W tym roku w plebiscycie czytelników Fragrantiki zadebiutowała nowa kategoria: Best Dupe Brand – co przetłumaczyć można na najlepszą markę perfum inspirowanych. Najwyższa więc pora przestać chować głowę w piasek i zmierzyć się z tematem. Bo zjawisko jest już nie tylko legalne i znaczące sprzedażowo, ale także wkroczyło do głównego nurtu. I to niejako piętrowo.
W komentarzach na forum Fragrantiki miłośnicy perfum poszukują kopii kopii. A w recenzjach porównują kompozycje marek oryginalnych (w sensie pracy z perfumiarzami, którzy tworzą perfumy) do perfum inspirowanych traktując te drugie jak wzorzec. Dla perfumoholika starej daty to jest jakaś herezja! Dla perfumoholika nowego pokolenia – norma. Nie dlatego, że młode pokolenie nie ma zasad, lecz dlatego, że taki świat zastało i tylko taki zna.
Żeby zająć się tematem bez uprzedzeń i w miarę mądrze, zacznijmy od systematyki zjawiska, bo kopia kopii nierówna.
Rynek perfumeryjny podzielić możemy na kilka segmentów. Właściwie podzielić go możemy na kilka segmentów według kilku kategorii (o czym piszę w tekście „Nisza nie istnieje”), ale dziś skupimy się na podziale funkcjonalnym, sprzedażowym.
Haute parfumerie – luksus wysoki
To perfumy, którym towarzyszy narracja artystyczna i kulturowa. Perfumiarz jest tu traktowany jak artysta, a produkt jak dzieło sztuki i rzemiosła. Kompozycje są oryginalne i o kopiowaniu popularnych marek mowy nie ma. Haute perfumerie to często ograniczona podaż, ograniczona dystrybucja i zawsze wysoka cena. To ten segment rynku, gdzie wysoka cena jest atutem, nie mankamentem.
Tu znajdziemy marki takie jak Puredistance, Roja Parfums, Ensar Oud, Royal Crown czy chociażby Areej Le Doré.
Prestige
Silny branding, często wysoka jakość, ale masowa skala. I tu znajdziemy Maison Francis Kurkdjian, Xerjoff, Memo Paris. Ale też Parfums de Rosine czy nawet markę Serge Lutens, która kultowością nadrabia luksusowość. W segmencie prestige także stawia się na oryginalność kompozycji.
Designer – luxury mainstream
To segment, który marketingowcy nazywają często aspiracyjnym i tak też jest on promowany. Marki w istocie masowe mające dawać klientowi poczucie luksusu i elitarności. Kolosalne sumy idą na to, żeby to wrażenie wzmocnić – to właśnie jest segment, o którym mówi się, że koszt promocji przewyższa koszt produkcji. I to prawda, ale jednocześnie sprzedażowo to największa część tortu. Znajdziemy tu głównie perfumy sygnowane przez domy mody, ale także ogólnodostępne kolekcje Guerlain. Rzeczowym mankamentem segmentu nie jest kopiowanie, lecz raczej powielanie motywów i przewidywalność.
Masowy premium
W tym segmencie perfumy to Lifestyle, a nie sztuka. Szeroka dostępność, relatywnie przystępne ceny i dobry stosunek jakość – cena. Znajdziemy tu marki takie jak Calvin Klein, Police, Mexx czy Elizabeth Arden. Szczególnym zjawiskiem są perfumy celebrytów sprzedające nie tylko zapach, ale też złudzenie dotknięcia świata gwiazd. Kompozycyjnie przeważnie bez wychylania się.
Masowy popularny
To segment o sprzedaży zbliżonej do masowego premium, ale generujący mniejsze zyski, ze względu na niższe ceny. Jest to segment szalenie zróżnicowany kompozycyjnie. Znajdziemy tu marki sprzedaży bezpośredniej, takie jak Avon czy Oriflame, które często odważnie romansują z wielkim perfumiarstwem, ale też… no właśnie. Przedmiot naszych dzisiejszych rozważań czyli dupe brands, które ja (troszkę tylko) złośliwie nazywam dupesami. I do nich wrócimy w kolejnym akapicie, kiedy uporamy się z krojeniem tortu rynku.
