wtorek, 21 lutego 2012

AB Blood Concept


Grupa AB jest najmłodszą genealogicznie grupą w klasyfikacji AB0. Powstała na styku dwóch kultur, w wyniku połączenia genów ludów rolniczych i wojowniczych nomadów. Wedle niektórych teorii ludzie z grupą krwi AB mają wszystkie słabości obu typów.
Ale perfumy tego nie odzwierciedlają.

Już sam opis kompozycji rozwiewa wszelkie wątpliwości: tym razem także nie będzie taryfy ulgowej. Żadnych półśrodków. Aldehydy, aluminium, łupki, żwir, metal... Czyż można nie poczuć dreszczu niepokoju na myśl o zapachu poskładanym w ten sposób?


Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niechaj przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam niczego nie ma.
Tylko ja pozostanę.*


Wyobraźcie sobie kwiat ze stali. Cienkie jak ostrze skalpela płatki ułożone w prosty, szlachetny kształt.
Wyobraźcie sobie dłoń zaciśniętą na tych płatkach, krew błyskawicznie krzepnącą na chłodnym metalu, barwiącą niesamowitą konstrukcję intensywną czerwienią.



Wyobraźcie sobie, że zanurzacie ten kwiat w zimnej wodzie. Zobaczcie oczami wyobraźni, jak czerwone krople przeobrażają się w delikatne, różowe smugi zmieniające przejrzysty płyn w upiorny kalejdoskop.

Poczujcie metaliczny smak, poczujcie chłód, poczujcie strach.


Pierwszy akord AB jest przejmujący, słodko - metaliczny, syntetycznie kwiatowy. Niepokojący, jak gdybyśmy próbowali wypić posłodzoną białym cukrem wodę z naczynia, w którym pływają żyletki - z obawą, że każdy kolejny łyk skończy się bólem.

Nieprzyjemne, syntetyczne, zimne otwarcie zjeżyło mi włosy na karku. Dopiero po chwili, kiedy pojawiły się jasne nuty drzewne i urodziwy, uspokajający zapach cytronelalu udało mi się ochłonąć i pojąć, że AB pachnie strachem. Strach jest słodki. Ten szczególny posmak w ustach, który czujemy po wtrysku adrenaliny do krwiobiegu - jest tutaj. Perfidnie przybrany nutami kwiatowymi, sprytnie wpleciony w krwawy kontekst, bezczelnie podkreślony zimną słodyczą nut metalicznych.


Kolejne składniki nieco łagodzą to wrażenie. I dobrze - kompozycja o takiej mocy rażenia byłaby na dłuższą metę nie do zniesienia.

Chłód wody ewoluuje w zapach potoku płynącego po mokrych kamieniach, syntetyczna słodycz zyskuje subtelne, owocowe podbicie, nuty chemiczne ciemnieją nieco. Odrobinę ledwie, ale to wystarczy, by zacząć oddychać spkojniej. Eteryczny akord przyprawowy bazujący na szafranie i czymś, co przypomina mieszaninę kamfory z eugenolem spełnia rolę bufora między chemią, a przyjemnym akordem organicznym złożonym z drewna i żywic.

W której kategorii umieścić nuty owocowe nie mam pojęcia. Na tle nut chemicznych i metalicznych brzmią przyjemnie, jednak za ich "naturalność" złamanego grosza bym nie dała.

 

Dalszy rozwój kompozycji mnie po prostu rozwalił. W sensie zaskoczył. Bardzo.

Po godzinie z hakiem, kiedy wydaje się, że zapach ostatecznie złagodnieje i odpuści - dzieje się coś strasznego. Ostre nuty wychodzą do przodu.

Perfumeryjna etiuda na temat krwistej nowoczesności jest nie tylko obca i niepokojąca, lecz nieznośna wręcz. Jej chłód jest upiorny, słodycz brzmi szyderczo, nuty kwiatowe zamiast kusić - odpychają.
Nawiązując do metafory z wodą i żyletkami parę akapitów wyżej - teraz połykamy żyletkę. Zapach wciągnięty w płuca nieomal boli. Nie fizycznie. Psychicznie.

 

I to jest przełom. Jak gdyby upiór ostatni raz podniósł łeb, a potem się poddał.

Pojawiają się nuty kadzidlane. Łagodne, mistyczne wręcz olibanum. Słodkie i chłodne, że śladem zapachu palonego węgla drzewnego i cieniem chemii - pachnące dokładnie tak, jak pachnie wystudzony popiół w kadzielnicy. Nie byłam ministrantem, ale od jakiegoś czasu mam w domu kadzielnicę - wierzcie, wiem, co piszę.

Ostatnią zmianą jest pojawiająca się po kilkunastu godzinach nuta słodkiej, nieczystej cielesności. Jak gdyby w tym poświęconym popiele wił się w kolejnych orgazmach nagi, spocony człowiek.


Nie mogę napisać, że AB jest ładne. Nie mogę też napisać, że przyjemnie się je nosi. Ale nie jestem też rozczarowana. 
To fascynująca perfumeryjna opowieść. Trochę jak gdyby Giovanni Castelli i Antonio Zuddas przestrzegali nas przed niebezpieczeństwami współczesności. Jak gdyby połączyli "Technopol" Postmana i "Draculę" Stokera w jedną, przejmującą wizję świata zdominowanego przez krwiopijców w białych rękawiczkach.

Widzieliście "Matrix"?
Wąchając AB nietrudno wyobrazić sobie ludzi sprowadzonych do roli baterii - elementów wielkiej maszyny hodowanych w sterylnych bańkach wypełnionych słodką wodą. Nawet jeśli dalsze etapy rozwoju zapachu przenoszą nas w sferę snów, w matrix właśnie, to brzmiące wyraźnie do samego końca nuty metaliczne nie pozwalają zapomnieć o zimnych przewodach wnikających w ciało. I o tym, że w świecie, w którym prawem jest rachunek zysków i strat wszelkie świętości są ułudą, a wszystkie tabu zostały złamane. 
Krew, cierpienie, strach, piękno, sacrum wreszcie... AB dotyka i poniewiera wszystko to, czego sami dotknąć nie śmiemy.

Jestem pod wielkim wrażeniem, ale kolejnych testów AB nie będzie. To nie na moje nerwy.

 


Data powstania: 2011

Nuty zapachowe:
aldehydy, aluminium, łupek, żwir, akord wodny, cedr, nuty metaliczne 



* "Litania przeciw strachowi" Bene Gesserit z "Diuny" Franka Herberta".  Tłumaczenie poprawiane.


Ilustracje do tekstu:
  • Żyletka w dłoni ze strony Confessions/Depression/Scene, z profilu, który znajdziecie tu: KLIK
  • Na drugim niespodzianka: świeca ozdobna Red Blooody Razor Blade Candle znaleziona tu: KLIK
  • Trzecie zdjęcie wykonał Mark Wagoner, którego blog znajdziecie tu: KLIK
  • Czwarte zdjęcie pochodzi z artykułu o żyletkach w modzie na blogu Trend de la Creme.
  • Piąte znalazłam na blogu Each drop of blood is for you, lecz podejrzewam, że bloggerka zamieszczająca je może nie być jego autorką.
  • Z zalinkowanego wyżej bloga pochodzi także zdjęcie numer 6.
  • Autorką ostatniego zdjęcia jest Kath z bloga Kath meets Kathy.

35 komentarzy:

  1. mocne wrażenia do porannnej kawy..:)
    recenzja jak zawsze świetna, wciągająca!
    i, w towarzystwie zdjęć, tak sugestywna, że chyba zabrakłoby mi odwagi by przetestować zapach na własnej skórze...:)

    serdeczności,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite jest to, że na tych zdjęciach właściwie niczego strasznego nie ma. Żyletka, trochę czerwonego płynu, który najprawdopodobniej wcale nie jest krwią. Resztę robi nasza wyobraźnia. :)
      A zapach... Jest dziwny. Mnie akurat tak się skojarzył, ale jestem pewna, że może zrobić zupełnie inne wrażenie.

      Testy zawsze polecam, choć nie namawiam. Może przy okazji na kimś. Albo na blotterku?

