czwartek, 8 listopada 2018

Pachnąca Barcelona 2: Sacrum


Architektura sakralna to często najpiękniejsze "kawałki" historii miast. Ludzie od tysiącleci czuli potrzebę budowania swym bogom i półbogom świątyń i pomników sławiących ich potęgę. I Barcelona nie jest tu wyjątkiem.


Sakralnych budowli jest w Barcelonie mnóstwo. Od wielkich katedr, po stareńkie świątynie i klasztory. My odwiedziliśmy te największe i te (podobno) najpiękniejsze.
Zapraszam Was na spacer po pomnikach katolickiej potęgi. I zarazem pomnikach ludzkiego geniuszu.



Sant Pau de Camp

Zacznę od jednego z najstarszych zabytków miasta - Sant Pau de Camp czyli klasztoru świętego Pawła z pola. Historia położonego w El Raval, niedaleko pomnika grubego kota (o którym później) klasztoru sięga IX wieku, a nazwa nawiązuje do lokalizacji - położony pierwotnie poza murami miasta klasztor został wchłonięty przez rozrastającą się metropolię dopiero pięć wieków później.




Widoczny na zdjęciach budynek pochodzi z 985 roku naszej ery i, pomimo iż różne jego części zapadają się w różnym tempie, zachowany jest w doskonałym stanie.


Niestety, nie udało nam się zwiedzić tego pięknego klasztoru od wewnątrz, choć bardzo się staraliśmy.

Brama wejściowa była otwarta, a przed bramą stał szyld z informacją, że zwiedzanie za opłatą. Weszliśmy więc i, podążając za strzałkami, udaliśmy się do kasy. Dla porządku zaznaczę, iż był biały, choć pochmurny dzień.
Z kasy dosłownie wypchnęła nas starsza, nie mówiąca po angielsku pani. Poszliśmy szukać innych opcji, niestety z terenu obiektu wyrzucił nas, co prawda mówiący, a nawet krzyczący po angielsku pan, ale nie wyjaśnił nam niczego, poza tym, że na teren klasztoru wchodzić nie wolno. Choć było otwarte, godziny zwiedzania się zgadzały, a my bardzo, ale to bardzo chcieliśmy zostawić im swoje pieniądze...



Catedral de Barcelona


Równie trudne okazało się zwiedzenie Catedral de Barcelona czyli Katedry świętej Eulalii.
Do pięknego, gotyckiego kościoła robiliśmy cztery podejścia, za każdym razem trafiając na nabożeństwo lub jakąś uroczystość. Podczas nabożeństwa łazić po kościele się nie godzi, wracaliśmy więc i wracaliśmy, za każdym razem trafiając na muzyków i akrobatów przed katedrą oraz odwiedzając przy okazji najpiękniejszą perfumerię na świecie skrytą w wąskich uliczkach Barri Gotic.

Dlatego zdjęcia robione są i w deszczu, i w słońcu.



Katedra w Barcelonie to jeden z najdłużej powstających budynków w historii świata. Budowę rozpoczęto w 1298 roku, a zakończono ostatecznie w XX wieku. I to widać.


Fragmenty różnych konstrukcji nakładają się tu na siebie w sposób widoczny i często zaskakujący. I o ile front budowli jest konsekwentnie gotycki, o tyle boczne ściany zachowały wspomnienie architektury romańskiej.


Wnętrze katedry zachwyca nie tylko doskonałością formy i strzelistością konstrukcji, lecz także umiarem. To charakterystyczna cecha katalońskich świątyń - stylistyczna konsekwencja robiąca szczególne wrażenia na przybyszu z kraju, w którym większość świątyń to obłąkańczy kalejdoskop zdobień z wszystkich kolejnych epok.


W krypcie pod głównym ołtarzem umieszczono alabastrowy sarkofag świętej Eulalii - nastolatki zamęczonej przez Rzymian w 304 roku naszej ery.


Ciekawostką charakterystyczną dla hiszpańskich świątyń jest umieszczenie organów z boku, nie z tyłu świątyni.


Jedną z atrakcji katedry w Barcelonie jest możliwość wjazdu na dach i podziwiania panoramy miasta z tarasu widokowego.


Charakterystyczny krzyż na dachu katedry znajdziemy w każdym ilustrowanym przewodniku.


Dodatkową (a dla nas chyba główną) atrakcją tarasu widokowego jest możliwość podziwiania misternych wieżyczek z odległości kilku ledwie metrów.


W katedralnych krużgankach znajduje się niewielki, lecz piękny ogród ze stawikiem, w którym żyje 13 białych gęsi symbolizujących wiek i niewinność świętej Eulalii. Legenda głosi, że gdy znikną gęsi, runie katedra.



