Hannibal Lecter nie jest zły - But Not Today Filippo Sorcinelli


Hannibal Lecter jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci popkultury. Stworzony przez Thomasa Harrisa bohater popularność swą zawdzięcza mistrzowskiej kreacji Anthony'ego Hopkinsa, który wcielił się w postać Hannibala - kanibala w ekranizacji powieści "Milczenie owiec".




Przed filmem Jonathana Demme Lecter był po prostu złoczyńcą. Hopkins uczynił z niego postać kultową, subtelnie przesuwając akcent położony na główne cechy swojego bohatera. Jakie to cechy? Moim zdaniem brak poważania dla norm etycznych i wyrafinowanie.

I o ile Lecter Harrisa jest nieetyczny i wyrafinowany, o tyle Lecter Hopkinsa jest wyrafinowany i nieetyczny. Tak wyrafinowany, że najpotworniejsze zbrodnie w jego wykonaniu zyskują cechy performance'u.



Szczególnie, że jest Lecter także niejednoznaczny.

Pisząc o bohaterze Harrisa trudno jest odwoływać się do klasycznego podziału etycznego stawiającego na przeciwnych biegunach dobro i zło. Hannibal Lecter ignoruje bowiem obie te kategorie. Dobro i zło - zarówno w ujęciu etycznym, jak i moralnym (czyli kontekstowo społecznym) są dla doskonale wykształconego psychopaty kategoriami zupełnie obojętnymi.

Hannibal Lecter nie jest zły. Bycie złym determinuje postać, ogranicza ją i jej wybory. Tymczasem postać amoralna - taka jak Lecter - może dokonywać wyborów nieomal nieograniczonych i czynić zło z równą swobodą, co dobro.


Nie jest dziwnym, że tak napisana i tak zagrana postać stała się obiektem fascynacji wielu czytelników i widzów. Ba! Konstrukcję psychologiczną stworzonego przez Harrisa potwora doceniają także biegli psychiatrzy i psychologowie - literatura przedmiotu pełna jest odwołań i analiz Hannibala jako kulturowego wzorca psychopaty.

Ja skłonna byłabym postawić tezę, że samo zjawisko fascynacji postacią tak amoralną i okaleczoną psychicznie mogłoby stanowić przedmiot badań równie ciekawych...


Przechodząc do meritum: stworzone przez papieskiego krawca perfumy But Not Today w oczywisty i zupełnie nietajony sposób inspirowane są postacią Hannibala Lectera. Jedną sceną, jedną rozmową z filmu Jonathana Demme.

Konkretnie tą:




Pierwszą myślą człowieka sięgającego po tak opisywane perfumy musi, po prostu musi być coś na kształt: to nie może pachnieć tak, jak zapowiadają.

A jednak!


But Not Today to olfaktoryczne monstrum. Od pierwszego wdechu zapach wrzyna się w płuca jak skalpel w ciało. Brudny, tępy skalpel.

Nieświeże nuty animalne brzmią jak truchło w suchej ziemi.
Nuty metaliczne ślizgają się po skórze jak ostrze brzytwy - wyszczerbione, splamione rdzą, upstrzone strzępkami organicznych substancji, których pochodzenia bardzo, ale to bardzo nie chcemy się domyślać.
Obrazu dopełnia akord kwiatowy. Bardzo niezwykły.


Nawet nie będę pytała. Po prostu przypomnę ten dzień, kiedy odkryliście wazon pełen zwiędniętych kwiatów w nieuczęszczanej części domu. Zapach jest delikatny, lecz tylko póki go nie obudzicie.

Wyjęte z wazonu łodygi dawno już oddały swą barwę wodzie - teraz pożółkłej, zielonkawej, gęstej jak cienki kisiel. Śliski, zielony nalot na ściankach wazonu; omdlałe, lejące się przez ręce łodyżki; poczerniałe drobiny, które kiedyś były listkami i płatkami. I słodki zapach rozkładu.


I kiedy już wydaje się, że spotkanie z But Not Today będzie traumatyczne i bezowocne, pojawia się skóra. Lśniące świeżym lakierem paski wyprawionej skóry krępujące wszystkie te turpistyczne nuty w nienaturalną, anormalną, fascynująco chłodną kompozycję. Odpychającą, lecz niepozbawioną uroku.

Zanim zapach odejdzie, zanim pozostawi po sobie wspomnienie i wrażenie, zmienia się raz jeszcze. Po kilku godzinach zostawia nas ogłuszonych i olśnionych, ze skórzanym neseserem w ręku. Starannie uszytym ze starannie wyprawionej i lśniąco lakierowanej skóry neseserem pełnym nieprawości.


Hannibal Lecter potrafi był uprzejmy. Ujmująco uprzejmy.
Potwór Frankensteina Sorcinellego tak daleko się nie posuwa. Zachowuje formy. Powstrzymuje głód destrukcji i znajduje satysfakcję w tym, że nie do końca mu to wychodzi. Wietrzy strach.

I jest to cholernie fascynujące!


Data premiery: 2018
Kompozytor: Filippo Sorcinelli
Projekcja: nie tak mordercza, jak by się wydawało
Trwałość: do 8 godzin, czyli też nie tak mordercza...

Nuty zapachowe:
nuty metaliczne, lilia, skóra, kastoreum, jaśmin, goździk (kwiat), nuty animalne

Komentarze

  1. dosłownie wydoiłom kilkanaście próbek zanim sprawiłom sobie flakon. Jedne z moich najulubieńszych perfum w ogóle, najlepiej nosi mi się je z innym zapachem na wierzchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja wokół nich chodzę z rok już. Fascynujący potwór!

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty