czwartek, 10 grudnia 2009

Feminite du Bois i jej drzewne siostry

czyli...
Pięć Dam z Fiołkiem


Nie da się uciec od napisania kilku słów o Feminite du Bois. Nie na tym blogu, na którym nawiązania do królowej kobiecych drewniaków pojawiają się raz po raz... Bo muszą.
Dla mnie, miłośniczki aromatów drzewnych i wielbicielki wielu dzieł Christophera Sheldrake'a Drzewna Kobiecość to kompozycja archetypiczna.
Wyobrażacie sobie, że kiedyś istniał świat bez Feminite du Bois?! ;-)



Istnieje wiele zapachów w różnym stopniu przypominających Feminite du Bois. O kilku z nich wspominałam już na blogu (mam tu na myśli na przykład Citta di Kyoto Santa Maria Novella), o kolejnych paru napiszę dziś kreśląc tu prowizoryczny rodzinny portret zapachów pokrewnych boskiej Feminite.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi długość tego wpisu - to tak naprawdę pięć solidnych recenzji, tyle, że powiązanych ze sobą.

Obejmuje on:
Feminite du Bois Shiseido
Feminite du Bois Serge Lutens
Bois Oriental Serge Lutens
Bois de Violette Serge Lutens
Genie de Bois Keiko Mecheri

Od razu na wstępie wyznaję jednak, że takiego "dotknięcia geniuszu" jak w klasycznych Feminite nie dostrzegam w żadnym z ich bardziej lub mniej urodziwych krewniaków.


Kobiecość Drzewna to kompozycja olfaktorycznie eklektyczna (ależ mi językowy koszmarek wyszedł!). Połączenie korzenno - pikantnych nut przyprawowych ze słodyczą owoców, delikatnością fiołka i pięknie aksamitną drzewnością ujawniającą się nie tylko w bazie, ale od początku nieomal. I to czasem udaje się powtórzyć w innych perfumach.
Jednak w żadnej z podobnych FdB kompozycji nie udało się zachować tej świetlistej przestrzeni, która czyni z Feminite fenomen. Perfumy jednocześnie drzewne i na wskroś kobiece; głębokie, lecz przestrzenne; gęste i jednocześnie pełne światła; nasycone olfaktoryczną treścią, lecz jednocześnie nie pozbawione pewnej delikatności... Ta harmonia przeciwieństw jest olśniewająca.


Kiedy rozbieramy ten fenomen na nuty i akordy okazuje się, że po pierwsze, wszystkie one brzmią jednocześnie - nie ma w Feminite momentu, kiedy jest ono jednorodne, jednowymiarowe.
Po drugie zaś dostrzegamy niezwykłą koncepcję, która pozwoliła osiągnąć ostateczny efekt.

W otwarciu mamy splecione trzy różne doznania: pikantnie musujący imbir z kardamonem, drzewny nieomal, suchy cynamon i przestrzenny, wietrzny powiew goździkowca. Trudno je rozdzielić, bo proporcje dobrano mistrzowsko.
Tuż pod tą szorstkawą warstwą przypraw odnajdujemy kolejne mistrzowskie zestawienie: aksamitny, delikatny fiołek skropiony świeżym, nieprzesłodzonym, pozbawionym uciążliwej w perfumach lepkości owocowym sokiem.
I wreszcie trzecia warstwa (nie faza - warstwa właśnie) to suche cedrowe drewno zestawione z miękkim, kremowym sandałowcem, którego delikatność podkreślona została dodatkiem kobieco kwiatowej, niespożywczej wanilii.


Pierwsza warstwa mówi: "strzeż się", druga kusi, trzecia uświadamia ostrzeżonemu, że kobieta jest tajemnicą. Połączone - są obietnicą i zachętą, lecz jednocześnie ostrzeżeniem dla skuszonego śmiałka, który zbliżając się do kobiety nie może przewidzieć, którą z twarzy kobiecości ujrzy.
W każdym razie zapach Feminite du Bois przekonuje, że warto próbować. No i to dobra metafora dla kobiecości, bo przecież mężczyźni wciąż próbują. ;-)

***

Niestety, Shiseido wycofało ten zapach i aktualnie Feminite du Bois możemy albo upolować z drugiej ręki, albo sięgnąć do oferty Serge Lutens - która to firma przejęła i zapach, i nazwę.
Z zainteresowaniem przetestowałam lutensowskie Feminite i z żalem stwierdzam, że reformulacja nie ominęła także i tej kompozycji. A przecież wydawało się, że skoro podpisuje się pod nią jej twórca, to nie będzie "poprawiał" swego dzieła.
Poprawił. Nie cieszy mnie to.


