Mur Slumberhouse


Mur zapowiadany jest jako zapach stworzony z czysto rolniczych (rolnych) esencij.
Miodek, sianko, listki czarnej porzeczki. Zgoda.
Wetiwer to w sumie trawsko, też zgoda.
Mate? Może w krajach, które miały zamorskie kolonie rolnicy pijali mate od wieków. Odnoszę wrażenie, że u nas to jednak rzadkość. Ale jeśli mam być uczciwa, poziom mojej wiedzy o trybie życia współczesnego rolnika nie predestynuje mnie do wygłaszania jakichkolwiek sądów w tej materii. Niech będzie mate.

Bardziej zaintrygował mnie sam fakt, że panowie przyznający się do fascynacji hip - hopem i ulicznym graffiti, programowo koncentrujący swoją uwagę na życiu nowoczesnej metropolii sięgnęli po inspirację daleko poza miasto. Bardzo byłam ciekawa, co też z tych rustykalnych elementów poskładali.



Zapach ogrzewający od środka*


Pierwszy wdech rzeczywiście przeniósł mnie na wieś. Ale nie na wieś z opisu perfum.

Jako dziecię jeździłam do wiejskiej posiadłości, w której urodziła się moja babcia. I te perfumy natychmiast przywołały wspomnie nie tego miejsca i tych wakacji.

Leżę znów na wielkiej, rozkładanej kanapie ustawionej w salonie wypełnionym trofeami myśliwskimi pradziadów: spreparowanymi jelenimi i dziczymi głowami, zaścielającymi podłogę futrami lisów, a także całymi zwierzętami poustawianymi jak popadnie wzdłuż ścian i pomiędzy ciężkimi, starymi meblami.
Nade mną pochyla się ciocia z łyżką kropelek na ból brzuszka. Pewnie znów najadłam się niedojrzałego agrestu...

Ten bukiet woni: stare, woskowane drewno, zwierzęce futra (nie skóra) i zapach ziołowych kropelek na ból brzucha. To jest właśnie otwarcie Mur.


Na szczęście po chwilce ledwie kompozycja łagodnieje. Pojawia się zwarty, krągły akord spożywczo - rustykalny.

Ciocia otworzyła ogromne okno wychodzące na łąkę pełną żółciutkiego, suchego siana (tu wizja trochę rozmija się z rzeczywistością, bowiem ogromne okno pokoju, który opisałam wychodziło na drogę dojazdową, za którą było krowie pastwisko). Na stoliku obok łóżka stawia tacę z poczęstunkiem. Szklankę letniej mate obficie posłodzonej miodem oraz dodatkowo sam miód w plastrze, który przy jedzeniu pachnie słońcem i ciepłym woskiem. Piękny, prosty aromat. Nieco przyciężki, nieco zbyt statyczny... 
Ale to się tak nie skończy - to przecież Slumberhouse.



Natychmiast po wyjściu cioci, czyli w rozwoju zapachu po kilku minutach, do pokoju cicho wślizguje się dzieciak. Niechaj będzie, że kuzyn - bardzo fajnych miałam kuzynów. Umorusany umiarkowanie, za to z garściami rwanych w pośpiechu prosto z krzaka porzeczek w kieszeniach. Zgniecione wraz z listkami kwaśne owoce pachną... I ten kwaskowy, przefiltrowany przez statyczną słodycz "wierzchniej" warstwy kompozycji zapach unosi ją jak uśmiech kąciki ust.

Porzeczka nie dominuje zapachu, nie staje się nutą wiodącą. Do końca pozostaje w równowadze z akordem słodko miodowym. Jak gdybyśmy te porzeczki wyjadali potajemnie, prosto z kieszeni, wyjmując po kilka, by nie zostać przyłapanymi przez powracającą ciocię. Bo wieczorem bolał mnie brzuszek... :)


W Mur bólu brzucha nie ma. Jest za to prostota i pogoda, której się po Slumberhouse nie spodziewałam. 

Naturalny, łagodny, niemęczący aromat miodu; miękki, ciepły wosk; urodziwy, kwiatowy nieomal zapach mate; jasny, słoneczny zapach siana (przypominający mi Cedre Sandaraque Parfumerie Generale); łagodna, ciepła nuta drzewna i niesamowicie w tym kontekście brzmiący, owocowo - zielony zapach porzeczek. Aromat prosty i urodziwy, lecz nie prostacki i nie śliczny. 
To ciągle nisza. Ale z gatunku nisz przyjaznych.

