niedziela, 24 kwietnia 2011

Immortelle L'Atelier Boheme

.
Miałam pewien problem z wyborem zapachu na dzisiaj. 24 kwietnia - teoretycznie  (i astronomicznie) dzień, jak wiele innych - równonoc wiosenna już minęła, Jare Gody z topieniem Marzanny, malowaniem jajek, śmigusem i dyngusem powinny być  już za nami, a jednak historia czasami dziwnie się pisze...
Oto obchodzimy to samo święto pod inną nazwą, w innym terminie i ku czci innego boga. A jednak to, co najważniejsze nie zmienia się od tysiącleci: nadal jest to czas radości, czas witania odradzającego się życia.

 

Z okazji tego pięknego święta, jakkolwiek je obchodzicie, życzę Wam powodzenia we wszystkim, co przedsięweźmiecie; żeby to, co zasiejecie, wzrastało i wydawało owoce; żeby Wasze plany zawsze zmierzały ku dobremu finałowi, Wasze dni były słoneczne, a perfumy nigdy się nie psuły.

***

W ramach (chyba) pierwszej recenzji z kolejnego mini - cyklu, wybrałam zapach o inspirującej nazwie...


Zapach sentymentalny


Nieśmiertelnik. Niezwykłe imię dla czegoś tak delikatnego i nietrwałego, jak kwiat i jednocześnie piękne imię dla perfum.

Kocanki (bo taka jest właściwa nazwa tych nietypowych kwiatków) zasługują jednak na swoją nazwę: niepozorne, niewielkie kwiatostany nieśmiertelników składają się z płatków nadspodziewanie twardych i odpornych, bardziej niż wiotkie zwykle płatki przypominających barwne łuski. Dzięki temu właśnie wysychając kocanka nie wiotczeje, nie marszczy się, nie traci kształtu, lecz trwa niezmienna przez wiele, wiele dni. Kojarzycie suche bukiety zdobiące domy naszych babć i cioć? Istnieje spora szansa na to, że zrobiono je właśnie z kwiatków kocanki, czyli nieśmiertelnika. 

 

Nie pamiętam, jak pachną kocanki. Spodziewałam się delikatnego, nieco siankowego aromatu przypominającego stokrotki lub astry. Tymczasem kompozycja Crystelle Darchicourt zaczyna się mocno i wcale nie wiosennie.

Intensywny, zawiesisty, kwiatowy aromat robi wrażenie zapachu mocno retro. Charakterystyczna woń suchych bukietów zapamiętana z dzieciństwa wróciła do mnie błyskawicznie - to, co brałam za mieszaninę zapachów kwiatów, kosmetyków i różnych tajemniczych wonności trzymanych przez moją babcię w haftowanych woreczkach między ubraniami w szafach okazało się po prostu zapachem kwiatków kocanki.

Czuję nawet ślad nietypowej woni zwietrzałego nieco, aromatyzowanego pudru do ciała "z zachodu", którego posiadaniem (brońcie bogowie używaniem!) moja babcia szczyciła się przez lata, i który był nieustającym obiektem zachwytów odwiedzających ją starszych pań w sukienkach z koronkowymi kołnierzykami i mankietami. Panie zasiadały zwykle między stertami haftowanych poduszek (u mojej babci wszystko było haftowane, nawet moje pieluchy z okresu niemowlęctwa) z filiżankami w rękach, a moja babcia szykując się do wyjścia na spacer lub do kościoła wyjmowała ze złoconego puzderka wielki puch (określenie "puszek" nie oddaje istoty rzeczy), wykonywała nim kilka rytualnych gestów wokół twarzy i obwieszczała po niemiecku, że jest gotowa stawić czoło światu.

Wszystkie te wspomnienia wracają do mnie, kiedy wącham Immortelle: plastyczne, żywe i takie piękne...


Przyznać muszę, że niechętnie rozbieram je na nuty i akordy. Czuję się przy tym trochę, jak gdybym grzebała babci w szafie. Fe! Dla Was jednak pogrzebię troszkę.

Pod intensywnym, dusznym nieco, lecz bynajmniej nie odpychającym aromatem kwiatowych olejków znajduję sporo klasycznej, ciężkiej ambry, ślad suchej, czarnej herbaty, wystudzone, zgaszone nuty dymne przypominające zapach popiołu z kadzidełek typu Opium. Jeszcze głębiej, stłumione i pozbawione życia czają się nuty drzewne: cedr i palisander. Po kilku godzinach, kiedy zapach przygaśnie pojawia się ślad starej, przykurzonej skóry.

Nie wiem, na ile płata mi figle nakarmiony wspomnieniami umysł, ale słowo daję: nietypowe, suche drewno w bazie pachnie jak stare, politurowane meble. Wąchane od środka. ;)


Data powstania: 2007
Twórca: Crystelle Darchicourt

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: mandarynka, bergamota
Nuty serca: nuty kwiatowe, granat
Nuty bazy: akord ambrowy, nieśmiertelnik (kocanka) z Korsyki


* Drugie zdjęcie z forum na: www.swiatkwiatow.pl
** Trzecie z: www.flowersgrowing.com
*** Czwarte to plakat reklamowy filmu "Opowieści z Narnii"

5 komentarzy:

  1. Faktycznie bardzo retro! Kocanki pamiętam z dzieciństwa, właśnie z wazonów w domu mojej babci. Ona pasjami kolekcjonowała bukiety suszonych kwiatów i większość z nich stanowiły kocanki. Ich zapachu jednak nigdy nie poznałam... Ale teraz dzięki Tobie moje wspomnienia coś niecoś się odkurzyły :). Pozdrawiam ciepło! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sabbath, a czy mogłabyś porównać ten zapach do Sables A. Goutal? Na kocankę ostatnio reaguję prawie jak koty na kocimiętkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Katalino, też nie wąchałam tych bukietów. Jakoś nigdy nie przyszło mi to do głowy. Gdybyś jednak powąchała Immortelle przekonałabyś się, że on się gdzieś tam wokół tych bukietów unosił. Sama byłam zaskoczona. ;)
    A wspominanie babć... Dla mnie to chyba najprzyjemniejsza część dzieciństwa.


    Aileen, Sables wydaje mi się delikatniejsze, mniej kocankowe, mniej retro, świeższe - w sensie bardziej pachnące żywymi kwiatami. Ale nie pamiętam zapachu dokładnie, więc wiele na jego temat nie napiszę. Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...