Gwiezdny pył – Betelgeuse In Astra

Nie lubię zimy.

Ponieważ jednak staram się myśleć pozytywnie, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na zalety tej pory roku. Są ne następujące: nie ma komarów i widać Oriona. A z Orionem Betelgezę i o niej dziś będzie tekst.

Betlegeza to potęga. Jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z tą damą – to porównanie uzmysłowi Wam, z kim macie do czynienia.

To te właśnie perfumy wzięłam w rękę testując markę In Astra w House of Merlo. Bo dzieło sztuki pod takim tytułem robi się z rozmachem, albo wcale. I wiedziałam, że jeśli skaszanią Betelgezę, to nigdy nie zdobędą mojego serca. Cykl recenzji jest, więc suspensu nie ma. Ale komu potrzebne niespodzianki, kiedy bohaterem opowieści jest czerwony nadolbrzym?

Betelgeza pierwsze słowa mówi tonem oschłym raczej. Cicho.

Kolendra niepokoi bardziej, niż cieszy. Jakże to In Astra? Robicie spożywcze gwiazdy?

A potem wchodzi irys. Obłędnie wielowymiarowy, grający we wszystkich sekcjach, w jakich ten instrument w ogóle może występować.
Jest kłąkowosć. Ale metaforyczna, jak blade macki Przedwiecznego. Lekko słone, skamieniałe.
Jest maślaność. Krem gesty jak magma, ciężki jak rtęć.
Jest drzewność. Bezpieczna, lekko koniakowa. Wymoszczona mchem, który przyrasta wraz z upływem czasu przykrywając zapach szorstkim kocem.
Jest nawet kwiatowość – pełna wahania, osmantusowa, zatopiona w drzewnym spektrum irysa jak w bardzo mocnej herbacie.

Zdjęcie: Angela Miller

A potem, kiedy już przestajemy jej oczekiwać, wchodzi kawa. Niespodziewana, nieoczekiwana, nieposłodzona.
Kawa podgrzewa irysową symfonię do temperatury ciała. A potem jeszcze trochę.

Poszczególne nuty zaczynają drżeć i falować jak gorące powietrze – splatając się i rozplatając. Zapach ożywa, zwija się jak palony papier w somnambulicznym tańcu dając nutom chwile blasku, a potem gasząc je. Powoli, po cichu, sennie.

W latach 2019-2020, czyli dokładnie w latach, kiedy kompozycja powstawała i debiutowała, sporo mówiło się o spadku jasności Betelgezy. Sądzono wówczas, że jedna z najjaśniejszych gwiazd naszego nieba umiera. W absolutnej ciszy i samotności stając się supernową.

Ostatecznie okazało się, że Betelgeza nie gaśnie, a zmiany dotyczyły jedynie fotosfery, ale te perfumy… Te perfumy to jest pożegnanie gwiazdy. Ciepło i chłód. Przejmująca cisza. Nostalgia.

Betelgeuse są antycypacją tęsknoty. Miękki irys w kolorze brzoskwini i o fakturze brzoskwini. Zapach wytłumiony tą mszystą, ziemista, niejednoznaczną puszystością. Trwający na skraju ciszy. Wyczuwalny wyraźnie i… wcale. Jak miraż, jak wspomnienie, jak gasnąca gwiazda.

Data premiery: 2020
Kompozytor: Sofia Bardelli

Koncentracja: EDP (woda perfumowana)
Projekcja: subtelna
Trwałość: bardzo dobra, ale jednak subtelna

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: kolendra
Nuty serca: irys, osmantus
Nuty bazy: kawa, mech dębowy
 

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Nur SoOud

 Nur, czyli światło Pierwsze wrażenie: przyjemne, europejskie cytrusy, świeża zieloność i subtelna, owocowa słodycz. Ładnie. Drugie wrażenie: delikatna, łagodna nutka kwiatowa i jasne nutki drzewne.

Czytaj więcej »