wtorek, 30 listopada 2010

Anomalie kolorystyczne Montale cz. 1: Red Vetyver

 .
Ostatnio Werka wspomniała o wetiwerze. Potem Teza pytał o zapachy Montale. Dziś słów parę na zasadzie luźnych skojarzeń. Trzeci wetiwer w tym miesiącu - po zachwycającym Coeur de Vetiver Sacre i ewidentnie niedorobionych płodach umysłu Gezy Schoena, dziś pora na wetiwer przyzwoity.

Zastanawiałam się od jakiegoś czasu, czy Montale ma w swojej ofercie coś, co na mojej skórze ułoży się ładnie od początku do końca. Aoudy tej firmy powoli zaczynają budzić mój opór i przyznaję, że obawiając się kolejnych rozczarowań po prostu unikam testów. Wetiwer to nuta skrajnie odmienna - wymaga innych środków, tworzy inny klimat, inaczej reaguje z chemią skóry. Jest nadzieja.


Red Vetyver
Montale


Jeśli nadzieja umiera ostatnia, to tym razem jeszcze pożyje. Red Vetyver zaczyna się ładnie, rozwija się ładnie i ładnie się kończy. Lekkością nie grzeszy, ale tym razem nie mogę Pierre'owi Montale zarzucić stworzenia olfaktorycznego kloca, jak to robiłam kilka razy poprzednio.

Pierwsza nuta, nie tyle akord, co szpica - pojedynczy zwiadowca badający teren, wypuszczający się samotnie na ciepłą skórę to grejpfrut. Sugestywny, w sam raz świeży, w sam raz gorzki.

Szybki rekonesans, pół minuty i oto nadciągają główne siły. Głęboki, nieczyszczony wetiwer łączący świetlistą zieloność z niejednoznaczną, niepokojącą głębią nut ziemisto - drzewnych, pikantne, ekspansywne nuty przyprawowe i transparentny, stonowany akord żywiczny oparty na benzoesie, elemi, labdanum i prawdopodobnie także galbanum. Wciąż wyraźny grejpfrut stanowi na tym tle akcent nieomal kwiatowy - zyskuje niezwykłą  urodę zmieniającą Red Vetyver w kompozycję nadspodziewanie perfumeryjną i ładną po prostu.

 

Rozwój kompozycji to perfumeryjna klasyka. Wetiwer nabiera korzennej, niepokojącej głębi i wtapia się, wsiąka w ciemniejące, nabierające zmysłowego ciepła nuty przyprawowe. Balsamiczne, wielowymiarowe akordy żywiczne, które od początku dają zapachowi orientalny czar i niezwykłą aurę zamieniają się w jedną z najpiękniejszych perfumeryjnych baz, która trwa i trwa i trwa...

Używam tu określeń "perfumeryjny", "ładny", "przyzwoity"; nie oznacza to jednak, że Wetiwer Montale jest nijaki i bez wyrazu. Moc ma pioruńską, niekoniecznie dokładnie taką, do jakiej przyzwyczaił nas Pierre Montale, ale i tak wystarczającą; po wygaśnięciu grejpfruta zmienia się w naprawdę piękny, klasyczny orient, który nosi się bez dreszczu emocji, ale za to z prawdziwą przyjemnością. I niespodziewanie zupełnie myślę, że w tym przypadku to wystarczy. Przy tej trwałości luksus noszenia na sobie "ładnego" i "przyzwoitego" zapachu przez 10 lub 12 godzin bez poprawek może stanowić atut wystarczający. Naprawdę.

Najbardziej niezwykłym elementem kompozycji jest... Nazwa.
Czerwony Wetiwer intryguje i nawet jeśli sama kompozycja nie zadziwia, to spełnia obietnice zawarte w tytule. Wetiwer Montale jest rzeczywiście pikantny, orientalnie bogaty, jeśli nie gorący, to przynajmniej porządnie ciepły. Podoba mi się.


Data powstania: 2008
Twórca: Pierre Montale

Nuty zapachowe:
wetiwer z Haiti, marokański cedr, paczula, grejpfrut, elemi, czarny pieprz z Madagaskaru



* Na obu zdjęciach Prince: pierwsze to okładka albumu "Planet Earth", drugie pochodzi z magazynu Soma.

4 komentarze:

  1. Brzmi zacnie. :) Czasem potrzeba czegoś spokojnego i "przyzwoitego". Czy to jeden z tych Montalów, po którego należy się udawać w Sieć obcojęzyczną? O rety, kiedyś zbankrutuję przez te próbki; no, poważnie. :) Wiem, że takie słowa niedawno na SoS padły, ale to jest - kurka! - prawda. :) Grejpfrut, elemi i wetyweria naraz; to może być interesujące. Ale co nie jest?? ;)
    Powiedz, czy drobiażdżek ode mnie już dotarł? :) Bo się wolę upewnić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Drobiażdżek?! Na nic się nie umawiałyśmy. Chyba, że mówimy o Voluspie, to dotarł, ale już chyba informowałam o tym. Jeśli nie, przepraszam. :( I dziękuje raz jeszcze. :*
    A Montalak ten, jak wiele innych, dostępny jest normalnie w Quality.

    OdpowiedzUsuń
  3. osobiście uwielbiam ten zapach (a jego "brata" przez niektórych określanego jako niemal identyczny - Terre d'Hermes nie trawię).
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju, wiem już, ze się z Terre polubiłeś. Gratuluję!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...