Budżetowy
Tu znajdą się perfumy dostępne w Lidlu czy Biedronce. Nic nie ma w nich złego kiedy są źródłem radości. Ale warto zaznaczyć, że w tym segmencie mamy najwięcej kopii.
Czym się różni dupe od perfum oryginalnych?
Dupe od skrót od angielskiego słowa duplicate czyli duplikat, kopia. I określenie to doskonale wyjaśnia, o co chodzi z fenomenem dupesów – które nazywam tak troszkę sarkastycznie używając podwójnej liczby mnogiej jak w przypadku legginsów. Ale to dlatego, że dupy brzmi fatalnie a kopie tylko trochę lepiej.
Dupe perfumes to zazwyczaj kompozycje podobne lub bardzo podobne do perfum popularych, generujących największe zyski i entuzjazm. Mówimy o nich ładnie „Perfumy inspirowane” ale prawda jest taka, że częściej niż inspirowane, są one po prostu rozebrane w chromatografie i odtworzone z tańszych, łatwiej dostępnych składników. Potem zapakowane w tańsze flakoniki, które są lub nie są podobne do flakoników perfum będących inspiracją i opatrzone nazwą, która przypomina albo nie przypomina nazwy oryginału. Perfumy z rozlewni opatrzone numerkami z tajnej listy inspiracji to także dupesy, ale tego najniższego sortu.
Czym się różni dupe od podróbki?
Dupe nie udaje oryginału. Nie usiłuje wprowadzić klienta w błąd. Dlatego granica między podróbką a dupe w przypadku perfum z numerkami bywa płynna, bo numerkowe marki stosują czasem retorykę w stylu „oryginalne perfumy, tylko nie płacisz haraczu korporacji”. No nie płacisz korporacji, płacisz cwaniakom, którzy korzystają z osiągnięć tej korporacji i pracujących dla niej perfumiarzy, projektantów flakonów i speców od marketingu. Twój wybór.
Dupe ma wszystkie wymagane badania i jest produktem bezpiecznym.
I legalnym.
Możemy sobie być idealistami i pięknoduchami, ale nie sposób ignorować rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, że perfumy inspirowane stanowią coraz bardziej liczący się segment rynku perfum. Szacuje się, że rynek „dupe perfumes” to aktualnie 2,7 – 3,1 mld USD rocznie, a prognozy wzrostu przewidują, że do do 2030–2035 będzie to nawet nawet 7 – 13,6 mld USD. Tu warto zwrócić uwagę, że dla analiz ekonomicznych dolar amerykański jest nadal podstawową walutą, ale to także może się wkrótce zmienić. To była dygresja. 🙂
Dla zachowania porządku pozwolę sobie podzielić dupe perfumes na trzy kategorie:
- Rekonstrukcja czysto techniczna – nastawienie na jak najwierniejsze odwzorowanie oryginału, bez ambicji estetycznej. Nastawienie stricte użytkowe.
- Stylizacja na rozpoznawalny kod – praca na DNA popularnych perfum i wprowadzenie w nim zmian mających uczynić zapach bardziej przystępnym nie tylko finansowo, ale też estetycznie.
- Dialog z oryginałem – tu zbliżamy się do tego, co naprawdę nazywamy inspiracją. Przy takich perfumach zwykle pracują perfumiarze, którzy decydują się na świadome i przemyślane odejścia od oryginalnej receptury, przesunięcie akcentów i zmianę balansu.
Kontrowersje wokół kopiowania
Uzgodniliśmy więc, że dupesy to nie są podróbki. I o ile kilka lat temu miałabym problem z napisaniem takiego zdania, tak w roku 2026 nie sposób negować tego, że perfumy inspirowane stały się znaczącą częścią rynku. Kiedyś pomstowaliśmy na Bi Esy, a teraz bez oporów sięgamy po Zary i Lattafy. Pora stanąć w prawdzie: walka z dupesami została przegrana; handlujcie z tym. I ja też będę handlować.