      Usuń
    2. taaak, recenzja jest też przecież po to, by zachęcić do skonfrontowania swojego odbioru.
      fantastycznie się ją czytało, ale aktualnie cieszę się, że ktoś przetestował to za mnie...
      bo jeśli miałabym podobne wrażenia, to byłoby to dla mnie ciężkie przeżycie... ;)
      od blotterka nie uciekałabym zapewne, ani od czyjegoś nadgarstka, z ciekawości zaciągnęłabym się pierwszy i drugi raz, a dalej, to już nie wiadomo jakby mi zagrało...
      jednak scenariusz wrażeń nie na moje emocje... :)
      znajdź dla mnie zapach cichego grobu, spokojnego, a z chęcią przetestuję... :)

      Usuń
    3. Cichego grobu?!
      Ale grobowca, czy takiego kopanego w ziemi? Ukwieconego, czy zaniedbanego? Z trumną, urną, czy pustego? A jeśli z trumną, to ile mają mieć zwłoki?

      :)))

      Bardziej serio: grób grobowi nie równy.
      Podobno grobem pachnie Marescialla Santa Maria Novella. Coś jest w tym skojarzeniu.
      Mnie osobiście do grobu nie ciągnie (i nawet nie planuję zasiedlania własnego, kiedy przyjdzie czas), ale ta akurat wizja jest piękna. Moim zdaniem. :)

      Usuń
  2. Sabbath, jak zwykle dziękuję za piękne opisy i porównania. Efekt samego opisu pięknie spotęgowałaś zamieszczonymi zdjęciami. Każde następne zdjęcie przypominało mi o moich skrajnie różnych przeżyciach związanych z testem tego zapachu. Tak, jak już wcześniej pisałem, ten zapach jest najbardziej oryginalny z całej czwórki; moje skojarzenie pierwszej nutu do cięte aluminium i choinka zapachowa, używana przez niektórych kierowców w samochodach (ta żółta:)) Dalsze nuty przywodzą mi namyśl kaplicę pogrzebową pełną kwiatów i zarazem zapach wydobywający się z ust osoby chorującej na cukrzycę (kto poznał ten zapach, ten wie o czym mówię:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, oryginalny to on rzeczywiście jest. Cięte aluminium? Sam pomysł powoduje u mnie gęsią skórkę. Wyobraźnia dodaje dźwięk do tej czynności. Brrr...

      W kwestii zapachu: znam parę osób chorujących na cukrzycę, jedną bardzo blisko, ale zapachu nie zauważyłam. Może dlatego, że to nie typ znajomości, który wymaga zbliżania się do kogoś z ustami. :)

      Usuń
  3. wiesz, że mam nimi fobię dotyczącą metalu i krwi...mdło mi się robi jak na to patrzę, nie ułatwia to wszelakich zabiegów z udziałem igieł wierteł itp;/. W każdym razie ciężko mi było skupić się na czytaniu recenzji widząc zdjęcia :P. Przebrnęłam jednak jakoś przez opis i przy okazji spróbowałabym nawet jeśli trzeba by to było przypłacić mdłościami. Ach ta niezdrowa ciekawość...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz Polu, ze to taka trochę męska fobia? Zwykle panowie bardziej obawiają się pobierania krwi, niż panie. Jak robiliśmy kurs ratowniczy, większość kolegów dziabała mnie. Nie tylko dlatego, że mam żyły jak marzenia narkomana. :)
      A ta niezdrowa ciekawość i mnie doskwiera. Po testach Lava Rock powinnam była się czegoś nauczyć. Ale nie...Skąd. :)))

      Usuń
  4. Czekałam na tę recenzję - szalenie ciekawiło mnie, co powiesz o zapachu poświęconym mojej grupie krwi. I z nagła różne upiory wylazły z ekranu - dostałam dreszcz na plecach jako bonus do porannej kawy. Przepełnia mnie niezdrowa ciekawość, jak toto zachowa się na mojej skórze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aileen, to i moja grupa. Liczyłam, jeśli nie na wielką miłość, to przynajmniej na intrygującą mieszankę w stylu Syntheticów CdG. No i w sumie dostałam. :) Jest untrygująco i jest nowoczesnie.
      Ale po skojarzeniach mi zapach tak pojechał, że jednak używanie odpuszczę.
      W sumie, ciekawa jestem, jak AB będzie pachniało komuś, kto powącha go bez skojarzenia ze strachem. Bo mój odbiór jest zapewne bardzo zmieniony przez nie.

