Boisé 04 Patyka

Wybaczcie kilka dni milczenia, jestem chora. Nie mam kataru, ale wsłuchując się w dobywające się z moich płuc dudnienie godne Chińskiego Niebiańskiego (ktoś kojarzy skąd wzięłam tego smoka?) przezornie nie ufałam swemu nosowi. Niepotrzebnie, kataru ani widu, ale przyznać muszę, że utrzymanie się na fotelu przed monitorem wymaga ode mnie sporego wysiłku.

Bez zagajeń i wstępów, dziś zapach kolejnej nieznanej u nas szerzej marki, który skusił mnie drewnem w nazwie.

Patyka to francuska firma produkująca kosmetyki naturalne, sama mieniąca się pomostem między perfumiarstwem organicznym, a luksusowym. Oferta obejmuje sześć zapachów:

01 Hesperidé   

02 Ambré   

03 Fougére   

04 Boisé   

05 Floral   

06 Chypre

A ponieważ Ambré opisywane są jako mariaż bergamotki z wanilią, uwagę swoją skupiłam wyłącznie na kompozycji numer 04, którą producent zapowiada jako zapach leśny, łączący akord sosnowy z cedrowym.

Nic nie przemija*

 

Otwarcie jest bardziej żywiczne niż drzewne w sensie drewniane.

Eteryczny aromat sosnowej żywicy pogłębiony i uzupełniony został dodatkiem terpentynowo – cytrusowego elemi oraz, wyczuwalnego po kilku minutach, benzoesu.

Drugą falę otwiera aromat do złudzenia przypominający mi goryczkę grejpfrutowych skórek: bez owocowej świeżości, bez miękkości miąższu. Nie wiem na ile jest to efekt obecności elemi, ale wyznam, że wrażenie jest bardzo sugestywne. Nuta ta nie ożywia kompozycji, nie rozświetla jej: zapach wciąż jest żywiczny i zgaszony. 

Dzieje się tak zapewne dlatego, że w tle, jako przeciwwaga dla rozbłysku grejpfrutowej goryczki pojawia się sucha, mszysta paczula. Subtelna, lecz głęboka nuta trwa aż po ostatnie tony Boisé rzucając charakterystyczny cień na całą kompozycję.

Zapach drzewnego, intensywnie czerwonego cedru staje się wyraźny dopiero kiedy gaśnie eteryczna sosna. Kompozycja z żywicznej powoli zamienia się w drzewną. Suche cedrowe deski: surowe, nieheblowane, nielakierowane. Spoczywające w cieniu, pachnące przesuszoną, utlenioną żywicą i kurzem. Na tym etapie, poza akordem drzewnym, paczulą i śladem żywic z otwarcia wyczuwać zaczynam mirrę, stare olibanum i ślad suchych, zwietrzałych ziół.

Ani śladu wanilii, ani krztyny zmysłowej ambry, ni odrobiny miękkiego sandałowca…

 

I jest trochę tak, jak gdyby sosnowy las najpierw wdarł się w drewnianą kapliczkę, a potem obumarł jak ona wcześniej. Najpierw to niezwykłe uroczysko opuścili ludzie, potem i leśne duszki. 

Teraz mieszkają tam tylko drobne, szare roślinki i wiatr, kiedy zmęczony tułaczką szuka miejsca na krótki spoczynek. Trochę poszarpie listkami paczulowych krzaczków, trochę wzniesie kurzu, troszkę sypnie próchnem, lecz bez pasji, z którą zwykle tłucze się po świecie.

Podoba mi się ta nieskomplikowana kompozycja. Jest w tym pozbawionym pociągającej mnie zwykle głębi i zmysłowego ciepła zapachu jakaś melancholia, która każe mi wsłuchiwać się w niego jak we wspomnienie dawno utraconych emocji. Z sentymentem.

Ta niezwykła, wynikająca być może z hipernaturalności użytych składników, surowość i linearność kompozycji daje jej niezwykły urok. A jednak… Nie wiem, czy byłabym w stanie używać jej całościowo, czy gotowa jestem żyć patrząc w tył. A zapach ten postrzegam właśnie jako melancholijne, sentymentalne spojrzenie w przeszłość. Pełne niezwykłego uroku, lecz nie zachęcające do patrzenia w przyszłość. A ja, jak nikt chyba wiem, że życie przeszłością nie jest życiem.

Ale nie zniechęcam do testów. Może ktoś z mniejszym bagażem ponurych doświadczeń będzie potrafił unieść ten zapach wraz ze wspomnieniami, które niesie.

 

Data powstania: 2009

Nuty zapachowe:
cedr, sosna

* Istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija. – Elias Canetti

  • Pierwsza i ostatnia praca ilustrująca tekst to fotografie Roberta Rzepinickiego, publikującego także pod pseudonimem nicy. Strona autora, wraz z niezwykłym, nastrojowym portfolio do znalezienia pod adresem robertrzepinicki.pl. Polecam szczerze!
  • Autorką drugiej fotografii jest Floriana Barbu. Profil autorki na Photo.net tutaj: KLIK. Także polecam, to nie jest najbardziej niesamowita jej praca.
  • Autorem pracy numer trzy jest Doug Van de Zande, a znalazłam ją na stronie Martin Gallery.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

12 komentarzy o “Boisé 04 Patyka”

  1. Sab, Mroczne Ty nasze Słoneczko, weź Ty się wyleż w wyrze z jakimś grzańcem u boku.
    Co do smoków ekspertem zupełnie nie jestem i poza tym, że mamy Rok Smoka nic mi do głowy nie przyszło 🙂
    Opis mi się podoba. Bardzo. Drewno i paczula z odrobiną cytrusów – mniam. Nawet jeśli nie szczeólnie odkrywcze. Tylko nie podoba mi się, że to znowu jakiś wynalazek, którego w posiadanie popaść nie sposób.
    Życzę zdrowia i pozdrawiam znad okowów zmienawodzonej pracy doktorskiej.

  2. Nawet bym spróbował, czasem lubię melacholię, może rodzaj smutku. Chociaż sentymentalizmowi mówię: nie 🙂
    A gdzie próbki są dostępne?

  3. Madzik Monster

    To chyba twoja pierwsza tak melancholijna recenzja… Podoba mi się. Jak również ostatnia ilustracja.

  4. Myszo, Mroczne Słoneczko?! Urocze. Taki Czarny karzeł. Zgadzałoby się. I kolorystycznie, i rozmiarowo. Kiedyś podczas próby w warunkach polowych, przed wyjazdowym przedstawianiem podczas sceny, w której nie powinno mnie być na scenie (sic!) pytam reżysera, czy powinnam może kucnąć. Spojrzał na mnie i orzekł autorytarnie: Przy twoim wzroście siedzącego psa, doprawdy nie musisz. :)))
    A pracę doktorską kuj. Kuj z pasją, bo warto. Ja porzuciłam i żałuję. Bardzo.

    Kat, to chyba najbardziej niesamowita reakcja, jaką mogłaś opisać. Dzięki ogromne za ten komentarz. I za taga. Super tag! Odpowiedzi mam już w głowie. 🙂

    Piotrze, pojęcia nie mam, skąd wziąć próbki. Ja swoją dostałam przy okazji zakupów na Allegro. Wiem, ze sprzedająca jest wizażową forumką.

    Madzik, bo zapach taki zadumany… A prace Roberta Rzepinickiego obejrzyj sobie. tam jest sporo takich nastrojowych zdjęć.

    Fifidoreo, dziękuję. Zapach sosny: drewna, żywicy, igieł, także palonych gałęzi – uwielbiam. W perfumach czasem się nie udaje, ale jeśli już się uda – jest piękna.

    Anonimowy, kolejny film, który notuję: do obejrzenia. Dotychczas podążałam tropem typów Michasi i nie zawiodłam się. Dziękuję.

  5. Patyka jest wspaniałą firmą
    doskonale stworzone zapachy, jak miałem flakon to, aż nabrałem szacunku do bio kosmetyków, są doskonałej jakości.
    Patyka była kiedyś w Polsce w pięknym designerskim sklepie na starowiślnej w Krakowie.
    teraz tylko internetowo okrojona wersja
    szkoda
    Wojtek

  6. Maju, bynajmniej nie patykiem pisane. :)))

    Wojtku, wielka szkoda. Jeśli rzeczywiście pozostałe zapachy także warte są grzechu, to szkoda tym większa.
    Notuję sobie Twoją opinię i, w miarę możliwości, przetestuję kolejne Patyki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Amour de Palazzo Jul et Mad

To właśnie ta kompozycja – Amour de Palazzo jest powodem, dla którego recenzuję całą serię Jul et Mad. To najbardziej charakterystyczne i „charakterne” perfumy z

Czytaj więcej »

Condensed Milk by Demeter

Mleko w Malibu Spodziewałam się, że zapach będzie brzydszy. Słowo daję! Skondensowane mleko nie pachnie ładnie i nie urody oczekiwałam. Condensed Milk w wersji Demeter

Czytaj więcej »