My name is Bracken. Amouage Bracken.

Przyszły do mnie wczoraj perfumy, które nazywają się Paproć. Paproć od Amouage. I są tak bardzo w stylu Amouage i zarazem tak bardzo nie w moim, że postanowiłam spędzić z nimi wieczór. Dla odmiany.

Always gotta make an entrance*

Po pierwsze Bracken to męskie perfumy męskie. Tak. Podwójnie.

Skomponowane na bazie nut uznawanych za właściwe dla eleganckiego pana. Z charakterystycznym, paprociowo – lawendowym szczytem ostrym jak zarys szczęki Daniela Craiga. I, paradoksalnie, równie pociągającym.

Górne nuty kompozycji wybrane zostały tak, by nie pozostawiać żadnych wątpliwości nie tylko w kwestii płci „nosiciela”, lecz także w kwestii jego pochodzenia.

Otwierający Bracken cyprys jest tak szlachetny, że gdyby odłamać gałązkę – sok rośliny niechybnie byłby niebieski. Chłodna lawenda czesana prowansalskim wiatrem niewątpliwie szumi wierszem. A goździki pachną z najlepszym oksfordzkim akcentem.

Za to cytrusy… Mili Państwo, cytrusy użyte w Bracken na pewno nie wyrosły na drzewach. Cytrusy z Bracken nigdy nie były zielonymi, niepoważnymi gugułami. Cytrusy z Brackan narodziły się w formie esencji. Pewnego dnia pojawiły się w małych pojemniczkach na półce eleganckiego sklepu i całą młodość spędziły w sąsiedztwie jedwabnych krawatów i skórzanych rękawiczek. Największym ekscentrykiem w towarzystwie był lawendowy fontaź, który przesadnie akcentował głoskę R.

Serce kompozycji zabiera nas na spacer. Nie piechotą. Konno!

Smukłe, powściągliwe nuty drzewne w muszkatołowych kaszkietach nie podnosząc głosu rozprawiają o pogodzie. O niekrzykliwym cytrusowym słońcu i lawendowym wietrzyku. Zaróżowione geranium wspomina coś o księżniczce Annie, która spadła z konia, ale temat przyjęty zostaje chłodno.

Paprociowa baza zaprasza do rzadkiego lasku, nad błękitny stawik po powierzchni którego statecznie i w milczeniu pływają cyranki w piżmowych kubraczkach z wyspy Harris.

Trzymający się dotychczas w tyle Mister Cedric Cedar przesuwa się powoli przed milczącego Monsieura Geranium, zarzuca na ramię szal w pepitkę i sięga do kieszeni po tytoń. Ostatecznie nie decyduje się jednak na zapalenie fajki. Palenie podczas przejażdżki nie jest dobrze widziane.

Dzień jest powściągliwie pogodny, paprocie nieostentacyjnie zielone, a woda nader spokojna.

Bracken to kompozycja dla panów. Tu nie ma żadnych wątpliwości. Warto jednak podkreślić, iż ten wyrazisty, maskulinistyczny sznyt udało się osiągnąć bez ostrych, uciążliwych nut kolońskich charakteryzujących perfumy męskie w sposób ostentacyjny.

Bracken to gentleman. Prawdziwy.


Data powstania: 2016
Projekcja: wyraźna, lecz zarazem stonowana w wybrzmieniu.
Trwałość: Bardzo, bardzo dobra. Dziesięć godzin to minimum. Lecz nawet po dziesięciu godzinach nie przeszkadza.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamota, cytryna, cyprys, lawenda, gałka muszkatołowa, goździki
Nuty serca: geranium, sandałowiec, cedr, cynamon
Nuty bazy: paczula, piżmo

* James Bond o Raoulu Silvie w „Skyfall”

  • Na wszystkich ilustracjach mój (niespodziewanie) ulubiony Bond: Daniel Craig..

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

9 komentarzy o “My name is Bracken. Amouage Bracken.”

  1. Czytając Twój opis z każdym kolejnym zdaniem mężczyzna noszący ten zapach starzał się w moich wyobrażeniach. Bardziej niż bondowatego Craiga przywodzi mi na myśl człowieka mocno starszawego i w całym swoim wyrafinowaniu nie za bardzo pociągającego. Jakoś bliżej mi do "nieuczesanych" zapachów 😉

    1. Klaudia Heintze

      Craig też młodzieniaszkiem nie jest. 😉
      A poważniej – nie zamierzam dokonywać korekty twojej wyobraźni. Może tekst nie jest wystarczająco jednoznaczny? Może nie do końca opisuje moje odczucia. W każdym razie dla mnie Bracken nie jest staruszkiem. Ale jest raczej dojrzały.

  2. Miałem pisać ze znów skusiłaś ale ty przecież doskonale o tym wiesz. 🙂
    Niby nie moje klimaty a jednak ma się ochotę, no i kolejny Amouage jakby nie było.

    1. Klaudia Heintze

      Ano wiem, wiem. Przecież po to jest ten blog – żeby zachęcać. Czy też kusić, jesli wolisz tak to nazwać. 🙂
      Miłego wtorku, Narde! 🙂

  3. Brulion malarski. Justyna Neyman

    Wspaniałe to twoje pisanie jest. Soczyste, pełne i okraszone humorem. Zapachu nie znam – tylko damską wersję obadałam i bardzo mi się podoba. Jednak mój Amouage to w stu procentach Opus X i tej wersji będę się trzymać, bo takiego zapachu, przenikającego mnie do głębi, tak niezwykłego, nie ma (jeśli jest, to pisz!)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

KonFIGuracja fig

. Z okazji zbliżającego się lata wpis nietypowy. Nie jakiś szokująco obrazoburczy, lecz po prostu… letni. Od razu przyznam się, że zestawienie to nie było

Czytaj więcej »

Do zobaczenia w Warszawie?

Moi drodzy, zamilknę na kilka dni… Lecz bynajmniej nie dlatego, że czuję się znudzona czy znużona pisaniem dla Was. Zostałam zaproszona na otwarcie pierwszego polskiego

Czytaj więcej »