 

Baza pachnie tytoniem. Aż trudno uwierzyć, że nie wymieniono go w nutach.
Gdy zieloność przygaśnie, słodycz stopi się z sianem i nutami drzewnymi - okno zostaje zamknięte, pokój pustoszeje.

W domu rodzinnym mojej babci tylko nestorzy rodu: ciocia i wuj uważali go za chlubę. Ich dzieci meblowały swoje części domu nowoczesnymi sprzętami i chyba wstydziły się tego, że rodzice takie starocie trzymają. Z resztą, po śmierci wuja wszystkie trofea natychmiast wyprzedano. Podobnie jak powóz i konie, które rychło zastąpione zostały zwalistymi samochodami. 

Ale w przywołanym zapachem wspomnieniu jeszcze się to nie wydarzyło. Pokój pełen myśliwskich pamiątek wciąż przypomina o latach świetności rodu. Głowa wielkiego dzika jeszcze szczerzy fajki i szable, zastygłe w bezruchu łanie i jelenie spoglądają w przestrzeń w śmiertelnym zdumieniu, powciskane między stołki wypchane lisy z łapami przybitymi do drewnianych podpórek wyglądają dziwnie poustawiane na skórach swych krewniaków. 

Mur zaś opowiada o czasach, kiedy salon nie zmienił wyglądu, ale już częściej był pusty, niż wypełniony gwarem. O czasach, kiedy można było w nim zrobić tymczasową sypialnię dla wszędobylskiej krewniaczki z miasta.


Schyłek zapachu jest spokojnie zadumany. Piękny, ciepły, pogodnie melancholijny. Smutny trochę, jak wspomnienie dzieciństwa, wakacji i miejsc, do których już nie wracamy. 



Data powstania: 2011

Nuty zapachowe:
listki czarnej porzeczki, herbata mate, wosk pszczeli, miód, siano, wetiwer



* Wspom­nienia og­rze­wają człowieka od środ­ka. Ale jed­nocześnie siekają go gwałtow­nie na kawałki. - Haruki Murakami "Kafka nad morzem"


Źródła ilustracji:
  • Zdjęcie pierwsze z artykułu o tym, czym jest i jak używany być może plaster miodu na www.app.com.
  • Trzecie zdjęcie pochodzi z galerii "Latem" na serwisie interia.pl. Jej autorką jest edytta80, której prace znajdziecie tu: KLIK
  • Zdjęcie porzeczek z przepisu Marcina na nalewkę z czarnej porzeczki, który to przepis znajdziemy w dziale "Ciekawe artykuły" na serwicie pozycjonowanie.netmak.pl.




Komentarze

  1. Heh... Wspomnienia...
    Czy każdy z nas kiedyś w dzieciństwie tak objadł się owocami, że brzuch go potem bolał... Hmmm...
    No i ten miód prosto z plastra... Poezja!
    Ładna recenzja, naprawdę miło było czytać:)

    Serdecznie Cię pozdrawiam

    Zielony Drań (TM)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja u wujostwa tak cierpiałam po niedojrzałym agreście właśnie. Dzieciństwo ma swoje prawa. Objadanie się "gugułami" (ja u nas nazywało się niedojrzałe owoce) każdemu się chyba przydarzało. W końcu czekanie a dojrzeją jest takie nudne...

      Usuń
  2. Jak mawiał klasyk, "sielsko anielsko" ;) Jestem ciekawa czy spodobałby mi się ten zapach. Pewnie tak, skoro jest tu i miód i wosk, a ja jestem prosta w obsłudze - jak widzę miód, to lubię :D To, plus wspaniały opis beztroskiego lata na wsi, niezwykle działa na wyobraźnię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kat, to jest ładny miód. Naprawdę śliczny - nawet mnie nie zmęczył i nie zalepił. A wspomnienia... Wielka jest moc zapachu. :)

      Usuń
  3. Piękna podróż sentymentalna.
    To niesamowite, że zapach może się tak rozwijać- ciekawe czy wyczułabym wszystkie te nuty. Uwielbiam miód w plastrze wosk żuje się na końcu prawie jak gumę do żucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może odebrałabyś je zupełnie inaczej?
      To w końcu bardzo osobista wizja. Ciekawa jestem Twojej. :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty