środa, 31 października 2012

Ostatnie godziny konkursu o flakon perfum Rasasi


Pozwolę sobie przypomnieć o trwającym jeszcze tylko do północy konkursie, w którym zdobyć można flakon perfum Rasha marki Rasasi ufundowany przez perfumerię Yasmeen


Jeśli macie ochotę na te piękne perfumy - wystarczy podać przepis na swoją ulubioną orientalną potrawę pod tym postem: KLIK.

Zapraszam, jest o co walczyć.



 

Przy okazji przypominam także o trwającym na Facebooku do wtorku 6 listopada rozdaniu flakonu Rose Quartz Vibrational Perfumes. Wystarczy polubić stronę Sabbath of Senses, udostępnić zdjęcie i zgłosić w komentarzu, że macie chrapkę na różane cudo Ramona Bejara. 

Powodzenia. :)

Cafe Rose Tom Ford


Czerń i czerwień to takie piękne, klasyczne połączenie kolorów. Także w perfumach. Tyle, że zestawienie czerwonej róży z czarnym agarem nawet największym oudomaniakom zaczyna powoli wychodzić bokiem. Chyłkiem, bo trochę wstyd się przyznać, ale jednak.

Dlatego dziś mam dla Was złożenie czerwonej róży z inną czernią. Prawie tak atrakcyjną jak agar. A może nawet bardziej?



Jej wysokość róża
i bardzo mała czarna (kawka)



Wchodząca w skład kolekcji Jardin Noir kompozycja kawy i róży od pierwszych chwil nie pozostawia wątpliwości, że główną bohaterka będzie tu róża. Pojawiająca się w otwarciu ciepła, niezepsuta słodyczą kawa ukazuje nam się dokładnie na tyle wyraźnie, by człowiek zdążył ją wyczuć, uchwycić i polubić. I pożałować, kiedy zbyt szybko odchodzi...

Akord różany brzmi od pierwszych do ostatnich taktów tej olfaktorycznej melodii. I to jak brzmi!
To jeden z lepiej wygranych motywów różanych, jaki spotkałam w perfumach. Róża pełna, dźwięczna, wielotonowa, lecz zarazem monotematyczna. Różana.

Żywa i naturalna, lecz olśniewająco elegancka. Jak gdyby kreator zapachu ustawił ją w nienagannej, arcyperfekcyjnej pozie i malował... Z kunsztem i uwielbieniem.


wtorek, 30 października 2012

Odpowiedź Bartranda Duchaufoura na pytania związane ze stworzeniem perfum dla Gulnary Karimowej



W związku z moim artykułem na temat perfum skomponowanych przez Bertrandfa Duchaufoura dla córki uzbeckiego dyktatora Isloma Karimowa Gunlary czuję się w obowiązku przekazać Wam odpowiedź Bertranda, której udzielił założycielce i szefowej Ca Fleure Bon Michelyn Camen na pytania dotyczące perfum i związanej z ich promocją podróży do Uzbekistanu, które zadała mu via e-mail. 


Poniżej tłumaczenie pełnej treści maila Duchaufoura, który zamieszczony został na Ca Fleure Bon we wpisie sprzed czterech dni. 

Bardzo dziękuję Stephendedalus za podesłanie linka. Przeoczyłam go.

poniedziałek, 29 października 2012

Zapachy dla umarłych i nieumarłych, czyli perfumy na Halloween


Halloween to święto w Polsce relatywnie nowe. I jest to święto typowo komercyjne rozumiane jako "okazja do świętowania" czyli zrobienia imprezy. Oczywiście, jak wszystko co nowe, także ten importowany z krajów anglosaskich zwyczaj ma swoich przeciwników. Odnoszę jednak wrażenie, że zabawa w horrorowym klimacie w sposób nieunikniony wchłonięta zostaje przez coraz bardziej homogeniczną popkulturę.


Będące ludyczną mutacją święta ku czci zmarłych (All Hallows' E'en) Halloween zestawiane bywa często z drugim, względnie nowym holidejem w polskim kalendarzu: Walentynkami.

Przyznam, że o ile z sentymentem wspominam czasy, kiedy wielbiciele pamiętali o tym, że walentynkowe dowody miłości powinny być anonimowe: kartki zostawiane w skrzynce lub podrzucane do tornistra, czerwone jabłka czekające na ławce po przerwie; o ile nie zapomnę nigdy przywiązanej wielką kokardą do zewnętrznej kraty balkonu (nie mieszkam na parterze) płyty Iron Maiden... O tyle uroczystości Dnia Zadusznego nigdy nie należały do moich ulubionych. Najpierw przez wiele godzin pucowałyśmy z mamą rodzinny grobowiec tak wielki, że poprzecinany był chodnikami, żeby dało się wszędzie dotrzeć. Potem, bez względu na pogodę mama zakładała długie futro i futrzany kołpak, a tata pelisę z futrzanym kołnierzem i biały szalik; mnie zaś, również bez względu na pogodę pakowano w zimową kurtkę i wiązano obciachową kokardę we włosach. Tak uzbrojeni szliśmy na cmentarz pokazać rodzinie i znajomym wszystkie nowe pierścienie matki i wzbudzić zazdrość rodowym sygnetem ojca. Najgorsza jednak była nuda. Nie wolno mi było się odzywać, nie wolno było zdzielić w łeb kuzyna, który ciągnął mnie za warkocz, nie wolno było, ku mojej wielkiej rozpaczy, bawić się zniczami i lepić kulek z wosku. A kiedy wreszcie zaczynało się robić ciemno i nad cmentarzem pojawiała się łuna w kolorze dyni - szliśmy do cioci, u której nadal nie wolno było się odzywać, ani zdzielić kuzyna, ale za to można było lepić pod stołem kulki z ciasta. 

Ogólna konkluzja niechaj będzie taka, że nie tęsknię za tamtym sposobem świętowania, a samo Halloween traktuję jak okazję do szalonej, niekoniecznie szczególnie mądrej zabawy. I bez względu na to, czy u źródeł tej zabawy leży próba przywołania pamięci bliskich i dalekich zmarłych, czy wręcz przeciwnie: chęć zamanifestowania miłości do życia i pogardy dla śmierci - kto chce się bawić, niechaj się bawi. Jeśli kto nie chce - jego prawo nie bawić się.


niedziela, 28 października 2012

Rosam Edition Rare Histoires de Parfums


Sabbathowej powieści w odcinkach ciąg dalszy. Po "Historii salwy armatniej" i "Powitaniu Królowej Morloków" nadszedł czas na to, by zakończyć tryptyk Edition Rare Histoires de Parfums. Kłopotem nie lada jest dla mnie fakt, że wielki finał opowieści zapowiada się... niezbyt efektownie. Cóż bowiem może nam opowiedzieć kolejna róża z agarem? 



I żyli długo i szczęśliwie


Pierwsze sceny opowieści ukazują nam Królową na tronie: smukły kwiat w strojnej sukni czerwonych płatków i ciężkiej koronie złocistego szafranu. 

Przez chwilę zdaje się, że pewnej zadziornej lekkości dodadzą temu monumentalnemu obrazowi cytrusowe promyki kładące się lekko na królewskich ramionach, jednak położenie słońca zmienia się po kilku ledwie minutach... A może ktoś zaciągnął zasłony?

sobota, 27 października 2012

Flakon Rose Quartz Vibrational Perfumes dla Was


Tym razem przygotowaliśmy z panem Marcinem Malikiem z firmy Szmaragd i Diament niespodziankę dla, zaniedbywanych dotychczas, fanów Sabbath of Senses na Facebooku.


Aby wziąć udział w losowaniu flakonu Rose Quartz Vibrational Perfumes wystarczy:

1. Być fanem Sabbath of Senses na Facebooku
2. Zgłosić się wpisując komentarz pod zdjęciem
3. Udostępnić zdjęcie Rose Quartz Vibrational Perfumes

I już. :)

Na zgłoszenia czekam do wtorku 6 listopada.

Zapraszam.


Sabbath dla Szarmant.pl



Pozwalam sobie na drobną reklamę. 


Na blogu Szarmant.pl ukazał się krótki artykuł mojego autorstwa, w którym piszę o męskich perfumach i elegancji.

Zainteresowanych lekturą zapraszam: Zapach mężczyzny.

piątek, 26 października 2012

Petroleum Edition Rare Histoires de Parfums


Dziś drugi odcinek opowieści rozpoczętej wczoraj historią armatniego wystrzału. Król ze świeżo poślubioną małżonką opuścili już pokład okrętu flagowego i oto wierni poddani mają okazję ujrzeć swą władczynię. Może i jest ona "bladoskóra i smukła jak irys" lecz jednak zupełnie nie taka, jakiej oczekiwano. Ale... Sami posłuchajcie.



Królowa Morloków


Pierwsze nuty Petroleum dziwią bardziej, niż zachwycają. "Mineralna" wedle opisu producenta kompozycja wcale mineralnie się nie zaczyna. Zaczyna się organicznie. Konkretnie zaś aromatem poddawanych wieloletniemu działaniu bakterii, pierwiastków promieniotwórczych, temperatury i wysokiego ciśnienia organicznych szczątków. Wedle teorii Bronisława Radziszewskiego (i niezależnie kilku innych liczących się naukowców) w ten bowiem sposób powstaje ropa naftowa, która - podkreślam - minerałem nie jest.

Zadziwiające jest także to, jak konsekwentnie ewoluuje kompozycja Ghislaina: od zapachu ciężkiego, brudnego, zawierającego trudne nuty organiczne w kierunku woni przestrzennej, chemicznie czystej. Jak gdyby poszczególne etapy rozwoju perfum rzeczywiście odtwarzały procesy chemiczne przeobrażające martwe organizmy w lotne węglowodory i bituminy o aromatach dalekich od... Truchła, z którego powstały.

Wielka mała zmiana


Czy wchodząc na Sabbath of Senses zdarza Wam się spoglądać na pasek adresowy?

Jeśli spojrzycie teraz, oto co na nim zobaczycie: sabbathofsenses.com


Tak, zrobiłam to. 

Jakiś czas temu postanowiłam, że kiedy liczba wejść zacznie oscylować wokół 50 000 miesięcznie, kupię domenę. Oto nadszedł ten moment. Kupiłam. :)

czwartek, 25 października 2012

Ambrarem Edition Rare Histoires de Parfums


Zapowiadałam jesienny worek z ambrami i nie zamierzam się z tej obietnicy wycofywać. Tym razem jednak, do ambrowego wora wpadła mi ambra w towarzystwie. Ale za to jaka ambra! I w jakim towarzystwie!


Edition Rare Histoires de Parfums to perfumeryjne mocne uderzenie. Trzykrotne. Zwierzęce Ambrarem, mineralne Petroleum i roślinne Rosam mają jedną, zasadniczą wspólną cechę. Jest w nich moc. Maksymalnie skoncentrowane, bezpardonowe kompozycje wykrzykują swoje opowieści wprost w twarz odbiorcy. I wyznam Wam, że Ja - Sabbath jestem odbiorcą, który takie pokazy mocy docenia.

Pierwotnie wpis obejmować miał wszystkie trzy kompozycje serii, ale ostatecznie został podzielony. Nie tylko ze względu na objętość tekstów, ale też na to, że po pierwszym teście Ambrarem wcale nie mam ochoty przestać go nosić. Obiecuję więc kolejne zapachy Edition Rare, ale nie dziś... nie dziś.



Salut!



Pierwsze tchnienie Ambrarem jest jak wystrzał z czarnoprochowego działa. Chmura pachnącego jak palony proch pieprzu, nasączone żywicą, kopcące pakuły, wyprażone żelastwo. Woń bardziej przypominająca zdziczałą, żyjącą własnym, mechanicznym życiem technologię, niż jakiekolwiek występujące w naturze zapachy.

środa, 24 października 2012

Ambre Antique Ava Luxe


Do zakupów na stronie firmowej Ava Luxe dojrzewam już parę lat. I od paru lat jestem na etapie "trochę odkopię się z zaległych recenzji i zamówię górę próbek". Tyle, że odkopywanie idzie mi opornie. Opisane w tym (wyjątkowo obfitującym w recenzje) miesiącu 17 zapachów to ledwie ułamek tego, co w tym samym czasie przyszło. O zaległościach nie wspominam...

A jednak kilka próbek Axa Luxe w łapki mi wpadło. Ta konkretnie dzięki Agnieszce zwanej Agnyską. Na perfumeryjnym zlocie zauważyłam Ambre Antique dopiero kiedy już naprawdę każdy odkryty (lub łatwo odkrywalny) fragment mojego ciała czymś pachniał. Zostałam więc z cenną fiolką w ręku, nieruchoma jak żona Lota i minę musiałam mieć bardzo nieszczęśliwą... I wówczas usłyszałam to, o czym każdy maniak w tej sytuacji marzy:
- Chcesz? Weź sobie.
Usiłowałam jakoś poszyć sytuację proponując Agnieszce, że może kiedy już przetestuje, to na następnym zlocie odda mi resztkę próbki, albo jakoś tak...
- Już testowałam. No weź - usłyszałam. I wzięłam. :)

Agnieszko, wiem, że czytasz. Jeszcze raz dziękuję. :)


Zapachy Axa Luxe występują w trzech koncentracjach: jako ekstrakty, olejki (o mocy bliskiej ekstraktu) i także bardzo intensywne spirytusowe edp. Tak się składa, że Incense Noir mam zarówno olejek, jak i edp i przyznać muszę, że pachną bardzo konsekwentnie. Tym razem testuję edp, ale zakładam, że różnica także będzie nieznaczna. głównie wynikająca ze sposobu sublimacji olejków, niż z różnicy składu.

Tyle formalnych wstępów. Do rzeczy.



Zagraj to jeszcze raz, Ava...


wtorek, 23 października 2012

Xerjoff Shooting Stars: Esquel


Serię Shooting Stars marki Xerjoff przedstawiałam obszernie we wpisie (bo tę zbudowaną na dygresji opowieść trudno nazwać recenzją perfum) poświęconym meteorytowi z Uden i ochrzczonej jego imieniem kompozycji. I można by przypuszczać, że dałam już upust swojej namiętności do spadających gwiazd, ale jednak nie do końca... Albowiem jest meteoryt, o którym chcę Wam opowiedzieć. A raczej, który bardzo pragnę Wam pokazać.

Esquel: jeden z najpiękniejszych (o ile nie w ogóle najpiękniejszy) meteorytów, jakie widziały ludzkie oczy.


Esquel jest meteorytem żelazno - kamiennym należącym do grupy pallasytów, której nazwa pochodzi od nazwiska Petera Simona von Pallas: żyjącego na przełomie XVII i XIX wieku niemieckiego naturalisty i jednego z ojców meteorytyki. Von Pallas zaproszony został do Rosji przez samą carycę Katarzynę II Wielką, za której przyzwoleniem podjął trudną i niebezpieczną wyprawę, podczas której badał, między innymi syberyjskie i uralskie meteoryty (o których pisałam w poprzednim odcinku meteorytowej opowieści). 

poniedziałek, 22 października 2012

Thierry Mugler Gout du Parfum (Taste of Fragrance) Angel, Alien, Womanity i A*Men


Rok już minął od czasu, kiedy z anonsowałam pojawienie się na rynku smakowitych wersji klasycznych zapachów Thierry'ego Muglera: Angel, Alien, Womanity i A*Men Gout du Parfum czy też w języku Albionu: Taste of Fragrance.

 

Na szczęście, informacja podana w komentarzu pod tamtym wpisem przez pewnego... człowieka okazała się nieprawdziwa. Zwane pieszczotliwie ToFkami Muglery pojawiły się w Polsce wszystkie: częściowo w sieci SuperPharm, reszta w sklepach internetowych i (oczywiście) na Allegro. I ja, moi Mili, rozważam zakupy...

Zanim jednak popełnię wszystkie planowane szaleństwa (a potem skoczę do rzeki z pękiem flaszek u szyi ;)), przedstawię Wam wszystkie cztery ToFki.


niedziela, 21 października 2012

Moje stanowisko w sprawie pisania listów do Duchaufoura


Dostałam na maila i na PW na Wizażu mnóstwo pytań o to, dlaczego nie napiszę listu do Bertranda Duchaufoura w sprawie perfum dla Gulnary Karimowej. Odpowiadam, jak mogę, ale nie dam rady wszystkim. Już mi się dwa razy skrzynka na Wizażu zapchała. 

Ponieważ podjęłam ten temat publicznie, publicznie też odpowiem. Przepraszając jednocześnie wszystkich pytających za tę nieosobistą formę.


Dlaczego nie zapytam Bertranda Duchufoura o powody, dla których zdecydował się skomponować perfumy dla Gulnary Karimowej?

sobota, 20 października 2012

Bushra Rasasi


Ponieważ trwa rozdanie wybranego przez Was flakonika perfum Rasasi, nie od rzeczy będzie opowiedzieć o kolejnym zapachu marki, którego nie wybraliście. A wybraliście świetnie. Chodzi za mną flakon Rashy. Tylko nie mogę brać udziału w konkursie na własnym blogu. Ale Wy wciąż możecie! :)

***

Bushra to Radosna Nowina. Lub inaczej: Dobry Omen. Zaiste, nuty wydają się zwiastować wiele godzin szczęśliwości, ale czyż można wierzyć perfumom kwalifikowanym jednoznacznie jako damskie? :)


Radosna nowina jest taka, że Bushra jest prawdziwie orientalna, bogata, trwała i wcale nie paniusiowata. 

Zła nowina jest taka, że... Hmm... Niech pomyślę...

Nie ma złej nowiny! :)

O ile gotowi jesteśmy zaakceptować perfumy prawdziwie orientalne ze wszystkimi tego określenia konsekwencjami.


piątek, 19 października 2012

Perfumy Bertranda Duchaufoura dla "egzotycznej uzbeckiej piękności"


UWAGA!
Artykuł zawiera treści drastyczne.
  

***



W ubiegłym tygodniu odbyła się uroczysta premiera perfum skomponowanych przez Bertranda Duchaufoura dla pewnej pięknej, młodej kobiety. Perfumy nazywają się "Mysterieuse" i osnute są wokół aromatów marokańskiej róży, zmysłowego jaśminu oraz ylang - ylang. Nie zawierają figlarnych aluzji do tortur i aromatów gotowanych żywcem więźniów. Choć być może powinny...


czwartek, 18 października 2012

Flakon perfum Rasasi od perfumerii Yasmeen dla Was


Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Rozdanie rusza, a Wy dokonaliście wyboru.


Nagrodą w konkursie
jest flakon skoncentrowanego olejku 
Rasha Rasasi


Flakon ufundowany został przez perfumerię orientalną Yasmeen.



Eid al Adha - muzułmańskie Święto Ofiarowania


Mili moi, mam dziś dla Was coś specjalnego.

Nieco ponad tydzień temu zapowiedziałam tu niezwykłe wydarzenie: wspólne obchody arabskiego Święta Ofiarowania: Eid al Adha (Id al-Adha).

Pani Justyna Nyczyk, miłośniczka i znawczyni arabskiej kultury, a także właścicielka oferującej orientalne pachnidła perfumerii Yasmeen nie tylko zgodziła się podarować czytelnikom Sabbath of Senses flakon dowolnie wybranych przez Was w ankiecie perfum Rasasi (głosować można jeszcze tylko przez kilka godzin, do momentu rozpoczęcia konkursu), ale też zgodziła się, na moją prośbę, opowiedzieć nam o obchodach najważniejszego muzułmańskiego święta.

Zapraszam Was więc już teraz do lektury fascynującego artykułu Pani Justyny Nyczyk, a za kilka godzin do udziału w rozdaniu flakonu perfum Rasasi.



Eid al Adha 

Święto Ofiarowania 
(Feast of Sacrifice)


środa, 17 października 2012

L'Ambre des Merveilles Hermes


Pisałam ostatnio o warsztatach ambrowych i w tym kontekście trudno nie stwierdzić, że jesień to dobra pora na ambry. Wprawdzie ja osobiście od czasu pewnego uważam, że na ambry każda pora jest dobra, ale zgodzę się, że jesień szczególnie. 

Będzie więc jesienny wysyp ambr na Sabbath of Senses, a zacznę wysypywanie od ambry, na którą czekałam. Z nadzieją i bez niepokoju, bo cudowna seria Hermes nie rozczarowała mnie jeszcze ani razu. I sama nie wiem, dlaczego z wcześniejszych kompozycji: Eau des Merveilles, Elixir des Merveilles, Parfum des Merveilles  i Eau Claire des Merveilles zrecenzowałam tylko jedną. Choć znam trzy z nich.




Cud niewymuszony


Pierwszy wdech, pierwsze nuty, pierwsze obrazy... Już po kilku sekundach wiedziałam, że powyższe zdjęcie musi zostać wizytówką tej recenzji.

L'Ambre des Merveilles to najbardziej uniseksowna, androgyniczna z Cudownych Wód. Słodko - słona, zbytkowna, lecz oszczędna w formie, nonszalancko elegancka, zmysłowa mimochodem raczej, niż w sposób zamierzony.

Sabb zrzędzi: reformulacja, legislacja i frustracja


Myśl na dziś: reformulacja perfum powinna być karalna.

 

I nie, nie chodzi mi o to, żeby wsadzać ludzi do więzień "za perfumy". Jestem miłośniczką, nie fanatyczką. Chodzi mi o to, że powinny istnieć przepisy prawne regulujące kwestię reformulacji zapachów,czyli mówiąc kolokwialnie - sprzedawania pod tą samą nazwą perfum, które pachną inaczej, niż oryginalny produkt.

wtorek, 16 października 2012

Wyniki październikowego rozdania próbek



Zapraszam Was do zapoznania się z wynikami konkursu, w którym nagrodami było aż osiem zestawów próbek niszowych perfum ufundowanych dla Was przez życzliwe miłośnikom niezwykłych woni perfumerie.
Przyznaję, że sytuacja, w której nagrodę przyznać mogę więcej, niż jednemu z Was kosztuje mnie znacznie mniej stresu, niż losowanie jednego zestawu... :)

 

Zanim ogłoszę nagrody: ogłoszenia parafialne.
Po pierwsze lada dzień ruszy rozdanie flakonu orientalnych perfum Rasasi od perfumerii Yasmeen. Głosujcie, bo najprawdopodobniej będziemy z Panią Justyną gotowe jeszcze przed terminem zakończenia ankiety.

Po drugie, kolejny flakon dla Was już czeka u mnie w domu. Spodziewajcie się w najbliższym czasie wielu wspaniałości od Pana Marcina Malika z firmy Szmaragd i Diament. Uprzedzam, będę stopniowała napięcie...

Po trzecie, najprawdopodobniej utrzymam system losowania kilku zestawów próbek jednocześnie. Chyba, ze otrzymam wyraźne sygnały, że życzycie sobie powrotu do opcji dzielenia rozdań. Która to opcja nie ma, w moim odczuciu, żadnych zalet, poza generowaniem ruchu na blogu. Ale nie taka jest geneza tej akcji. :)

By nie nadużywać Waszej cierpliwości, przechodzę do najistotniejszej części mojego dzisiejszego wystąpienia. Do wyników.


poniedziałek, 15 października 2012

Garść nowości: Madonna, Undergreen i Naomi Goodsir


Znalazłam dziś chwilę na to, przy przejrzeć wiadomości na Fragrantice. Nie polskiej - do tej nie potrafię się przekonać tak samo, jak kiedyś nie potrafiłam przywyknąć do Metal Hammera po polsku.

