Warto czekać - Renaissance Collection Amouage


Powiadam Wam: Perfumeria Quality nakręciła taki hype na tę premierę, że nawet ja czekałam na Renaissance Collection od Amouage jak gruby kot na chrupki. I doczekałam się! A przy okazji donoszę, że mam i dla Was zestawy próbek od Quality Missala, bo oni dobrze wiedzą, że wszystkim nam teraz łapki drżą. 😁

Tak więc na końcu rozdawajka, a teraz... zapraszam Was w podróż. Nie całkiem do Włoch i nie całkiem w przełom XV i XVI wieku, ale obiecuję, że nie będziecie rozczarowani.


Renesansowa Kolekcja jest znacząca dla Amouage. To pierwsze premiery po dużych zmianach w zarządzie marki i także pierwsze premiery nowego CEO (Chief Experience Officer) Renauda Salmona.

W wywiadzie dla Fragrantiki Renaud Salmon opowiedział o powstaniu w Amouage niezwykłego tworu zwanego Kolektywem Kreatywnym. Złożone z "kreatywnych jednostek" w tym grafików, muzyków i, oczywiście, perfumiarzy ciało umożliwić ma tworzenie spójnych wizji łączących koncepcję zapachu, kompozycję oraz jej oprawę.

Sukces Renaissance Collection jest więc krytyczny zarówno dla Salmona, jak i dla Amouage. Opóźnienie premiery i pierwszych dostaw budziło pewien niepokój wśród fanów, ale raczej niewielki, bo w 2020 tyle rzeczy się opóźnia, że już przywykliśmy.
Poza opóźnieniem premiery Cyberpunka 2077. To tego nie zamierzam przywykać. 😠

Kiedy w końcu w moje ręce trafiły próbki całej barwnej kolekcji, kiedy mogłam wreszcie nacisnąć atomizerki i odetchnąć bukietem pachnących molekuł, pierwsza myśl brzmiała: warto było czekać.



Ashore

Ashore to perfumy inspirowane słonecznym dniem na wybrzeżu Ras Al-Jinz. Zapach jest olśniewająco jasny, kładzie się na skórze jak słońce, a my każdym nerwem czujemy orient. Ten elegancki, w barwach złota i kości słoniowej. Ten komfortowy, niespieszny nastrój spacerów po plaży. Ciszę prywatnego kurortu i gładkość jedwabiu muskającego skórę.


Pierwsza nuta uderza w ciało jak powiew gorącego powietrza. Jaśmin. Jaśmin stężony, gęsty, upojny. Esencja nie pozostawiająca żadnych wątpliwości co do tego, że powstała z tysięcy delikatnych, zabójczo uwodzicielskich kwiatuszków o barwie kości słoniowej.
Jaśmin ze wszystkimi jaśminowymi niuansami: śmietankową kwiatowością i gęstym jak lanolina akcentem animalnym.
Jaśmin olśniewająco piękny i otumaniająco naturalistyczny.

O bogowie wszystkich stron świata! Jaki to jest jaśmin!


Na drugim planie czają się akcenty pikantne. Dzielnie walczące o przestrzeń i z gracją ulegające jaśminowej potędze.
Różowy pieprz barwiący jaśminowe policzki rumieńcem ekscytacji.
Kardamon brzmiący jak haust świeżego powietrza.
Kmin podnoszący temperaturę i mający w nosie to, że innym za ciepło.

Trzeci plan to typowe nuty orientalne - wspaniale naturalistyczna ambra i subtelnie popieliste nutki dymne przesuwające zapach w stronę jaśminowego kadzidła.  

I jeszcze ostatni akcent: mięciutki sandałowiec ułożony tak, by wtapiał się w kremową część spektrum zapachowego tego wspaniałego, wielowymiarowego, omnnipotentnego jaśminu.


Ashore to pozornie perfumy po prostu jaśminowe. Przypominające mocą i sposobem prezentacji jaśminu pierwsze partie Aliena - nie mylić z kastrowanymi Alienami dostępnymi w drugiej dekadzie XXI wieku.
Jednak kiedy zbliżymy nos do skóry. Kiedy zamkniemy oczy i wsłuchamy się w akordy tworzące tę kompozycję - zauważamy, że tyle się pod tym ekskluzywnym i zbytkownym jaśminem dzieje... Że Mackenzie Reilly zamiast pójść na łatwiznę i usadzić nas w sterylnym, ociekającym złotem wnętrzu rzeczywiście zabiera nas w podróż. Oferując luksus znacznie większy, niż najbardziej bogato urządzone komnaty. Pustą plażę. I całe słońce tylko dla nas.


