sobota, 31 grudnia 2011

Złoty Pieprz Synesis


Czas temu jakiś na polskich blogach urodowych pojawiła się seria wpisów anonsująca współpracę z marką Synesis. Rodzima firma umiejętnie wykorzystuje ekologiczność swych produktów (w w sumie jednego, ale Ecolabel dla jednego żelu do mycia skutecznie opromienia cały asortyment) oraz fakt posiadania własnej plantacji róży damasceńskiej w Turcji (też pojedynczej, ale zabieg udany). Najskuteczniej jednak przemawia do mnie obietnica właścicielki firmy, pani Anny Garbaczewskiej, która deklaruje, że przy tworzeniu kosmetyków Synesis najbardziej zależało jej na ich skuteczności. "Nie na innych aspektach, kolorach, efektownych migotkach, lecz na działaniu."
W kwestii perfum nie ma to wielkiego znaczenia, ale u mnie zarobiło Synesis plusa już na wstępie: rzetelne spowiadanie się z zawartości słoiczków i buteleczek zamiast marketingowej ściemy... to też marketing oczywiście, ale taki marketing lubię.

Kiedy na przemiłym trójmiejskim zlocie perfumeryjnym znalazłam próbkę Złotego Pieprzu Synesis na kupce ze śmierdzielkami, których nikt nie chciał, skwapliwie skorzystałam z okazji i capnęłam atomizerek. I parę innych także, ale o tem potem.



Sadness No.5

 

Na rozczarowanie nie musiałam długo czekać. Obwąchany podejrzliwie wylot atomizera zapowiadał zapach bynajmniej nie pieprzowy. Zaaplikowanie płynu na skórę rozwiewa wszelkie wątpliwości: pieprzenie z tym pieprzem, zapach jest ewidentnie kwiatowy, bardzo retro. Tak bardzo, że po ulotnieniu się pierwszej, otwierającej nuty będącej klasycznym połączeniem ylang - ylang z odrobiną jaśminu i róży zaczęłam zastanawiać się, czy aby nie za bardzo...

 Wczesne serce to połączenie nut kwiatowych, przyprawowych i aldehydów. Tyle, ze akord kwiatowy jest ciężki, cynamon robi wrażenie lekko zleżałego - zamiast szybować w eteryczne niebo, leży na ziemi przygnieciony ziemistą paczulą, a aldehydy zamiast, jak w wyznaczającym aldehydowe trendy Chanel No.5, stawiać zmysły na baczność jeżą włoski na karku i każą wykonać krok w tył.

Żeby nie było niedomówień: inspiracja jest dla mnie czytelna: to miał być zapach w stylu polskiej Piątki. jednak o ile Chanel i Beaux namalowali nam obraz niepokornej, pewnej siebie emancypantki gotowej naginać świat do własnych zasad, o tyle tu widzę wciśniętą w futerał kostiumu w stylu Coco Chanel zmęczoną kobietę, która jest po prostu wkurzona.

Za wcześnie wychodzi paczula. Za ciężko przybrane zostały aldehydy. Zbyt brudny, za mało świetlisty jest jaśmin...

 

Po chwili, wsłuchując się w zduszone utyskiwania Złotego Pieprzu dostrzegam kolejnego winowajcę, który "posadził" zapach, odebrał mu energię i impet: brzoskwinię. 

Zamiast buńczucznych, prowokujących cytrusów dających dyskretny uśmiech i odrobinę słodyczy Piątce Chanel, tym razem dostajemy słodką porażkę. Przepraszam, że to napiszę, ale trochę jak gdyby nasza niezadowolona z życia bohaterka zgodziła się na seks na zgodę. Bez namiętności, bez ognia, bez przyjemności. Brzoskwinia to podstępna nuta. Bywa miękka i cielesna, częściej pachnie rezygnacją. I tu się właśnie nie udało.

Baza stanowi najmniej interesujący etap kompozycji. Niesprecyzowany, niedookreślony akord ambropodobny doprawiony równie niewyraźnym, nieprzekonującym, ale ciepłym akordem kadzidlanym, ze śladem wanilii i czystego, ładnego piżma. Wrażenie zmęczenia i braku przestrzeni pozostaje.

 

Nie chciałabym zostać zrozumiana źle: to nie jest zapach brzydki. Nie w sensie klasycznego śmierdziela. 

Jest przygnębiający, zniechęcający, bez życia. Jak gdyby nasza bohaterka czuła się stara i przegrana: w kostiumiku udającym Chanel czuje się równie niekomfortowo jak we własnym, starzejącym się ciele. Nie dostrzega swej urody, nie dostrzega piękna świata, nie ma ochoty rzucać mu wyzwania. Zamiast wyjść życiu naprzeciw, siedzi w ciemnym, niewietrzonym pokoju przed zastawioną przeciwzmarszczkowymi specyfikami i pachnidłami z ubiegłej epoki toaletką i w pełnym napięcia bezruchu dochodzi do wniosku, że przegrała życie. Mimo stabilizacji finansowej i rodzinnej - czuje się przegrana. Niekochana i niemajętna.


A ja na koniec zapytam jeszcze: gdzie ten pieprz?!



Nuty zapachowe (według strony producenta):
Nuta głowy: nuta aldehydowo-przyprawowa; ylang-Ylang, pokrzywnica z Jamajki
Nuta serca: nuta przyprawowo-kwiatowa; cynamon z Cejlonu, tureckie róże, brzoskwinia, goździk, jaśmin z Egiptu
Nuta bazy: nuta balsamiczna; wanilia z Madagaskaru, paczula z Indonezji, kadzidło z Somalii, ambra, piżmo

  • Autorem (wykorzystanego między innymi jako inspiracja dla reklamy Poison Diora) obrazu "All is Vanity" jest Charles Allan Gilbert. Pisząc wiedziałam, że to własnie będzie ilustracja dla tej recenzji.
  • Zdjęcie "Sad Woman adnd Stockings" wykonał nowojorski fotograf Stan Wiechers, którego galerię na serwisie Flickr znajdziecie tu: KLIK
  • Zdjęcie ostatnie znalazłam na blogu House Calls

13 komentarzy:

  1. No cóż... chyba żadna kobieta nie chciałaby się otaczać zapachem zniechęcenia i beznadziei, która pozostawia ogólne wrażenie zmęczenia życiem. To w prostej linii prowadzi do depresji :P Nie, nie, ja wysiadam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a kilka razy mnie kusiło żeby nabyć złoty pieprz :) tez myślałam że zapach będzie mieć coś wspólnego z pieprzem...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja z innej beczki ... :-) chcialam Ci po prostu zyczyc wszystkiego dobrego w Nowym 2012 Roku ...!

    Pozdrawiam serdecznie. M

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapach został ewidentnie "spieprzony"
    :)
    Sabb popraw błąd, który się tu wkradł
    "Ważenie zmęczenia i braku przestrzeni"
    "nasza bohaterka czuła się stasra"
    :D
    Nie wiem,czy było to zamierzone ,ale
    "Czas temu jakichś na polskich blogach"
    może powinno być Jakichś czas temu:)
    Wiem że się czepiam,gdyż sam robię karygodne błędy:)
    Pozdrawiam w Nowym 2012

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe pierwsze zdjęcie:)
    Wrażenie czaszki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Klaudio,

    chciałabym w Nowym Roku życzyć Ci wszystkiego naj, najlepszego, powodzenia,dalszch sukcesów, zdrowia, żebyś miała do wąchania wiecej ciekawszych zapachów ;)

    PS. 2 tyg temu odebralam Avignona, byłam tak przeszczesliwa, skałam z radości, dziękuję, dzięki Tobie go mam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kat, zapach jest naprawdę dziwnie zmęczony. Nie wiem, co w nim jest nie tak, ale pewne znaczenie mogą mieć kiepskiej jakości esencje - ma nader mizerną trwałość. jak na TAKIE nuty, niepojmowalnie wręcz mizerną. :(



    Polu, właśnie dlatego capnęłam te próbkę. Pieprz w perfumach jest bardzo wysoko przeze mnie cenioną nutą. Niestety. Tym razem pudło.



    Mamsan, dziękuję wzajemnie. :)



    Jarku, dziękuję! Zawsze dziękuję. Literówki to moja zmora, robię ich mnóstwo, a edycja postów w Bloggerze ostatnio jakby nie do końca sprawnie działa. Doceniam to, że dokładasz w ten sposób swoją cegiełkę w "porządność" tego bloga. Naprawdę doceniam. :*
    Inwersja w pierwszym zdaniu zamierzona. Takie moje małe zboczenie - zmienianie szyku zdań. :)

    A obraz znam od dawna. Wygooglaj sobie opartą na nim reklamę Poison. Gorsza, ale tez fajna. :)




    Baśku, cieszę się, zę wreszcie udało nam się zakończyć o rozdanie. Pani z Lu'lui pisała, że najpierw mieli odłożonego zagorska, a Avignon im się sprzedał błyskawicznie, potem natomiast mieli kłopot z kolejną dostawą. Nie proponowałyśmy zamiany zapachu, bo pisałaś, że możesz poczekać. Cieszę się, ze dotarł. :)
    Dziękuję za wiadomość. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Perfumy, których używam mają też ogromny związek z moim samopoczuciem. Nie chciałabym, aby sprowadziły mnie do roli zmęczonej kobiety. Szkoda, że tylko z nazwy są one obiecujące. Złoty pieprz to dla mnie elegnacka kobieta, która potrafi z wielką elegancją powiedzieć coś, co nie przystoi kobiecie w perłach i sukience z drogiej tkaniny. Kobiecie, która zaskakuje czasem swoim zachowaniem, takiej która potrafi puścić oko do osoby przypatrującej się jej z podziwem z drugiego końca pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko, co mnie zachwyca, sama nie wiem, czy perfumy aż tak mocno na mnie działają. Nie czułam się zmęczoną kobietą nosząc Złoty pieprz. Ale czułam, ze zapach nie cieszy. A przecież są zapachy, które dają wiele radości, jakiś metaforyczny wiatr w żagle.
    Szkoda, że tym razem się nie udało. Polskie perfumy... Chciałoby się, żeby były piękne.

    OdpowiedzUsuń
  10. W zniechęcaniu jesteś równie skuteczna jak w zachęcaniu :) Bardzo sugestywny opis i jego ilustracje. Ale nie powącham.
    Ten rysunek z czaszką kojarzę zdaje się z mieszkania mojej znajomej paczulofilnej Małgosi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam go... i padłam jak przeczytałam Twoją notkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że potraktowałaś ją na luzie. To tylko moje odczucia. Nikt nie mówi, że musi nam się wszystkim podobać to samo. :)

      Usuń
    2. Sabb, absolutnie nie chodzi mi o zapach i jego podobanie się bądź nie :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...