Nowe Feminite du Bois
utraciło to, co najbardziej mnie urzekało: przestrzeń.

Otwarcie jest mocne, zawiesiste; nieobiektywnie i gniewnie stwierdzam, że zbyt ciężkie i bez polotu. Śliwka się zwędziła, zamiast przyprawowej niejednoznaczności mamy zwykłe korzenne perfumy. Ładne. Ale nie "lśnią".
Dopiero po jakichś dwóch godzinach nowe Feminite zaczyna przypominać siebie i nabiera nieco wiatru w skrzydła.
Po pięciu godzinach prawie zaczęłam doceniać nową wersję siedzącą krzepko na nadgarstku, w przeciwieństwie do klasyka, który po pięciu godzinach jest niemal niewyczuwalny.

Ciekawa jestem, jak odbierałabym te perfumy, gdybym poznała je jako pierwsze, bez znajomości starej wersji?
Czy wąchane bez oczekiwań i wprasowanej w mózg "matrycy doskonałości" zauroczyłyby mnie i stały się symbolem ideału, czy raczej ze względu na to, że jednak nie są tak niezwykłe jak wersja kanoniczna stałyby się po prostu kolejnym ładnym znanym mi zapachem?
Któż to wie...

***


Nie sposób przy okazji pisania o Feminite du Bois nie wspomnieć o mniej znanych siostrach tej niezwykłej damy.
Bois Oriental i Bois de Violette.
Ten sam nos, niemal ten sam skład i zapach, którego nie sposób nie skojarzyć.

***


Bois Oriental to puszysta odsłona kobiecości, której smukłą wersją jest Feminite.
Zapach podobnie złożony z trzech warstw, tak samo jednocześnie przyprawowy, kwiatowy i drzewny, analogicznie "niepłaski". Tak podobny, a jednak tak różny... temperaturowo.
Dodatek "pochłaniającej" fiołka róży i jasnego, puchatego piżma, podbicie kompozycji sandałowcem jak miękkim futerkiem, zagęszczenie tego niezwykłego blasku aż do konsystencji miodu, wyostrzenie bazy - wszystkie te zabiegi dały efekt w postaci zapachu ciepłego, ogrzewającego, nasyconego i na wskroś "lutensowskiego".

I tak, jak Feminite du Bois jawi mi się w wyobraźni pod postacią kobiety szczupłej i ciemnowłosej, tak Bois Oriental jest blondynką o obfitych kształtach. Dwie siostry bliźniaczki (wszystkie trzy opisywane dziś zapachy Sheldrake'a powstały w tym samym roku), tak różne i jednocześnie tak podobne.
Prawdziwą miłością darzę tylko jedną z nich, ale i drugiej uległam...


***


Trzecia siostra - Bois de Violette jest najbardziej chyba niejednoznaczną z trzech stworzonych przez Sheldrake'a drzewno - fiołkowych kompozycji. W pierwszej fazie bogato kwiatowa i jednocześnie dość wytrawna; gęsta, zawiesista, lecz pozbawiona charakterystycznej perfumeryjnego orientu lepkiej słodyczy, kobieca niewątpliwie, a jednak w swoisty, niezwykły sposób szorstka, najmocniej podszyta cedrem. Jest w niej jakaś drażniąca szorstkość - wyraźnie wyczuwalny powiew chłodnej przestrzeni przypominającej Feminite du Bois przynosi ze sobą nie tyle zapach dymu czy drobiny pył, lecz raczej wrażenie dymnego, nienaturalnego łaskotania w gardle i w nosie.
W drugiej fazie zapach się równoważy, zyskuje na urodzie jednak tylko po to, by pod koniec randki wysłodzić się i zastygnąć.

Bardzo ciekawa kompozycja pokazująca drzewny fiołek od strony przeciwnej, niż Bois Oriental. Intensywna i bynajmniej nie łagodna. I wspomnieć warto, że najmocniej z opisywanych dziś dzieł wielkiego Krzysztofa podszyta Lutensem: charakterystyczna baza wyłazi od pierwszych nieomal chwil i trwa do końca.

Chciałoby się napisać, że Bois de Violette jest ruda... Ale nie jest. Jest czarnowłosa, blada i bardzo wysoka. Najmniej chyba przyjazna z trzech niezwykłych dam, które są bohaterkami mojej dzisiejszej notki. Mogłaby być odziana w skóry i opleciona fiołkowymi liśćmi. Mogłaby chadzać w męskim odzieniu z kwiatami we włosach. Mogłaby niskim, schrypniętym głosem śpiewać tęskne pieśni. Może nawet śpiewa. Ale nie mnie, bo tej akurat, niewątpliwie pięknej i kuszącej, siostry nie zaprosiłam do domu.
Szczególnie, że owa drapieżna i intrygująco "wredna" kompozycja przeistacza się po paru godzinach w tęgą, nieruchawą matronę.



