Zen amatora whisky - Bodhi language 4160 Tuesdays


Krótką przygodę z 4160Tuesdays kończymy szklaneczką whisky. Nie byle jakiej, bo w nutach jak byk stoi: malt whisky, co tłumaczy się jako whisky słodową, ale w praktyce oznacza znacznie więcej, niż to, że powstaje ona ze słodowanego ziarna.

Po pierwsze malt whisky powstaje nie z byle ziarna, tylko z jęczmienia. Gdyby powstawała z innego, byłaby grain, czyli ziarnowa (no bo nie ziarnista przecież). I raczej byłaby whiskey, nie whisky, bo whisky bez E musi być ze Szkocji. Po drugie jęczmień ten musi zostać zesłodowany. Brzmi tajemniczo, ale realnie chodzi o to, że namoczonemu jęczmieniowi pozwala się wykiełkować. Po co? Dla enzymów!


Na tym nie koniec, bo w malt whisky także proces destylacji jest szczególny. Zwykła kolumna rektyfikacyjna jest fe - musi być specjalny aparat. Aparat, który jeśli wczytamy się w opis procesu, okazuje się prostu miedzianym alembikiem, czyli technologią sprzed lat ponad tysiąca, ale wciąż dającą destylat wyższej jakości, niż wydajniejsze kolumny.

Malt whisky musi jeszcze leżakować. Nie byle gdzie, bo w beczkach. I nie byle jakich, bo najczęściej dębowych i do tego używanych wcześniej do dojrzewania innych trunków: burbona, sherry czy porto. A czasem destylat leżakuje najpierw w świeżych beczkach, a potem w nieświeżych. I to doskonale wyczuwa się w smaku i aromacie trunku.


Na tym ciągle nie koniec.

Esencja użyta do produkcji Bodhi Language została bardzo delikatnie podprawiona nutami dymnymi i, moim zdaniem, ma symulować aromat szkockiego malta destylowanego ze słodu wędzonego.

Charakterystyczny, torfowy aromat plus lekki posmak wiśni dokładnie i precyzyjnie określa whisky, do której dążyła McCartney. Szkocki malt, leżakowany w beczkach po sherry (ale niezbyt długo), łagodny, lekko kwiatowy, waniliowy, z nutką wafelków.

Info dla wtajemniczonych: bardziej Auchentoshan, niż Talisker.


Skoro już napisałam to, co najważniejsze: że nuta whisky w Bodhi Language jest; przejdźmy do drugiej najważniejszej kwestii:
- Czy jest prominentna?

Nie jest.
Nie jest i czuję się tym urażona. Można było zrobić wywalone w kosmos kawy, faje i inne używki, a whisky dla Sabbath to nie łaska?



W porównaniu z tytanami takimi jak Maxed Out czy Black Velvet Cafe (którym moje mieszkanie pachnie jeszcze cztery dni po testach), Bodhi Language to perfumy wręcz nieśmiałe. I z recenzenckiej rzetelności zaznaczę, że może to wynikać z tego, że moja próbka nie ma atomizera. W przeciwieństwie do próbek poprzednich.

Główny akord tych perfum to nuty drzewne.
Jasny aromat drewna bodhi zwanego fałszywym sandałowcem. Matowy, lekko mączny, przypominający Bois Farine L'Artisan Parfumeur.
Gdzieś w tle majaczy ślad nutek kwiatowych - i nie jest to pudrowa gardenia, tyko jakaś nutka bliżej sakury, może pomarańczy nawet. Gardenia była w drewnie.
Subtelny aromat herbatki Rooibos (która nie jest herbatką), wafelkowa whisky i ślad aromatu przypominającego borowinę uzupełniają tę prostą kompozycję.

Całość daje efekt naprawdę bardzo przyjemny. Perfumy proste, łatwe, noszalne. Sandałowe na wskroś. W bazie wręcz wafelkowe, subtelnie słodkie i po prostu ładne. Kluczowym słowem będzie tu łagodność.


I kiedy już człowiek pogodzi się z tym, że doznania smakowe zapachowe tym razem nie wcisną go w oparcie fotela, zaczyna tę łagodność doceniać.

Bodhi Language są jak melodia zagrana na ksylofonie. Ich brzmienie jest stłumione, matowe, miękkie. Bez wielkich emocji, bez dzikich żądz i ekscesów - siadamy sobie pod drzewem bodhi; w pozycji lotosu, jak Budda. A w dłoni trzymamy goblecik łagodnej, dłuuuugo dojrzewającej whisky. Wypity. To akurat nie jak Budda. 😋


Data premiery: 2018
Kompozytorka: Sarah McCartney (ta od Makaka)
Trwałość: dobra. Po prostu dobra - nic więcej, nic mniej.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamota
Nuty serca: malt whisky (whisky słodowa powstanjąca na bazie jęczmienia - w opozycji do grain whisky), boronia, gardenia, aspalat (rooibos), drewno drzewa bodhi zwanego także drzewem oświecenia, drzewem Buddy albo fałszywym sandałowcem
Nuty bazy: sandałowiec, cedr, biały oud, ambra

