D*pa inżyniera Mamonia – Beso Negro Beso Beach

To miał być mój ulubieniec w kolekcji. Wiem, że to nieszczególnie oryginalne, ale czerń w tytule działa. Kiedy perfumy nazywają się Black Cośtam albo Noir Totamto albo Negro Cokolwiek – automatycznie budzą moje zainteresowanie.

Tymczasem… ech… Kiedy wrzuci się beso negro w urban dictionary okazuje się, że nazwa nazwa jest pomyłką – nie tylko dlatego, że w zapachu nie ma czerni.
Beso negro to dotknięcie ustami odbytu partnera seksualnego (w dosłownym tłumaczeniu „czarny pocałunek”) i naprawdę nie mam pojęcia, jakim cudem ktoś uznał, że to dobra nazwa dla perfum. 😕Marka hiszpańska, więc nie ma opcji, żeby nie znali hiszpańskiego. Mogą nie znać slangu, ale na litość… ludzie, róbcie research. ❗

Sytuacja totalnie przypomina mi śmieszki z Mitsubishi Pajero. Albowiem pajero to potocznie… onanista. 💪

Wracając do meritum.

Zarżnę suspens, ale napiszę wprost: Annick Menardo pozamiatała swoimi Beso Canalla i Christophe Raynaud wraz z naprawdę świetnymi nutami (lepszymi, niż w BC) i kontrowersyjną nazwą pani Menardo nie przebił.

W ogóle nie do końca mi po drodze z podejściem do sztuki perfumerii reprezentowanym przez Christophe Raynauda. Jedyna jego kompozycja, którą szczerze lubię (ale też nie na tyle, żeby się zabijać za flaszką) to, wycofane od lat, Nature Millenaire pour Homme Yves Rocher. I tak… wiem, że Reynaud jest twórcą obłędnie popularnych 1 Million Paco Rabanne oraz Scandal Jeana Paula Gaultier oraz Karleidoscope Karla Lagerfelda oraz Aury Muglera… i niczego to nie zmienia.

Beso Negro od pierwszych chwil są przyjemnie wyważone i… nie wiem, jak to określić, żeby nie zabrzmiało jak marudzenie… są poskładane zgodnie z kanonem. Widać, że to profesjonalna robota – nuty trzymają równowagę i nie rozłażą się po pięciolinii.

Akcent drzewny brzmi poprawnie – nie ma tej charakterystycznej kremowości sandałowca, która z fiołkiem dałaby piękny dwudźwięk. I nie chodzi tylko o przełamanie głębi nut drzewnych ołówkową eterycznością iglastego cedru. Chodzi o to, że ten cedrosandał brzmi totalnie generycznie. Nie ma w nim nic oryginalnego.
Fiołek jest fajny, ale mało fiołkowy i… no też jakby bez własnego charakteru.
Cypriol jest fajny. Z natury swej brzmi dobrze i tu też brzmi dobrze, ale to nie wystarcza, żeby dać Beso Negro osobowość.

W partyturze znalazła się mała partia dla skórki i mała partia dla paczulki.
Mamy sporo nutek syntetycznych, piżemkowych, czystych – dających (niepotrzebną) przeciwwagę akordowi drzewnemu.

Pisząc krótko: fajny, subtelnie skórkowy, zielony fiołek namalowany na drewnie. Akwarelką. Spoko da się nosić, nie uwiera, ale i nie zachwyca.
Jestem przekonana, że Beso Negro spodoba się większości testujących. Bo one nie są brzydkie.
Ale jestem jeszcze bardziej przekonana, że zachwytów też nie będzie. Bo to są perfumy, jakie wszyscy znamy i lubimy. Z naciskiem na znamy.

Data premiery: 2018
Kompozytor: Christophe Raynaud
Koncentracja: woda perfumowana (eau de parfum)
Projekcja: taka se
Trwałość: też taka se – jak całe te perfumy

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: liście fiołka, kardamon z Gwatemali, akord zielony
Nuty serca: cypriol, paczula z Indonezji, irys (konkret)
Nuty bazy: cedr z Wirginii, sandałowiec z Indii, skóra

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

2 komentarze o “D*pa inżyniera Mamonia – Beso Negro Beso Beach”

  1. Cześć 🙂 !

    He, he, he – miałem identycznie. Czyli najpierw zwiedziony nazwą sprawdziłem deklarowany oficjalnie skład, a następnie zamówiłem próbkę. No i oczywiście dysonans poznawczy jak w mordę strzelił.
    Z drugiej strony fajne w tej pasji także jest to, że jest taka nieprzewidywalna.

    A wracając do zapachu, to nie tylko on jest rozczarowujący, ale także cała marka. Nic interesującego w jej ofercie nie ma. Średniak jakich obecnie na rynku jest zatrzęsienie.

    Serdecznie pozdrawiam –
    Cookie

    P.S. Sprawdź proszę nieopublikowane komentarze pod recenzją Royal Incense.

    1. Klaudia Heintze

      A wiesz, że mnie się pozostałe podobają? Nie na tyle, oczywiście, żeby kupić – to nie ta kategoria perfum, ale jako miłe zapachy na urlop są ok. Beso Negro są najsłabsze z serii.
      Ale to przecież sieć imprezowych knajpek jest, więc… no jest ok. Adekwatnie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Banery Roberta Rajszczaka

Pierwsza porcja autorskich banerków SoS, którą mam przyjemność Wam zaprezentować przygotowana została przez mojego znajomego, zdolnego grafika i zdolnego muzyka, Roberta Rajszczaka. Robert jest rysownikiem

Czytaj więcej »

Le Labo Patchouli 24

Le Labo zaskakuje. Niekoniecznie dlatego, że ich zapachy są tak bardzo oryginalne same w sobie, do niczego niepodobne. Bardziej dlatego, że w butelkach oklejonych stylizowanymi

Czytaj więcej »