czwartek, 19 marca 2009

Michael Storer Monk

.
Kilka lat temu Michael Storer, jedna z ekscentrycznych postaci świata mody, po trzydziestu latach spędzonych w trybach machiny przemysłu odzieżowego postanowił zająć się tworzeniem perfum.
Jego dziełem jest sześć niezwykłych uniseksów uznawanych przez krytyków za jedne z oryginalniejszych kompozycji na perfumeryjnym rynku: Stephanie, Kadota, Yvette, Djin, Monk, Genvieve.

Dziś dwa z nich opisane krótko i niezbyt poważnie.

 

Monk - pociągający brzydal

Nie wiem, jak inaczej określić ten zapach. Monk jest od pierwszej chwili mocny, wręcz uciążliwy.

Ciężkie, gęste, spocone w niemiłosiernym ścisku nuty zwierzęce (cybet i ambra), dymne (tytoń i kadzidło) i stara skóra podparte ogromną ilością mydlanego piżma i dziwnie ostrą w tej konfiguracji bergamotą atakują zmysł węchu jak brudny pies przechodnia.
Niby śmierdzi, niby natręt, ale trudno nie pogłaskać. No i Monka trudno nie wąchać. Bo ta nieładna woń jednak intryguje. Cytując Osła ze Shreka: "Ma się ten zwierzęcy magnetyzm".

Z tym że urok Monka jest raczej urokiem wypucowanego ogra niż wyczesanego osła...
I w miarę rozwoju zapachu ten ogr nam się coraz bardziej cywilizuje - myje nogi, używa mydła, nawet pomady, wciska się w znaleziony w starej szafie sztywny surdut (niewietrzony), zakłada nawet kapelusz ze strusim piórem. Ale coś w tym zapachu nie gra. Coś oprócz tego, że to jednak ciągle ogr.


Monk zdaje się zapachem grubo ciosanym, kanciastym, niedoszlifowanym. Jak gdyby składników dorzucono zbyt hojnie, zmieszano zbyt niefrasobliwie. Ciągle coś w tej kompozycji odstaje - jest zbyt napchana i rozłazi się na szwach.

A jednocześnie ta mieszanina morderczych woni tworzy swego rodzaju nową jakość. Jest jak celowy dysonans, jak arabska muzyka dla Europejczyka - niezrozumiała ale jednak interesująca.
To arabskie porównanie ma z resztą podwójny sens, bo ułożony na skórze Monk tworzy wrażenie przepychu i przesytu w iście orientalnym stylu. Nuty kadzidlane, drzewne, słodko korzenne i skórzane doładowane dodatkowo ostrym zapachem cybetu i zapachem arabskich olejków do nacierania ciała (nie wiem, czy mam zwidy, ale czuję tu zarówno charakterystyczną kwiatową nutę ylang-ylang, jak i ciemne drewno agarowe rodem wprost z nabywanych w najdalszych zakątkach suków pachnideł "na mililitry") dają w efekcie coś, co poczuć można w naturze chyba tylko w oddzielonym od świata grubymi okiennicami i łapiącymi kurz kotarami, tonącym w wiecznym półmroku buduarze jakiejś bliskowschodniej damy. Dość wiekowej damy niestety...


Data powstania: 2005
Twórca: Michael Storer

Nuty zapachowe:
piżmo, cybet, tytoń, kadzidło frankońskie, skóra ambra sandałowiec, bób tonka, galbanum, bergamota

3 komentarze:

  1. Oż w mordę! Perfumy atakujące zmysł węchu jak mokry pies przechodnia! Zaplułem się kawą! :DDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Sorry - brudny, nie mokry. Zasugerowałem się bobrem. :D

    To pisałem ja - P. Perfumomaniak trzeciego stopnia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jasne. Mokre bobry tak już mają, że skupiają na sobie uwagę. ;-)

    Łomatko, świntuszę... :-o
    Przprszm.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...