Ale nie przeszkodzi mi to omówić powodów, dla których perfumy inspirowane budzą kontrowersje.
Prawa autorskie
Jeśli uznamy kompozycję zapachową za dzieło sztuki, to w przypadku perfum inspirowancyh mamy do czynienia z kopiowaniem tego dzieła bez zgody autora. Odbieraniem twórcy nie tylko profitów, ale też podpisu bod dziełem i dziedzictwem.
Przy analizie zjawiska posługujemy się czasem określeniem „stylistycznie wtórne lecz artystycznie uczciwe”. Ja osobiście stoję na stanowisku, że określenie to było (trochę) zgodne z realiami… przed wynalezieniem chromatografu. Współcześnie wrzucasz oryginał do GC-MS (Chromatografia Gazowa sprzężona ze Spektrometrią Mas) i dostajesz gotową receptę na perfumy. Uczciwość artystyczna, czy raczej rzemieślnicza może zacząć się wtedy, kiedy perfumiarz dopracowuje rekonstrukcję i ewentualnie decyduje o tym, jak bliski oryginału ma być ostateczny efekt jego pracy. Chromatografia gazowa odarła te działania z romantyzmu i aury buntu wobec snobizmu.
Korzystanie z działań marketingowych
W sekcji poświęconej analizie segmentów rynku wspomniałam o tym, że koszt wypromowania perfum niejednokrotnie przewyższa koszt ich wytworzenia. Tworząc kopię, dupe brand korzysta nie tylko z kreacji perfumiarza, ale także z pracy marketingowców, którzy nie tylko wykonali robotę wprowadzając nowy zapach na rynek, ale także promując go dalej mimowolnie pracują także dla marki produkującej dupesy.
Monetyzowanie cudzego ryzyka
Marka wprowadzająca na rynek perfumy nie tylko ponosi koszta, ale też ryzyko. Bo nie wiadomo, czy ten stworzony, wyprodukowany i wypromowany zapach odniesie sukces. Dlatego marki segmentu designer nie mogą sobie pozwolić na ryzyko wprowadzenia na rynek perfum „dziwnych”. Bo koszt jest zbyt wysoki. Dupe brands tego ryzyka nie ponoszą – kopiują perfumy, które odniosły największy sukces.
Kwestia kopii w sztuce jest bardzo rozmyta.
Na rynku muzycznym mechanizmy odróżniania plagiatu od inspiracji są bardzo złożone, ale jednak bezlitosne. Choć labilne. Wynik rozstrzygnięcia zależy od agentów, prawników i czasem poglądów sędziego. Ocenia się „istotne podobieństwo” (substancial similarity) i oryginalne elementy — takie, które są twórcze i unikatowe – są jednak chronione. W perfumach nie.
Z drugiej strony, jeśli uznamy, że kompozycja i styl zapachu są własnością twórców, to… cała rodzina zapachów fougere wpadnie nam do kategorii kopii Fougere Royale Houbigant. Wody kolońskie, z Echt Kölnisch Wasser włącznie, będą podróbkami kompozycji Johanna Marii Fariny. A szypry… No właśnie!
A przecież nie tylko w perfumach i muzyce mamy inspiracje. Czy wszyscy kubiści kopiowali Picassa i Braque’a? A drip painterzy Pollocka?
Możemy podkreślać różnicę między stylem a konkretną formą, nawet między inspiracją a kopią, ale ta granica jest nieostra, często umowna. I aktualnie świat perfumeryjny umówił się, że dupe brands są w porządku.
Głównym argumentem po stronie perfum inspirowanych jest cena. A nie jest to banalny argument.
Zadajmy sobie pytanie:
– Ile osób zarabiających średnią krajową może sobie pozwolić na zakup oryginalnego Baccarata?
Obrońcy dupe brands argumentują, że nabywca bacarratowego dupesa i tak nie kupiłby oryginału za 1 100 albo 1 600 zł. I nie sposób nie przyznać im racji. Perfumy luksusowe to nie tylko zapach. To także marka, aura ekskluzywności, jakość składników i jakość szkła, perfumiarz, ceremonia i poczucie elitarności. Tego nie da ci dupes.
Spotkałam się także z argumentem, że dupe brands wpływają pozytywnie na jakość perfum luksusowych. I jeśli weźmiemy pod uwagę przebicie cenowe, na jakie mogą sobie pozwolić marki z wyższych segmentów rynku, to może ostentacyjne zademonstrowanie, że da się ten sam zapach zrobić taniej zmusi te najdroższe marki do podniesienia jakości, zainwestowania w (jeszcze) droższe składniki i pokazania, że mają do zaoferowania coś, co rzeczywiście warte jest tych pieniędzy?
Ostatnią kwestią, którą chcę poruszyć jest niepisany manifest użytkowników wybierających kopie. Manifest, który ja – samowolnie i bezczelnie – formułuję jako:
Égalité, accessibilité, vérité
równość, przystępność, prawda
Perfumy inspirowane umożliwiają korzystanie z tego segmentu kultury wszystkim, bez względu na majętność.
Perfumy inspirowane przekłuwają balonik elitarności i ograniczonej dostępności.
Perfumy inspirowane obnażają manipulacje polegające na sztucznym zawyżaniu cen towarów luksusowych.
Robią to, co prawda w sposób budzący wątpliwości etyczne, ale tych w powyższym artykule nie rozwiejemy.
Wyznam Wam uczciwie, że nie wiem, jaki mam stosunek do perfum inspirowanych. Rozumiem argumenty przeciw, ale przyznaję, że ignorowanie argumentów za jest współcześnie niemożliwe. Pozwolę więc sobie niczego nie rozstrzygać i nie ferować wyroków. Po prostu przyjmuję do wiadomości, że perfumy inspirowane, duplikowane czy po prostu kopie są częścią krajobrazu perfumeryjnego i nie sposób tego ignorować. Jeśli Fragrantica odważyła się z tym problemem zmierzyć, to… może ja też powinnam.
Dlatego w kolejnym tekście przedstawię Wam polską markę produkującą perfumy inspirowane i rzetelnie, bez uprzedzeń zrecenzuję takie perfumy. Proszę: teraz jest ta chwila, kiedy można, a nawet należy być w szoku. Ale niedużym. Nie przesadzajcie. 🙂



8 komentarzy do “Perfumy inspirowane wkraczają na salony”
Jednym z głównych problemów perfum inspirowanych obecnie jest to, że 'niszowe’ (jak zwał tak zwał) marki często same produkują inspiracje, tylko że kosztujące $$$$$. Xerjoff, PdM i wiele innych marek ma w gamie produkty/wersje popularnych zapachów, ale z wysoką metką cenową. Ile marek ma własne wersje Tobaco Vanille? Mnóstwo. Czy klon za 1000PLN jest gorszy od takiego za 100PLN?
Dodajmy, że perfumiarze tacy jak Quentin Bisch robią zapachy dla Lataffy słynącej z tanich klonów, zachęcając jeszcze więcej osób do korzystania.
Czy np fantastyczny Meharees był klonem, czy po prostu podobnych zapachem do Musc Ravageur?
Szkoda mi najbardziej w całej sprawie małych, niezależnych marek, które są rzadziej kopiowane, ale się zdarza.
Tak! To bardzo celna uwaga. Pisałam kiedyś o Sonii Constant, która pod własnym nazwiskiem wypuszcza kolejne klony Black Afgano kopiując de facto kompozycję Alessandro Gualtieriego. I robi to nie dla marek dupesowych, tylko takich jak Liquides Imaginaires czy Carner Barcelona.
Bardzo się cieszę, że ten komentarz pojawił się tutaj, a nie na Facebooku, bo jest cennym uzupełnieniem artykułu i dobrze, że czytający artykuł będą mogli go przeczytać.
Dziękuję Ci za tę mądrą, cenną opinię.
Zgadzam się z nią.
Pamiętam ten artykuł! Teraz stało się to dość powszechne, że perfumiarze klonują też samych siebie dla różnych marek. Nie jest to też taka nowość, ale stało się bardzo powszechne
Szukałam czegoś podobnego do niestniejącego już Havana Vanille, które Douchaufour ukręcił dla Artisana. Znalazłam, Frapin 1697, ten sam zapach. Nos? Bertrand Duchaufour. Bisch zrobił Tilię dla M-AB, i Tilleul dla Galion, Ganimede dla M-AB, i Bois Imperial dla Essential Parfm. Olivia Giacobetti L’ete en Douce zrobiła na nowo 3 lata potem w Tileul d’Orsay. Sam Duchaoufour narobił tyle klonów słodkiej oleistej kawy z alkoholem dla influencerskich marek przez ostatnie dwa lata, że aż byłam zdziwiona, że może jesczcze coś oryginalnego, autorskiego jeszcze zrobić (może, nie wiem, czy wąchałaśjego linię Entropiste?).
Odnosząc się do komentarza poniżej, nie wiem, czy chodzi tu o to, że wszyscy chcą pachnieć tak samo- nie jest to zupełnie prawda, bo klonów są teraz setki o ile nie tysiące i czasem odwzorywują dość trudne, niszowe zapachy. Problemem nie są konsumenci, a 'twórcy’- oraz niebotyczne ceny perfum nieadekwatne do jakości/oryginalności, oraz czasem kiepska trwałość. Trochę rozumiem, że nosiciele perfum nie chcą wydawać tysiąca złotych za zapach, którego po godzinie nie będą mogli czuć. A arabski odpowiednik za stówkę będzie się unościł w powietrzu jeszcze po 12 godzinach. Wiele marke przez ostatnie 3-4 lata podniosło ceny o ponad 100%, płace niestety nie wzrastają w takim tempie. Rynek się zmienia, ale małe, niezależne marki wciąż istnieją, więc póki co mamy przynajmniej to!
Duchaufour w ogóle od jakiegoś czasu budzi moją rezerwę. Bardzo zdolny, genialny wręcz kompozytor, ale mógłby mieć jakieś zasady… łatwiej byłoby go wielbić.
Mimo wszystko, mniej mnie uwiera kiedy kompozytor sam powiela swoje pomysły, niż kiedy robi to ktoś inny. Ale jakże się oprzeć klientom, którzy chcą dostać to, co już znają?
To jest nasza kondycja kulturowa. Myślę, że popularność dupesów jest w dużej mierze efektem zaniku indywidualizmu. Tylko że to zanik bardzo sprytny, bo przebrany za wolność wyboru.
Wszystkie chodzimy jak Chińczycy w MUNDURACH w epoce Mao — tyle że nasze mundury wyglądają „indywidualnie”. Wydaje nam się, że same komponujemy garderobę, a w rzeczywistości poruszamy się w bardzo wąskim korytarzu estetycznym wyznaczonym przez trendy, algorytmy i zbiorowe „ładne”.
Dokładnie to samo dzieje się w perfumach.
Dupe nie jest tylko tańszą wersją zapachu. Dupe jest zapachem bez ryzyka bycia sobą. Pachnie znajomo, bezpiecznie, tak jak „powinno”. Nie zadaje pytań. Nie wystaje. Nie prowokuje. Jest jak uniform, tylko w wersji zapachowej.
I dlatego tak dobrze się sprzedaje.
Bo indywidualizm jest męczący. Wymaga decyzji, konfrontacji, czasem bycia „dziwną”. A dupe oferuje komfort: pachniesz jak wszyscy, ale wciąż możesz sobie powiedzieć, że to Twój wybór.
To nie jest zarzut wobec ludzi. To jest opis świata, w którym oryginalność została zastąpiona personalizacją, a charakter — optymalizacją.
Dziękuję Ci, że dodałaś ten komentarz tutaj, gdzie jest cennym uzupełnieniem artykułu.
