poniedziałek, 18 maja 2015

Saltus, Succus, Tellus - nowe trio Liquides Imaginaires


Dziś wpis, który powinien pojawić się dawno, dawno temu. Nie w odległej galaktyce, lecz tu - na SoS.
Tak się złożyło, że dzięki uprzejmości Mood Scent Baru, Drzewną Trylogię Liquides Imaginaires miałam okazję poznać sporo przed premierą. Niestety, jak większość z Was, mili Czytelnicy, zauważyła - moje życie wywija ostatnio niezłe koziołki i w związku z tym mój cykl recenzyjny wywija razem z nim.

Arboralne kompozycje młodych nosów Givaudan: Shyamali Maisondieu (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa) i Nadege le Garlantezec pojawiają się więc z pewnym poślizgiem. Lecz bynajmniej nie dlatego, że nie warte są słów. :)



Saltus
Natura non facit saltus

Saltus to po łacinie skok. W języku polskim ślad tego znaczenia znajdziemy w słowie salto. Jednak saltus to także dzika przestrzeń porośnięta drzewami - i tej definicji słowa kłania się Shyamala Maisondieu swoją kompozycją.


Saltus to zaiste przestrzeń. Rozległa równina porośnięta drzewami.

Jest schyłek lata. Poszarzały od upałów starodrzew budzi się do życia po raz wtóry tego roku. Przykurzone żywiczne pnie zgruchotane letnimi burzami wypuszczają nowe pędy, suche liście na obłamanych gałęziach przygotowują się do rozpadu, dywan mchu pokrywa się barwnymi puszkami sporofitów.

Gdy wchodzimy między drzewa, las pochłania nas jak woda, obejmuje jak stojąca, nieruchoma, zielona toń. Powietrze pełne aromatycznych pyłków wlewa się w płuca jak niepokojąco podniecający wywar z życia. Światło spływa kaskadami tworząc na ziemi ruchliwe kałuże blasku. Zza drzew każdy nasz krok śledzą brązowe i złote oczy prawowitych dziedziców tej ziemi. Gdzieś z dala dobiega nas kadzidlany aromat ogniska - żywych, płaczących złotymi łzami gałęzi skwierczących w żarze.



To nie jest las martwy. Poszarzałym aromatom żywicznym i drzewnym tworzącym trzon zapachu towarzyszy żywa, eteryczna zieleń. Młode listki wielkich dębów, blade igiełki na starych sosnach, zielone pędy ciekawsko wyglądające spomiędzy opadłych liści.

W głębokiej bazie, jak myszki w norkach czają się nutki zwierzęce pachnące futrem. Wiewiórki zjadające dębowe embriony, korniki zjadające pnie, drzewa karmiące się szczątkami wiewiórek i korników i innych drzew. Wieczny cykl życia. Śmierć i narodziny w ciszy wiecznego lasu.


Data premiery: 2015
Twórca: Shyamala Maisondieu
Trwałość: Niestety nader przeciętna. I dodać muszę, że zapach nie gaśnie ładnie.

Nuty zapachowe:
cedr, eukaliptus, kamfora, styraks, paczula, kadzidło, bób tonka, kastoreum, drewno sandałowca



Succus 
Sok z pomarańczy
Jest tańszy
Lecz dolać wódki
Są skutki**

Succus to po łacinie sok. Sok pojmowany jako ciekła esencja rośliny - stąd tak zwane soki roślinne (choć nie tylko, bo tym terminem określa się także na przykład soki trawienne). Nie dziwi więc soczystość Succus. Tego oczekiwałam - zapachu tryskającego roślinnym sokiem. Nie spodziewałam się tylko, że będzie to sok pomarańczowy. :)

Pierwsze chwile z Succus to kaskada wrażeń. Drobne, złociste mandarynki toczące się po zielonej trawie. Tuż za nimi, gruboskórnie łamiąc źdźbła podążają szarożółte grejpfruty. Tak ciężkie, że wyciskają w trawie placki do gołej, mokrej ziemi. Cierpkie cytrusy, zielona trawa i mokra ziemia - to pierwszy kadr opowieści, jaką jest Succus.