Data premiery: 2020
Kompozytorka: Mackenzie Reilly
Projekcja: początkowo razi (w sensie w zmysły), ale człowiek się oswaja, a i Ashore przysiada i nosi się dobrze oraz wyczuwalny jest dobrze. Bez ekscesów.
Trwałość: dobra, choć po TAKIM jaśminie oczekiwałam powalającej

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: różowy pieprz, kardamon, kurkuma
Nuty serca: jaśmin sambac, róża i nuty słoneczne
Nuty bazy: ambra, olibanum (kadzidło frankońskie), sandałowiec





Crimson Rocks

Według opowieści, w którą wyposażył te perfumy dyrektor kreatywny marki (bo to dyrektorzy kreatywni odpowiedzialni są za te cudowne gawędy, które sprzedają nam zapach) Crimson Rocks to karmazynowa czerwień róż, kwitnących w górach Al-Hadżar oraz rdzawy odcień skalistych szczytów, oświetlonych promieniami zachodzącego słońca.


Otwarcie Crimson Rocks mówi wszystko.


To nie będą perfumy rewolucyjne.
Ale!
To będą perfumy bardzo, bardzo ładne.


 

Róża z cynamonem - duet znany i lubiany.
Wygrzany dodatkowo aromatem muszkatu, kawy i kurkumy.

Podbity dwoma kontrastowymi nutami, które w sposób niesamowity poszerzają spektrum.
Eteryczny, czarrrrny, nieomal niszowy pieprz wyciąga zapach w górę granią ostrą i chłodną jak kamień.
Nuta miodowa, z bardzo rozważnie wyciszoną słodyczą fantastycznie obniża środek ciężkości kompozycji, przyklejając ją do skóry tak, jak spojler dociska samochód do szosy. O ile rozwiniemy odpowiednią prędkość.

Crimson Rocks tę prędkość ma. Zapach stworzony przez Domitille Michalon-Bertier tworzy aurę, która oddziela od świata. Jak kilometry połykane w bardzo ekskluzywnym samochodzie - generuje poczucie własnego mikroklimatu.
Nosząc Crimson Rocks czuję drżenie powietrza, jego nacisk na skórę. Słyszę szum świata i mam to niesamowite, dające poczucie wolności poczucie, że jest to świat poza mną.


Rozpędzone, ustabilizowane w metaforycznym pędzie perfumy pozwalają skupić się na niuansach. Wspaniale, butnie surowe akordy drzewne złożone z miękkością róży tworzą ekscytujący kontrast. Wyraźna przez pierwsze kwadranse nuta kawy niepostrzeżenie morfuje w popielisty kmin, który pozwala kompozycji Bertier uczynić krok w kierunku niszy.

Tym, co najbardziej w Crimson Rocks zaskakuje jest narastająca (na szczęście do pewnego momentu) obecność nut cytrusowych. Subtelne, kwaśne inkrustacje dają sercu kompozycji świeżość i lekkość, której nie oczekiwaliśmy. Lecz jednocześnie tworzą pęknięcia w luksusowej i wygodnej konstrukcji zapachu. I nie wiem, co o tym zabiegu sądzić.
Bo sprawia on, że perfumy Domitille Michalon Bertier są ciekawsze. Ale zarazem jakieś takie... niekonsekwentne.


Baza Crimson Rocks to już czysty komfort. Perfumy wygodne jak czerwona limuzyna, pozwalające bez wstrząsów sunąć przez świat.

Myślę, że te perfumy - ich klimat i nasycenie olfaktoryczną barwą - przemówią do bardzo wielu ludzi.


Data premiery: 2020
Kompozytorka: Domitille Michalon Bertier
Projekcja: wyrazista
Trwałość: dobra, ale bez zachwytu z mojej strony. Wszystkie pozostałe perfumy Ranaissance Collection przeżywają Crimson Rocks o parę godzin. Co jest dziwne.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: różowy pieprz, cynamon
Nuty serca: róża, miód
Nuty bazy: dąb, cedr z Atlasu, wetiwer




Enclave

Enclave to zapisana olfaktorycznymi nutami chwila, w której słońce zachodzi nad fiordami Musandam.