Masz rację, fast fashion to złudzenie luksusu – produkty masowe, wytwarzane często w krajach rozwijających się przez tanią się roboczą. Czasem bez poszanowania praw pracowniczych a nawet praw człowieka.
A Twoje porównanie do mundurów w epoce Mao… bolesne. Ale niestety nie bezpodstawne. I tu nawet nie chodzi tylko o zbiorowe „podobanie się” które nas terroryzuje, ale o to, że to podobanie się jest efektem przemyślanych i celowych działań specjalistów od marketingu, którzy tak zarządzają naszym podobaniem się, żebyśmy co sezon kupowali nowe produkty, bo poprzednie przestały odpowiadać rygorowi podobania się. Bo są niemodne. I my dajemy sobie wmówić, że niemodne = nieładne.
Bardzo boleśnie napisałaś o braku ryzyka bycia sobą. W jednym z artykułów napisałam gorzko, że nasza rzeczywistość konsumpcyjna wygląda tak: BĄDŹ SOBĄ, WYBIERZ TO CO WSZYSCY.
Wygląda na to, że mamy podobne przemyślenia.
Jeszcze raz Ci dziękuję <3
Ja mam trochę może podobne spojrzenie, może chaotyczne, ale swoje.
Klony zapachów były od zawsze , praktycznie od początku tworzenia perfum. Aldehydowe vintage, podobne akordy, inspiracje… jak jakaś marka wypuszczała zapach, to u innej już wcześniej dało się znaleźć coś bardzo podobnego. Różnica jest taka, że kiedyś nie było kopiowania flakonów, nazw, całej otoczki 1:1. Żadnych klonów, tzw.dupe itp.
Dzisiaj są po prostu marki, które oficjalnie robią klony i tyle. I szczerze jeśli ktoś kocha perfumy, używa ich namiętnie, a odlewka to dla niego za mało, a jednocześnie nie stać go na oryginał albo jest zawiedziony jakością pierwowzoru (która swoją drogą bywa dziś bardzo dyskusyjna, bo prawie wszystko poszło w masówkę), to dla mnie to jest okej.
I to jest sto razy lepsze niż te wszystkie lane „perfumy” z galerii handlowych. A już absolutnym dnem są podróbki w skopiowanych flakonach , to jest dla mnie największy syf!!!!
Nie dość, że nie wiadomo skąd to pochodzi, to ja mam w głowie wizję jakiegoś garażu, szczury biegające po baniakach i sikające do środka, pleśń na ścianach , i Marian bez zębów mieszający to łokciem… obrzydlistwo totalne. Tego nie popieram w ogóle.
Problem jest też taki, że połowa ludzi nie ma pojęcia, że kupuje podróbki –bo jak Karynaa na live’ach to wciska z pełnym przekonaniem, to aż im się pasek w spodniach luzuje, jaka okazję dorwali. To jest po części naiwność i brak świadomości, a po części zwykła głupota, bo nie wierzę, że ktoś świadomie chciałby używać czegoś bez badań, certyfikatów i kontroli.
Nawet nad arabskimi markami są instytucje, normy, kontrole składów. A podróbki, to zgaduj zgadula kiedy będzie rakula. To tylko moje obiektywne zdanie.
Wrzuciło mi ten komentarz do kosza i dobrze, że go wygrzebałam, bo porusza ważną kwestię.
Najgorsze są te podróbki będące naprawdę podróbkami.
Nie tylko dlatego, że oszukują ludzi. Ale dlatego, że kiedy podróbiarze łamią prawo kopiując nazwę, flakon i znak towarowy, to nie ma nad nimi kontroli także w kwestii składu płynu. Kto wie, co jest w tych flaszkach?
Widziałam zdjęcia z raportów policyjnych: brudne kanistry z dziwnymi płynami opisanymi jako Chanel No.5 czy Light Blue.
W sumie ludzi, którzy dają się oszukiwać nie oceniam, bo samej zdarzyło mi się mieć w domu róż, który okazał się „inspirowany” luksusową marką. Nie miałam pojęcia, bo się nie znam.