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Mąką i białym drewnem z lekką nutką whisky. Dokładnie tak, jak to opisałam. Nie ma tu niczego więcej i to jest w sumie fajne.
      Nie uwierzysz, ale chciałabym mieć flaszkę... Nie czuję tak gwałtownego pożądania, jak w przypadku Black Velvet Cafe, ale to akurat pasuje do stylistyki obu zapachów. ta... temperatura pożądania. :D

      Usuń
  2. Angela Flanders aqua alba. Whisky bez watpliwosci. Gdzieś widzialam info, że Highland Park współpracowali przy tworzeniu tego zapachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Notuję do koniecznego obniuchania! Dziękuję.
      Ja lubię whisky w Korrigan, w Pavillon Rouge, w Bois d'Ombrie.
      I, oczywiście, w Beaufortach!
      Będą wkrótce kolejne Beauforty na blogu, bo to marka n miarę moich najbardziej wyrafinowanych fantazji jest. Kocham, kocham, kocham.

      Usuń
    2. CZEKAM NA BEAUFORTY. Z cichutką nadzieją na Rake&Ruin.

      Usuń
    3. Będzie! Oczywiście, że będzie. i jest cichym kandydatem do listy marzeń.
      Bo na miejscu pierwszym nieustająco Vi et Armis. Bedzie mój mój mój.

      Usuń
    4. najlepiej! <3
      ha, ja nie wiem, który kocham bardziej :D Rake jest, mam wrażenie, bardziej uniwersalny, Vi et Armis jest za to pierwszym niszowym flakonem, jaki kupiłom, więc mam gargantuiczny sentyment.
      jeszcze Fanthom V ma specjalne miejsce w moim sercu, ale, o ile pomnę, Ty za nim nie przepadasz.

      Usuń
    5. Tak, dokładnie. Dobrze pamiętasz - to mój najmniej ulubiony zapach marki, ale nie zmniejsza mojego uwielbienia. Vi et Armis jako pierwszy niszowy flakon to jest totalny odjazd!
      Moje pierwsze były kadzidła od CdG. Trzy na raz. I Harissa. A potem się posypało.

      Usuń
    6. to jeszcze dodam, że w ogóle poszłom je sprawdzić po twojej recenzji, bo nie bardzo umiałom sobie wyobrazić, jak coś takiego może pachnieć. I potem w rzeczy samej się posypało. Dosłownie i od razu, nawet nie zawracałom sobie głowy próbką, wyszłom od razu z flakonem.
      mam dosyć silne podejrzenie, że ta szaleńcza miłość od pierwszego wejrzenia rozlała mi się potem na wszystkie wędzone, dymne zapachy.

      Usuń
    7. Dymne, wędzone, smoliste. Tak! Znasz Fireside Intense? To dopiero jest wędzona dymność. Ludziska powiadają, że wali kiełbasą, ale ludziska mogą se gadać do woli. :D

      Usuń
    8. jeszcze nie znam, ale mam na liście do sprawdzenia! Moja mama się krzywi, że Vi et Armis pachnie wędzonką, więc jestem przyzwyczajone do takich reakcji :D

      Usuń
    9. Pf! Vi et Armis to akurat jest słabo wędzonkowe. Przynajmniej w porównaniu.
      Inna sprawa, ze ja się nauczyłam traktować wszelkie fujania i wykrzykniki jak najlepsze komplementy. Strasznie mnie jara jak się ludzie bulwersują. :D

      Usuń
    10. fujanie to mój ulubiony komplement <3

      Usuń
    11. No tośmy po jednych pieniądzach - jak mawiała moja babcia.
      Od dzieciaka byłam niedostosowana estetycznie i została we mnie ta przekorna frajda z ludzkiego fujania. Na wygląd, na styl, na perfumy, na muzykę i na to, co wypada. Szczególnie na to, co wypada kobiecie. Po trzydziestce. No, potrzymajcie mi piwo! :D

      Usuń
  3. "Nie jest i czuję się tym urażona. Można było zrobić wywalone w kosmos kawy, faje i inne używki, a whisky dla Sabbath to nie łaska?" :-D
    No tak ;-) Rozumiem, popieram, jakby co nawet petycję podpiszę :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. To może być ładne, ale chyba wolę bardziej wyraziste aromaty. Też czekam na Beauforty! Beauforty są boskie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Są boskie i mam trzy próbki. A wkrótce zacznę wyłazić z domu i pierwsze, co zrobię, to pojadę do Lului.
      Przy czym Bodhi lLanguage są naprawdę fajne. Ja mam Bois farine i w sumie Bodhi language chyba są lepsze. W znaczeniu bardziej moje. Nie pogardziłabym flaszką, ale nie będę się zabijać.

      Usuń
  5. O bogowie, cóż za rozczarowanie! Ja już się tu ostrzyłam na mocne uderzenie single malt i co?, i figa! Marzę o perfumach z dominującą nutą whisky, z torfem, drewnem, dymem i może miodem na osłodę. W ogóle to jakaś niesprawiedliwości jest, że np. wielbiciele jaśminu mogą przebierać w zapachach, róża jest dostępna w milionie wariacji, karmel potrafi przywalić tak, że człowiek aż się ślini... a jak ja chcę whisky to nie ma, jak chcę brudno zwierzęcego miodu to nie ma - a newet jak jest to słabe to i ugrzecznione . A ja pragnę, żeby ta whisky w perfumach uderzyła z siłą siostry w beczce ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty