Najlepsze i najgorsze perfumy roku – subiektywnie i z przymrużeniem oka

Podsumowania roku zawsze mnie stresują. Bo a nuż o czymś zapomnę, coś przeoczę? Coś ważnego!

Tym razem spięłam się jeszcze bardziej, bom chora i impulsy elektryczne w mózgu trochę nie hulają i jakoś nie ma chemii. Neurochemii też nie.  Doszłam jednak do – bardzo niezwykłego jak na mnie – wniosku, że blog nie może leżeć odłogiem i co będzie, to będzie.

I oto jest, co jest. Miłej lektury.

Debiuty

Rok 2016 był to dziwny rok. Na rynku zadebiutowało kilka nowych marek i niektóre nawet miały piękne polskie premiery. Perfumeria Quality w efektowny sposób wprowadziła na Polski rynek premierowe Amouroud i Jeroboam.

Lu’lua wzbogaciła swoją ofertę o marki mniej nowe, jednak na tyle atrakcyjne, że warto o nich wspomnieć: Zoologist Perfumes, Imaginary Authors, Kerosene czy BeauFort London.

 

Wróciła do gry kultowa (piszę to z wahaniem, bo słowo mocno nadwyrężone, ale tu chyba na miejscu) marka Nasomatto. Bogata, hedonistyczna Baraonda to kolejna kompozycja Alessandro Gualtieriego, która nie jest blamażem. Wręcz przeciwnie – nosi się świetnie i długo.

Najlepsze marki

Najdziwniejszą jednak niespodzianką roku 2016 okazał się fakt, że moje serce i palmę pierwszeństwa w kategorii „najlepsza marka roku” zdobyły firmy, których perfumy na SoS pojawiały się rzadko lub wcale.

W lidze perfum niszowych/luksusowych najlepszą marką roku jest – w mojej opinii – Amouage. Pięć premier, z czego dwie mnie absolutnie zachwyciły. Klasyczne, eleganckie, nienatrętnie męskie Bracken Man uważam za perfumy w swej kategorii absolutnie mistrzowskie. Natomiast popieliste, bogate, iście niszowe Myths Man to kolejny dowód na to, że można połączyć luksus z bgezkompromisowością. Do puli dobrych propozycji Amouage dorzucę jeszcze Opus X należący do ogólnie bardzo dobrej The Library Collection. Chapeau bas!

Drugą marką, którą odnotowuję w tym miejscu z wielkim zdziwieniem i równie wielką radością jest Yves Rocher. Po nieznośnie syntetycznych Ambre Noir z 2013 roku trochę przestałam śledzić nowości Yves Rocher, jednak magiczne słowo oud zawsze działa. Tak więc najpierw moją uwagę przykuła promocja Rose Oud. Testowałam bez wielkich nadziei, tymczasem okazało się, że oto na rynek weszła bardzo przyzwoita róża z oudem w bardzo przyzwoitej cenie. Dosłownie chwilę po Rose Oud na rynek wszedł przyjemny, choć niezbyt trwały Cuir Vetiver. A potem największe olśnienie: kadzidlany, zmysłowy Accord Chic – wielki zapach za niewielkie pieniądze.

I na koniec dodam jeszcze, że seria Eau Gourmande, w której w 2016 zadebiutowały cztery zapachy zawiera co najmniej dwie warte uwagi pozycje. A może trzy? 🙂

W pozostałych rolach

Dobry rok miała marka Hermes, która wprowadziła na rynek pięć kompozycji (Galop d`Hermes, Muguet Porcelain z serii Hermessence, Eau de Néroli Doré, Eau de Rhubarbe Ecarlate oraz Eau des Merveilles Bleue, które przemknęły niezauważone). Dwie z nich uważam za świetne: bardzo popularne Galop d`Hermes oraz mniej popularne, za to absolutnie czarujące Eau de Rhubarbe Ecarlate oparte na jednej z najbardziej urokliwych nut owocowych – rabarbarze.

Carner Barcelona zaproponowało trzy premiery: Black Calamus, Sandor 70’s, Rose & Dragon – dwie przyzwoite i jedną bardzo dobrą. mam na myśli oczywiście drzewny, charkterny Black Calamus.

Najlepsze perfumy

Zacznę od perfum, które nieomal nabyłam – spontanicznie, po pierwszym teście  w sklepie. Ambre Eternel Guerlain. Piękna, bursztynowa mikstura z ambry, skóry i nut drzewnych. Subtelnie pikantna, subtelnie słodka, aromatyczna po kokardkę. Oto dowód, że nadworny perfumiarz Guerlain Thierry Wasser wciąż zdolny jest do czynienia cudów. W przerwach między czynieniem popkultury.

Gdyby paryski butik Guerlain miał w ofercie próbki, pewnie bym potestowała i kupiła. Ale ponieważ próbek nie mają – żądza posiadania flakonu ulotniła mi się wraz z perfumami.

Drugą premierą roku 2016, o której warto wspomnieć jest  Orris & Sandalwood Jo Malone, za którym stoi znany między innymi ze stworzenia męskiego Interlude Amouage Pierre Negrin. Perfumy dziwnie piękne, tłusto maślane, ewidentnie mające lekkiego fioła. Tylko dla miłośników irysowego kłącza.

I na koniec, dostępne w Polsce, pieprzne cudo od Comme des Garcons – Black Pepper. Zapach dokładnie taki, jak zapowiada nazwa.

Flankery

W kategorii flankerów wygrywa Angel Muse Thierry’ego Muglera. Paczulowo – orzechowy, w sam raz słodki i w sam raz niszowy. Chyba nosiłabym.

Bez wstrętów nosiłabym też kolejny flanker Muglera – A*Men Pure Tonka. Choć po Pure Wood (które mam, ale nie noszę) ekscytacja kolejnymi wersjami A*Mena chyba już mi przeszła.

Pachnące rozczarowania

Nie mam nic przeciw słodkim kompozycjom. Nie mam także nic przeciw urokliwym słodziakom dedykowanym młodym dziewczynom albo paniom z młodą duszą. Jednak kiedy na rynek wchodzi landrynkowy słodziak pod tytułem Poison… to jest dysonans poznawczy. Poison to legenda. Zapach niebanalny, zmysłowy, grzeszny. Landrynkowe Poison Girl Christian Dior wprowadzone na rynek w 2016 roku to nie są perfumy grzeszne. Nie są nawet niegrzeczne. Chyba, ze mówimy o zostawieniu ziemniaczków.

Podobnie rozczarowana byłam Black Opium Yves Saint Laurent, na które czekałam niecierpliwie i z nadzieją. W dniu premiery pobiegłam do zatłoczonej, paryskiej Sephory, wzięłam próbkę i… Ani to Black, ani Opium. Wersji edt czy tegorocznej edycji Black Opium Nuit Blanche także bliżej do kompozycji w stylu Amor Amor Cacharel, niż do klasycznego Opium.

Zdaję sobie sprawę z tego, że zasady rządzące rynkiem są bezlitosne i że recycling raz wypromowanej nazwy to zabieg sprytny, jednak mam prawo nie być zachwycona sposobem, w jaki robią to Dior i YSL.

Co ciekawe, ten trend się nasila. Chanel właśnie nauczyło się od YSL i Guerlain odcinać kupony od kultowych kompozycji. Nie tylko przez ciągłe pompowanie rynku zbytu na klasyka nad klasykami, czyli Chanel No.5, lecz także wrzucając w pełne rekinów wody rynku nowe przynęty. Po, bardzo udanych,  Chanel Eau Premiere (2007) i Chanel Eau Premiere 2016 już rok później na rynek wkroczyła Chanel No.5 L’Eau. No ok. Wkroczyła. Ile łączy ją z klasykiem? Poza nazwą – niewiele. Ale przyznaję, że zmydlenie No.5 mniej mnie uwiera, niż zlandrynienie Poison.

Trendy, trendy

Na koniec dwa smaczki z perfumeryjnego światka, o których wspomnieć warto, choć nie są to smaczki związane z zapachem.

Pierwsza niespodzianka to prowokujący, śmieszny flakonik, w który marka Moschino zapakowała jedną z premier 2016 roku – perfumy Fresh Couture. Sam zapach jest dość banalny, ale flakonik pięknie nawiązuje do, zarzuconej ostatnio, tradycji tworzenia flakonów inspirowanych przedmiotami codziennego użytku (więcej przykładów tutaj: KLIK).

Kontrowersje chyba nie posłużyły sprzedaży, a szkoda. Czy świadczy to o braku poczucia humoru u klientów, czy raczej o tym, że w perfumach jednak poszukujemy namiastki luksusu, a nie zabawy – trudno ocenić. Ale pomysł odnotować warto.

Drugi kontrowersyjny pomysł marketingowy, bez którego to podsumowanie nie byłoby kompletne to niesamowita, obrazoburcza wręcz, dziwaczna reklama Kenzo World. Na tle zalewających nas ostatnio topornie zmysłowych, ociekających tanim erotyzmem i okrutnie sztampowych reklam perfum jest to prawdziwy unikat. Unikalny na tyle, że poświęciłam mu osobny wpis, który polecam na Nowy Rok i nie tylko: KLIK

A jeśli zastanawiacie się, dlaczego zapomniałam o najnowszych perfumach mojego ukochanego Oliviera Durbano to… nie zapomniałam. 

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

24 komentarze o “Najlepsze i najgorsze perfumy roku – subiektywnie i z przymrużeniem oka”

    1. Klaudia Heintze

      Testowałam. Pierwotnie to jego zamierzałam nabyć, ale Ambra okazała się ciekawsza, bo SR to jednak kolejny, ładnie zbalansowany oud z różą. Ostatecznie tym razem postąpiłam zgodnie z zasadami i nie kupiłam flaszki po teście sklepowym.

  1. Cudowny, smakowity wpis! Czytałam z szerokim uśmiechem na twarzy 🙂 Uwielbiam!
    Moc serdeczności w 2017 roku! Duuużo zdrówka i spełnienia marzeń :*

    1. Klaudia Heintze

      Mnie się podoba kokos i mandarynka. Ale i wanilia daję radę – jeśli ktoś jest fanem.
      Oczywiście w swojej, szczególnej kategorii.

  2. Muszę to napisać: Accord Chic to dla mnie rozczarowanie roku, zapach do bólu nijaki i wiele osób podziela moją opinię. Nie wiem co on robi w tym zestawieniu.

    1. Klaudia Heintze

      Tak to już jest, ze nie wszystkim podoba się to samo. Życzę wielu zachwytów. Wcale niekoniecznie takich samych, jak moje. 🙂

  3. Atqa Beauty Blog | atqabeauty.com

    Dla mnie Accord Chic YR to ogromne zaskoczenie. Po pierwsze dlatego, że nie jest to prosty zapach i wprowadzenie go przez popularną markę jest posunięciem dość ekstrawaganckim, acz chwalebnym. Po drugie – i to już zarzut, nie pochwała – to niemal kopia EDP Nu YSL.

    1. Klaudia Heintze

      Ha! Dokładnie! Jedna z największych wad AC jest jednocześnie jedną z największych jego zalet. 😀

  4. Ciekawe, ciekawe…i pouczające. Widzę, że muszę nadrobić małe zaległości perfumeryjne. Dobrze, że Ty Klaudio trzymasz rękę na pulsie 🙂
    Dziękuję.

  5. AlessaSusannah

    Lecę poszukać tej reklamy Kenzo. 😊 I koniecznie muszę sprawdzić, gdzie jest najbliższy mojemu miejscu zamieszkania salon Yves Rocher! 😁

    PS Urocze zdjęcie!

  6. Klaudio, życzę Ci przede wszystkim zdrowia, i niech ten rok przyniesie Ci same radości i wspaniałe odkrycia perfumeryjne :*

    Jak zawsze świetny wpis :))

    Miałam okazję poznać jeden z zapachów Kerosene a mianowicie follow, cudna aromatyczna kawa. Zakochałam się w tym zapachu! Cud, syrop klonowy, wanilia i ambra 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Remont okiem perfumomaniaka

Remont. Czy muszę cokolwiek dodawać? Poza tym, że wykazałam się wielką naiwnością sądząc, że uda mi się kontynuować pisanie podczas gdy ekipa remontowa wali ściany,

Czytaj więcej »