Igraszki z diabłem – Playing With the Devil – In the Garden of Good end Evil Collection by Kilian

Bywają perfumy rozczarowująco ładne. Bywają perfumy po prostu ładnie ładne. Bywają też takie, które są ładne, ale… I te są najbardziej interesujące. Tyle, że z zasady niekoniecznie najładniejsze. 🙂

Po owoc(k)ach go poznacie

Playing with the Devil od pierwszego wdechu łaszą się do skóry i merdają ogonkiem. Słodka, pozbawiona cytrusowej cierpkości pomarańcza zmiękczona puchatą, jaśniutką, słoneczną brzoskwinią. Aromat liczi dodaje akordowi otwierającemu nieco egzotyki, liście porzeczki i wcześnie pojawiające się nuty kwiatowe zapewniają kompozycji akuratny poziom perfumeryjności – mimo wyrazistych nut owocowych kompozycja  Calice Becker nie pachnie jak sałatka owocowa.

A kiedy już, już wydaje się, że będzie tylko milusio i tylko puchato – pojawia się akord paprykowy żywo przypominający Harissę Comme des Garcons. Pikantno – słodki, podbity różą, obramowany jasnym cedrem zapach świeżej papryki: wąchanej od wewnątrz, od pestek i koniecznie czerwonej.

Jest w tym zestawianiu puchatej słodyczy z zadziorną ostrością coś niezwykłego; stymulującego dla rozleniwionej otwarciem wyobraźni. Coś, co sprawia, że nie sposób delektować się tym zapachem przyjmując na kanapie pozę niedbałą. Człowiek podświadomie wciąga brzuch, wypina pierś, sprawdza, czy aby sweterek nie zmarszczył się w miejscach, w których marszczyć się nie powinien.

A kiedy już upozujemy się starannie i nabierzemy absolutnej pewności, że wyglądamy przystojnie… Diablik serwuje nam kolejną diabelską sztuczkę: woltę, w wyniku której zarówno nuty owocowe, jaki i ocierająca się o goryczkę ostrość papryki stają się niepostrzeżenie elementami eleganckiej, zaskakująco klasycznej kompozycji. Jak to możliwe?

Jaśmin, róża, ciepłe nuty przyprawowe i pogłębiona paczulą wanilia dają kompozycji zawiesistość charakterystyczną dla kobiecych orientów. Ale na tym nie koniec. Wyczuwalna wcześniej raczej pośrednio, senna dość porzeczka otwiera swoje czarne, diabelskie oczka, wyskakuje spod brzoskwiniowej pierzynki i sukcesywnie, konsekwentnie zwodzi perfumy Becker w stronę… szypru.

Wydawałoby się, że w zestawianiu z takimi gigantami jak jaśmin, róża, pieprz, wanilia czy chociażby brzoskwinia jedna porzeczka niewiele może, a jednak: ślad charakterystycznego dla szyprów wytrawnego matu – nie mszystego, świeżo żywicznego raczej – daje Igraszkom z Diabłem dodatkowy smaczek.

Oczywiście, nie oznacza to, że czarnoporzeczkowe, diabelskie ślepka wypatrujące nas z kwiatowo – brzoskwiniowego gąszczu czynią z Playing With the Devil poważny, dojrzały szypr. Ewolucja przebiega raczej na linii od owocowego orientu w kierunku orientu drzewnego, ale dzięki tej dziwnej, wytrawnej porzeczce i żywicznej paczuli zapach zyskał ten szczególny „sznyt”, który sprawia, że na miejscu będzie nie tylko noszony do sukienki w kwiaty, ale też do małej, czarnej.

Bo ten diablik, moi mili, co prawda opowiada o błahostkach, ale po francusku. I ze świetnym akcentem. 🙂

Data powstania: 2013

Twórca: Calice Becker
Trwałość: jak na ten typ zapachu bardzo dobra – w zależności od warunków od 6 do nawet 10 godzin
Do nabycia: Perfumeria Quality

Nuty zapachowe:

Nuty głowy: czerwona pomarańcza, pączki czarnej porzeczki, biała brzoskwinia, liczi

Nuty serca: papryczka pimento, róża, jaśmin, pieprz

Nuty bazy: cedr, sandałowiec, paczula, bób tonka, benzoes, wanilia

  • Wszystkie zdjęcia pochodzą ze spektaklu Teatru Telewizji na podstawie sztuki Jana Drdy „Igraszki z diabłem” , w reżyserii Tadeusza Lisa. Spektakl powstał w roku 1979, obsadę ma absolutnie genialną i, jeśli jakimś cudem ktoś z Was go nie widział, powinien KONIECZNIE nadrobić. Koniecznie! Czy pisałam już, ze koniecznie? 🙂

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

16 komentarzy o “Igraszki z diabłem – Playing With the Devil – In the Garden of Good end Evil Collection by Kilian”

  1. Jakos tak fikuśnie się zrobiło 🙂
    Owocowe wojaże od razu skojarzyły mi się z Chopardowskim Casmirem chociaż tutaj da się wyczuć już po samym opisie większe dostojeństwo i spokój. No i przyprawy które wraz z kwiatami podkreślają pewnie tą klasyczność kompozycji Beckera.

    p.s. Uwielbiam Liczi z otwarcia pięknego L'homme Sage

    1. O! Fikuśnie to dobre słowo na pierwszą połowę zapachu. Dostojeństwo i klasyczność na drugą. :)))

      A L'Homme Sage piękne są!