I zarazem największy dziwak w kolekcji.


Otwarcie jest miętowe miętą zieloną, żywą, liściastą. A liściaste listki są jędrne, pokryte włoskami i przyprószone cukrem pudrem.

I nie wiem, jakim cudem udało się tę słodką miętowość opowiedzieć tak, by nie kojarzyła się z zapachem gumy do żucia, ale... udało się. Słodkie listki malują w wyobraźni dosłowny kontrast zieleni z bielą. Zapach po prostu ładny.

Pod uroczym parasolem miętowych listków brzmią nutki pikantne i nutki zielone. Kardamon i paczula złożone tak, by tworzyły kolejny kontrastowy duet.

Kolejny krok wgłąb zapachu odkrywa kolejny kontrastowy duet. Chłodne, jasne, słodko kamienne kadzidło i cudownie lepkie, nasycone olfaktoryczną barwą, skórzaste labdanum.

I jeszcze krok. Eteryczny pieprz i ziemista zieleń wetiweru.

I jeszcze... Cyprys - błękitny i szlachetny. I ślad kremowych nut kwiatowych. I, pojawiająca się dopiero po godzinie czy dwóch na skórze, melisowa cytrusowość ślicznie współgrająca z miętą.

Jeszcze jeden krok... I dochodzimy do jądra zapachu. Jądra otoczonego ruchliwymi molekułami wszystkich wymienionych wyżej nut i nutek. A jądro to pachnie suchą ambrą - szorstką i bladą, i suchą skórą - szorstką i ciemną.


Najbardziej w kompozycji Juliena Rasquineta urzeka mnie to, że brzmi ona prosto, lecz zarazem tyle się w niej dzieje! Bogactwo składników użytych z podziwu godną wstrzemięźliwością i wyczuciem tworzy perfumy złożone, lecz nieprzeładowane. Intrygujące, lecz nie uciążliwe. Perfumy wystarczająco śliczne i wystarczająco dziwne. Te dwie wystarczające cechy tworzą dzieło dalece  wykraczające poza śliczność i poza dziwność.  

Perfumy po prostu świetne!


Data premiery: 2020
Kompozytor: Julien Rasquinet
Trwałość: godzin kilka, czyli jak na tę serię, w normie

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: kardamon, mięta pieprzowa, różowy pieprz, cynamon
Nuty serca: róża, paczula, olibanum (kadzidło frankońskie), wetiwer
Nuty bazy: skóra, amber xtreme (IFF), labdanum



Meander

Meander to zapach, którego motywem przewodnim jest kadzidło pozyskiwane z drzew rosnących na płaskowyżu Zufar - w żyznej glebie oazy, otoczonej przez piaszczyste wydmy.
Czy ten pomysł może się nie sprawdzić?

Oj może. 😅
Ale tym razem Mackenzie Reilly utkała opowieść po prostu doskonałą!


Pierwszy akord tworzy pięknie jasna, mleczna wręcz nuta kadzidlana i charakterystyczny aromat nasion marchwi. Nasiona marchwi to nuta zdecydowanie niedoceniana; zapachowo balansująca między słodzonym kłączem irysa, fenkułem i nagarmothą. Tu dodatkowo, dla wzmocnienia przekazu, złożona z pudrową nutą irysowego masła i ziemistą nagarmothą właśnie.

Suchy irys plus nasiona marchewki plus nuty ziemiste dają otwarciu Meandra charakter osobliwie pustynny, pylisty, przykurzony. Nie jest to jednak banalne morze białego piasku. W suchym powietrzu nad spękaną ziemią kryje się wspomnienie wielkiej ulewy i rzek błota - wyschniętych teraz i poszarzałych.

Czający się pod tym miękkim, aksamitnym kurzem aromat miękkich, omdlewających róż ogrzewa kompozycję  oddając ciepło jak nagrzany słońcem piach po zachodzie słońca.


Drugi plan tej zwodniczo spokojnej kompozycji to kadzidło ponownie. Tym razem ukazuje nam Mackenzie Reilly zapach stopionych w żarze grudek. Nie spalonych, lecz wyraźnie tkniętych apetytem żarłocznego tlenu. Zatrzymanych w trakcie przemiany w popiół.

Pudrową marchew i maślanego irysa płynnie, łagodnie, niepostrzeżenie zastępuje kremowy sandałowiec dający kompozycji urodę nieco łatwiejszą, nieco mniej niszową i nieco bardziej... klasycznie urodziwą.


Spokojny, łagodnie dymny aromat kadzidła i kremowy zapach sandałowca trwają na skórze długie godziny. Subtelnie zblurowany irysem, tknięty kwiatową urodą narcyza i łagodnie dociążony nutami ziemistymi Meander umyka oczywistości i pozostaje zawieszony w przestrzeni pomiędzy sytą rozkoszą, a nirwaną bez pragnień.

Piękne miejsce.
Bardzo przyjemne doznanie.


Data premiery: 2020
Kompozytorka: Mackenzie Reilly
Projekcja: oszczędna
Trwałość: bardzo dobra

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: olibanum (kadzidło frankońskie), nasiona marchwi, czarny pieprz
Nuty serca: irys, róża, cypriol (nagarmotha), narcyz
Nuty bazy: olibanum (ponownie), wetiwer, sandałowiec



Rozdanie

Wyznam uczciwie, nie planowałam tak długiego tekstu. Spodziewałam się zamknąć te zapachy w krótkich, kilkuzdaniowych minirecenzjach, ale sami widzicie, że po prostu się nie dało. Zbyt ciekawe, zbyt złożone są to kompozycje; zanadto sugestywne opowieści malują.

I wiem. Wiem, że też chcecie je poznać, dlatego wraz z Perfumerią Quality Missala mamy dla Was pięć zestawów próbek Renaissance Collection. I mój syn zobowiązał mnie do napisania, że "śliczne te kartoniki". Serio: stanął nade mną i sobie zażyczył, żebym koniecznie Wam napisała, że śliczne. To napisałam. 😁



Aby zdobyć jeden z pięciu zestawów ślicznych kartoników zawierających śliczne fiolki ślicznych perfum wystarczy skomentować ten artykuł. A w komentarzu napisać, który z zapachów Renaissance Collection kusi Was najbardziej i dlaczego.

Rozdanko trwa przez tydzień, komentarze można więc dodawać do piątku 23 października włącznie.

W sumie dodawać można i później, tylko już będzie po losowaniu. 😁
Wyniki ogłoszę w sobotę 24 października. 2020 roku.

Miłej zabawy!


Komentarze

  1. Syn ma rację kartoniki śliczne, przypominają przekrój skał albo jakieś cenne minerały z pierścionków. Albo współczesną watę cukrową, bo teraz takie wydziwiaste robią 😉 Ale do meritum: sięgnęłabym od razu po Meander, kierując się nawet tylko kolorem flakonu – uwielbiam kolor zielony we wszystkich chyba jego odcieniach! I te nuty: jak czytam Twój opis od razu mam wizję i wracam w niej do czasów dzieciństwa, wakacji spędzanych na wsi i tego olfaktorycznego tygla. Nasiona marchwi mają specyficzny aromat, który bardzo lubię (polecam do testów ten pomarańczowy flakonik perfum Romeo Gigli😉), a irysy upodobały sobie ogród mojej babci – rosły tam na potęgę, ogromne, jakby wyjęte z jakiejś mrocznej baśni. A że ogród był stary, taki właśnie miejscami przykurzony, w zacienionych miejscach pachnący wilgocią i tą charakterystyczną wonią rozkładających się żyjątek, to nuty głowy idealnie odwzorowują tamten klimat… Rozgrzany letnim słońcem piach na wiejskich ścieżkach, te mdlejące róże, o których piszesz, to znowu wspomnienie zabaw wśród bujnie rosnącego kwiecia. A kadzidło? Moi dziadkowie (i babciowie) nie mieli kaloryferów i tym podobnych zdobyczy techniki, więc palili w piecach, były też ogniska i wonny dym unoszący się w powietrzu. I takie kadzidlane wrażenie dawały te różne gałązki i inne łatwopalne ingrediencje, niekiedy właśnie ledwo co nadpalone, żarzące się w ciemnościach…



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to jest pięknie napisane!
      I ile ciepła jest w tym wspomnieniu!
      Bardzo jestem szczęśliwa, ze mam tego bloga i mogę czytać takie ciepłe, urokliwe opowieści.
      Dziękuję Magdaleno. <3

      Usuń
    2. Ja też się cieszę, że jest taki blog, bo czytam go od baaaardzo dawna:) Lubię Twoją wrażliwość i te malarskie, magiczne opowieści:)

      Usuń
  2. Wspaniała opowieść. Zachwycają mnie kolory tych flakonów, są spokojne od samego patrzenia człowiekowi tak lżej na duszy. Najbardziej zaciekawił mnie Enclave, kocham miętę, sama hoduje i parzę herbatki z nią, nie ma dnia bez mięty. Kocham ją za właśnie te miękkie listki, za zieloność, za ukojenie. Chciałabym poznać jak można się nią bawić właśnie w perfumach. Pozdrawiam Monika Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Faktycznie te flakony są spokojne. Przynajmniej na zdjęciach, bo na żywo jeszcze nie widziałam.
      Mięta w Enclave jest wyjątkowa. Nawet jak na miętę!

      Usuń
  3. Pięknie napisane, tak, że od razu chce się testować. Każdy z zapachów, bez wyjątku, ale chyba najbardziej Enclave, bo lubię miętę i kadzidło i labdanum i całą resztę zamkniętą w tych perfumach. A tak na marginesie uwielbiam sposób w jaki Pani pisze i nawet jeśli po testach na skórze jestem już mniej zachwycona to i tak próbuję, żeby poczuć to, co czuje Pani w opisywanych zapachach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem krótko, jaśmin to moja zmora, 22 lata temu byłam w Tunezji i jedyny zapach który pamiętam właśnie z tej podróży to jaśmin czułam gintsm wszędzie i zabijał mnie swoją mocą, ale po przeczytaniu Twojej recenzji chyba jestem głupia bo ja chcę Ashore w sumie to nawet pragnę...co tu się zadziałało 🤔chętnie też poznam pozostałe kompozycje Meander 💚, Enclave 💙no chce je wszystkie w tych pięknych kartonikach. Dziękuję ,że znów przeniosłaś mnie w kosmos 💋

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako różomaniaczka nie byłabym sobą, gdybym nie przyznała, że to Crimson Rock do mnie nejbardziej przemówił... Te nuty, ten kolor flakonu i nawet ta odrobina cytrusów mówią: pokochasz mnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. "największy dziwak w kolekcji" - tak, poproszę. Ze wstążeczką.
    a poważnie: te, których recenzję akurat czytam. Masz dar obrazowego opisywania, ale tutaj trochę przeszłaś samą siebie. Trochę się martwię, bo teraz mam Oczekiwania :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, tu Ewelina :)
    Czytam sobie ten wpis i patrzę na zdjęcia krajobrazów i flakonów. I tak patrzę i nie wiem kiedy w głowie zrodziła mi się kolekcja biżuterii sutasz...
    Ashore ... I widzę piękny, okrągły kaboszon różowego kwarcu w pasmach sutaszu, z kryształami Swarovskiego, cyrkoniami i małymi koraliczkami. Do tego małe ale zgrabne kolczyki "Okruszki Koloru" :D

    Crimson Rock to dla mnie kerneole i kwarce truskawkowe w oprawie ze złotych nici i pereł od Swarovskiego, ciężki potężny wisior i zdobne, mało błyszczące kolczyki...

    Enclawe - tu sercem będzie piękny chalcedon, w zimnym, chłodnym kolorze lodowca otulony cudownie kremowo-złotymi sznurkami, błyskającymi na ciepło kryształkami i perłami.
    Chociaż ten larimar, który tak czeka na swoją chwilę też kusi...

    No i Meander... Tu ten akwamaryn o tym niespotykanym kształcie, takim innym i tym innym rysunku, o wyjątkowej krystalizacji... Ukryty w pasmach sutaszu z nitką AB, wśród koralików i kryształów...

    Ech, Sabbath, pobudzasz wyobraźnię!
    Buziałki,
    Ewelina Runka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisy i wyobrażenia piękne, ale... w mojej głowie trwa praca cięzka. jak u licha wygląda kerneol??? Idę googlać.

      Usuń
  8. Intrygujące zarówno opisy, jak i nuty zapachowe :) I w żadnych z tych perfum nie ma piżma, którego serdecznie nienawidzę. Ciężko zdecydować, które najbardziej kuszą, chyba Enclave, bo dziwak i kontrasty. Lubię, jak w perfumach coś się dzieje i zmienia, a sądząc Twoich z opisów, chyba właśnie w tej kompozycji jest największy "ruch w interesie".