Kilka wieści zaintrygowało mnie szczególnie i tymi dziś się z Wami podzielę.

***

Po pierwsze, może nie najważniejsze, ale najbardziej aktualne:

 

Jeszcze tej jesieni pojawi się w sprzedaży drugi zapach wykreowany przez Stephena Nilsena dla gwiazdy muzyki pop - Louise Veronici Ciccone, znanej jako Madonna.

Panowie reklamujący damskie perfumy?


W oczekiwaniu na ogłoszenie wyników ostatniego konkursu i rozpoczęcie kolejnego, tym razem o flakon perfum Rasasi, mam dla Was wpis typowo rozrywkowy.

Reklamy perfum. Wydawałoby się, że nic nowego w tej materii wymyślić nie sposób, a jednak. 


Jakiś czas temu marketingowcy Elizabeth Arden wpadli na pomysł zatrudnienia Burta Reynoldsa w reklamie perfum White Diamonds Elizabeth Taylor. Tak, tych damskich. 

niedziela, 14 października 2012

Santal Majuscule Serge Lutens



Są perfumy, na które czekamy. I dla mnie jednym z kreatorów, którego zapachów zawsze wyglądam z ekscytacją jest Serge Lutens - postać tyleż wielka, co kontrowersyjna. Zarzuca się mu wtórność, powielanie schematu, tworzenie kompozycji podobnych do siebie i nieodkrywczych. Czytałam nawet teorie, że Lutens używa jednej bazy, na której miesza wszystkie swoje zapachy. Z tym ostatnim akurat nie mogę się zgodzić zdecydowanie, znam bowiem Clair de Musc, Sa Majeste la Rose, L'Eau Froide czy Vitriol d’œillet, które schemat ten burzą, jednak rzeczywiście trudno nie zauważyć charakterystycznej zawiesistości łączącej wiele kompozycji Serge Lutens. Akord ten został przez nas na forum Wizaż nazwany Tabazą*, czyli Tą Bazą. I moim zdaniem to nie jest wada. To jest styl. Nowa jakość. Ale ja mam szczęście, bo mnie się Ta-baza podoba.


Na Santal Majsucule czekałam z ekscytacją tym większą, że poprzedni zapach Srege'a oparty na indyjskim sandałowcu stał się jednym z moich ulubieńców wszech czasów. Mam na myśli oczywiście Santal de Mysore. Tym razem, ze względu na ograniczenia wyrębu drzew sandałowych wprowadzone przez indyjski rząd, w składzie perfum znajdziemy sandałowiec australijski starannie przez Serge'a "ucharakteryzowany" na mysorski. Czy sztuczka się udała? Spróbuję Wam opowiedzieć.

sobota, 13 października 2012

Przypomnienie o rozdaniu


Moi Drodzy, ponieważ ostatni konkurs został przeze mnie nader skwapliwie przywalony kolejnymi wpisami przypominam, że jeszcze tylko przez parę godzin zgłaszać można swój akces do rozdania, w którym nagrodami jest aż osiem zestawów próbek ofiarowanych Wam za moim pośrednictwem przez współpracujące z blogiem firmy: perfumerię Lu'Lua, perfumerię Quality, perfumerię Yasmeen oraz firmę Szmaragd i Diament.

 
 



Post z rozdaniem znajdziecie tu:

Przy okazji z przyjemnością donoszę, że do grona firm ofiarujących próbki dla czytelników Sabbath of Senses dołączyła firma Mati Trading. Pierwsze podarunki będę mogła przekazać Wam lada dzień. :)



Przypominam też o tym, że wciąż jeszcze można wpłynąć na wybór flakonika perfum Rasasi, który podaruje nam perfumeria orientalna Yasmeen. 

Ankieta na prawym pasku bocznym pozwoli Wam podjąć z nami tę decyzję. Flakonik rozlosujemy jeszcze w tym miesiącu, z okazji arabskiego Święta Ofiarowania Id al-Adha. O krótki artykuł na temat samego święta i związanych z nim zwyczajów poprosiłam panią Justynę Nyczyk, która jest wielką miłośniczką arabskiej kultury. Będę więc miała dla Was nie tylko wspaniały prezent, ale też ciekawy tekst. :)

Pozdrawiam ciepło w chłodną, jesienną sobotę. 

piątek, 12 października 2012

Ambra - złoto perfumiarzy


Jesień idzie - nie ma na to rady *

 

Dla miłośnika perfum jesień to pora na nuty rozgrzewające, otulające i dające komfort. Można pozwolić sobie na intensywne perfumy i szczodrą ich aplikację. Jest to zarazem czas, w których perfumy nie kulą się jeszcze z zimna. Wielu perfumomaniaków celebruje jesień ciągnąc za sobą olfaktoryczne ogony - miękkie i ciepłe.
Czyż istnieje bardziej jesienna, otulająca i zarazem bardziej elegancka nuta, niż ambra?



Co to jest ambra?
Z punktu widzenia nauki ambra jest patologiczną wydzieliną powstającą w przewodzie pokarmowym kaszalota (Physeter macrocephalus) powstającą najprawdopodobniej w wyniku podrażnienia jelit przez twarde części spożywanych przez kaszaloty głowonogów. Chodzi zapewne o chitynowe "dzioby" tych stworzeń. Wydzielanie ambry chronić ma delikatne ścianki jelit przed uszkodzeniem.

 

Pisząc o pochodzeniu ambry trudno nie wspomnieć o krążącej po polskich forach i pojawiającej się w opisach nut w niektórych perfumeriach miejskiej legendzie, jakoby ambra była spermą wieloryba. Pomyłka wynika z błędnego tłumaczenia, bowiem kaszalot po angielsku zwie się sperm whale. A wszyscy wiemy, że skojarzenia seksualne są najsilniejsze, przypadkowi tłumacze mogą więc nie wiedzieć, co to kaszalot, ale co to "sperm" wiedzą na pewno. :)
Pozyskiwanie ambry
Ambrę pozyskuje się aktualnie w trzech rejonach świata: w Australii, Nowej Zelandii i Nowej Kaledonii. Wedle informacji w sieci znajdowana bywa także na wybrzeżach Oceanu Atlantyckiego, brazylijskich plażach, na wybrzeżach Madagaskaru, wschodnich Indii, Malediwów, Moluków, Chin, Japonii, Australii oraz oczywiście Bahamów. Zbieranie ambry przypomina zbieranie bursztynów: należy udać się na plażę wczesnym rankiem, najlepiej po sztormowej nocy i szukać grudek nie będących kamieniami: lżejszych i ciepłych w dotyku.

 

Niegdyś ten poszukiwany surowiec perfumiarski zdobywano także polując na wieloryby. Zabijano je bowiem nie tylko dla tranu, lecz także dla ambry. Pamiętacie "Moby Dicka" i rozdział, w którym załoga Pequoda odkrywa spore zasoby ambry w martwym ciele dryfującego po morzu wieloryba?
Z punktu widzenia logiki nie ma to wielkiego sensu, bowiem ambra im świeższa, tym mniej pięknie pachnie. Uczciwie pisząc, świeża ambra pachnie całkiem niepięknie, a jej aromat określany jest jako morsko - fekalny. I jest to właściwe określenie.
Zapach ambry
Grudy ambry wyglądają jak kamienie lub zaschnięte brudy błota. Wagą przypominają pumeks, strukturą gips.


Poszczególne grudki ambry różnią się między sobą kolorem, wagą, składem chemicznym i także zapachem.
Im ambra jest młodsza, tym jest ciemniejsza, cięższa i tym bardziej ostry, zwierzęcy będzie jej zapach. Woń młodych, ciemnych ambr jest ostra, trudna i niewiele ma wspólnego z przyjemnym aromatem znanym nam z popularnych kompozycji perfumeryjnych.


Z czasem, pod wpływem wody morskiej, powietrza i słońca ambra zmienia kolor i zapach. Jaśniejsze grudy charakteryzują się łagodniejszym, bardziej przyjemnym aromatem przypominającym zapach skóry czy żywic. Niektóre ambry charakteryzują się cytrusowym szczytem aromatycznego spektrum.

 

Testując bardzo dojrzałe, jasne ambry zauważyłam, że z czasem nabierają one kremowago aromatu sezamu (uczestnicy moich warsztatów świetnie to wiedzą). Aby ciemna, świeża ambra zamianiła się w tak zwaną ambrę białą potrzeba około trzydziestu, czasem nawet czterdziestu lat.
Podróbki
Rynkowa cena ambry zaczyna się od około 100 złotych za gram. Nazywanie ambry złotem morza nie jest więc przesadą.
Ambrę podrabia się więc - jak większość cennych rzeczy na tym świecie. Ambrowe podróby prokuruje się z kleju, plasteliny, modeliny albo gipsu, barwi za pomocą Coca-Coli i farb. Moczenie w Coca-Coli sprzyja także uzyskaniu charakterystycznej struktury.

 

Skład chemiczny poszczególnych grud ambry jest różny - stałymi elementami są właściwie tylko bezzapachowa ambreina i steroidy. Można natomiast rozpoznać ambrę po jej właściwościach fizycznych. Grudki różnią się, co prawda, kolorem, lecz charakterystyczny aromat, topliwość w temperaturze 62% stopni Celsjusza i wydzielanie białego dymu w temperaturze 100 stopni jest wspólne dla wszystkich ambr.
Od grud żywicy (często mających podobne parametry oraz wyraźny, przyjemny zapach) odróżnia ambrę brak przejrzystości.
Naturalna ambra w perfumach
We współczesnych (oraz współcześnie obecnych na rynku) kompozycjach perfumeryjnych ambry nieomal nie stosuje się.
Powodów jest kilka.
Cena
Nie sądzę, by kogoś dziwił fakt, iż w perfumach kosztujących 100 zł za flakon nie ma naturalnej ambry. Ani grama.

Utrzymanie jakości kompozycji
Ambra jest składnikiem nie tylko naturalnym, ale także nieprzewidywalnym. Tworząc kompozycję ambrową na bazie jednej partii esencji nie sposób przewidzieć, jak pachniała będzie kolejna partia. Co za tym idzie - trudno jest zapewnić klientowi produkt o stałych parametrach.
Trudności w pozyskiwaniu
Zasoby ambry mogły zaspokoić popyt rynku perfumiarskiego w czasach, kiedy perfumy były towarem używanym jedynie przez najbogatszych. Faraon mógł sobie kadzić ambrą i kąpać się w pachnących olejkach - dziś jednak, gdy luksus perfumowania się stał się rzeczą powszechną, światowe zasoby ambry zwyczajnie nie sa wystarczające, by nasycić rynek.

 

Względy ekologiczne
Pomimo, iż świeża ambra nie jest ambrą najcenniejszą dla perfumiarstwa, polowania na wieloryby w celu pozyskania tłuszczu i ambry nie ustawały, póki istniał popyt na te substancje. Dlatego w roku 1977 zakazano oficjalnie stosowania naturalnej ambry w perfumiarstwie. 28 lat później w większości krajów zakaz zniesiono, wprowadzając jednak kontrole dotyczące jej pochodzenia. Do używania naturalnej ambry w perfumach przyznają się obecnie tylko dwie firmy: l'Artisan Parfumeur i Parfums MDCI. W perfumach pozostałych firm znajdziemy naturalne lub syntetyczne substytuty.