Jedyna przewaga, jaką mają zapachy firmowane nazwiskiem Serge Lutens nad kanoniczną wersją Shiseido to lepsza trwałość. Ja chyba jednak zostanę przy swej pierwszej ukochanej: niewiernej piękności stworzonej przez boski duet Christopher Sheldrake / Pierre Bourdon.
Szczególnie, że towarzyszyła jej wcale przyjemna seria pielęgnacyjna (mgiełka do ciała już mi "wyszła", ale zapas balsamu wciąż jeszcze posiadam), której pozbawione są siostry z Paryża.


***

Paradoksalnie, najbardziej przypominająca mi Feminite du Bois kompozycja nie wyszła wcale z rąk (nie przecież nie napiszę, że z nosa wyszła!) Christophera Sheldrake'a, lecz firmowana jest nazwiskiem Keiko Mecheri - niezwykłej japońskiej malarki, która dała się uwieść zapachom.
Genie de Bois jest zapachem złożonym podobnie, jednak przebywa na skórze dłuższą drogę - zmienia się, ewoluuje bardziej, niż Feminite.


W otwarciu Genie de Bois nieomal musuje. Świeże przyprawy z przewagą imbiru i ketmii piżmowej nie zapowiadają kompozycji łagodnej i drzewnej. Nawet gdy pojawia się fiołek, nie jest to dama w aksamitnej sukni, lecz opleciony zieleniną duszek leśny wywijający jasną, cedrową laseczką.
Dopiero ogrzana, utulona ciepłem skóry i dopieszczona dotykiem Drzewna Wróżka łagodnieje. Zapach wygładza się, pojawiają się w nim drobne, leśne fiołki, akcenty żywiczne i podobna do Feminite du Bois jasna przestrzeń. Nie potrafię pojąć, jakim cudem w składzie nie ma ani imbiru, ani cynamonu skoro wyraźnie je tam czuję. Genie de Bois jest nawet bardziej korzenna, niż Feminite.

Pełnię podobieństwa docenia się dopiero gdy nuta głowy uleci, kiedy pojawi się drzewna jasność podbita miękkim fiołkiem i pięknym cedrem. Długo trwająca "półbaza" Leśnej Wróżki tak doskonale przypomina Drzewną Kobiecość, że doprawdy można je pomylić. Jest nieco głębsza, wspominałam już, że bardziej korzenna, mocniej cedrowa, ale przecież skóra tak rożne rzeczy wyczynia z perfumami...
Jako alternatywa i zastępstwo dla klasycznego Feminite ma Genie de Bois jeszcze jedną zaletę: jest trwała. No i ciągle jeszcze jest.




Feminite du Bois:
Data powstania: 1992
Twórca: Christopher Sheldrake / Pierre Bourdon

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: imbir, cynamon, gożdzikowiec korzenny
Nuty serca: śliwka, brzoskwinia, kwiat pomarańczy, fiołek
Nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, wanilia, benzoin


Bois Oriental:
Data powstania: 1992
Twórca: Christopher Sheldrake

Nuty zapachowe:
kardamon, cynamon, goździki, śliwka, brzoskwinia, fiołek, róża, cedr, wanilia, piżmo, styraks


Bois de Violette:
Data powstania: 1992
Twórca: Christopher Sheldrake

Nuty zapachowe:
drzewo cedrowe, liście fiołka, nuty kwiatowe


Genie de Bois:
Data powstania: wedle Basenotes 200X
Twórca: Keiko Mecheri?

Nuty zapachowe:
fiołek, liście fiołka, birmański benzoes, ketmia piżmowa, cedr, egzotyczne drewna




Ilustracje tematyczne. Nie mogłam się oprzeć pokusie przypomnienia tego mitu.

* reklamowe zdjęcie ekstraktu Feminite du Bois Shiseido
** John William Waterhouse "Psyche Entering Cupid's Garden"
*** John William Waterhouse "Psyche Opening the Golden Box"
**** Edward John Poynter "Psyche in the Temple of Love"
***** Jean-Honore Fragonard "Psyche And Her Two Sisters"
****** Giordano Luca "Venus Punishing Psyche with a Task"
******* Anthony Van Dyck "Cupid and Psyche"
******** Pierre-Paul Prud'hon "Psyche Carried Off by the Zephyrs"
********* Edward Burne-Jones "Pan and Psyche"
********** Jacopo Zucci "Amor and Psyche"
*********** Jacques-Louis David "Cupid and Psyche"

17 komentarzy:

  1. Sabbath, odwaliłaś kawał dobrej roboty. To naprawdę porządny portret rodzinny i chałwa Ci za to.
    Długość posta jest w sam raz, jak na taką skarbnicę wiedzy. Przeczytałem, choć nie dotyczy mnie kobiecość osobiście.
    A ilustracje... No no...
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. To żeś naklepała evergreenowi ;)

    Oczywiście ja nie niuch, więc must niuch ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze jak słyszę lub czytam o Feminite du Bois przypomina mi się pewien nietypowy komplement, który usłyszała moja znajoma: "Masz drzewną urodę..."

    Truskawa

    OdpowiedzUsuń
  4. P. A ja byłam przekonana, że takiego Casanovę, jak Ty kobiecość dotyczy jaknajosobiściej. ;-)
    Chałwę chcę osobiście. Razem z zaległym piwem. I kicham, że nie pasują d siebie. Dam radę. :-)))


    Miciel - jeśli skrzynka poste restante nadal ta sama, to wyślę Ci próbkę. Ty akurat musisz ten zapach poznać i wolę mieć gwarancję, że masz własciwą wersję we właściwym stanie. :-*


    Truskawo, ależ komplement... Yyyy... Można uznać za fajny. Można khe khe khe... Zdębieć nieco. ;-)
    Drzewna uroda skojarzyła mi się z Drzewcem z "Władcy Pierścieni". Chyba podziękuję. ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Sabbath, dziękuję strasznie strasznie, ale czy ja mam na wymianę coś, czego nie znasz? Mało prawdopodobne...

    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ja nie proponowałam Ci wymiany. :-P
    Po prostu uważam, że Ty akurat powinnaś poznać to cudo i z przyjemnością Ci to umożliwię, skoro mam taką możliwość. Naprawdę.
    To jak z tą skrzynką? Słać? :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ekhem, ekhem, słać!
    A ja dziękować! A mój upośledzony nos jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja Ci dam "upośledzony nos"! To by musiało znaczyć, że i mój jest niepełnosprawny, bo przecież często mamy podobne wrażenia. A temu będę zaprzeczać podrejrzanie stanowczo.
    Mój nos jest tylko normalny inaczej. A to co nienormalne jest jednoczesnie niezwykłe. ;-)))

    Wyślę w tym tygodniu. :-*

    OdpowiedzUsuń
  9. Sabb, oczywiście, że tak.
    Tyle że...
    Jest kilka legandarnych olfastworów, w których chciałam wywąchać te wszystkie bogactwa, które zachwyciły innych.
    I nie wyszło. Nie wyszło mi z Messe de Minuit, z Black Cashmere, z Tam Dao, z Padparadschą...
    Dobrze, że jest i coś, co zachwyca i ma warstwy. Inaczej czułabym się niepełnowartościowym ogrem ;).
    :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Wreszcie doczekałam recenzji Genie de Bois na Twoim blogu. Nic dodać nic ująć. Może tyle, że dla mnie Genie de Bois jest najpiękniejsze ze wszystkich sióstr.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miciel, paczuszka do Ciebie wróciła. Napisałam adres cienkopisem i się zamazał. Co ciekawe - nie zamazał się adres nadawcy. :-/
    Nie wiem, co robią na tej poczcie mojej - już drugi raz zalali mi paczkę.
    Wyślę raz jeszcze, tylko przepakuję.
    Przepraszam.

    Favkes, Genie de Bois zawsze będzie mi się kojarzyło z Tobą. :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. No, to sobie nabyłam "stare; Feminite. I jeszcze chwilę temu myślałam,że zrealizowałm jedyne zapachowe marzenie.
    A tu masz....siostry.....

    Rozterka

    OdpowiedzUsuń
  13. Hihihi!
    Siostry, siostry, ale moim zdaniem masz tę najpiękniejszą.
    Pozostałe powąchasz przy okazji następnego spotkania. Mam w próbkach wszystkie, poza lutensowskim FdB niestety.

    Gratuluję nabytku!

    OdpowiedzUsuń
  14. :(((
    i co? i na mnie tylko wanilia, reszta gdzieś się gubi...

    OdpowiedzUsuń
  15. Właśnie udało mi się upolować na allegro:

    http://allegro.pl/show_item.php?item=2525608186

    Niestety Sprzedawca nie miał pudełeczka do miniaturki. Licytowałam z nadzieją, że jest to pierwsza wersja Feminite du Bois. Kształt buteleczki bardzo podobny. Jak myślicie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno pierwsza wersja - ta od Shiseido. Miniaturki wyglądały właśnie tak. Gratuluję!

      Usuń
  16. Ah ah :-) Tym bardziej nie mogę doczekać się pierwszych testów. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...