Serce kompozycji to odjazd kamery - zmiana perspektywy. Oto widzimy, że skupiające początkowo całą naszą uwagę mandarynki i grejpfruty wysypały się dużego kosza. Kosz wypełniony jest świeżymi gałązkami szałwii i jałowca - rwanymi gołymi rękami, pogniecionymi przez ciężkie owoce, mokrymi od soków i pachnącymi do słodko - gorzkich granic roślinnych możliwości.


Kolejny kadr cofa nas o kolejny krok, pozwala dostrzec więcej. Kosz niesiony jest przez piegowatą dziewczynę w sukience w kwiatki i w ubłoconych gumowcach. W potargane warkocze w kolorze słomy wplotła polne kwiatki, na obdarte kolana nakleiła liście babki. W jednej z brudnych rąk trzyma kosz, którym niefrasobliwie wywija, w drugiej dziarsko dzierży świeżo okorowany patyk, którym jak golfowym kijem popycha turlające się po trawie owoce.

I to jest istota tej opowieści. Niejednoznacznie urodziwy i jednoznacznie uroczy widok, który zajmuje nas na tyle, że przez dłuższy czas nie dostrzegamy ukwieconych rabatek wokół trawnika, piknikowego kocyka i stojącego na nim dzbana kompotu z czarnego bzu. A także siedzącej na kocyku leciwej damy z szydełkiem w ręku.


Zmierzch olfaktorycznej opowieści, jaką utkała dla nas Shyamala Maisondieu pozwala nam oderwać wzrok od psotnej panny i dzbanka kompotu. Ostatni kadr ukazuje nam trawnik, rabatki i kocyk z lotu ptaka: barwne plamy na kanwie zieleni; wstążkę ścieżki wiodącej do małego, białego domku otoczonego cytrynowym gajem.

Gdzieś wokół rośnie las. Ale to nie jest opowieść o lesie.


Data premiary: 2015
Twórca: Shyamala Maisondieu
Trwałość: ok 7 godzin. Przy dobrej pogodzie dłużej, ale baza wraca do pomarańcz.

Nuty zapachowe (według informacji prasowych producenta):
Nuty głowy: wyciąg z włoskiej mandarynki, wyciąg z grejpfruta, wyciąg z lauru, wyciąg z afrykańskiego rozmarynu, wyciąg z jałowca, wyciąg z liści cedru (cedr ma igły), wyciąg z szałwii muszkatołowej
Nuty serca: indonezyjski imbir, wyciąg z szałwii muszkatołowej, wyciąg z czarnego pieprzu z Madagaskaru, akord orchidei
Nuty bazy: wyciąg z haitańskiego wetiweru, wyciąg z teksańskiego cedru, Georgywood (georgyone - syntetyczna molekuła wyprodukowana przez Givaudan), somalijskie kadzidło, moxalone



Tellus
Kto nie dotknął ziemi ni razu...***

Tym razem nie będzie żadnych niespodzianek. Tellus to Ziemia. Matka ludzkości, bogini płodności, Terra Mater.


Matka Ziemia lico ma ciemne, dłonie zniszczone, plecy szerokie. Spod strzechy przetykanych siwizną włosów w kolorze ziemi spoglądają na świat oczy złote jak miód. Łagodne, sarnie.
Matka Ziemia pachnie życiem - kiełkującym w ciemności ziarnem, bladymi pędami szukającymi nieba, tłustymi dżdżownicami pożerającymi glebę, opadłymi liśćmi karmiącymi kolejne pokolenia drzew.
Matka Ziemia pachnie ciszą.


Tellus to zapach łączący ziemistość paczuli z jasnym aromatem świeżego opłatka. Życie doczesne i wieczne. Profanum i sacrum złączone jak chleb z masłem.

