piątek, 24 września 2010

Ambre Ceruleen Huitième Art Parfum


Mój próbkowy zestaw Huitième Art Parfum dotarł wreszcie, potraktowany przez Pocztę Polską bez atencji i brutalnie. Nie chcę wyobrażać sobie, co działo się z nim przez dziewięć dni, podczas których pokonał te 280 kilometrów z hakiem...

Oto przede mną osiem atomizerków, na które czekałam. Po pobieżnych testach uznałam, że trzy zapachy mi się podobają bardzo, dwa są owszem, dwa nie, a jeden... Jeden nie wiem.
I ten właśnie, który wzbudził ambiwalentne uczucia, choć powinien urzec, uznałam za pierwszego kandydata do testów globalnych.

Nikogo chyba nie zdziwi wybór.


Ambra zmieszana


Moja słabość do ambr staje się coraz bardziej widoczna. Nie zamierzam się z nią kryć: długo dojrzewałam do tej nuty, teraz jestem dojrzała. Następna faza to będzie mania. :)
Mieszane uczucia wzbudził we mnie właśnie niedobór ambry w otwarciu. Pierwszy akord jest pudrowo - zamszowy. Ma wyraźną fakturę, jak miękko wyprawiona skórka wywrócona szorstka stroną do wierzchu. Woń jest delikatna i nieuchwytna nieomal jak w Daim Blond, szczególnie kiedy przez skórzaste nutki przesączać zaczyna się delikatny aromat kwiatowy. Werbena.

Początkowo ledwo wyczuwalna, szybko podnosi głos, zaczynając dekoncentrującą melorecytację sukcesywnie przekształcającą się w jękliwy zaśpiew. Monotonny, lecz irytujący. 
Kwiatowo - cytrusowa woń skutecznie zagłusza pierwszy, intymny akord, zmieniając Ambre Ceruleen w coś... czym być nie powinny.

Na tym etapie zaczęłam się niepokoić, zastanawiać, cóż ten Guillaume nazywa Bladobłękitną Ambrą, skoro ja czuję żółtą werbenę. Nawet jeśli wiem, że kwiaty werbeny nie są żółte - zapach jest. A już na pewno do błękitu mu daleko.

 

Na szczęście testując perfumy nie można się zniechęcić i odrzucić ich jak rozczarowującą książkę, czy wyłączyć jak nie odpowiadającą nam muzykę. Aplikując zapach na własną skórę zawieramy pewną umowę z jego Twórcą. Brzmi ona: i nie opuszczę cię aż po bazę.

Rzadko zdarza mi się zrywać tę umowę i czynię to tylko w sytuacji zagrożenia swego zdrowia i równowagi psychicznej. Tym razem zagrożenia nie było - nawet trudna werbenowa pieśń wciąż nie stanowiła kakofonii nut ani olfaktorycznego hałasu atakującego zmysł węchu ponad miarę.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy wyczułam wlewający się w kompozycję jak ciepłe mleko sandałowiec. Piękny, oleisty, ciepły.
Tuż za nim pojawił się zapach gorzkich migdałów. Nuta nie należąca do moich ulubionych, tu jednak działająca jak magiczny składnik inicjujący kolejną woltę. Przeobrażający Ambre Ceruleen w aromat drzewno -  migdałowy, ciepły, żywiczny i kremowy.

Kompozycja znów nabiera charakterystycznej lekko skórzastej szorstkości, która w połączeniu z kremowo - żywicznym akordem tworzonym przez bób tonka, opoponaks, balsam peru i nuty balsamiczne daje wrażenie, które najłatwiej mi przyrównać do odczuć podczas masażu rozgrzanego ciała szlachetnym olejkiem z dodatkiem drobin mielonych migdałów. Stłumiony, nieco mydlany aromat werbeny, który gdy ochłonęłam z zadziwienia udało mi się ponownie odnaleźć, dodatkowo potęguje wrażenie "kosmetyczności" zapachu.

