Czego gentleman nie powie – Explorer Boadicea the Victorious

Wiecie, co jest ciekawe w tych perfumach? Że praktycznie każdy, kto je wącha powiada, że pachną dokładnie jak inne perfumy, które już zna. Tyle, że każdy wymienia inne.
Dodatkowo Explorer to brat Pioniera Boadicea the Victorious. Trzeci brat to Inquisitive czyli Ciekawski 😉 z Agarwood Collection tej samej marki. Nie jest to więc kompozycja szczególnie oryginalna. Ale nie jest też nieoryginalna, bo to właśnie jej konkretny, zdecydowany charakter sprawia, że podświadomie osadzamy ją w kontekście.

Recenzując Explorera odłożę na bok skojarzenia z innymi perfumami i – jak zawsze – postaram się skupić na zapachu. Jego charakterze, barwie, urodzie. Dla zasady zaznaczę jednak, że wywodzi się Explorer z bogatej rodziny drzewnych orientów – eleganckich, krągłych i charakternych. Lubianych przez marki w typie Amouage – ekskluzywne bardziej, niż niszowe.

Explorer to perfumy, które wyzwalają we mnie reakcję: więcej, mocniej, gaz do dechy. W kwestii aplikacji. 😋

Kilkukrotne naciśnięcie atomizera. Jeszcze nie zbliżam nosa do skóry, ale w powietrze wzbija się pięknie wytrawny, ziołowo żywiczny aromat galbanum.
Trzy wdechy… pod świeżym galbanum przebłyskuje nasycone olfaktoryczną barwą labdanum. Nie skórzaste, lecz właśnie roślinne. Balsamiczno gorzko słodkie.
Naciskam więc atomizer jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze… chcę zanurzyć się w tym akordzie, napełnić nim płuca i skupić się tylko na nim.

Dobrze, że Explorer projekcję ma raczej elegancką, bo ani chybi, rodzina wystawiłaby mnie za okno.

Dość nietypowo, dopiero w dalszej kolejności zaczynam dostrzegać bergamotę. Gorzkawą, grającą w sekcji przypominającej bylicę piołun… czyli perfumeryjnie i ładnie powiedziane to będzie absynt.

A potem pojawia się irys i mech i wtedy dopiero zapach staje się kompletny. Traci ten żywiczny czar, który każe mi za każdym razem aplikować Explorera zbyt obficie, jednak kompozycyjnie ta szorstka, mszysta, zielona baza o fakturze grubego zamszu daje perfumom Johna Stephena sznyt i charakter.

 I tu zaczyna się robić ciekawie. Bo Explorer należy do tych perfum, które na skórze nabierają charakteru osoby, która je nosi. Chemia skóry bardzo wyraźnie zmienia zapach. Explorer złożony z moją miękką chemią wyraźnie wybrzmiewa sandałowcem; nabiera nutek rozmarynowych, wyraźnie wychodzi absyntowy geraniol. Na męskiej skórze wybrzmiewa cedr i mech; zapach nabiera akcentów skórzastych.

W obu odsłonach są to perfumy łączące klasę z charakterem.

Wszyscy znamy archetyp idealnego gentlemana. Człowieka posiadającego władzę i siłę, lecz zarazem traktującego innych z szacunkiem i grzecznie. Z wyboru, nie przymusu. Explorer to taki właśnie szorstko uprzejmy gentleman. Oszczędny w słowach, unikający poufałości, lecz zarazem opanowany i (oczywiście) mówiący z nienagannym brytyjskim akcentem.

Zapach jest uprzejmy. Nie uległy.

Data premiery: 2008
Kompozytor: John Stephen
Koncentracja: eau de perfum
Projekcja: początkowo bardzo dobra, po kilkudziesięciu minutach nie bardzo dobra, ale to dobrze
Trwałość: wieczna

Nuty zapachowe:
Nuty serca: bazylia, bergamotka
Nuty głowy: galbanum
Nuty bazy: sandałowiec, mech dębowy, paczula

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

7 komentarzy o “Czego gentleman nie powie – Explorer Boadicea the Victorious”

  1. Och, jak bardzo lubię perfumy, "które na skórze nabierają charakteru osoby, która je nosi. " Świadomość, że chemia skóry nadaje perfumom pewien indywidualny charakter jest bardzo pociągająca. Chyba zawsze chciałam pachnieć inaczej niż ktokolwiek inny… Podoba mi się irys i mech i uprzejmość bez uległości i połączenie klasy z charakterem 🙂

    1. Klaudia Heintze

      Ja przyznaję, że te perfumy podobaja mi się nawet bardziej, niż powinny. Niby nie do końca moje, a czuję się w nich wspaniale. WSPA-NIA-LE.

    2. Piękna pointa i zachęta 😉 Hmmm… Niby nie Twoje a jednak czujesz się wspaniale (i to wersalikami 🙂 Czyli, jak pisałaś , w którymś komentarzu pod recenzją, must niuch

    3. Klaudia Heintze

      Ale na skórę Asiu. Ja testując je kiedyś popełniłam pobieżny test i zupełnie mnie nie urzekły. Dopiero noszac do recenzji ogarnęłam całość. Zastanawiam się, ile jeszcze zapachów tak przeoczyłam…

    4. Nie myśl, że coś przeoczyłaś. Pomyśl raczej ile pięknych zapachów czeka na odkrycie 😉
      A jak to się pięknie przełoży na racenzje dla nas 😊
      A co do testów to jak najbardziej skórne, nawet jeśli coś jest bardzo nie moje i po chwili marzę tylko o tym, żeby już nie pachnieć.

  2. Same dobra w składzie, recenzja zacna i zdjęcia z fajnego filmu 🙂 I to dostosowanie się perfum do charakteru "nosiciela" też jest kuszące…

    1. Klaudia Heintze

      To jedne z tych perfum, w których czujesz się doskonale. Na kazdą okazję. Nosiłabym do garnituru, długiej sukni i glanów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Rozdanie zestawów Kerosene

  Dawno, dawno temu, kiedy niszowa marka Johna Pegga była mało rozpoznawalna i kiepsko dostępna podsunęłam pomysł sprowadzania jej do Polski ówczesnej managerce Perfumerii Lulua

Czytaj więcej »

Susanne Lang Cashmere

. Pani Lang robi mnie w bambuko tymi swoimi zapachami. Tu mamy Kaszmir w nazwie, nuty takie, że człowiek nieomal ślini się przy czytaniu, a

Czytaj więcej »