Orzechowa, bladość nut drzewnych wlana w paczulowy mrok jak światło latarki. Zmieniająca wszystko. Niezwykłe połączenie naturalnych, naturalistycznych wręcz esencji z jasnymi syntetykami. Mech i lilie. Niebo i ziemia.


Tellus to kompozycja prosta. Albo raczej pozornie prosta. Bo pozornie to tylko ziemista paczula: zielono-brązowy zapach znany wszystkim miłośnikom perfum. Jest jednak w tych perfumach coś, co urzeka, co daje im życie. Krople zieleni ciepłej jak krew. Miękkość mchu, tłustość orzecha, świeżość kwiatu. Arabeski światła jasne jak siwe kosmyki w ciemnych włosach Matki Ziemi.


Data premiery: 2015
Twórca: Nadege Le Garlantezec
Trwałość: najsłabsza z serii - ok 6 godzin.
Moc: umiarkowana

Nuty zapachowe:
akord ziemny, indonezyjska paczula, kaszmeran (cashmeran), lilia, kostowiec, mchy, ambroksan (ambroxan), balsam jodły, labdanum (cistus)



*
Natura non facit saltus - łac. Natura nie czyni skoków - średniowieczny aforyzm, przejęty przez G.W. Leibniza i K. Linneusza, głoszący, że natura zachowuje ciągłość w swoim rozwoju.

** Jesten z wariantów tłumaczenia aforyzmu Odgena Nasha:
Candy
Is dandy;
But liquor
Is quicker
proponowany przez Stanisława Barańczaka w książce "Fioletowa krowa. 333 najsławniejsze okazy angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej od Williama Shakespeare’a do Johna Lennona."

*** Kto nie dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie może być w niebie - Adam Mickiewicz "Dziady. Część II"


  • Autorem wszystkich obrazów wykorzystanych w tekście jest brytyjski ilustrator Brian Froud. Strona autora: www.worldoffroud.com

8 komentarzy:

  1. Każdy z trzech ma swój urok, nawet tryskające sokiem pomarańczowym Succus. Ale gdybym miała wybierać prawdopodobnie zakochałabym się w Tellus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Każdy ma swój urok, ale gdybym miała rozważać zakup, to myślałabym nad Tellus. Ta żywa drzewność Saltus mi się podoba, ale jakoś nie do końca. :)

      Usuń
  2. Jak się można było spodziewać, najbardziej przemawia do mnie pierwsza kompozycja, szkoda tylko że tak słabo z trwałością u Ciebie, poza tym jeśli to nieładne przygasanie jest spowodowane kastoreum to mnie akurat raduje dodatkowo. No i opisałaś to tak że najchętniej poznałbym wszystkie trzy, dopisuję więc do listy wraz z innymi, winnymi Liquidami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie też pierwsza. Choć żadna nie należy do muszmieciów. Ale poznać warto. To w ogóle przezacna marka.

      Usuń
  3. Po pierwsze - obrazy umieszczone tutaj przez Ciebie są fantastyczne, przejrzałam stronę pana Froud'a i jestem pod ogromnym wrażeniem. Aż chciałabym wejść do tej jego krainy i zostać tam chwilkę :)
    Z trójki zapachów myslę, że owocowe soki pośród gajów i białych domków przypadłyby mi do gustu najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda?! Jego magiczne istoty są takie charakterne. Urokliwe nieziemsko!

      Usuń
  4. Na podstawie Twojego opisu myślę, że mnie najbardziej urzekłby leśny Saltus - ostatnio w ogóle mam jakiś pociąg do lasu, do leśnych krajobrazów i drzewnych perfum. Las bywa i tajemniczy, i groźny, a czasami przyjazny, zawsze piękny i pociągający. Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo. Uwielbiam wszelkie drewna, żywice, mchy. Ogniska w lesie i leśne istotki też lubię.
      Pozdrawiam wzajemnie. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...