Un Air d’Arabie Ambre Maison Dorin

Wierzę w bezinteresowną życzliwość.

W to, że ludzie sprawiają innym radość nie dla korzyści. Wierzę też w to, że są ludzie, którzy kochają swoją pracę i wykonują ją z pasją i radością.

Czemu to piszę?

Jakiś czas temu otrzymałam z perfumerii Lu’lua próbkę Un Air d’Arabie Oud Maison Dorin z informacją, że zapachy marki są raczej zbyt dziwne, by wprowadzić je do oferty, ale może mnie zainteresuje kompozycja z drewnem aloesowym w składzie. 

Zainteresowała, a jakże!

I oto czas temu jakiś dotarły do mnie próbki pozostałych zapachów marki. W tym Ambre, którego skład wywołuje u mnie nieomal odruch Pawłowa. 😉

Pani Magdaleno, dziękuję.

I mam cichą nadzieję, że może jednak Maison Dorin trafi kiedyś na polskie półki.

Vivere necesse est*

Otwarcie jest najciekawszą częścią kompozycji.

Najpierw w nozdrza uderza wyraźna, zdecydowanie orientalna, ciężka woń benzoesu i ambry. Namacalnie nieomal gęsta i tłusta. Ale to chwila ledwie, bo w ciągu sekund dosłownie, statyczne serce zapachu obudowane zostaje lekką konstrukcją złożoną z nut, czy może raczej nutek eterycznych.

Jasny akord złożony z cierpkiego nieco geranium i słodkiego zapachu iglastych żywic nie przykrywa ciemnego, „arabskiego” jądra zapachu, oplata go jedynie misterną arabeską światła.

 

Po kwadransie zapach ujednolica się, uspokaja, nabiera charakterystycznej dla arabskich pachnideł olfaktorycznej „powolności”.

Niekwestionowaną, niepodzielną władzę przejmuje ambra. Ambra pachnąca tak naturalnie, że doprawdy, jeśli zastąpiono ją narodzonym w laboratorium chemicznym czy też w głowie sprytnego zielarza odpowiednikiem, to jest to mistyfikacja mistrzowska. Słono – słodka, zwierzęca, przebogata woń stanowi najważniejszy akcent zapachu. Złociste nuty żywiczne, oleisty, kwiatowy, przypominający różę zapach geranium, ślad tłustego kadzidła i miękkość wanilii stanowią jedynie oprawę dla urody królowej.

Ambrowe Un Air d’Arabie są romantyczną podróżą w świat orientu.

Wyobraźcie sobie spokojne, wyzłocone słonecznymi promieniami morze. Na lśniącej tafli płynnego złota posadźcie smukły, arabski żaglowiec o jedwabnych żaglach. Spocznijcie na pokładzie, w cieniu wielkiego, haftowanego złotem baldachimu. Przymknijcie oczy, pozwalając słońcu wsączać złoty blask pod powieki, kontemplujcie leniwe kołysanie statku, celebrujcie leniwą sytość dnia…

Powietrze jest ciepłe, ale nie duszne; przesycone zapachem morza i nasycone aromatem szlachetnych kadzideł. To właśnie jest Un Air d’Arabie – powietrze Arabii w odsłonie marynistycznej.

 

Francuskim twórcom udało się stworzyć zapach zbytkowny, lecz nie przeładowany; bogaty i w przewrotny sposób surowy zarazem. I nie będzie żadnym odkryciem, kiedy napiszę, że to zasługa ambry.

Wydobyty na pierwszy plan zapach tej niezwykłej substancji już sam w sobie jest wystarczająco złożony, by „zrobić” zapach. Wystarczy go odpowiednio przybrać. I tu owo perfumeryjne przybranie jest doskonałe. W swej kategorii, oczywiście.