Niestety, gęsi naliczyliśmy ledwie pięć i zupełnie, ale to zupełnie nie chciały one pozować do zdjęć.




Santa Maria del Pi

Drugi pod względem wielkości gotycki kościół Barcelony - Santa Maria del Pi był w remoncie i zdjęcia z niego wyszły bardzo tak sobie.




Santa Maria del Mar


Nie był za to w remoncie, uważany za jeden z najpiękniejszych kościołów na świecie, Santa Maria Del Mar - położona na końcu Carrer de Montacada świątynia, w której modły o sprzyjające wiatry wznosili żeglarze i kupcy.


Masywna fasada kościoła to sztandarowy przykład gotyku katalońskiego.


Wnętrze kościoła, wraz ze zdobieniami dobudowanymi w epoce baroku i klasycyzmu, spłonęło podczas wojny domowej i obecnie najważniejszymi ozdobami Santa Maria del Mar są detale architektoniczne i witraże.






Sagrada Familia

Oto powód opóźnień w ukazaniu się relacji z Barcelony!
Znakomitą większość zdjęć wybrałam bez problemu. Właściwie... prawie wszystkie. Z wyjątkiem tych ze Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny.

Dlaczego?

Dlatego, że żadne, absolutnie żadne zdjęcia nie są w stanie oddać piękna tego obiektu. Gry światła w jego wnętrzu.


Z zewnątrz Templo Expiatorio de la Sagrada Familia to prawdziwe dziwadło. Obłędna mieszanka stylów architektonicznych połączonych bez ładu i składu, niepokojąco fascynujący kalejdoskop zdobień.

Zaprojektowana przez Antonio Gaudiego główna fasada budynku to ukłon w stronę natury. Fantazyjne kształty, bogactwo unikalnych detali i brak prostych linii (bo Bóg nie tworzy linii prostych) sprawiają wrażenie, jak gdyby kościół był olbrzymim organizmem - żywym i nieprzewidywalnym.


Stworzona przez Jordi Boneta fasada Męki Pańskiej to dzieło równie monumentalne, lecz zupełnie odmienne stylistycznie. Geometryczne kształty, ostre cięcia, proste linie.

Pomiędzy tymi fasadami dzieją się rzeczy. Trochę neogotyku, trochę klasycyzmu, trochę... sama nie wiem... Gaudiego po prostu.



Zdjęcia detali z bliska mogłam zrobić podczas wchodzenia na wieżę, które samo w sobie jest przeżyciem.

Spiralne schody sprawiające wrażenie wyciosanych w niekończącej się muszli. Żadnych balustrad, poręczy, zabezpieczeń.


Zarówno monumentalność budowli, jak i finezja detali niczym są niczym są jednak w porównaniu z wrażeniem, jakie robi wnętrze.

Sagradę najlepiej zwiedzać późnym popołudniem. Wówczas gra świateł jest ponoć najpiękniejsza, barwy najbardziej wyraziste, wrażenie największe. Mając to na względzie kupiliśmy bilety na wejście od 16:15 i spędziliśmy we wnętrzu katedry wiele, wiele czasu. Kalejdoskop barw ogłuszył nas, zachwycił, pozbawił słów.

Pierwsze, co widzimy wchodząc to światło. Soczyste, żywe, we wszystkich barwach tęczy.


Główna nawa kościoła zaprojektowane przez Antonio Gaudiego to hołd dla organicznej natury. Las kolumn zwieńczony świetlistym sklepieniem. Każda z kolumn jest inna, każda unikalna, każda zaprojektowana i rzeźbiona osobno.


Boki nawy tworzą witraże, których twórca jest Joan Vila-Grau. Z jednaj strony dominuje zieleń i błękit, z drugiej barwy ognia.


Rozmach i wielkość tej konstrukcji ocenić można porównując rozmiar witraży z widocznymi na zdjęciu galeriami wypełnionymi rzędami umieszczonych schodkowo ławek.

Każdy detal wnętrza jest przemyślany, dopracowany, zachwycający.
Schodki na galerie do złudzenia przypominają elfickie konstrukcje Lorien z filmu Jacksona.

Zwiedzając Sagradę nie zapomnijcie o krypcie pod świątynią - wchodzi się do niej z zewnątrz budynku i wiele osób ją pomija. To idealne miejsce, by ochłonąć, odzyskać równowagę, oswoić swój zachwyt.




Dziękuję Wam za tę wspólną wyprawę.
Kolejne części będą pachniały nie tylko kamieniem i kadzidłem. Obiecuję.




4 komentarze:

  1. Jedyny kościół, który naprawdę chcę zobaczyć na żywo.
    Piękna opowieść, choć mnie nie musisz zachęcać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję, że nie wyrobiłam się z Sagradą będąc w Barcelonie. Ale przynajmniej mam po co wrócić :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...