czwartek, 25 listopada 2010

Baudelaire Byredo

 .
I znów perfumy noszące imię, wobec którego nie potrafię pozostać obojętna. Poeta przeklęty, piewca brzydoty, mesjasz grzechu, trucizna dla duszy, wieczna udręka sumienia... Moralista i kusiciel, diabeł i zbawca. Baudelaire.

Jego "Kwiaty zła" stały się symbolem braku poszanowania dla moralności i dobrych obyczajów, a "Rozprawa o winie i haszyszu" i "Poemat haszyszu", które wraz z "Wyznaniami angielskiego zjadacza opium" De Quinceya tworzą "Sztuczne raje" do dziś pozostają jednym z najlepszych, pochodzących z pierwszej ręki opisów działania środków psychoaktywnych. No i zawierają przepis na haszyszowe konfitury!


Nudne raje


Nie zdziwię chyba nikogo pisząc, że oczekiwania wobec tak ochrzczonej kompozycji miałam naprawdę wielkie.
Pożądałam olfaktorycznego raju i piekielnych otchłani jednocześnie; zapachu mrocznego i pięknego, budzącego zachwyt i lęk, pociągającego i odpychającego zarazem... Tymczasem Baudelaire otwiera się zrównoważonym i przyjaznym akordem przyprawowym z pięknie wygranym jałowcem i łagodnie pylistą nutką pieprzu, rozwija w przybrane świeżym, zielonym papirusem zamszowe kwiaty, które mnie nie niepokoją, zamyka zaś matową, spokojną, kadzidlano - drzewną bazą. Zero kontrowersji.

Gdyby kompozycję nazwano inaczej, zapewne uznałabym ją za bardzo udaną i przyjemną. Teraz też właściwie uważam, że jest przyjemna i udana, tyle, że mam wrażenie, że Gorham z Giacobetti wytoczyli największą armatę by ustrzelić kanarka. Nie przysłowiowego wróbla - Baudelaire Byredo jest naprawdę urokliwy, barwny i (metaforycznie) ładnie śpiewa. Ale gdzie tu duch Baudelaire'a? Gdzie emocje? Gdzie mrok, dwuznaczność, szaleństwo?


 

Najciekawszą częścią kompozycji jest jej serce. Główny akord, z charakterystyczną dla Giacobetti finezją łączący niezwykłą, czystą zieloność gałązek papirusu, lekkość aromatu hiacyntu i jasny, łagodny zapach miękkiej skórki opleciony został cienkimi smugami jasnego, słodkiego kadzidła. Na obrzeżach tej misternej, zapachowej struktury, na horyzoncie obrazu czają się ślady odchodzących nut przyprawowych i powoli nadciągająca chmura paczuli.
Gdybyż ta paczulowo - dymna chmurka była większa, ciemniejsza, bardziej groźna... Tymczasem jest to ledwie obłoczek.
Naprawdę szkoda, bo taka przyczajona na skraju świadomości monumentalna groza mogłaby zmienić tę śliczną w sumie kompozycję w coś wielkiego.

***

Rozsądek mówi nam, że sprawy tego świata nie znaczą wiele, a rzeczywistość prawdziwa, to marzenia - pisał Baudelaire w "Sztucznych rajach". Moje marzenia były wielkie, ale kompozycja Giacobetti rzeczywiście "nie znaczy wiele".

Zamiast mrocznych, psychodelicznych wizji niespokojnego ducha dostaliśmy dobrze napisaną, ale zdecydowanie zbyt grzeczną opowieść martwego Baudelaire'a spędzającego życie wieczne w nudnym raju. Bynajmniej nie sztucznym. :]


Data powstania: 2009
Twórca: Olivia Giacobetti


Nuty zapachowe:
Nuty głowy: jagody jałowca, czarny pieprz, kminek
Nuty serca: kadzidło, hiacynt, skóra
Nuty bazy: papirus, paczula, czarna ambra


* Autorem portretu Cerlesa Baudelaire'a jest Emile Doroy
** Grafika "Purple Smoke Flower" Jensa Schrodera (HeadlessGuy) pochodzi z galerii na stronie: www.treklens.com

25 komentarzy:

  1. Sabb a ten hiacynt to jest tak konkretnie wyczuwalny?
    Szukam strasznie długo czegoś co będzie pachniało hiacyntem i bezskutecznie jak dotąd...;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy konkretnie. Jest zapach kwiatów. Lekkich, świeżych, ładnych. Mnie to wygląda na hiacynt, ale daję Ci słowo, że gdyby nie spis nut, nie wiedziałabym, co to za kwiatek. Mnie z kwiatkami nie po drodze wyjątkowo...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahh Baudelaire :) Jedyny pisarz, który był w stanie mnie zachwycić w czasie mojej gimnazjalnej niegdyś edukacji. Genialny wiersz "Padlina" mam w pamięci do dzisiaj. Chciałabym zajrzeć kiedyś jeszcze do jego poezji, ale odwagi mi brakuje i siły. Natomiast do jego opisu dodałabym jeszcze, że jest człowiekiem pozbawionym nadęcia, pompatyzmu, z ogromnym dystansem do tego co się dzieje wokół. Masz rację -frezje, kwiatki i melancholijna harmonia to nie on. Bardziej mi się wpasowuje w klimat tajemniczych nut drzewnych z jakąś nutą ozonu, lub powietrzną, z odrobiną zieleni... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I mnie nie po drodze,ale Hiacynt to co innego;) Z Fiołkami już od dawna jest "pożegnana" ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Kali - Tak! Bo Baudelaire jest taki z trzewi wywleczony. Ze wszelkimi konsekwencjami: głębią i naturalizmem, normalnością i bólem, prostotą i kompletnym pogięciem. Oko puścić chciałam tymi konfiturami... ;)
    Można o nim powiedzieć wiele, ale melancholijny nie jest z cała pewnością. I owszem, moim nauczycielom też nie dał się "upupić", choć nie jako jedyny.
    Co do zapachu Baudelaire'a... Poszukałabym jakiejś mieszanki Black Afgano z Hinoki, z nutą Calamusa może... A może dodałabym nieco Wonderwooda albo Black Tourmaline? Nie wiem. Chyba nie odważyłabym się "robić" Baudelaire'a...


    Skarbku, to ja jeszcze do hiacyntów nie dojrzałam. na razie oswajam róże i fiołki. I schizofreniczna miłością obdarzam irysy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do poszukiwań hiacyntu - mnie osobiście się udało ostatnio znaleźć zapach łączący hiacynt z konwalią, aczkolwiek wcale go specjalnie nie szukałam: Bluebell Penhaligon's. Przynajmniej tak mi się wydaje, że to hiacynt z konwalią (bo na ogół niezbyt rozróżniam nut). W każdym razie Bluebell jest uroczy: nieskomplikowany ale jakiś optymistyczny. Nie wiem, jak długo bym wytrwała pachnąc hiacyntem - próbowałam tylko na ręce. No ale żeby jeszcze nawiązać do wpisu na temat perfum Baudelaire'a, a przy okazji jeszcze do kwiatów: nie wiem, Sabbath, czy znasz/masz zamiar zrecenzować Vert Pivoine Histoires de Parfums? Strasznie lubię zapach piwonii więc łączyłam z tymi perfumami wielkie nadzieje. A tu jakaś tandetna róża - ten gość chyba nigdy nie wąchał piwonii. Tak to bywa z nazwami; czemu w ogóle nazywają perfumy nazwami budzącymi skojarzenia i nadzieje? O ile łatwiejsze (bo "dziewicze" w odbiorze) i bardziej poetyckie są nazwy stworzone - Eau Duelle, L'Ombre dans l'eau, En passant i takie tam. Kończę, bo mi się dłuży. Pozdrawiam serdecznie ponownie, A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście, ten zapach nie pasuje raczej do Baudelaire'a. Jest zbyt żywy, jasny, czysty. Ale osobiście nie uważam go za nudny. Dla mnie to przede wszystkim jasne, intensywne kadzidło (w zaden sposób niekojarzące mi sie z kościołem czy ogólnie świątynnie) z tą soczystą, leśną nutą jagód jałowca, co sprawia że odbieram Baudelaire'a jako zapach oryginalny na tle innych mniej lub bardziej świątynnych, suchych, mrocznych kadzidlaków, jasny i piękny...całe szczęście kwiatów nie wyczuwam.
    Baudelaire'a dotychczas nie czytałam (choć od czasów gimnazjum sie przymierzam :), ale w moich wyobrażeniach to raczej ciemna strona księżyca :P
    Kapnęłam sobie na zgięcie łokcia 10 Como Corso od Ciebie... i, kurcze, jest w nim coś...taki retro mrok :P Tak mi sie teraz skojarzyło z ww poetą

