sobota, 10 marca 2012

Scarlet Oud Illuminum

Z dedykacją dla Poli i serdecznym podziękowaniem dla Wiedźmy z Podgórza.


Zapraszam do wirtualnego poznania kolejnego agarowca: zapachu osnutego wokół niezwykłej nuty grzybiejącego przez stulecia drewna aloesowego.
Kiedy ponad trzy lata temu odkryłam pierwsze perfumy z nutą agaru zwanego z arabska oud, pojęcia nie miałam, czemu zawdzięczają niezwykły aromat. Informacji o tym składniku nie sposób było znaleźć ani w książkach o perfumach, ani w sieci. Udało mi się wówczas, dzięki dyskusji na forum Wizaż, dotrzeć do wydanego przez wydawnictwo Schirner "Małego leksykonu kadzideł" ["Kleines Lexikon der Räucherstoffe (Buch vom Räuchern)"] który przystępnie i krótko wyjaśnia, czym jest oud, jak powstaje i jaką rolę pełnił w kulturze. Z poczuciem misji spopularyzowania tego niesamowitego składnika, przetłumaczyłam odpowiedni fragment i wrzuciłam go na bloga z przekonaniem, że pozostanie on ciekawostką i niczym więcej.

 

Wybuchu potężnej, ogarniającej cały perfumiarski rynek mody na oud wówczas nie przewidziałam. Teraz zbliżamy się już powoli do kresu agarowego boomu, ostatni maruderzy tworzą swoje agarowce: często zupełnie nie zasługujące na oud w nazwie, obliczone na to, że skojarzenie z agarem wepchnie je na szczyt nośnej fali...
Czemu o tym piszę? Bo dziś kolejny agarowiec; wyjątkowy o tyle, że wedle podanych na stronie producenta informacji pachnie wyłącznie agarem, niczym nie przybranym, niczym nie ozdabianym: Scarlett Oud założonej przez stylistę fryzur Michaela Boadiego (tak, tego od Boadicea the Victorious) marki Illuminum, o której wspominałam przy okazji zaskakującej reklamy, jaką w kwietniu 2011 (wówczas jeszcze) Kate Middleton zrobiła debiutującej na rynku firemce oświadczając, że w dniu ślubu z następcą brytyjskiego tronu księciem Williamem pachnieć będzie White Gardenia Petals tej właśnie marki.



Unidentified Vanishing Object
Niezidentyfikowany Obiekt Znikający


Od razu na wstępie rozwieję Wasze nadzieje: mam szczęście znać zapach esencji agarowej i daję Wam słowo, że czysty oud ani nie pachnie jak Scarlett Oud Illuminum, ani tak nie wygląda.

Scarlett oud jest czerwony, z odcieniem pomarańczu, ewidentnie czymś barwiony. Każdy rozsądnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że dodatek barwnika (obojętne czy naturalnego, czy syntetycznego) wpłynie na zapach. Stąd w perfumeriach testując perfumy na blotterach zawsze wybieramy stronę bez nadruku: by perfumy nie weszły w reakcję z farbą.

Kłopot z barwą Scarlet Oud polega na tym, że substancja zostawia na skórze obrzydliwe, trwałe, brudnożółte plamy, wyglądające trochę jak ślady po jodynie. To absolutnie nie do przyjęcia w przypadku kosmetyku, którego używamy na dekolt, czy nawet za uszami. Wyobrażacie sobie pójście na randkę z plamami za uszami? :)

Zostawmy jednak kwestię koloru. Skupmy się na zapachu.


Scarlett Oud najprawdopodobniej rzeczywiście zawiera oud. Tyle, że jest go relatywnie niewielka ilość,  zamaskowana sprytnie mieszanką oleożywic, których używa się do wyrobu fałszywego olejku agarowego: sandałowcem, mieszanką kadzideł i dymnego drewna barwionego na pomarańczowo i zostawiającego na skórze dokładnie taki, brudnożółty ślad, jaki zostaje na niej po użyciu Szkarłatnego Agaru Boadiego.