      Usuń
  5. Było mocno. Emocjonalnie. Z przytupem.
    Czytać było warto. :D Przetestować pewnie też.
    Z tego, co piszesz Blood Concept rzeczywiście ma w sobie wiele ze sztuki, i to sztuki świadomej siebie. Ciekawe zestawienie jak na świat perfum,który dopiero powolutku się budzi (od dziesięciu lat, ale powolutku ;) ).

    Aha! I nie rozgłaszaj, proszę tego pomysłu z połączeniem "Technnopolu" i "Draculi". ;)) Jeszcze usłyszy go jakaś sierotka z zbije fortunę na literackim połączeniu "Zmierzchu" z "Na dobre i na złe". ;> Jak zwykle nieprzeciętnie rozmemłując sedno opowieści...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież zmierzch sam w sobie jest połączeniem "zmierzchu" z soap operą i serialem dla dziewczynek. :(
      W ogóle, czemu "Zmierzch"? Przecież te wampiry tam w dzień łażą?

      Co do samego BC: naprawde nie oczekiwałam wiele. Ani koncepcja serii, ani świetna reklama, ani nuty nie przygotowały mnie na perfumiarstwo wysokich lotów. Oczekiwałam popkultury, zapachów obliczonych na szerokie grono miłośników krwawych romansideł. A tu proszę. Jednak pokora panów założycieli objawiająca się tym, że nie robią swoich zapachów sami daje dobre rezultaty.
      Chyba nie robią sami... Gdyby namieszali takie cuda osobiście, dopiero byłabym zdziwiona. :)

      Usuń
  6. Sabb, poczułam dreszcze czytając tą recenzję.
    Mimo, że jestem fanką agaru i kdzidła (zresztą lubie wiele nut :)), tak AB mnie rozbroiło. Zakochałam się w nim na 'dzień dobry', ale to nie była łatwa miłość, raczej fascynacja nieznanym, nieprzeniknionym, czymś co przeraża. Mroczne tematy nie są mi obce, a AB idealnie wpisuje się w ten klimat. Na tronie lulua mają dobry opis do tego zapachu, bardzo trafny. ale to co piszesz Ty przyprawia o dreszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę! O kurczę, o kurczę, o kurczę!
      Przeczytałam opis na stronie Lu'lui. I tam też jest strach!
      Teraz zastanawiam się, czy ten zapach jest naprawdę tak przemyślnie skonstruowany, że ma się tak kojarzyć i tak kojarzy, czy ja podświadomie zasugerowałam się opisem, który pewnie czytałam i zapomniałam o tym.

      I to prawda, że zapach jest czysty, jasny, sterylny.

      Rzeczywiście, świetny opis.

      Usuń
    2. W Lului są dostępne wycofane dry clean comme to mnie ucieszyło, bo tęskniłem za tymi cudami. Oni się naprawdę starają!
      Tiko

      Usuń
    3. Tiko, Dry Clean sa rzeczywiście nadspodziewania przyjemne w użytkowaniu. Tyle już zabieram się do ich recenzji... Heh... A Lu'lua rzeczywiście idzie ostatnio jak burza.

      Usuń
  7. To brzmi jak autoagresja w zapach zamknięta. Z różnych przyczyn temat ten mnie interesuje dlatego też ten koncept bardzo będę się starała powąchać.
    Dziękuję za garść mocnych wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja agresji nie czuję. Raczej wycofywanie się. Albo chęć wycofania się.
      Zapach jest statyczny. Wiesz... Siedzi w kącie, skulony i z wytrzeszczonymi oczami. :)

      Usuń
  8. Powszechnie wiadomo, że jesteś typem buntownika. Czy w latach młodości, cięłaś się żyletkami? : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łukaszu! Jeśli już, jestem pewna, że Sabbath robiła to wacikiem kosmetycznym. :P Żyletki są dla cieniasów. :>

      Usuń
    2. Łukaszu, cięcie się żyletkami i inne formy autoagresji nie są oznaką buntu, tylko problemów psychicznych: nie radzenia sobie z kanalizowaniem emocji. Mechanizm jest taki, że ból fizyczny skutecznie odwraca uwagę od "bólu duszy". Ponadto naruszenie struktury skóry (czyli ranienie się po prostu) powoduje reakcję obronną organizmu na ból: wtrysk endorfin. A endorfiny poprawiają samopoczucie psychiczne.

      I nie, nie cięłam się żyletkami. Ani niczym innym.
      Ale tak uczciwie - nawet gdybym, to przecież i tak nie napisałabym o tym.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam ten zapach taki energia w flakoniku taka nie okiełznana !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Energia! Ależ nam się różni odbiór. :)

      Usuń
  11. Aż poczułam ten dreszczyk :) Bardzo sugestywny opis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie planowałam tego. :)

      Usuń
  12. Jak zwykle cudowny opis, który przeczytałam z zapartym tchem:) Kusi mnie teraz niesamowicie, żeby wypróbować wszystkie zapachy z tej serii na sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Choć to raczej zapachy dziwne, niż ładne są. Ale test...Chociażby dla mocnych wrażeń - polecam. :)

      Usuń
  13. Zaniemówiłam. W sugestywnych opisach jesteś świetna, w doborze zdjęć tym bardziej, ale tak spójnego i jednocześnie przerażającego zestawienia jeszcze tu chyba nie widziałam. Wiem, że to zapach jest tu głównym bohaterem, potem Twoje słowa go opisujące, a dopiero potem ilustracje, ale w tym zestawieniu, chyba przyznasz, trudno nie być pod wrażeniem zdjęć :)
    Ja to się nawet kiedyś cięłam. A dokładnie wycięłam sobie żyletką wzorek na przedramieniu. A wzorkiem tym było A w kółeczku :) Ale to prehistoria, chyba raczej BC, niż AD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie te zdjęcia nie robią aż tak wielkiego wrażenia. Żyletki i trochę czerwonego. Tu pracuje rwczej wyobraźnia, która karmi nas wspomnieniami bólu towarzyszącego takim ranom. Bo wspomnienia zacięcia się nożem, żyletką czy szkłem wszyscy mamy. Dlatego wizje odrąbywania głowy siekierą nie sa dla nas tak przejmujące - bo takich wspomnień nie mamy, bo nas to nie "tyka" osobiście.

      Na mnie akurat krew, ostrza, noże, igły nie robią tak wielkiego wrażenia. Potrafię zrobić sobie sama zastrzyk dożylny, potrafię założyć trudny opatrunek, potrafię zatamować krwawienie z tętnicy (choć tego akurat wolałabym nie wiedzieć). Nie przeraża mnie ból, nie przeraża mnie krew. Przeraża mnie strach i bezsilność. Dlatego ten zapach tak mnie "siekł". Obrazki... Dla mnie są takie sobie. Ale łatwiej znaleźć w sieci zdjęcia pokrwawionych żyletek, niż drewnianych kufrów. :)

      Usuń
  14. Zapach w zasadzie nie "mój" ale... ten opis. TEN OPIS! Kobieto, już Ty wiesz najlepiej w jakie nuty uderzyć, by mnie tu za włosy przywlec. Po prostu mnie ścięło z nóg, takie to wszystko niesamowicie opisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jeśli napiszę, ze wiedziałam, że zrobi to na Tobie wrażenie, to wyjdę na bufona? :)
      Pamiętam o Twoich wampirycznych sympatiach. A zapach... jest naprawdę dziwny. Jeden z tych, których recenzja "pisze się sama". Ja tylko skracałam dłużyzny. :)))

      Usuń
    2. Dziwny, bardzo dziwny.Ostry, cytrynowy, z przebijającą słodyczą w tle.Nie da się go pomylić ;)
      Czy możesz i mi znaleźć perfumy? Mi się marzy zapach grobowca,melancholijny, ziemny, spowity dymem i wonią więdnących lilii...Szukam bezskutecznie jak dotąd...

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...