Co nam pachnie w ambrowych perfumach?
Substancją dystynktywną dla zapachowego spektrum ambry jest terpen nazywany ambreiną. Można go wyizolować rozpuszczając grudkę ambry w podgrzanym akloholu. Sama ambreina nie charakteryzuje się intensywnym aromatem, jednak w wyniku utleniania zmienia się ona w silnie pachnący ambroksan.
Syntetyczny ambroksan jest aktualnie najpolularniejszym substytutem ambry. Poza nim do uzyskania aromatu ambry stosuje się ambreton, ambrinol, cetalox, cedramber, ambrox, amberlyn, lorenox, kaszmeran i wiele innych nowoczesnych syntetyków.
Oczywiście, syntetyki to nie wszystko. Do pozyskania nuty ambrowej używa się także substancji naturalnych pochodzenia roślinnego: przede wszystkim szałwii muszkatołowej,  nasion piżmianu właściwego (zwanego nie bez przyczyny ambrette), żywicy labdanum, styraksu czy pozyskiwanej z drzew ambrowca benzoiny. Substancjami pomocniczymi przy tworzeniu akordów ambrowych są, między innymi, wanilia, balsamy peru i tolu, kmin rzymski, gałka muszkatołowa, sandałowiec, opoponaks czy nasiona marchwi.
Ciekawostki
Ambra od wieków fascynowała ludzkość. Znajdowane na wybrzeżach aromatyczne kamienie zbiarano i palono jeszcze zanim odkryto, czym w istocie są.

 

Starożytni Egipcjanie używali ambry jako kadzidła. Najpierw w tylko w świątyniach, później także w pałacach. Nieco mniej starożytni używają jej do dziś do do aromatyzowania ekskluzywnego tytoniu papierosowego i fajkowego.
Starożytni Grecy wierzyli, że ambrowy aromat hipnotyzować syreny. Na podobnej zasadzie, jak bezoary hipnotyzowały muzy. :)
Przez lata wierzono także w lecznicze właściwości ambry. Starożytni Gracy i Rzymianie dodawali sproszkowaną ambrę do przygotowywanych na bazie wina mikstur leczących ropnie, wrzody i... oziębłość płciową.
Podczas pandemii zwanej Czarną Śmiercią w XIV wieku wierzono, że noszona przy sobie grudka aromatycznej ambry chroni przed zarażeniem dżumą.
W wieku XVII wrócono do korzeni, czyli do spożywania ambry dla zdrowia. Tyle, że bez wina. :) Zwaną siarką morza substancję spożywano w eliksirach wierząc, że wzmacnia ona ciało i umysł.
Przez wiele stuleci ambra używana była jako afrodyzjak oraz składnik eleganckich potraw i napojów. Dodawano ją do czekoladowych pralin i czekolady pitnej. Jaja gotowane w ambrze były ulubioną potrawą Króla Anglii, Szkocji i Irlandii Karola II. Brzmi dekadencko, czyż nie?
W reżyserowanym przez Ridleya Scotta "Hannibalu" z  Anthonym Hopkinsem i Julianne Moore w rolach głównych Hannibal Lecter używa zapachu ambry jako sygnału mającego wskazać Clarice Starling miejsce jego pobytu. 



Wkrótce zaproszę Was do lektury krótkiego przeglądu perfum ambrowych. Nie mam pojęcia, jak sprawić, by był krótki...
* Fragment tekstu piosenki "Staruszek" autorstwa Andrzeja Waligórskiego
Źródła ilustracji:


środa, 10 października 2012

Crystal D'Ambre Keiko Mecheri


Keiko Mecheri jest japońską malarką i pianistką, która w pewnym momencie swojego życia postanowiła stać się amerykańską perfumiarką. Nie wiem, jak dobra była w dziedzinach sztuki, którymi zajmowała się wcześniej, ale jeśli jej kunszt porównywalny był z perfumiarskim, to jest to spora strata dla malarstwa i muzyki. Szczególnie, że w tamtych dziedzinach na chillout popyt jest spory.


Zapachy Keiko Mecheri przedstawiane są jako tłumaczone na język zapachu wspomnienia, opowieści o dalekich podróżach, tkaniny, doznania, emocje. Mówiąc o perfumach Keiko nie opowiada o składnikach, chemii, rzemiośle. Twierdzi, że intuicyjnie decyduje o tym, czym ostatecznie stanie się stworzona przez nią kompozycja decyduje intuicyjnie. Stawia sobie jeden tylko warunek: perfumy muszą "pięknie pachnieć i przyjemnie się nosić". I kiedy poznaje się i nosi perfumy Mecheri rzeczywiście są one ładne i łagodne.

Lubię jej kompozycje. Poznałam ich kilkanaście, recenzowałam dwie i żadna nie była mi ewidentnie przykra. Mam z nimi inny kłopot.

wtorek, 9 października 2012

Które perfumy Rasasi chcesz wygrać?


Kochani, nie wiem, czy zauważyliście, że dziś wczesnym rankiem na prawym pasku bocznym SoS pojawiła się bardzo interesująca ankieta.

 

Zgodnie z zapowiedzią sprzed kilku dni, szykujemy się do obchodów arabskiego Święta Ofiarowania Id al-Adha. 

عيد الأضحى

Z tej okazji razem z Panią Justyną z perfumerii orientalnej Yasmeen szykujemy dla Was flakonik prawdziwie arabskich perfum. Ankieta pozwoli Wam wybrać, który z zapachów mającej siedzibę w Dubaju firmy Rasasi stanie się nagrodą w świątecznym konkursie. Opisy i nuty wszystkich proponowanych zapachów znajdziecie na stronie sklepu Yasmeen.


Zapraszam do głosowania. Wszystko w Waszych rękach. :)

poniedziałek, 8 października 2012

O testowaniu perfum słów więcej, niż kilka


Dziś post z serii gawęd osobistych.
Wspominałam kilkukrotnie o tym, że testowanie perfum wywróciło mi życie do góry nogami. Ponieważ temat wciąż wraca, dziś Wam o tym opowiem.

 

Jestem wąchaczem. Od kiedy pamiętam - wącham wszystko. Kiedy byłam dzieckiem okropnie irytowało to moją mamę - nie potrafiła zrozumieć, że obwąchuję potrawy, ubrania, zabawki, pościel, ją wreszcie nie dlatego, że śmierdzą, tylko dlatego, że... wręcz przeciwnie. Nawet pozornie nieatrakcyjne wonie mnie fascynowały.

Kiedy zaczęłam używać kosmetyków, samodzielnie wybierać płyny do kąpieli i mydła, kremy i balsamy, szampony, odżywki i toniki - zapach stał się ważnym kryterium wyboru. Czasem najważniejszym.
Eksperymentowałam też z nadawaniem zapachu przedmiotom niepachnącym i tymi pomysłami podzieliłam się z Wami w TYM wpisie. Pokazuje on, jak ważne przez lata było dla mnie otaczanie się zapachem. Tymczasem teraz... Poszczę. :)

niedziela, 7 października 2012

Emerald, Ruby i Sapphire Cuarzo Signature


Cuarzo znaczy kwarc. Brzmi jak oczywistość, ale i tak sprawdziłam w słowniku niemiecko - hiszpańskim (taki mam, a pierwsze przymiarki do recenzji robiłam gdy wszystkie komputery w domu były wyłączone), bo przecież ani szafir, ani rubin, ani szmaragd kwarcami nie są. Tajemnicza sprawa. :)


Kolekcja Cuarzo Signature to najbardziej ekskluzywna z propozycji hiszpańskiego perfumiarza Ramona Bejara. Przykład tego segmentu niszy, w którym niszowość wiąże się z ekskluzywnością produktu, nie rewolucyjnością kompozycji zapachowej. Perfumy z tego segmentu są zwykle świetnie, z wysokiej jakości esencji poskładane, lecz dość zachowawcze. I wszystko się zgadza. Bejar rewolucję czyni w serii zapachów Ramon Molvizar, nie tu.

Każdy z wyglądających jak kryształ kwarcu, numerowanych flakonów kryje w swym wnętrzu prawdziwy klejnot. Szafir, rubin lub szmaragd. Każdy z kamieni jest inny, starannie wybrany, wyjątkowy. W opisie producenta znajdziemy jeszcze opowieść o energii kamieni i ich wpływie na psychikę i zdrowie człowieka. 

Ponieważ swój pogląd na skuteczność litoterapii (leczenia kamieniami) wyraziłam już wcześniej, przy okazji recenzowania perfum z drugiej kamiennej kolekcji Ramona Bejara, dziś podkreślę tylko raz jeszcze, że jedynym, co mnie w tym przypadku interesuje jest zapach. O "dowiedzionych, umysłowych i duchowych właściwościach"* klejnotów i o tym, że "w zgodzie z ich wewnętrznym składem, klejnoty posiadły skupienie czystej energii"*, która "równoważy dezorganizację pochodzenia cielesnego i duchowego"* nie napiszę ani słowa. Obawiam się, że mój komentarz nadawałby się wyłącznie do przytoczenia w kabarecie. Będzie o perfumach.


sobota, 6 października 2012

Dhan Al Oudh Al Nokhba Rasasi


Ach, te orientalne pachnidła!
Jeśli nie macie jeszcze dosyć oudów, orientu i mojego pisania - zapraszam Was do lektury.

Moje zasoby olejków już się skończyły, tym razem będzie więc opowieść o perfumach arabskich treści, lecz europejskich w formie. Dhan Al Oudh Al Nokhba edp. 




Dotkliwy dotyk orientu


Już pierwsze nuty dowodzą dobitnie, że na formie kompromisy się kończą. Dhan Al Oudh Al Nokhba to pachnidło bezpardonowe.

Niepokojące połączenie popielistej goryczy skoncentrowanego akordu przyprawowego ze słodyczą podsuszonych, kandyzowanych owoców wydaje się początkowo zbyt dziwne i zbyt trudne dla europejskiego nosa. Szczególnie, że atonalny ten akord zestawiony został z oudem o równie nietypowej urodzie. Brudnym, zwierzęcym; gęstym i lepkim jak smoła, wytrawnym jak fusy z kawy. Nawet sandałowa baza brzmi tu, jak gdyby przeczołgał się po niej niedźwiedź.

piątek, 5 października 2012

Madonna Truth or Dare


Kiedy zadałam Wam pytanie o to, co zmienilibyście na SoS, najczęściej chyba powtarzającą się sugestią było życzenie, by częściej pojawiały się tu recenzje zapachów popularnych. Nie ukrywałam wówczas, i nadal tego nie robię, że nie do końca taka jest idea tego bloga.
Zapachy tego typu będą pojawiały się jak i poprzednio: "nieczęsto". Bo to nie prawda, że nie lubię zapachów z mainstreamu. Niektóre lubię. A i czasem zdarzy się, że do testów skusi mnie nie sam zapach, lecz osoba mi go polecająca. Tym razem jest to osoba. Diggerowa, dopięłaś swego! :)


Znacie zabawę w "prawda czy wyzwanie"? Głupia straszliwie. A podniesiona do skali absurdalnej, jak w "Pannie Nikt" Tomka Tryzny wręcz przerażająca. Jest to jednak odpowiedź na charakterystyczną dla okresu adolescencji potrzebę imponowania rówieśnikom, dowodzenia swojej wartości.

Być może miałabym pewne nadzieje na dziwoląga z wykopem związane z nazwą tych perfum, gdyby nie dwie kwestie. Po pierwsze Madonna czas temu jakiś z młodzieńczą werwą przekroczyła pięćdziesiątkę i ten etap życia powinna już mieć za sobą. Po drugie w kontekście Madonny "prawda czy wyzwanie" bardziej niż z grą kojarzy się z filmem dokumentalnym "W łóżku z Madonną" znanym w USA pod ocenzurowanym tytułem "Truth or Dare". Film oglądałam i perfumy pachnące "w ten sposób" raczej nie byłyby dla mnie. Inna kwestia, że perfumy pachnące gardenią, tuberozą i jaśminem też nie są.

Od czego jednak są kusiciele?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...