Żeby nie było wątpliwości - to nie jest do końca zarzut - czystego olejku agarowego w perfumach za "marne" sto funtów za sto mililitrów nikt nie może oczekiwać.

Kompozycje agaropodobne kupić można na przykład na stronie Perfumer's Apprentice, gdzie występują w dwóch rodzajach: jako Oud Blend albo Black Agar. Żadna z nich nie jest agarem, ale obie pachną pięknie. Perfumy Boadiego naprawdę przypominają Oud Blend - ostrzejszą, bardziej pikantną i bardziej zbliżoną do brzmienia świeżo zaaplikowanego olejku agarowego wersję.


Zapach Scarlet Oud jest linearny, rozwija się nieznacznie, pogłębia tak, jak pogłębia się aromat zaaplikowanej na skórę esencji agarowej: od aromatu nieco ostrego, sukcesywnie ciemniejąc, wygładzając się, nabierając głębi i ciepła. Tyle, że charakterystyczna ostra nuta, która pojawia się po nałożeniu czystego agaru na skórę, w przypadku czystej esencji rychło znika. Tu czai się w zapachu do końca: ukryta, nienatrętna i nieuciążliwa, lecz obecna.

Także dymna, ciemna część spektrum zapachowego zdaje się nieco zbyt dosłowna, zbyt "skopcona". Charakterystyczna goryczka zwęglonej substancji organicznej po jakimś czasie wchłonięta zostaje przez przyzwoicie drzewny akord agarowy, jednak zastępuje ją kolejna nuta, której w czystym agarze nie znajdziemy: dosłowna słodycz. Jak gdyby zapach delikatnie dosłodzono brązowym cukrem.

 

Nie będę Was już dłużej trzymała w niepewności: strona Basenotes podaje pełniejszą, niż strona Illuminum listę nut Scarlet Oud. Poza agarem znajdziemy na niej zielone pędy, miód, dym i pleśń. 
Enigmatycznie. Zielone pędy czego? Zielone pędy wetiweru pachną inaczej, niż zielone pędy pomidora. Dym jakiego typu? Dym palonej żywicy olibanum pachnie inaczej, niż dym palonego koksu, nie mówiąc o dymie unoszącym się nad naczyniem ze stężonym kwasem solnym. Pleśń pozostawię bez komentarza. W dobie perfum w rodzaju Marszałkowej Santa Maria Novella czy  Patchouli Villoresiego pleśń nkikogo nie bulwersuje. Jednak w nutach, zamiast pleśni, zwykle pojawia się paczula. :)


Podsumowując tę nietypową recenzję napiszę, że zapach jest dla nosa rozmiłowanego w agarze przyjemny. Wystarczająco drzewny, wystarczająco niszowy, w sam raz ciemny. 
Tyle, że trwałość ma, jak na kompozycję o tej głębi i tym typie projekcji wręcz nikczemną. Drzewno dymne, snujące się przy skórze perfumy charakteryzują się zwykle tym, że trwają przez wiele, wiele godzin. Tu, w sposób niepojęty i z naturą tego typu esencji sprzeczny, po godzinie zastanawiamy się, gdzie się podział mrok, zaś po dwóch godzinach po wyrazistych, ciężkich perfumach zostaje nieokreślony, trudny do zidentyfikowania ślad zapachu wyczuwalny tylko tuż przy skórze.
Plamy są znacznie bardziej trwałe. W świetle dziennym widoczne są nawet po ośmiu godzinach. Podziękuję. 

Data powstania: 2011
Twórca: Michael Boadi

Nuty zapachowe:
oud (albo spójrz wyżej)




Ilustracje do tekstu:
  • Pierwsze zdjęcie pochodzi ze strony www.tootoo.com, na której w dziale "agrobiznes" rzekomo zakupić można agarowe szczapki na kilogramy. Korci mnie...
  • Drugie zdjęcie reklamowe: ze strony Illuminum.
  • Trzecie i czwarte to fragmenty piradnika tworzenia za pomocą programu Photoshop abstrakcyjnego kręgu dymu zamieszczonego na stronie www.psdvault.com tu: KLIK 
  • Ostatnie zdjęcie wykonał  Mick, którego fotografie znajdziemy na stronie autorskiej www.micksimages.com

24 komentarze:

  1. Niestety plamy są dla mnie nie do przyjęcia. Zaskakuje mnie też ta "pleśń". Ja wiem, że to wszystko jest w pewnym sensie czymś w stylu poetyckiej perfumiarskiej przenośni... a nawet jeśli nie, to cóż... No wówczas jeszcze gorzej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czuję pleśni. Jakąś "cienistość' być może, ale pleśni z całą pewnością nie. Tez nie rozumiem sensu umieszczania "pleśni" w nutach".

      Usuń
    2. Niektórych kręcą egzotyczne składniki :D Wiesz, taka aura inności, wyjątkowości i innych "ości" potrafi mamić i przyciągać. Może liczyli na to, że jeśli sam oud nie zachęci konsumentów, to reszta składników nakręci spiralę ;)

      Usuń
    3. A prawda, prawda! Sama łapię się na słowo "smoła" w nutach. Tyle, że zapach smoły naprawdę mi się podoba. I wiesz? Myślę, ze także zapach pleśni znajdzie swoich amatorów. Takich szczerych, naprawdę lubiących go. szczególnie, ze pleśń pleśni nierówna: pleśń na winogronach czy pleść na serze pleśniowym to też pleśń. :)

      Usuń
  2. dziękuję :)
    Chyba nie będę się o to zabijać choć przy okazji (jeżeli się takowa nadarzy) potestuję.
    Ja dzisiaj na wyjście mam znów Oud Royal i podobno pachnę pięknie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Oud Royal, jakkolwiek niszowy, budzi zachwyt nawet miłośników zapachów lżejszych i bardziej normalnych. Fenomen. :)

      Usuń
  3. he he, też już kiedyś wspominałem, że właśnie doświadczamy prawdziwego wysypu oudowych pachnideł... producenci wyczuli koniunkturę i teraz każdy za punkt honoru postawił sobie zarobić (celowo napisałem zarobić) na klienteli histerycznie złaknionej agarowego aromatu...

    oczywiście jakość perfum nie od dziś rozmija się z ceną, czego nie raz każdy z nas doświadczył, ale niektóre pseudo agarowe siuśki, którymi zalewany jest rynek perfum niszowych nijak nie zasługują na miano agarowych, a już na pewno nie niszowych... moda na agar przeminie jak każda inna, ale większość tej radosnej twórczości będzie na rynku długie lata... a pobnieważ moda lubi powracać, więc będzie jak znalazł za jakiś czas ;)

    plamiące perfumy to rzeczywiście skandal... odbarwienie ubrania murowane... nie wspominając o tym jaka to siara wyjść z poplamionym ciałem do ludzi, albo na elegancką kolację...

    pozdrawiam pirath

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piracie, Scarlet Oud jest niewątpliwie niszowy, niewątpliwie nie jest pretensjonalny, ani obliczony na rynkowy sukces. Chyba, że na fali agaromanii właśnie.
      Nie zrozum mnie źle: no nie jest śliczny zapaszek. To jest zapach trudny i brudny. I nawet nie jest źle poskładany zapachowo. Tak mi się wydaje, tak go odbieram - jako dobre, niszowe pachnidło.

      Niestety, po pierwsze brakuje mi w nim gładkości prawdziwego agarowego olejku (a tego oczekiwałam), po drugie trwałości jednak spodziewałam się większej i po trzecie... Plamy. Może na śniadej cerze nie wyjdą tak wyraźnie. ja mam skórę w kolorze białym nieomal. Nie znam nikogo z jaśniejszą skórą - żółte przebarwienia są więc na niej widoczne jak plamy po herbacie na kartce i wyglądają po prostu paskudnie. Wiesz, jak wyglądają zmywające się tatuaże z henny naturalnej? To trochę podobny typ plam.
      Na białej bluzce to byłaby tragedia. :/

      Usuń
    2. wystarczy obrazowy ślad po herbacie na białej kartce... to nie jest Wode, które z intensywnego, niemal inkaustowego błękitu znika bez śladu z odzieży... ;)

      dla mnie do tej pory najlepszy oud to Emir nejmana i YSL M7... i ten ostatni na pewno nie powstał z myślą dorobienia się fortuny na oudowej histerii :)

      Usuń
    3. No, M7 na 100% nie "na fali" powstał. I zgadzam się, ze jest piękny. Choć na mnie ciut za słodki - noszę go, kiedy jestem w nastroju spolegliwym. :)
      Gdybym miała szukać swojego ulubionego agarowca, byłby to na ten moment Oud Royal. Dalej Black Afgano, Oud 27, Roots i Incense Noir. Reckę Oud 27 powinnam napisać jeszcze raz. Już kilka osób potwierdziło mi, że nowe flaszki pachną inaczej, łagodniej, niż pierwsze próbki, które zamawialiśmy dawno temu. Poważnie - mój flakon nie ma ostrej nuty otwarcia i ogólnie pachnie bardzo przyjemnie.

      Usuń
    4. dżizes, jeśli M7 zakładasz na chwile spolegliwości, to nie chciałbym wąchać tego co nosisz, gdy masz w.órwa :)

      bankowo włączają się od tego alarmy i tryskacze na korytarzach :)

      Usuń
    5. M7 jest słodki, ciepły i złocisty.
      Kiedy mam w.órwa... Nie lubię siebie. Boję się siebie, boję się, że kogoś zranię. Kiedyś potrafiłam to robić. Od lat mocno nad swoim w.órwem pracuję i udaje mi się go przełożyć na potrzebę posprzątania świata. Bo najbardziej złości (tak do skraju rozpaczy) mnie bezsilność. A na bezsilność najlepszą radą jest działanie, chociażby zastępcze. Robię coś dobrego - coś, co sprawi, ze poczuję się dobrym człowiekiem. Albo przynajmniej potrzebnym.

      Nie mam zapachów na takie okazje. Może róża z agarem - kiedy chcę utrzymać dystans? Ale ogólnie, kiedy jestem nabuzowana, nie używam żadnych rekwizytów. Nie celebruję swojej złości - staram się jej pozbyć.

      Solidny wysiłek fizyczny tez pomaga. A do starcia z workiem treningowym czy sztangą nie potrzebuję zapachu. :)

      Usuń
    6. "Solidny wysiłek fizyczny tez pomaga. A do starcia z workiem treningowym czy sztangą nie potrzebuję zapachu. :)"
      pełna zgoda, dlatego niedawno podważyłem w ogóle zasadność sygnowania zapachów sportowych...
      a ja na w.órwa zakładam na siebie niemożliwe ilości kadzidła... na naszym zabobonnym narodzie taka woń robi piorunujące wrażenie i zazwyczaj wszystko co żyje samo schodzi mi z drogi z niekłamanym podziwem i służalczością... czyżby ksiądz dobrodziej po cywilnemu? :)

      Usuń
    7. Pamiętam ten wpis - nawet dorzuciłam kamyczek do Twojego ogródka w komentarzach.
      Ja mam wyćwiczony w.órw na pokaz: w sytuacjach, kiedy potrzebuję, żeby ludzie schodzili mi z drogi i nie zawracali głowy byle czym, bo muszę na szybko "ugasić jakiś pożar" zmieniam sposób poruszania się i mimikę. Celowo - potrafię to ukryć, ale nie robię tego, żeby wszyscy wiedzieli, że teraz mają się spinać jak przed Armagedonem. :) Działa. Zapach nie ma znaczenia. :)

      Usuń
  4. uważam że firma nie ma prawa bytu ! fatalne !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Czemuż to?
      Pytam, bo to bardzo radykalny sąd. Ja nie mam opinii: znam jeden zapach - ten właśnie. nie jest zły, nie jest brzydki, nie jest byle jaki.
      A perfumy firmowane nazwiskiem Boadiego zwykle są naprawdę ciekawe.

