środa, 4 maja 2011

Extra de Cedra Antonio Visconti

.
Dziś będzie elegancja - Francja, a właściwie elegancja - Italia.


 

Włoska firma Antonio Visconti istnieje już od ponad półtora wieku, nie znaczy to jednak, że ma bogate tradycje perfumeryjne. 
Protoplasta tego rodzinnego interesu był bowiem garbarzem i kaletnikiem. Wedle informacji marketingowych wyroby Viscontiego cieszyły się wielkim wzięciem wśród ówczesnej arystokracji i duchowieństwa, a oferta, poza standardowymi towarami czyli odzieżą, paskami, torbami czy ekwipunkiem do jazdy konnej obejmowała także garnitury na biurka i perfumowane rękawiczki.

Perfumiarstwem przodkowie obecnego właściciela firmy: Antonio Martino zainteresowali się na początku XX wieku, kiedy to rodzina przeniosła się na Lazurowe Wybrzeże do Grasse. Tam od ponad stu lat twórcy zapachów Antonio Visconti zgłębiają tajniki sztuki perfumeryjnej. Znów wedle informacji oficjalnych.
Nazwiska właściciela marki strona firmowa nie podaje, poznałam je dzięki informacji pochodzącej od polskiego dystrybutora marki (w komentarzu pod tekstem, który w oparciu o tę informację został edytowany i uzupełniony na przełomie lat 2011/2012).
Strona nie wyjaśnia także, dlaczego sto lat zajęło wprowadzenie na rynek pierwszych perfum.


Przedstawiam pierwszy z serii zapachów Antonio Visconti: kompozycję z cedrem w tytule i agarem w składzie.
W ogóle w składzie tego zapachu polski dystrybutor zapowiada cuda: na przykład coś, co zwie się litsea kubeba, a wedle mojego szybkiego rozpoznania jest rośliną znaną u nas jako chiński pieprz górski, owoc cedru który na mój rozum jest szyszką oraz liście cedru, choć cedr, jak wiadomo, jest drzewem iglastym.

Dość wstępów,  przechodzę do rzeczy.


Brutalizm w perfumiarstwie


Otwarcie jest cytrusowe do bólu (pisząc o bólu wiem, co robię).
Intensywny aromat świeżych cytryn podbity został cedrową szyszką pachnącą trochę jak używane przez nasze babcie "szyszki" do kąpieli: intenesywnie, eterycznie, kolońsko. W tle pobrzmiewa rachityczna słodycz mandarynki i cierpki aromat bergamotowej skórki. 

Zapach jest jednowymiarowy i żrący jak wciągnięty nosem kwas cytrynowy. Okropność!

 

Ogólnie nuty głowy Extra de Cedra należą do gatunku tych, które walą z byka, wdzierają się w mózg i nie negocjują warunków kapitulacji. Użyłeś - ciesz się lub cierp. Ja cierpię.

I cierpię.

I cierpię.


Przyznaję, nie starczyło mi zacięcia, by z uwagą i pasją tropić całą drogę, jaką cedrowe perfumy Viscontiego przebywają na ciepłej skórze. Znokautowana cytrusowym brutalizmem tej olfaktorycznej konstrukcji położyłam uszy po sobie i naciągnęłam rękaw sławiąc w duchu własną przezorność, która nie pozwoliła mi na spontaniczne testy globalne. A że powtórnych przygód z Extra de Cedra nie przewiduję, postaram się opowiedzieć także zakończenie tej historii.

Baza jest relatywnie przyjemna: z nut cytrusowych trwa tylko sucha, przyzwoicie perfumeryjna bergamota, jasny i lekki akord drzewny rzeczywiście bazuje na iglastym cedrze, mech dębowy "robi" przyjazne, lekko szyprowe podbicie, śladu agaru nie stwierdza się. Ogólnie jest niebrzydko i do cna nijako. Ot - baza jakich setki w męskich wodach toaletowych. Dodatkowo trwałość nie zachwyca.

Teoretycznie dopuszczam możliwość, że między koszmarnym, trwającym ponad godzinę otwarciem, a miałką bazą działo się coś wybitnego i olśniewającego, co usprawiedliwiałoby opis producenta określającego ten zapach jako "bogactwo wyobraźni i siłę intelektu", ale... Jakoś wątpię.


Ogólnie koncepcja Extra de Cedra przypomina mi nieco historię obiektów architektonicznych w stylu brutalizmu, tak na czasie ostatnio z okazji zakusów na katowicki dworzec kolejowy. 

Planowane jako dzieła monumentalne, tworzące niezwykłe przestrzenie i eksponujące niepowtarzalną fakturę zastosowanych do budowy materiałów przygnębiająco często w kontekście urbanistycznym robią wrażenie zwyczajnych "niedorób": obiektów niewykończonych, nieprzemyślanych, nieprzystających do "reszty świata". I brzydkich, niestety.



 Data powstania: 2005
Twórca: Antonio Visconti

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: mandarynka, owoc cedru, pomarańcza, bergamota, bazylia
Nuty serca: paczula, litsea kubeba, kosaciec, liść cedrowy
Nuty bazowe: drewno cedrowe, mech dębowy, absolut tymiankowy, drewno sandałowe z Mysore, drewno agarowe


* Pierwsze dwie ilustracje - reklamowe
** Obraz będący ilustracją numer trzy to "Lemons", a jego autorką jest Linda Dragonette. Galeria Lindy TU
*** Ilustracja numer pięć: Aleksander Gierymski "Żydówka z cytrynami"
**** Na szóstym zdjęciu katowicki dworzec PKP, zdjęcie z folderu miasta
***** Na ostatnim Torre Velasca w Mediolanie, przykład brutalistycznego obiektu świetnie przemyślanego i zaplanowanego, lecz w krajobraz wkomponowującego się... Jak widzicie. Autorem zdjęcia jest Daniel Rich.

20 komentarzy:

  1. Ej, szyszki do kąpieli nawet ja używałam! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm.. nawet nie pamiętam, czy mam próbkę tego akurat dzieła Viscontiego. A to o czymś świadczy. ;) Bardziej jarają się kształtem własnych flaszek niż własnymi tworami, które do nich wlewają? Fetyszyści..? :)
    Dziwna praktyka, jak na perfumiarzy (a?).

    OdpowiedzUsuń
  3. Cammie, mam uzasadnione podejrzenia, że Twoje szyszki pachną nieco inaczej, niż żrące killery z czasów głębokiej komuny. :)))
    Swoją drogą, serio są jeszcze szyszki do kąpieli?


    Wiedźmo, ja mam kilka próbek i zaczęłam chyba od tej z najgorszą zawartością. Jutro będzie lepiej. :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja właśnie te komunistyczne miałam na myśli ;) Doskonale je pamiętam :) Nie wydaje mi się, żeby były w sprzedaży, kto by to kupował? :DDD

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie klientela, która marzy o Extra de Cedra Viscontiego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Złośliwiec z ciebie ;))) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam, że podobno złośliwość jest cechą ludzi inteligentnych. Potraktuję to więc jak komplement. ;)))
    W sumie, jak się człowiek postara, wszystko można potraktować jak komplement. Kiedyś pewien wyprowadzony przeze mnie z równowagi dyskutant nie wytrzymał i wygarnął mi: "ty ch.ju!" Odparłam z uśmiecham nader pogodnym, że skoro nie "złamany" to chyba uznam to za komplement. Chłop się załamał. :DDD

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, dziekuje za odwiedziny na Polonica: Home Again - oj tak, w mlodym Danielu Olbrychskim pewnie durzylo sie wiele nastolatek.
    Bardzo ciekawie piszesz o perfumach. Bede zagladac. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Olejek Litsea Cubeba masowo zastępuje w perfumiarstwie (i nie tylko) olejek cytrynowy. Pachnie identycznie, a jest tańszy w produkcji.

    Przy okazji Sabbath - jestes pewna, że tu chodzi o cedr, czy może o cedrat(cytrus także w perfumerii stosowany)?? Może stąd w składzie ten "owoc cedru" i "liść cedru", jak piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  10. Grabarz robiący perfumy? Mamma mia... od razu nasunęło mi sie skojarzenie z "Pachnidłem" ;) Zapach z gatunku "nie moich", jednak flakonik rzeczywiście bardzo interesujący :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fqjcior, no właśnie też kombinowałam, co z tymi owocami i liśćmi i nawet dokonałam oględzin na Fragrantice. I tam są cytryny i cedr. Cedrat nie pojawia się. Nazwa też sugeruje cedr. W ogóle mało jest w sieci informacji o tych perfumach...


    Kat, garbarz, nie grabarz. Grabarz byłby znacznie bardziej ciekawy, moim zdaniem. :DDD No i skojarzenie z "Pachnidłem" nie jest w sumie takie złe. A już na pewno nie zapowiada topornej miernoty.
    A Flakoniki są "bujane" i wyglądają ciekawie. Tyle, że co mi po tym, skoro nie zamierzam kupować? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Znalazłam stary post Marcina o tym składniku. Chyba może wyjaśnić sprawę z powyższymi perfumami.

    http://niemuzycznapieciolinia.blogspot.com/2010/10/parfums-de-nicolai-cedrat-intense.html

    Pozdrawiam, Iza R.

    OdpowiedzUsuń
  13. Izo, ten post nie do końca jest w temacie. Czym jest cedrat wie każdy perfumomaniak, my natomiast deliberujemy tu nad tym, czy jest on w składzie tych perfum czy nie.
    O Twisterze trudno mi rozmawiać bez żalu. Nie usunę linka tak, jak on usuwa komentarze dementujące oszczerstwa na mój temat, jakie wypisuje, poproszę tylko, żebyś więcej nie linkowała go u mnie. Na jego własne żądanie: swego czasu poczuł chęć zrażenia do siebie ostatniej chyba życzliwej mu osoby ze starej perfumeryjnej ekipy z Gazety czy Wizażu i najpierw zaczął umieszczać złośliwości i kłamstwa na temat SoS na Nie muzycznej (czasem post factum kasując co bardziej obraźliwe posty), potem usunął mnie ze swojego blogrolla i zaczął mi przysyłać obraźliwe wiadomości, następnie widząc, że nie podejmuję rękawicy zażądał usunięcia swojego bloga z listy na mojej stronie, co z żalem uczyniłam.
    Nie życzę mu źle - wręcz przeciwnie, ale za dużo stresu i rozczarowań kosztowały mnie kontakty z nim. A uwierz mi, kiedyś wspierałam go (na przykład wybłagałam u właścicielki portalu Wizaż.pl danie mu kolejnej szansy, mimo iż wcześniej zbanowanych zostało prawie 150 założonych przez niego kont - klonów) i w pewien sposób troszczyłam o niego. Teraz go unikam. Z przykrością.

    OdpowiedzUsuń
  14. Antonio Visconti to nazwa marki, sukcesorem i nsem jest Antonio Martino. Mało jest o nich w internecie, bo ta prawdziwa, klasyczna nisza oparta na budowaniu zapachu, a nie marketingu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie dziękuje za wyjaśnienie.
    Marketing ma Antonio Visconti ewidentnie kierowany do osób szukających luksusu. Nie ma w tym niczego niewłaściwego oczywiście.

    Co do budowania zapachu - nisza perfumeryjna z zasady powinna się na tym opierać i nader często tak właśnie jest.
    Niestety, akurat zapachy Antonio Visconti nie zrobiły na mnie największego wrażenia. Ale też chyba nie jestem targetem firmy: oferta jest luksusowa, dość zachowawcza. Nawet kompozycja opisana powyżej nie jest próbą tworzenia historii, pchania perfumiarstwa na nowe tory. Mam wrażenie, że jej "dziwność" jest efektem przypadku. Choć mogę się mylić. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ewidentnie kolekcja Viscontiego "Antonio Visconti" nie jest kierowana do osób szukających luksusu. Są to perfumy klasyczne, eleganckie oparte na niszowych kompozycjach. Za to druga kolekcja Viscontiego "Royal Crown" jest zdecydowanie produktem luksusowym, skierowanym dla klienta, który go poszukuje. Visconti nie wypuścił na rynek tylko jednej linii ...

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla osób szukających luksusu w perfumeryjnej niszy Visconti stworzył kolekcję "Royal Crown". Zaś linia "Antonio Visconti" jest linią klasyczną, elegancką i oczywiście niszową. Jednak nie luksusową :) przynajmniej nie w założeniu marki. Jeżeli chodzi o "wypychanie perfumiarstwa na nowe tory" to jest zupełnie inna bajka. To jakby kolekcji ubrań od Prady zarzucać, że jest mało nowatorska i szukać w niej stylu Aleksandra Mcquenna. Podsumowując Visconti nie jest dziwny ani nowatorski jest klasyczny, niszowy. Oczywiście nie każdy może lubić taki styl, zaś luksusowy jest Royal Crown.

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy Komentatorze, mam nieodparte wrażenie, że jesteś marketingowcem z firmy handlującej produktami marki. Proszę nie wykorzystywać komentarzy na blogu jako miejsca na darmową reklamę. No nie godzi się...

    OdpowiedzUsuń
  19. Przepraszam bardzo, zwykle nie mam zwyczaju komentować opisów perfum. Jednak kiedy czytam, że blogger (...)chyba nie jestem targetem firmy (...) czy (...)oferta jest luksusowa (...) to mam wrażenie, że to jakaś pomyłka. Od kiedy znawczyni zapachów zastanawia się nad targetem (?!) odnoszę wrażenie, że na "chybił-trafił" szufladkuje produkt do "oferty". W zasadzie nie znając pełnej oferty marki. Osobiście lubię czytać recenzję więc kończe dyskusje. Tylko niech one dotyczą zapachów, a nie są "szufladkowane" i to niewłaściwie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Proszę wybaczyć, ale to jest czepianie. Rozumiem, że wynika to bezpośrednio z mojej z Państwem korespondencji dotyczącej usunięcie linku do Państwa z grupy perfumerii, z którymi współpracuję. Taka forma zemsty.
    Przykro mi bardzo, gdyż darzyłam Państwa szacunkiem i pewną sympatią, a moja decyzja podyktowana była wyłącznie względami, które podałam w wiadomości.

    W kwestii zasadniczej: człowiek analizujący zapach zawsze zastanawia się, do kogo skierowana jest oferta i dla kogo przeznaczone są dane perfumy.

    Proszę o nie zamieszczanie więcej tego typu komentarzy. Blog mój nie jest miejscem na darmową reklamę.
    Kolejne reklamowe komentarze będę usuwała. Przepraszam, ale nie widzę innego wyjścia. Nie wiem, co sprawiło, ze firma, którą szanowałam podejmuje takie działania.
    Za wyjaśnienia dziękuję - w wolnej chwili albo edytuję tekst i naniosę poprawki wraz z informacją o źródle, albo napiszę osobnego posta wyjaśniającego. Rozważę, która opcja wydaje mi się bardziej właściwa.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...