Na uwagę zasługuje tu nie tylko umiar, z jakim użyto wanilii często przemieniającej perfumeryjne ambry w miękkie pluszaki, ale też oszczędne nasycenie zapachu barwą: kadzidła i paczuli dodano w sam raz tyle, by pokład naszego wyimaginowanego statku nie raził świeżością desek i nie olśniewał efekciarskimi złoceniami; twórca nie uległ jednak pokusie malowania burzowych chmur na olfaktorycznym horyzoncie i wpuszczenia w morskie odmęty hydr i lewiatanów.

Kompozycja jest nienatrętna, spokojna i, jak na ten skład, wyjątkowo łagodna. I ma to swój urok. Parafrazując klasyka: Navigare non necesse est. Vivere necesse est.*

Data powstania: 2010

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: igły sosnowe, cedr, geranium
Nuty serca: labdanum (na stronie firmowej podane jako cistus), paczula, ambra, kadzidło, benzoin
Nuty bazy: ambra, wanilia, piżmo

* Oryginalnie: Vivere non necesse est. Navigare necesse est. (Żeglowanie jest koniecznością. Życie koniecznością nie jest.) – Plutrach

Ilustracje:

1. „Golden Sea” autorstwa użytkownika wotcars na serwisie PhotoRadar

2. Fragment zdjęcia nr 1

3. Grafika dostępna na www.eu.art.com

Wiem, że zdjęcie ewidentnie nie przedstawia wybrzeża arabskiego, tylko greckie, ale nie potrafiłam się oprzeć…

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

16 komentarzy o “Un Air d’Arabie Ambre Maison Dorin”

  1. Monika - Twoja Asystentka

    z opisu wynika, że to całkiem niezły zapach na zimę, ciepły i otulający.
    Pozdrawiam
    Monika

  2. Jak dobrze przy porannej kawie zobaczyć nowy wpis i życie na blogu. 🙂
    Recenzja jak zawsze intrygująca.

  3. Wszystko co mnie zachwyca

    Sabb, Ty to potrafisz ludzi zachwycić swoimi opisami. Znów udało Ci się mnie złapać 🙂

  4. Opis odmalowałaś taki, że człowiek od razu czuje się jak w wieczornym rejsie po morzach południowych… Widzę tu sporo nutek które lubię 🙂 Mam wrażenie, że gdybym zamknęła oczy i zaciągnęła się, to bym poczuła ten zapach 🙂

  5. Sab, bardzo się cieszę z Twojego powrotu 🙂 Fajna, świetlista recenzja i jak zwykle kapitalnie dobrane zdjęcia. Bardzo potrzebne w dobie coraz bardziej otaczającej nas ciemności. Szkoda, że "maluczkim" w większości nie będzie dane poznać tej (tych) kompozycji. Pozdrawiam.

  6. wiedźma z podgórza

    Kurczę, mogę być szczera?
    Gdybym nie była blogerką, to bym Ci zazdrościła, aż do wyschnięcia od środka. 😉 Próbki "spod lady"? I to za "bóg zapłać"? Laboga!

    Za to sam zapach wydaje się naprawdę ciekawy. Składniki wcale nie wydają się kontrowersyjne. Więc może jednak MD zawitają w końcu do sprzedaży? Poza tym, no kurczak, opisałaś jednak AMBRĘ! ;)) Jak tu nie zaślinić klawiatury?

    Fajnie, że powoli wracasz. 🙂 Stęskniłam się za czytaniem.

  7. Sabb cieszę się,że wróciłaś :*

    jak zawsze świetna recenzja :)) zafundowałaś mi cudowną podróż :)) dziękuję :*

  8. Brzmi ciekawie- ostatnio widziałam perfumy Dorin w Fortnum and Mason, ale jakoś nie zwróciłam szczególnej uwagi, warto chyba się przyjrzeć 🙂

  9. Mnemonique, ciepły, ale nie wiem, czy akurat na zimę. Nie wiem, czemu nie czuję go zimowo, choć to ambra. Może przez to morze…?

    Polu, mnie miło zobaczyć tu Ciebie. 🙂

    Pralko, bo oud jest intrygujący (podniecający) z natury. Tylko nie wiem, czy swojej, czy mojej. 😉

    Wszystko co mnie zachwyca, nie do końca chciałam Cię łapać. Chyba, że o zachęte do testów chodzi. I do czytania… W takim przypadku zawsze zastawiam sidła, przyznaję się. 🙂

    Katalino, to tak, jak ja, kiedy oglądam twoje makijaże mam wrażenie, że tworzysz całe, wielowymiarowe postaci, a nie "maski". 🙂

    Myszo, pisałam pod poprzednim postem, że zeżarło mi całą górę skierowanych do Ciebie osobistych wynurzeń. Może to i dobrze, że nie opublikowałam tego, co napisałam. W każdym razie słońca mi trzeba rzeczywiście. Choć jestem stworzeniem nocnym, to jednak lubię lato. Ale trzepnęła mną nie jesień, lecz utrata zaufania do bliskiej osoby. A może nie utrata, tylko po prostu kolejne już, nie wiem które rozczarowanie?

    Wiedźmo z podgórza, ani "laboga". Świat bywa wspaniałym miejscem.
    Hihi, a z tą AMBRĄ to dopiero jest zagwozdka. nie wiem, czy istnieje druga nuta budząca w ludziach tyle wielkich, zwykle mieszanych emocji. 🙂

    Angel, dziękuję. A literówkami się nie przejmuj. Ja robię ich gazyliony…

    Reniukiciu, mam nadzieję, ze wróciłam. I też się cieszę, że Cię widzę. 🙂

    Tsukichan, sama nie wąchałam jeszcze wszystkich zapachów, ale chyba rzeczywiście warto się przyjrzeć. Choć nietypowe są, jak na europejskie, spirytusowe pachnidła.

    3 – :))) ? :p :*

  10. No to może trochę szkoda, że coś zjadło 🙂 Ale z drugiej strony pod wpływem rozgoryczenia pisze się inaczej i inne rzeczy, niż "na trzeźwo". W takim razie bardzo mi przykro, że spotkało Cię coś takiego. A więc jednak trzymam kciuki 🙂 I lecę czytać Twoje nowości bo widzę, że jakieś zaległości mam. Pozdrawiam.

  11. Hexx, zapach jest nieskomplikowany, statyczny i relatywnie mało ekspansywny. Oby Cię nie rozczarował. Z drugiej strony – Ty potrafisz docenić spokój w zapachu, więc może niepotrzebnie się asekuruję? 🙂

    Myszo, prawda, że emocje zmieniają nasz ogląd sytuacji. W tym zeżartym wpisie nie pisałam źle o nikim. O sobie pisałam. Smutno. Też niepotrzebnie, bo w sumie to nie miejsce na wynurzenia. Choć czasem chciałabym się wypisać… Przez lata długie prowadziłam dziennik. Ubieranie swoich emocji w litery, słowa i zdania bardzo pomaga w porządkowaniu ich, nabieraniu dystansu i zmusza do wykrzesania z siebie czegoś poza niesprecyzowanymi uczuciami. Do dziś wracam czasem do tych tekstów i myślę, ze pisanie miało sens. Może kiedyś stworzę tajemnego, osobistego bloga? A może nie? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Dobre wieści dla Katowiczan

. Dziś post śmieciowy, ale nie mogę się powstrzymać. Przyszła pora na dobre wieści dla Ślązaków, a konkretnie mieszkańców okolic Katowic. Dotychczas śląskie Douglasy traktowane

Czytaj więcej »

Vanilla Ice Cream by Demeter

Wylizany wafelek Po lodach Nie wiem nawet, czy waniliowych, czy śmietankowych, czy karmelowych może. Vanilla Ice Cream pachnie dokładnie tak, jak gdyby ktoś porzucił mocno

Czytaj więcej »