      Usuń
  5. O! :) Jaka miła niespodzianka. :)
    Dzięki Ci za wzmiankę, jak i za opis. Fajnie, że "rozebrałaś" Scarlett Oud pod względem "zgodności z oryginałem". Czyli miałam dobrze przeczucie. ;) Choć w sumie nie ma się z czego cieszyć...
    Co do barwy. Mnie skóry nie kolorowało [znaczy: w ogóle to tak, ale pigment znikał razem z alko; czyli szybko], ale myślę, że Boadi (to naprawdę ON komponuje? Czy casus jak z Fordem?) po prostu nie wziął pod uwagę, że zbyt intensywna barwa może zaszkodzić. Albo: skoro koleś jest przede wszystkim fryzjerem, to pewnie farba źle mu się nie kojarzy? ;)

    BTW, przesłać Ci kapkę Wild Tobacco? :] Od piątku chodzę jak na rauszu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś dobre przeczucie i ogólnie nasze opinie są podobne. Choć ja się "rozwlokłam" troszkę.
      Co do barwienia skóry: Wiedźmo, ja mam absurdalnie, niewyobrażalnie, nienormalnie jasną skórę. Pisałam wyżej: nie spotkałam w życiu nikogo o jaśniejszej karnacji. Podkładów dla mnie nie ma na polskim rynku - noszę za ciemne, albo sprowadzam. Białe meteoryty, uznawane za "wybielacze" sa na mojej skórze niewidoczne, neutralne beżowe z głównej serii działają jak brązer. Może dlatego plama w zgięciu łokcia czy na szyi, normalnie niewidoczna, u mnie wali po oczach.

      I nie, niczego mi nie przesyłać. Jeszcze się nie odwdzięczyłam. :)

      Usuń
    2. Ale tylko troszeczkę. ;)
      Chyba, że. W każdym razie: brzmi znacznie bardziej poważnie, niż się na pierwszy "rzut oka" wydaje. Ja używam także tych jaśniejszych podkładów czy pudrów, ale czegoś podobnego sobie nie wyobrażam. Kłopotliwe dosyć. :/ I rzeczywiście, w Twoim przypadku oczojebny oranż wody wydaje się kłopotliwy. Nie zazdroszczę.
      I jak nie, jak tak?? :D Nawet mam pomysł, co Ci dorzucić, żeby było wrednie (i wybuchowo). ;) Więc oczekuj listonosza. Bez względu na jakieś tam "odwdzięki". :P

      Usuń
    3. Żeby nie było, że biadolę: lubię swoją skórę i nie podejrzewam siebie o albinizm. Mam naturalnie prawie czarne włosy i oczy. Do tego całkiem fajnie, powoli, ale od razu na brązowo się opalam. Byle nie w solarium. :)

      Wrednie i wybuchowo? No to mnie zachęciłaś. :D :*

      Usuń
    4. Królewna Śnieżka! ;)) :P
      Grunt to lubić siebie. I szlus. :)

      To super, bo koperta już zaklejona. :) Oczywiście, że wrednie i wybuchowo, ale... zresztą sama się domyślisz o co chodzi z tym "ale".

      Usuń
    5. Królewna to 10 lat temu. :]
      To ja Ci wyślę coś specjalnego. Kiedy i o ile dojdzie. :/

      Usuń
  6. Sab, coraz bardziej lubię te Twoje recenzje, po których nie muszę lecieć kupować kolejnych próbek (notabene nie wiem co by się działo, gdyby nie można było kupić próbek, massssssakrrrrrrrrrrrrrrrrra).
    Przyjemność czytania ta sama, bo warsztat jak zwykle świetny, a wychodzi znacznie taniej. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myszo, ja się staram opisywać zapachy piękne, takie, które mnie ruszają. Ale nie sposób ciągle popiskiwać z zachwytu. :)
      Skoro Wy macie ze mną taki "krzyż pański", to pomyśl co ja przeżywam. Bo ja ogólnie łatwo się zapalam. Do najbardziej szalonych pomysłów także. Czego, jakiś czas temu, tu dowiodłam. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...