  2. matko jak mnie Twój tytuł wystraszył :)))) myślałam, że moja 'recenzja' Kiliana się opublikowała za wcześnie, bo tak samo użyłam slowa IGRASZKI. 😀 a nie dokończyłam pisac… 😛

    zapach totalnie skradł moje serce ;)) cudownie się rozwija… bardzo zaskakująco, lubię ten 'papryczkowy' moment 😉

    1. Haha! To dość oczywiste skojarzenie. Szczególnie w kontekście brzoskwini z papryką – iście diabelskie igraszki takie połączenie nut.

      Mojego serca nie skradł i nosić bym nie chciała (jednak nie mój typ), ale doceniam. szczególnie na tle pozostałych kompozycji z serii.

  3. Uwielbiam tę sztukę! Jest absolutnie genialna!
    W sumie podoba mi się bez szklanych buteleczek na górze. Wprawdzie bardzo się do nich przyzwyczaiłam, były takie bardzo tutejsze, ale teraz jest bardzo elegancko. Chociaż… takie mam ogólne przemyślenie, że jak jest dużo elementów, gadżetów, odnośników, lajkowników…. (no wiem, że to teraz standard i że musi być), to bardzo trudno jest zachować wyżyłowany poziom estetyki… Ładny ten dymek. Jak się przejedzie na sam dół, cały tekst, to zostaje… doskonała Czarna Dziura. Ładna.

    1. Zgadzam się, że sztuka genialna. mam, oglądam i ciągle nie mam dosyć. 🙂
      Dziękuję Ci bardzo za ocenę zmiany szaty graficznej. Do flakoników zniechęciło mnie porównanie ich do cieni do powiek. No nie. Bez cienia wątpliwości, to nie jest blog o cieniach. 😉

  4. Za szyprami nie szaleję, za to cała reszta nut zapowiada się bardzo fajnie. Ale czuję jakiś dysonans, bo z jednej strony zabawa z diabłem, ale z drugiej mam jakieś takie skojarzenia dość niepoważne, lekuchne, zadziorne, takie kompletnie nie diabelskie, tylko wręcz filuterno-satyryczne…

    1. Bo to nie żaden poważny diabeł, tylko diablik ledwie. Filuterny i zadziorny, ale w gruncie rzeczy miły i niezbyt groźny.
      I ja od razu zaznaczam – to nie jest dorosły, poważny szypr. Myślę, że Ci się spodoba ta zabawa. 🙂

  5. Igraszki z diabłem! – dzięki za przypomnienie! Widziałam to parę lat temu i nagle zachciało mi się znowu zobaczyć, ale zapomniałam tytułu ]:> Świetne to jest i polecam wszystkim.
    Pozdrawiam :*

  6. oooo cos się zmieniło będzie mi brakować tych kolorowych szkiełek… ale jak powiedział Durbano "wszystko się zmienia"… Tak tez wygląda dobrze może nawet lepiej choć lubiłam tamte.

    "Igraszki" ogladałam w Teatrze Polskim w Wwie też były genialne.
    I chyba się pochylę nad próbką…:) choć nie wróżę mu powodzenia. Do sukienek w kwiaty wolę oudy… :P.

    1. Też nie wróźę mu powodzenia u Ciebie. 🙂 Ale fajny jest. Przy kolejnym spotkaniu mogę Ci oddać próbkę, bo nie zużyłam całej.

    2. Dziękuję Sabb ale próbkę mam z po ostatniej wizycie w Quality.
      I wypróbowałam faktycznie sporo tam mechatej porzeczki. Całość kojarzy mi się ze świeżym wysuszonym na wietrze i słońcu w okolicach ogrodu praniem. U mnie akurat tak to wyglądało szło się po pranie i doświadczało zapachów z ogrodu ( nie zawsze dodajmy przyjemnych bo np taki nawóz z pokrzywy to niezłe śmierdzidło). Więc generalnie moje sentymenty wobec tych woni są bardzo na plus. Nosić nie pragnę. Mała ilość na wywołanie wspomnień jak najbardziej.

  7. Brulion malarski. Justyna Neyman

    Świetna recenzja! Aż zachciało mi się poznać ten zapach – no i Marek Kondrat z Barbarą Wrzesińską – cudo. Zdecydowanie lepiej bez cieni, natomiast jeszcze z tłem bym pokombinowała, zmieniała na takie, które albo jest czarne, albo ledwie się odcina od czarnych prostokątów. ale wtedy może zamiast cieni do powiek walnąć jakiś interesujący zapachowy motyw?

    1. Ech… Ty znów z tymi cieniami do powiek. :)))
      Ja lubię jak się ten dym za prostokątami przesuwa. Choć faktycznie, to pewnie nie jest wersja ostateczna. Dziękuję za inspirację i wsparcie kolorystyczne. I w ogóle – sama wiesz. :*

  8. wiedźma z podgórza

    Och, Jak ja lubię tę sztukę! No i w tym konkretnym wykonaniu to już w ogóle cacuszko. 🙂 Od początku do końca. I też mam w domowej płytotece. 😀

    Za to perfumy.. kiedyś. Jak się przydarzą. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Bukiet Kwietniowych Aromatów

Kolejne kompozycje Tanji Bochnig z April Aromatics (Rosenlust, Liquid Dreams, Unter den Linden, Rose L’Orange i Nectar of Love) opiszę z mniejszą nieco afektacją, niż

Czytaj więcej »