wtorek, 2 października 2012

Recenzje gościnne: Ancynamonka o Botrytis Ginestet


Rusza październikowa ofensywa.
Obiecuję Wam miesiąc pełen wrażeń. Nie tylko dlatego, że mam nadzieję przeżyć go sypiając więcej, iż po trzy godziny na dobę i pisząc częściej niż raz na ruski rok, ale też dlatego, że oto niepostrzeżenie minęliśmy pół tysiąca obserwatorów. Ale o tym jutro.

Dziś kolejna przepiękna recenzja gościnna. Tym razem napisana tak, że sama żałuję, że to nie ja jestem jej autorką. Szczególnie, że do zrecenzowania Botrytis Ginestet zabieram się od lat... nieskutecznie.


Specjalnie dla Was recenzję przygotowała i ilustracjami troskliwie opatrzyła: Ancynamonka.




Drożdże i pleśnie zaprzęgnięte do pracy


W całym moim domu pachnie jabłkami i drożdżami. Zapach nie jest szczególnie urodziwy, niektórym zdałby się wręcz drażniący, ale u mnie wywołuje uśmiech, ponieważ tenże silny aromat wydaje z siebie stojący w kuchni balon jabłkowego wina.  Zacier  pracuje jak szalony i wita mnie od progu radosnym plumkaniem. Jego silny zapach zawiera w sobie zapowiedź rozkoszy podniebienia, które mają stać się moim udziałem. ;) Wiele wysiłku włożyłam w  wydrążenie i wyciśnięcie soku z kilkunastu kilogramów jabłek, a teraz nawet drożdżowy „odorek”  wydaje mi się fantastyczny i napawa dumą.

Jakże dumni wobec tego muszą być producenci szlachetnych trunków winiarni Ginestet? Całkowicie zrozumiałym staje się fakt,  że aromatyczne wina, w które włożyli tyle serca i pracy stały się inspiracją do stworzenia linii perfum, do której należy zapach, który mnie urzekł – Botrytis.

 

Borytris cinerea to grzyb - szkodnik, który atakuje rożne rośliny,  powoduje ich choroby zwane szarym pleśnieniem. Borytris potrafi jednak być pożyteczny: jesienią inicjuje rozwój szlachetnej pleśni na owocach winogron i zwiększając ich naturalną zawartość cukru. Przejrzałe owoce tracą wodę i wysychają, co określa węgierski termin  „aszú” Wytwarzanie wina z aszú jest procedurą wyjątkowo pracochłonną. Z winnych gron wybierane są  wyłącznie owoce przejrzałe. Depcze się je w kadziach do konsystencji pasty zwanej ciastem aszú. Dalsze etapy produkcji Tokaju aszú obejmują wymieszanie ciasta z dobrej jakości winem podstawowym, fermentację w kadziach, a następnie powolnie dojrzewanie (minimum 4 lata) w beczkach magazynowanych w  zimnych piwnicach. Powodzenie całego procederu zależy również od kaprysów aury, albowiem Borytris pojawia się na owocach winogron wyłącznie w okresie deszczowym następującym po upalnym lecie. Tokaje aszú charakteryzują się bogatym bukietem smakowo-zapachowym będący połączeniem miodowo-karmelowej  słodyczy, aromatów bakaliowych oraz  świeżości owoców.


Ten przydługi wstęp służył temu bym mogła jasno i bez dalszego owijania w bawełnę stwierdzić, iż perfumy Ginestet oddają w pełni olfaktoryczny charakter szlachetnego trunku jakim jest tokaj aszú.  Botrytis to zapach słodki, upojny i otulający: piękny i dumny przedstawiciel perfumeryjnej grupy gourmand. Borytris jest zaproszeniem do uczty, na której skosztujesz płynnego, złotego miodu, bakalii i owoców wypieszczonej w słońcu pigwy.  

Uczta z Botrytis to przyjemność dla dorosłych, bynajmniej nie jest to poczęstunek z  karmelków i landrynek dla nieletnich panienek.  Biesiadnicy zachowują umiar, rozsmakowują się bez pośpiechu w darach natury. Gospodarz dba, by gościom nie zabrakło wina w kieliszkach, ale nikt na drugi dzień nie będzie skarżył się na ból głowy, niektórzy z zaproszonych palą.

 

Botrytis  jest zapachem bardzo słodkim, ale nuty tytoniowe i  alkoholowe skutecznie bronią wąchającego przed atakiem mdłości.  Miód w Botrytis jest wyjątkowo piękny: aksamitnie gładki, a nie chropawy i drapiący w gardle jak np. w Soir de Lune. Dojrzałość to słowo klucz dla tej kompozycji Ginestet: dojrzałe są winne grona przepełnione słodyczą i ja dojrzale i cudownie kobieco, czułam się otulona tym zapachem.

***

Dziękuję za uwagę.
A Ancynamonce dziękuję serdecznie za wzbogacenie Sabbath of Senses o piękną opowieść.

Uchylę też przy okazji rąbka tajemnicy w związku z kolejną gościnną recenzją. Otóż dotyczyła będzie orientalnych olejków i okraszona zostanie niesamowitymi zdjęciami z Indii wykonanymi osobiście przez Recenzenta.

Niechże kto powie, że nie mam świetnych pomysłów! :)



Data powstania: 2008

Nuty zapachowe:
miód, białe kwiaty, kandyzowane owoce, pigwa, piernik, winogrona, ambra


Źródła ilustracji:
  • Pierwsze zdjęcie: KLIK.
  • Druga ilustracja: John Edward Newton "Still Life of Fruit, Nuts and Wine Glass". Zdjęcie z zasobów The Victorian Web: KLIK.
  • Trzecia: Morston Constantine Ream "Still Life with Fruit, Wine and Nuts" - zdjęcie z zasobów Wikipedii: KLIK
  • Ostatnia ilustracja: Kim Roberti: "Smokin' wonam and wine...". Zapraszam na bloga pochodzącego z Teksasu autora: My Paintings.

14 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten zapach, dzięki niemu zima jest trochę mniej straszna ;)
    Z recenzją się zgadzam, ale z pisownią nazwy już nie, jakoś się literki poprzestawiały ;)
    Pozdrawiam,
    FF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... Miałam dobrze we wstępie i początku tekstu, ale dostałam maila, że jest błąd. A ponieważ leciałam na twarz po całej nocy pracy - uznałam, że pewnie źle czytam nazwę perfum (bo nazwy pleśni byłam pewna) i popoprawiałam. Nie sprawdzając nawet. :(
      Dziękuję Ci pięknie za napomnienie.

      Usuń
  2. Ostatnio odkryłam, że tym, czego jesienią brakuje mi najbardziej, jest właśnie Botrytis. Na szczęście własna odlewka na dłuższy czas wyleczyła mnie z kosych spojrzeń w stronę flakonu. ;) Za to recenzja tak jakby znowu zaczynała kusić. Niebezpieczna sprawa. ;)
    Już wiem, czego użyję, kiedy zemrą obecne moje perfumy. :)
    Co do nazwy, to muszę zgodzić się z FF. Ale mała literówka to doprawdy szczegół. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literówka była tym razem owocem pomyłki,nie przeklawiaturzenia. Napisałam wyżej. Dziękuję za wyrozumiałość.
      Sam Botrytis jest dla mnie za słodki. Niestety. Ale doceniam jego oryginalność.

      Usuń
  3. Wspaniała recenzja :) Mimo, iż zapach wydaje się być zupełnie nie z mojej bajki, to przyjemnie przeczytać taką opowieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ta opowieść o robieniu wina - jak najlepszy felieton. :)

      Usuń
  4. Ohoho!... No, Kochana widzę, że nam tutaj kiełkuje kolejny talent! Wspaniała recenzja, niesamowicie się ją czyta :) Brawo, brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zadziwiona tym, jak niesamowici ludzie tu zaglądają, jak czują zapach, jak tworzą opowieści. Po prostu "serce roście"! :)

      Usuń
  5. Ciesze się bardzo że recenzja Wam się podoba. Obawiam się że literówki mogą być wynikiem złośliwej autokorekty Worda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już popoprawiałam. Dziękuję Ci raz jeszcze. Piękna opowieść.

      Usuń
    2. I ja się podpisze pod tym stwierdzeniem :)

      Usuń
  6. Ale piękna recenzja, gratulacje!
    Przyroda jest fascynująca, no nie? Szara pleśń, która jest postrachem ogrodników i rolników, która masowo niszczy zbiory truskawek, brokułów, kapusty i mnóstwa innych warzyw, ta sama jest szlachetnym dodatkiem pozwalającym na wydobycie bogactwa smaków z winorośli.
    Samo wino jest także fascynującym trunkiem. Bogactwo smaków. Trunek, w którym oprócz wina powinniśmy wyczuwać także całą masę innych nut, łącznie z masłem, kakao, owocami, tytoniem, a nawet... naftą.
    Kolejna fascynująca rzecz to upodobanie ludzkości do jedzenia i picia zepsutego jedzenia. No no czym innym są zgniłe sery, wino, czy kiszona kapusta?
    Zapach też fascynujący.
    Takoż i recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię zepsute jedzenie. I napoje. Alkohol to także efekt psucia. I kefir. :)
      Idę sobie sporządzić kanapkę z zepsutym serem. :)

      Usuń
  7. Perfumy, które wybrałam na tegoroczną jesień :)) Jeszcze nie zakupiłam, ale w październiku już tak się stanie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...