    OdpowiedzUsuń
  9. "stanął nade mną i sobie zażyczył, żebym koniecznie Wam napisała, że śliczne." Młodzieniec nie zawodzi! :-D Stęskniłem się za Wami, ech... ale pora niesprzyjająca sajgonkom wegetariańskim w innych okolicznościach niż własne, domowe... No lipa :-/
    A zapachy, no to powiem przekornie, że Meander chyba by mnie najbardziej zainteresował do noszenia na skórze, nie mam pojęcia jak pachną nasiona marchwi!
    Z drugiej strony cóż to za doznania mi tu opisujesz, uuuuuuu!:
    "Kolejny krok wgłąb zapachu odkrywa kolejny kontrastowy duet. Chłodne, jasne, słodko kamienne kadzidło i cudownie lepkie, nasycone olfaktoryczną barwą, skórzaste labdanum.

    I jeszcze krok. Eteryczny pieprz i ziemista zieleń wetiweru.

    I jeszcze... Cyprys - błękitny i szlachetny. I ślad kremowych nut kwiatowych. I, pojawiająca się dopiero po godzinie czy dwóch na skórze, melisowa cytrusowość ślicznie współgrająca z miętą."
    No chyba bym się nie oparł :-D

    Druid z bagien pozdrawia (vetiver oooo vetiver!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście połowy tego nie ma w nutach, ale cóż z tego, skoro czuję zapachy....

      Usuń
    2. Oczywiście! ♥
      Ja dopiero teraz czuję to słońce we "Włóczykiju", ale ten ciemny wilgotny las przez pierwsze kilka godzin... mmmmmmmmmmm ♥ pure bliss!
      ;* dziękuję! ♥

      Usuń
  10. Najbardziej kusząco brzmi Crimson Rocks. Róża z pieprzem? Tego nie można popsuć.

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie największe pożądanie i ciekawość budzi Crimson Rocks, bo nazwa, bo kolor, bo nuty : )
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że chyba Meander - kadzidło zawsze i jak najbardziej, a mleczne kadzidło i nasiona marchwi to już w ogóle musi być coś dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie kusi Crimson Rock. Zazwyczaj nie przepadam za różą, ale moje serce niespodziewanie skradł różany Salim od Tabacora Parfums. Chciałbym się zmierzyć z inną odsłoną róży, bo mierzyć się z tym co nas zniechęca wymaga pewnej odwagi. Możemy odkryć coś czego się nie spodziewaliśmy.
    Bywam tutaj regularnie, ale komentuję pierwszy raz więc skorzystam z okazji i złożę wyrazy uznania za świetne teksty, które tak poruszają i przenoszą w inne wymiary. Jestem jednym z wielu, którym otworzyły one drzwi do perfumeryjnego świata. Niech moc będzie z Tobą, Sabbath;) Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  14. No i stało się !. Już myślałam że udało mi się uśpić w sobie nienasyconego potwora któremu ciągle mało i mało, a tu masz!. Otworzył gały i już po mnie. Zachodzące słońce nad fiordami wydaje się cudne. Bo kardamon, bo paczula, „słodko kamienne kadzidło”, no i ta mięta.
    Wszystkie cztery, pięknie "namalowane" opisy.

    OdpowiedzUsuń
  15. nie jestem fanboyem Amłaży.
    Posiadam i wielbię męskiego Epica.Mocno go skrzywdziły reformulacje ,nie mniej wciąż robi wrażenie.
    A z nowej serii bankowo obwącham Ashore ,szukając nosem ambry.
    Recenzja jak zwykle zjawiskowa.
    Pozdrawiam.Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  16. Najbardziej kusi mnie Crimson Rock, bo po prostu ten tylko z całej czwórki poznałam :) Piękny jest ten zapach, nosząc go mam wrażenie, że słyszę szelest sypiącego się w tych czerwonych skałach cynamonu. Oczywiście po tak pięknych opisach pozostałych kompozycji muszę poznać je wszystkie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wybieram Meander.. Mieszkam na wsi, kocham swoje miejsce na ziemi.. We flakonie meander można zobaczyć odbicie piękna, które mnie otacza. Dwa kasztanowce, drewniana stodoła, mały ogródek w którym jeszcze rośnie marchewka. Uwielbiam zapach jesieni, butwiejących liści , opadłych igieł sosnowych...wykopanych warzyw. I tak sobie marzę, że może zapach ukryty w buteleczce będzie taki właśnie mój.. ogródkowo-leśny.

    OdpowiedzUsuń
  18. Najbardziej zaciekawił jaśmin, róża musiała zaciekawić tylko dlatego ,że różą jest. Ale mięta zaintrygowała ! No i labdanum na dodatek ! I jeszcze troszkę pieprzu. I wetiwer! No a melisa to już super akcencik końcowy. Mniam! Enclave mnie ciągnie najmocniej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Biore udzial a ktory najbardziej bym chciala? Hmm... kurde nie wiem. Ashore bo Jasmin i kadzidlo. Enclave bo mieta. Meander bo nie znam nic marchewkowego w perfumach. O tak trudno zdecydowac :D a i opisy, zdjecia do mnie bardzo przemawiaja bo te krajobrazy, gory <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak zwykle opisy są tak malownicze, że mam ochotę na wszystkie :D Jednak Meander zdecydowanie brzmi jak coś, czego pragnę teraz - marzę o ucieczce w spokojne miejsce na pustyni, gdzie nikt mnie nie znajdzie i będę mogła wylegiwać się w chmurce kadzidła pod palmami (albo marchewkami :D)

    OdpowiedzUsuń
  21. Odkąd poznałam Nuda od Nasomatto zainteresowałam się jaśminem, stąd najbardziej kusząco brzmi Ashore. Prawda jest jednak taka, że opis Crimson Rocks (że bardzo ładne) i Meandra (że kadzidło! ) sprawiają, że równie bardzo jestem ich ciekawa. Nasiona marchwi? I jeszcze mięta w tym czwartym! To nie są zapachy, które umiem sobie wyobrazić, to trzeba powąchać!

    OdpowiedzUsuń
  22. Odkąd poznałam Nuda od Nasomatto zainteresowałam się jaśminem, stąd najbardziej kusząco brzmi Ashore. Prawda jest jednak taka, że opis Crimson Rocks (że bardzo ładne) i Meandra (że kadzidło! ) sprawiają, że równie bardzo jestem ich ciekawa. Nasiona marchwi? I jeszcze mięta w tym czwartym! To nie są zapachy, które umiem sobie wyobrazić, to trzeba powąchać!

    OdpowiedzUsuń
  23. Enclave, wybieram Enclave,. Zawiera wszystko co kocham i w perfumach i w kuchni. Mięta pieprzowa zawsze jest przeze mnie wypijana litrami, różowy pieprz i cynamon wsypywany do potraw i ciast niemalże garściami, paczula, kadzidło i wetiwer czule mnie ogrzewa i otula, róża rozkwita niczym ja, a ambra jak zawsze jest miła dla mego nosa.


    OdpowiedzUsuń
  24. Początkowo myślałam, że najbardziej przypadną mi do gustu Crimson Rocks i Meander, ale po przeczytaniu Twoich wrażeń myślę, że po prostu muszę spróbować wszystkich :D Zwłaszcza Ashore, hmmm, aktualnego Aliena nie miałam ochoty testować właśnie dlatego, że czytałam o okrojonym zapachu. W Meandrze pociągają mnie te nasiona marchwi, też uważam, że to niedoceniana nuta, a tak ciekawa! Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ashore! Wybieram Ashore, chociaż po przeczytaniu opisów chciałabym mieć wszystkie:)
    Zapach ten kojarzy mi się z letnim porankiem, gdy już po przebudzeniu wiemy, że dzień będzie upalny, a suchy wiatr niesie mocne zapachy kwiatów.

    OdpowiedzUsuń
  26. Felicjan Faleński Meander nr 17

    " - Używaj życia! - tak wy mówicie

    - A szczytu szczęścia ten dopnie,

    Kto zawsze działał roztropnie. -

    Lecz czyż się łatwo wstrzymać na szczycie?

    Życie, użycie i nadużycie

    To do upadku trzy stopnie."

    Kto by tam kierował się roztropnością pieszcząc w dłoniach tą mlecznozieloną butlę..
    Ach,użyć i nadużyć i spaść w przestrzeń bez pragnień!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty