czwartek, 16 grudnia 2010

Marescialla Santa Maria Novella

.
Ludzie lubią sensacje.
Szczególnie lubują się w tragediach. Cudzych oczywiście.

O Marescialli Santa Maria Novella pisze się, że to "perfumy kobiety spalonej na stosie". Tymczasem Léonora Dori Concini, markiza d’Ancre, żona pierwszego Marszałka Francji za czasów Ludwika XIII, nie została spalona na stosie, tylko ścięta. Była arystokratką, przysługiwała jej czysta śmierć. Na stosie spalone zostało jej ciało po dekapitacji, ale to już nie robi takiego wrażenia, prawda?

Nie udało się również znaleźć dowodów na to, by rzeczywiście parała się czarami czy alchemią, a historycy przychylają się raczej do teorii, że oskarżenie o czary było jedynie skutkiem niełaski, w jaką popadła jej protektorka Maria Medycejska, której popleczników usuwano z dworu wraz z wygnaną w 1617 roku królową. O tym, że w tym samym roku "omyłkowo" zabity został także sam marszałek Conchini wspominam tylko dla porządku.

Zdaję sobie sprawę z tego, że właśnie zarżnęłam legendę. Przecież rozgrywki polityczne to temat znacznie mniej romantyczny, niż czary, wiedźmy i stosy. Przykro mi, jeśli kogoś rozczarowałam.
Może wynagrodzi Wam to sam zapach, który jest wystarczająco niezwykły nawet bez tej mało oryginalnej, za to bardzo naciąganej historii.


Piękno szalonych wizji


Już od pierwszej chwili wiedziałam, że warto było zabiegać o schadzkę z ekscentryczną Marszałkową.

Najpierw ma się wrażenie "czegoś dziwnego". Słodki aromat zwiędłych kwiatów przysypanych matowym kurzem, wilgotna pleśń na jasnych deskach, mokra skóra... Lochy jak malowane. I to lochy rodem z gotyckiej powieści, bo nuty kwiatowe i drzewne zestawione z wilgotną, piwniczną paczulą i dziwnie niepokojącym akordem przyprawowym w sposób najbardziej prosty i bezpośredni przywołują w umyśle obraz stojącej w kamiennej krypcie trumny. A w trumnie trup. Jakże by inaczej?

Pierwszy akord kazał mi spodziewać się dziwoląga na miarę krążących w sieci fatalnych opinii o Marszałkowej nazywanej poufale Maszkarellą. To byłoby jednak zbyt proste, zbyt oczywiste.
Drugie tchnienie upiornej Markizy to urok. Pod jego wpływem przestajemy odczuwać zdziwienie i chłód, przestajemy kłopotać się niecodziennym wystrojem wnętrza, zaczynamy dostrzegać piękną kobietę o tchnącym nieziemskim spokojem obliczu. Co z tego, że martwą?

 

Przypudrowane pyłem mielonej muszkatołowej gałki i szafranu blade kwiaty zdają się ciepłe, wyzłocone blaskiem świec; skórzasta bergamota połączona z paczulą i drewnem pachnie jak miękki, wyślizgany zamsz; jasny aromat kłącza irysa zmiękczony dodatkiem białego piżma tworzy aurę spokoju, wrażenie ciszy.

Jeśli Marescialla rzeczywiście jest upiorem z innego świata, to jest upiorem wytęsknionym i kochanym. Upiorem, który wodzi na manowce, odwraca uwagę od świata żywych, kusi, by podążać za nim... Niebezpiecznie piękne, tęskne marzenie o dawno utraconej miłości. Ciche szaleństwo, które sprawia, że dostrzegamy piękno w dawno martwym ciele, blask w wyschniętych oczach, słodki uśmiech na ściągniętych trupim grymasem ustach.

 

Mam dylemat ubierając w słowa maresciallowe wizje. Z jednej strony z pewnym wzruszeniem przypominam sobie scenę przedstawioną na "Zjawie Barbary Radziwiłłówny" Wojciecha Gersona: opętany tęsknotą Zygmunt August usiłujący wziąć w ramiona piękną ułudę. Z drugiej strony wyraźna paczula każe mi rozpamiętywać mroczne opowieści o upiornych tygodniach, podczas których obłąkany z bólu Giger pielęgnował zwłoki swej martwej ukochanej i przypomina przejmująco smutny tekst "Heirate Mich" Rammsteina:

Ich nehm dich zärtlich in den Arm
Doch deine Haut reisst wie Papier
Und Teile fallen von dir ab
Zum zweitenmal entkommst du mir

Marescialla przenosi nas wgłąb tych wizji, pozwala poczuć magię obłędu. Obłędu, który pozwala nam widzieć piękno tam, gdzie niewtajemniczeni dostrzegą tylko koszmar, poczuć tkliwość zamiast odrazy, pokonać śmierć... Bo Markiza choć martwa - jest piękna.



Podobno emocje, jakie wywołuje w nas sztuka zawsze pochodzą od nas, z wewnątrz. Ten sam obraz może spowodować pożądanie, okrucieństwo i współczucie. Ta sama muzyka może być źródłem agresji albo pozytywnej energii. Stwierdzenie to szczególnie trafne wydaje się w odniesieniu do perfum, które pobudzają w naszym mózgu obszary tak różnorodne i głębokie, jak żadna inna gałąź sztuki. Tak więc mrok, który dostrzegamy w perfumach jest naszym mrokiem, podobnie jak światło jest naszym światłem.
W świetle powyższej teorii powinnam być osobą wyjątkowo nudną. :)


Data powstania: podobno 1828, choć to sensu nie ma za grosz
Twórca: ponoć sama Léonora Dori Concini, choć jeśli data jest prawidłowa, musiałaby tego dokonać zza grobu

Nuty zapachowe:
pojęcia nie mam



* Pierwsza grafika to digiart Łukasza Golby, który swoje prace publikuje, miedzy innymi, pod pseudonimem MorrtisMPL na Digiart. Adres galerii: 
http://morrtismpl.digart.pl/digarty/
** Druga i czwarta grafika to prace H.R. Gigera
*** Trzeci obraz to "Zjawa Barbary Radziwiłłówny" Wojciecha Gersona

23 komentarze:

  1. Ciężko mi nawet wyrazić jak pięknie to opisałaś!!! Twój "portret" tego zapachu jest po prostu nie z tego świata, ulotny, nieuchwytny, cudowny! Przez chwile poczułam się jakbym czytała jakąś powieść historyczną :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozyczylam z recenzji na makeupalley:
    in the nose she'll surely hitcha.
    wait, you'll find she will bewitchya!/
    a bite like silver mountain water,
    heck she could be dracula's daughter/
    bride of jason
    bride of freddy!
    Mareciallla
    be my steady?
    Michalina

    OdpowiedzUsuń
  3. Katalino, ten zapach jest niezwykły. Naprawdę. A opis? Staram się malować słowami tak, jak Ty pędzelkami. ;)


    Michalino, czytałam ten "opis" i też myślę, że jest świetny. Tyle, że "moja" Marescialla nie jest zła, groźna, a już na pewno nie ma nic wspólnego z klimatem filmów o Jasonie Voorhees. :) Jest tylko z innego świata. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie recenzja słynnej "Maszkarelli" - i to jaka! :D
    Sama dawno temu pisałam, że Marescialla to dla mnie ziemisty i nieco upiorny zapach rozkopanego grobu i mdląco słodkich, zwiędłych kwiatów ze starego wieńca pogrzebowego - nawet nie wiesz jak miło było mi czytać Twoje podobne skojarzenia :)
    Maja102

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko gdzie ten zapach dorwac??? Szukalam juz u mnie w poblizu w sklepach (internetowych) gdzie sprzedaja SMN, ale Marescialla niestety nie widnieje na dosyc dlugiej liscie produktow. Zaczynam dalsze poszukiwania w plenerze juz w ten weekend... A to malowanie wychodzi cudownie ;)
    Istnieje tez fajna plytka M. Lubomskiego "Spiewomalowanie", ktorego udalo mi sie dawno temu spotkac w milym gronie ( i otrzymac w prezencie plytke)...
    A my tez jestesmy czasem/czesciowo z innego swiata...
    Michalina

    OdpowiedzUsuń
  6. Maju, dla mnie on nie jest upiorny, raczej "zjawowy". Nie wiem, jak to opowiedzieć. To, co w tej opowieści wraca zza grobu jest w szczególny sposób piękne i wraca z miłości, nie z nienawiści. Ale ja jestem porypana, więc dobre potwory mi się mieszczą w oglądzie świata. ;)


    Michalino, po pierwsze naprawdę niesamowicie się ciesze, że się ujawniłaś. Twoje komentarze są takie... Wypełnione. Myślą, treścią, nowymi odniesieniami i skojarzeniami. I to prawda, że czasem jesteśmy z innego świata.
    Marescialla powinna być w ofercie każdego sklepu, który prowadzi SMN, jednak często dystrybutorzy po prostu nie sprowadzają tego zapachu, bo i tak nikt go nie kupuje. Ja zapytałam w Galilu o tester, okazało się, że mają resztówczkę zachomikowaną w szafce i podzielili się ze mną. Wcześniej nie udało mi się przetestować, bo po prostu nie zapytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam. Jeszcze ;)

    Ja to nie (do końca) w temacie, ale chciałam bardzo ładnie poprosić o... zdjęcia kolekcji ;)No to ładnie proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, wiem. Wiem, że obiecuję od pół roku, ale naprawdę nie jestem w stanie wygospodarować tyle czasu. Szczególnie, że wciąż nie mam Aouda, a chciałabym obfocić kolekcję kiedy już go zdobędę. Kiedy? Kto to wie?
    Escritoro, naprawdę przepraszam. Kiedyś będą zdjęcia... W końcu.

    OdpowiedzUsuń
  9. E tam, nie przepraszaj, ja sobie grzecznie w kątku poczekam :) I pobatożę się w tyłek za naciskanie. To ma być w końcu przyjemne dla Ciebie, a ja się tak wcinam.
    A o jakim Aoudzie mowisz? Micallef? (bo na to magiczne słowo to aż strzygę uszętami).

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak. O tym Micallefowym. Mam pecha do tego zapachu. Ale w końcu znów będzie mój. Taki jest plan. ;)
    A batożyć się nie musisz, a nawet nie powinnaś. Jest mi miło, że ktoś czeka, a jeszcze bardziej miło, że czeka ktoś, z kim naprawdę chętnie się skutkami swojego świra podzielę. Pewnie powinnam się zmobilizować skuteczniej, ale tyle tego jest... Tyle, że nawet sama nie wiem ile w tej chwili. :/

    OdpowiedzUsuń
  11. "Tak więc mrok, który dostrzegamy w perfumach jest naszym mrokiem, podobnie jak światło jest naszym światłem." - piękne stwierdzenie!
    zgadzam się w 100%, choć może to być dla mnie niezbyt chwalebna zgodliwość ;)))

    a co do opisu - znowu mi to zrobiłaś :)
    jakoś nie bardzo reagowałam na ten zapach, w teorii ofkors, ale teraz obudziła się ciekawość
    "zjawowy" powiadasz - mniam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj tam oj tam, zgodliwość jest zawsze chwalebna, bo "zgoda buduje... " i tak dalej. ;)
    Wyobraź sobie, ze i ja nie oczekiwałam po Maszkarelli niczego dobrego. Po pierwsze reklama głupia nieco, po drugie wszelkie nadmuchane, potępieńcze wizje zwykle mnie zniechęcają. Dążyłam do schadzki bez nadziei na miłość, raczej kierowana niezdrową ciekawością i żądzą wrażeń. Emocje jak przy wybieraniu się do kina na horror. ;)
    Ale ja naprawdę jestem spokojny człowiek, więc moja Maszkarella też jest spokojna: nie stuka okiennicami, nie dzwoni łańcuchami, nie wyje w rurach. ;)
    I jeszcze: lubię Ci TO robić. Jestem "pjur iwul", jak to pisze Tru. :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. kriss de valnor20 grudnia, 2010 23:28

    witaj Sabb:)
    czytuję Cię regularnie i podziwiam za umiejętność pokochania agaru;)
    zupełnie inaczej odbieram Maresciallę - jak zakurzoną żarówkę ogrzewającą koszyczek z suszonymi płatkami róż, różę i paczulę czuję bardzo wyraźnie i nie jest to dla mnie zapach wilgotny, a właśnie wysuszony gorącem żarówki:)
    a wpisałam się u Ciebie, bo zdaje mi się, że oblubieńcem Barbary nie był Stanisław, a Zugmunt;)
    pozdrawiam Cię ciepło, k.

    OdpowiedzUsuń
  14. O kurczę! Oczywiście, że tak! Nie wiem, jak mogłam się tak walnąć. To z głupoty w sensie nieuwagi i niedbałości, a nie z głupoty w sensie niedouczenia. Zwykle sprawdzam, a tym razem rzecz tak jest oczywista, że uznałam, że nie trza. No i masz - taka sypa.
    Dziękuję Ci Kriss. Za czytanie i za uwagę. Oczywiście już poprawiam. A potem idę się wstydzić. Ale kiep ze mnie.
    :(((

    OdpowiedzUsuń
  15. W świetle powyższej teorii powinnaś być osobą o niebywałej głębi, wrażliwą i niebywale zdolną. Poza tym mam wrażenie, że sprzedałabyś śnieg eskimosom. Najlepszy artykuł jaki czytałam ostatnimi czasy. W artykule podziwiam taniec słów, skojarzeń, niebywały talent. Opisać zapach? Nie lada sztuka. Opisać go w taki sposób? MISTRZOSTWO.

    OdpowiedzUsuń
  16. Justyno, Twoja opinia bardzo mi pochlebia. Nie chcę się tłumaczyć i psuć efektu, po prostu pięknie Ci dziękuję za tyle miłych słów.
    W kwestii sprzedawania czegokolwiek komukolwiek... Nie wiem. Wiem natomiast jedno (i chcę, żebyś i Ty to wiedziała): że na tym blogu nie usiłuję niczego sprzedać. Jeśli się zachwycam, to szczerze. Jeśli coś mnie nie zachwyca, nawet "niepolitycznie", to piszę to. Jeśli zapach jest mi obojętny - zwykle po prostu nie mam nic do napisania i nie piszę.
    Jeszcze raz dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze słówko co do daty powstania
    Ja znalazłam informację, jakoby to podobno
    "irma Santa Maria Novella wykreowała te perfumy w roku 1828, bazując na recepturze pierwotnie stosowanej do perfumowania rękawiczek."
    której to twórczynią miała ponoć być Leonora Dori Concini (choć sama wątpię w tamtą 200-letnią recepturę)

    A mój "Upiór" z Marescialli to żadne paskudztwo.
    To Gnijąca Panna Młoda :)

    Maja102

    OdpowiedzUsuń
  18. Gnijąca Panna Młoda mnie rozczula. Poważnie. Podobnie jak Nightmare... - tyle ciepła jest w tych filmach, tyle pozytywnych emocji... Nic tylko się rozczulać. :)

    A o perfumowaniu rękawiczek już czytałam - sporo firm wydaje się od tego zwyczaju brać początek. Musiał kiedyś być powszechny.

    OdpowiedzUsuń
  19. i tak też odbieram ten zapach, jak te filmy - niby makabra, upiory i stwory wypełzające z grobu... ale jakże pełne nieodpartego uroku :)

    Maja

    OdpowiedzUsuń
  20. Dokładnie tak. :) I to chyba pisałam właśnie. Przybij piątkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem poruszona do głębi Twoją recenzją. Wspaniała. Jak to się mówi nie u nas: ona 'made my day' ;). Dzięki ! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepiękna recenzja! 'made my day' jak to się mówi nie u nas. Dziękuję za poranne wzruszenie i to bardzo na czasie w dniu dzisiejszym. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam sentyment do tego zapachu i odbieram go sentymentalnie. Dziękuję Ci bardzo za komentarz. Z serca.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...