przeszły....

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam takie historie! troszkę więcej czasu będę mieć, to pooglądam!

    Jeśli nie byłaś jeszcze nigdy na spotkaniu blogerek, zapraszam!
    Spotkanie Śląskich Blogerek RYBNIK! :)
    http://www.psychodelax3.blogspot.com/2013/10/spotkanie-blogerek-slaskich-rybnik.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...