    OdpowiedzUsuń
  8. Xiaoxiongmao - Bluebell wąchałam kiedyś. Wydał mi się ostry, nieprzyjazny, dominujący. Ale ja naprawdę dziwnie odbieram nuty kwiatowe. Tak, jak dla niektórych ludzi trudne są kadzidła, tak dla mnie trudne są kwiaty.
    Przy okazji - wiesz, że konwalia jest tak zwanym 'kwiatem niemym", czyli nie można z niaj pozyskać olejku zapachowego? Jeśli coś pachnie konwalią, to jest to syntetyczny składnik tworzony na podobieństwo (molekularne) aromatu konwalii. Ciekawe, nie?
    Vert Pivoine to inna historia. Pisałam tym, jako o ciekawostce tutaj:
    http://sabbathofsenses.blogspot.com/2010/10/gerald-ghislain-w-quality-relacja-i.html
    On ma pachnieć pąkiem piwonii, takim jeszcze całkiem zielonym, nierozwiniętym.
    Czy napiszę recenzję? Chciałabym, ale mam takie fury próbek, o których chciałabym napisać, że na razie niczego nie gwarantuję. Po prostu odpadam kondycyjnie na razie. :(


    Zaczarowany Pierniczku, zgadzam się z tym, że do Baudelaire'a nie pasuje. I z tym, że jest żywy, jasny, czysty. I nawet z tym, że jest bardzo ładny. Napisałam to nawet. To nazwa mnie zbiła z tropu, bo ja oczekiwałam czegoś naprawdę wielkiego. Ale z serii tych wielkich rzeczy, które pakują się człowiekowi w głowę, duszę, trzewia, czy jakkolwiek nazwiemy to miejsce, gdzie pakuje się sztuka, i siedzą tam nie pozwalając na bezmyślność i samozadowolenie. Baudelaire mi tam siedzi. Od lat. De Quincey z resztą też. Obaj mieli na mnie wpływ, zmieniali mnie, wpływali na moje wybory. Brzmi durnie, ale kto czytał "Sztuczne raje", ten chyba załapie, o co chodzi. Czytane w młodym wieku mogą namieszać w głowie.
    Nie chcę się tu tłumaczyć, ani przekonywać Cię. Naprawdę nie uważam, że to niedobra kompozycja, choć niestety na mnie rozwija się ciut inaczej, niż na Tobie. Po prostu nazwa zobowiązuje. To jest jak z George Sand HdP czy de Sade'em tej samej firmy - zapachy same w sobie fajne, ale nie opowiadają historii, którą mają w tytule.
    A 10 Corso Como jest rzeczywiście bardziej w klimacie...

    OdpowiedzUsuń
  9. E tam, niech mówi Ghislain, co chce, pąki piwonii też chyba nie pachną tandetną różą? Przeoczyłam ten wątek, jak czytałam Twoją relację. Ten zapach był dla mnie podwójnym rozczarowaniem: po pierwsze nie pachną piwonią, po drugie nie są zielone. Są nieruchome i tandetne (dla mojego nosa). Anyway. Ta sprawa o konwalii jest rzeczywiście ciekawa. A co do trudności perfum, zastanawiam się co to właściwie znaczy? Bo często słyszę takie stwierdzenia o różnych perfumach. Czy to jest zapach, który się podoba, ale ma się do niego zastrzeżenia niewywodzące się z rozumu tylko z jakichś dziwnych uczuć? Ja przynajmniej tak to sobie wyjaśniam. A jeśli tak jest, to ja chyba rzeczywiście jestem z tych, co mają problem z kadzidłem. Black Tourmaline bardzo mi się podoba, uwielbiam, jak się zmienia i ma świetne różne nuty, które się w czasem ujawniają, między innymi dym. Ale raz próbowałam go nosić i byłam cały czas zirytowana. Tak samo było z L'Eau guerriere - ten z kolei mnie nie denerwował ale cały czas czułam to coś co nazywam kadzidłem. Aczkolwiek z kolei zapachy różnych kwiatów lubię ale w tej chwili nie mam zupełnie ochoty na kwiatowe perfumy. No i znowu strasznie dużo napisałam.

    OdpowiedzUsuń
  10. moim zdaniem najbardziej wyróżniający się zapach tejże marki (zaraz po "Pulp" i "Chembur")
    jak dla mnie to mix Black Afgano, z L'Eau Guerriere Parfumerie Generale + coś jeszcze;)
    zapach piękny, lecz nazwa nieadekwatna do tejże kompozycji.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Xiaoxiongmao, ja też wciąż nie bardzo rozumiem, co to znaczy zapach trudny. Bo przecież fakt, że coś jest trudne dla jednej osoby nie oznacza automatycznie, że będzie trudne i dla innej. To dotyczy perfum tak samo, jak innych dziedzin działalności: potrafię zrobić szpagat, ale nie potrafię zrobić ciasta na pierogi. I która z tych dwóch rzeczy jest trudniejsza? ;)
    Kwiatowe perfumy mogę uszanować, mogę nawet podziwiać, ale nie potrafię polubić na sobie. Mam podobnie jak Ty z kadzidłami - uwierają mnie jak niewygodne buty, gryzą jak metka na karku - nawet jeśli to metka od wielkiego kreatora, to i tak muszę się drapać. ;)
    Tę nieszczęsną ghislainową piwonię obwącham raz jeszcze przy okazji. Tandetna róża nie brzmi dobrze, niestety. :(


    Jarku, ja mam z zapachami Byredo kłopot. Nie mówią do mnie. Po Chemburze oczekiwałam wiele i nie porwał mnie - jest poprawny. Pulp jest śliczny, przyznaję, ostatnio chodziłam za znajomą nim pachnącą i było mi słodko, ale "słodko" nie wystarcza. Zresztą... może wystarcza na "Pulp", ale na "Baudelaire'a" co się zowie - nie. Zapach tez uważam za bardzo fajny - napisałam to kilkukrotnie. Ale, tak samo jak Ty, twierdzę, że nazwa nieadekwatna do zawartości flakonu. I powiem szczerze: jeśli ktoś chce "używać" wielkiego nazwiska, jeśli chce podeprzeć się cudzymi dokonaniami, poglądami i cudzym, prawdziwym, przeżytym życiem, to niech ponosi konsekwencje. A ja tu konsekwencji nie widzę tak samo, jak nie widziałam ich u Ghislaina. Tylko Ghislain nie "użył" postaci, która byłaby mi tak bliska, jak Baudelaire...

    OdpowiedzUsuń
  12. Sabbath jak uważasz który ze znanych Ci zapachów mógłby nazywać się Baudelaire?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ba! Myślałam o tym. Wyżej nawet kombinowałam trochę i... nie wiem tak do końca.
    W aspekcie mrocznym może Black Tourmaline, choć wydaje mi się zbyt nowoczesny.
    Może Serge Noire ze swoim dualizmem? Może Incense Noir Ava Luxe? A może Patchouli Mazzolari (ale nie wiem, czy nie sugeruję się aktualnym testem, bo właśnie mam kolejną paczulę na sobie)?
    Nie wiem. Baudelaire to bardzo trudne wyzwanie...
    A Ty? Masz jakiś pomysł?

    OdpowiedzUsuń
  14. Czego można spodziewać się po Giacobetti? Na pewno nie "mrocznych, psychodelicznych wizji niespokojnego ducha". To pewne. Kto zna choć trochę jej dzieła (a Ty Sabbath przecież znasz znacznie lepiej niż ja) wie, że dostanie "dobrze napisaną, (...) grzeczną opowieść". Piękną opowieść, bo Olivia jest Mistrzynią ugłaskanych, aczkolwiek niebanalnych historii. Nie dajmy się zwodzić tytułom. Popatrzmy, kto rzecz napisał... :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. U Ciebie jak zwykle ciekawostki oboczno perfumiarskie. Za to lubię ten blog!

    OdpowiedzUsuń
  16. Wygrzebałam ze sterty próbkę, no i się wypachniłam Baudelairem. I już wiem - po to studiowałam literaturę, żeby teraz w zamian dostać karykaturę poety. Zapach ciekawy, ale nieodpowiedni dla tego nazwiska. Jałowiec, aż gorzkawy od zieloności papirus, trochę kurzu. Nosiłby inne imię i nie podchodziłabym do niego tak krytycznie. W innych okolicznościach przyrody miałby szansę zachwycić.
    A na marginesie, patrz jakie to dziwne, wąchamy, chcemy polegać na nosie, tylko na nosie, a na odbiór wpływa często kontekst. Jak zatem testować, żeby się nie zrażać, żeby nie zapędzać się w oczekiwaniach? Mission Impossible.

