Montale Orient Extreme

.
Skoro już obrabiam pupę panu Montale, to dorzucę jeszcze jeden kamyczek do tego ogródka.

Orient Extreme… Czego spodziewałam się po zapachu nazwanym w ten sposób? Ekstremalnej słodyczy, miękkiego przepychu, misternej drzewności, delikatnych zapachowych arabesek. Oczekiwałam unoszącego się wokół ulotnego złota, kandyzowanych owoców, delikatnego dymu kadzideł, leniwego erotyzmu. Wiele oczekiwałam.
I choć od początku pewna byłam, że będzie to zapach nie dla mnie, to jednak sądziłam, że będzie nie dla mnie w inny sposób. Zakładałam, że będzie po prostu zbyt ładny. Tymczasem jest brzydki – zbyt brzydki nawet jak na wymagania zapachowego turpisty, za jakiego bywam uważana.

Przede wszystkim uderza w Orient Extreme wrażenie nadgniłego zielska. Coś pomiędzy wodą z wazonu a wierzchem kompostownika po deszczu. Okropna nuta wywołująca w moim umyśle obraz tego, co zobaczymy po uniesieniu leżącego na wilgotnej ziemi spróchniałago pnia: białe, chore z braku słońca, poskręcane, bulwiaste kłącza i tłuste, kłębiące się bezradnie pędraki.
I to nic, że pod tym pniem znajdziemy także mnóstwo zgniecionych różanych płatków. To nic, że to pień sandałowca. To nic… nie pomaga.

Irytująca nuta czasem zdaje się karykaturą oud – jak gdyby proces mikozy przebiegał zbyt intensywnie, czasem zalatuje nadgniłym fenkułem, czasem przemrożonymi kartoflami, a czasem czymś, co znam, a czego nie potrafię zidentyfikować. Ogólnie jednak zawsze jest fujaśna.

I właściwie tu mogłabym skończyć. Bo cóż z tego, że pod tą warstwą drzemią pikantne, aromatyczne przyprawy z bardzo ładnie wydobytą nutą gałki muszkatołowej i róża, która naprawdę jest gniecionymi bladymi płatkami, a nie bułgarskim rożanym olejkiem? Cóż z tego, że po kilku godzinach na skórze zostaje coś, co przy sporej dozie uporu określić można mianem ostrego, podejrzanie kwaśnego orientu? Cóż z tego, że zapach jest intensywny, a posikany cedr w bazie trwa i trwa…?

Otóż nic z tego, bo i tak kompostownik zdominował zapach. Orientalny kompostownik to rzeczywiście jakieś ekstremum, ale jakoś nie tego szukałam.

Data powstania:
Twórca: Pierre Montale

Nuty zapachowe:
wschodnie róże, sandałowiec z Mysore, przyprawy ze Sri Lanki, piżmo, benzoin

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Vanilla Ice Cream by Demeter

Wylizany wafelek Po lodach Nie wiem nawet, czy waniliowych, czy śmietankowych, czy karmelowych może. Vanilla Ice Cream pachnie dokładnie tak, jak gdyby ktoś porzucił mocno

Czytaj więcej »

Black Oud LM Parfums

Nie lubię marudzić. Źle się czuję jako zrzęda. Dlatego przed (ewentualnym) kolejnym pęczkiem zapachów Mad et Len postanowiłam sprawić sobie przyjemność. Przyjemność drogą, niedostępną i

Czytaj więcej »