Kiedy kompozycja wyciszy się i zakończy cykl przemian, czuję się rozgrzana i... czysta.
Trochę jak podczas wizyty w hammamie, kiedy po masażu w kremowej pianie i stymulującym zmysły peelingu leżę na nagrzanym kamieniu wdychając woń szlachetnych olejków i aromatycznego mydła.
Zapach jest łagodny, nieco "arabski". Wreszcie pojawia się ślad ambry, złocisty jak blask świec. Bardzo ładny.


Cóż jeszcze mogę dodać? Kompozycja jest niewątpliwie interesująca, ruchliwa, niezwykła. Poza etapem wyjącej werbeny - także urodziwa. Perfumeryjna, otulająca, budząca pozytywne skojarzenia. 

A jednak nie będzie moją. Testy polecam. I naprawdę ciekawa jestem innych opinii na temat Bladobłękitnej Ambry, która nie jest ani błękitna, ani szczególnie ambrowa. 
Ani trwała, niestety.


Data powstania: 2010
Twórca: Pierre Guiillaume

Nuty zapachowe:
enigmatyczne


* Pierwsze zdjęcie ze strony: www.travel-destination-pictures.com
** Druga ilustracja: "Verbena in a Vase" Susan McCormick
*** Na trzecim hamam przy Peace Road w Sharm El Sheikh

7 komentarzy:

  1. To znaczy, ze w ogóle nie podali nut? Żadnych? To może być ciekawe... :) [chwyt marketingowy czy stoi za tym jakaś "wyższa filozofia"?]
    Swoją drogą, ciekawe co też Ambra Nie-Niebieska pokaże na mnie - bo jednak mam cięższą skórę od Twojej? :) Chyba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, chyba przeproszę się z ambrą i nie będę się do niej uprzedzać. Może odwzajemni się i rozkwitnie na mojej skórze. Do tej pory to tylko RAI Voluspy mnie oczarował. A, i Musk Ravageur to na mnie zdecydowanie góra ambry, nie piżma... ambry czarownej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedźmo, podali - takie, jak w opisie, który zamieściłam razem z innymi w skrócie materiałów HAP.
    Skórę to ja mam wybitnie pluszakową - bez jaj i bez charakteru. A jeśli z charakterem o obrzydliwie łagodnym. :D


    Escritoro, jeśli chcesz przepraszać się z ambrą, to raczej nie tą. Z ambr Guillaume'a klasyczna, taka do oswajania jest L'Ombre Fauve. Choć, moim skromnym zdaniem, Pierre nie ma ręki do ambry.
    Z drugiej strony: nie wiem, czy powinnam cokolwiek Ci polecać, bo nasze "chemie" są, zdaje się, zupełnie różne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba każda z nas ma na swoim koncie przynajmniej jeden taki zapach, który był pełen obietnic wspaniałości, po czym okazało się, że jest wszystkim, tylko nie tym, co obiecywał :/...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ba! Żeby to był jeden... ;)
    To właśnie nauczyło mnie, żeby nie kupować w ciemno. Nawet jeśli jest okazja, to większą okazją jest nie wtopić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ambra ma piękną pustynię w zajawce, ale nic w opisywanym zapachu pustynie mi nie przypomina. Skóra i puder kojarzą mi się - garderobiano ;P :D
    Rozłożyłaś mnie na łopatki tekstem: "Na szczęście testując perfumy nie można się zniechęcić i odrzucić ich jak rozczarowującą książkę, czy wyłączyć jak nie odpowiadającą nam muzykę. Aplikując zapach na własną skórę zawieramy pewną umowę z jego Twórcą. Brzmi ona: i nie opuszczę cię aż po bazę." :DDDDD
    Świetny!!! (do FAQ, do FAQ!) :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Dodając to zdjęcie nie skupiałam się na pustyni, tylko na wietrze...
    A czy ta ambra garderobiana? Dla mnie nie. Ale też nie wywala z papci, jak sama miałaś okazję stwierdzić.

    Tekst do FAQ? Jak? Jako motyw przewodni.? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...