    OdpowiedzUsuń
  17. Fqjcior, no niestety. Chciałabym pokochać Olivię przez jej dzieła i nie mogę. Jest taka wiecznie upozowana, upudrowana. A od geniuszu jednak oczekujemy krztyny szaleństwa, czyż nie? :)
    Olivia przypomina mi prymuskę w szkole, która jest we wszystkim bardzo dobra...



    Mnemonique, bardzo mi miło to przeczytać. I miło, że to widać. Tak sobie wyobrażam, że to przepuszczone przez młyn własnej wrażliwości i intelektu inspiracje tworzą nas - takich, jakimi jesteśmy.



    Escritoro, czy karykaturę? Czy może raczej upozowany portret za szkłem?
    Zgadzam się, że inaczej nazwana ta kompozycja mogłaby zachwycić. Niestety, jeśli już ktoś decyduje się "używać" cudzego nazwiska, cudzej sztuki i cudzego życia i pojechać na tak rączym koniku, powinien liczyć się z tym, że niektórzy (nawiązując do innego perfumiarza lubiącego efektowne nazwiska) czytają de Sade'a. Albo Baudelaire'a.
    Ja chyba celowo nawiązuję do tych nazwisk. Ludzie powinni być odpowiedzialni za swoje wybory. Jak kto mi przed nosem TAKIM nazwiskiem pomacha, to ja wiem, że to świetny chwyt marketingowy i pasożytowanie na cudzym geniuszu. Gdyby zapach naprawdę oddawał klimat i emocje, nawiązywał do postaci, której nazwiskiem i życiem jest ometkowany - pewnie uznałabym go za hołd. Tymczasem Ghislain otwarcie przyznaje, że w nosie ma twórczość osób, którymi się inspiruje, a Giacobetti, mimo całego dla niej szacunku i sympatii, do Baudelaire'a daleko jest jak Królowej Śniegu do Fausta. Inne bajki po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  18. w sumie marka mi nieznana, a Baudelaire mialem probke i przyznam, ze podoba mi sie. Abstrahujac od nazwy zapach jest ok. Tobie Sabb nie pasuje? cos nie tak z zapachem?
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  19. Ależ z zapachem wszystko jest w porządku. jest bardzo fajny, przyjemny i w ogóle. To dobra kompozycja. tyle, ze dla mnie nazwanie zapachu, który jest po prostu fajny imieniem Baudelaire'a to prawie profanacja. Z TAKĄ nazwą to powinien być zapach WIELKI, a nie dobry.
    To jakby całkiem fajnego pinczerka nazwać Hektor. :]

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzieki.
    Sabb, wyslalem Ci mail ad Idole.
    wracajac do Byredo - rozumiem, ze nie ma wg Ciebie tam nic porywajacego.... Widze tez na stronie galilu, ze sa dosc drogie...
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj, nie zjechałam przecież zapachu. napisałam, ze ładny,m urokliwy, przyjemny i w ogóle udany. Tyle, ze Baudelaire taki nie był. Był porypany, mroczny, diabolicznie fascynujący i pokrętnie inteligentny. Mam do jego twórczości (i biografii) stosunek osobisty i wysoce emocjonalny. Zapach mi po prostu nie pasuje. Nie godzi się nazywać letniej zupki piekłem. Nawet (a może szczególnie) smacznej. :)


    Na maila odpisałam.

    OdpowiedzUsuń
  22. dzieki.
    A Chembur jest Ci znany.
    Maila widze, tez odpisalem :)
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  23. Elo, zapach jest inspirowany kilkoma linijkami wiersza , na stronie Byredo napisano... Nie jest to więc opowieść o Baudelaire.pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafale, a Ty w ogóle znasz wiersz, z którego pochodzi ten fragment? Ten, w którym pojawiają się "łona gorejące wonie"?
      Bo o ile ten zapach nie ma nic wspólnego z Baudelaire'em to z tym wierszem nie ma nic wspólnego jeszcze bardziej.

      Usuń
    2. Przyznaję że nie znam:) nie bronię Byredo- rozumiem,że to może być tylko marketingowa konstrukcja z tymi wersami.akurat nie tymi,o których wspomniałaś:)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...