Pod koniec ubiegłego roku dostałam wiadomość, w której bardzo miła osoba informowała mnie piękną polszczyzną, że oto na rynek wchodzi nowa polska marka perfumeryjna. Super! I czy nie miałabym ochoty poznać. Jasne! W zamian za nakręcenie i opublikowanie filmiku z unboxingu. Yyyy… Niechętnie.
Odpisałam grzecznie, że chętnie poznam, ale filmiki z otwierania paczek to nie jest to, co chciałabym prezentować w swoich social mediach.
Oczywiście wiem, że unboxingi to szalenie popularna kategoria, bo otwieranie paczek aktywuje w ludzkim mózgu układ nagrody. Im więcej oglądamy unboxingów, tym bardziej się od nich uzależniamy, bo nasze mózgi wiążą strzał dopaminowy z odwieraniem pudełek i lubimy to coraz bardziej. Co więcej, unboxingi generują potrzebę otwierania pudełek osobiście, z zaangażowaniem motoryki i to dodatkowo stymuluje potrzebę dokonywania zakupów. Jak gdyby haule i inne metody prezentacji dóbr online nie zachęcały nas wystarczająco. Wiem, jak to działa i dlatego tego nie robię.
Napisałam jednak także, że jeśli interesują ich uczciwe recenzje oraz ewentualnie zdjęcia, to do tego mogę się zobowiązać.
Ale! Napisałam to dokonaniu rekonesansu w sieci i z planem.
Plan był taki, że pora zmierzyć się z rynkiem perfum inspirowanych. Nie sposób przymykać oka na to zjawisko, więc od pewnego czasu zbierałam sobie dane, analizowałam zjawisko i zastanawiałam się, jak ugryźć temat. Plonem tego rekonesansu jest artykuł, w którym próbuję usystematyzować fenomen i mój do niego stosunek. Spojler: nieskutecznie. KLIK
Zgodnie z zapowiedzią z ostatniego akapitu wspomnianego wyżej tekstu recenzuję dziś pierwszą z dwóch kompozycji inspirowaną sprzedażowymi hitami z najwyższych segmentów rynku.
Lou de Pre to polska marka, która weszła na rynek w ubiegłym roku. Pierwsze tropy mojego pobieżnego rozpoznania bojem zaprowadziły mnie do informacji, że za prawami do znaków towarowych Lou de Pre, Lou de Pre Royal Rubis, Lou de Pre Mystic Dream i tak dalej stoi La Rive Spółka Akcyjna. Prezes zarządu La Rive SA jest jednocześnie jednym z dwóch założycieli Lou Pre International – firmy stojącej za Lou de Pre. Drugim założycielem jest jeden z trzech członków rady nadzorczej La Rive SA.
Na przyjęcie merchu zgodziłam się wiedząc już o tym i to była przemyślana decyzja. La Rive to marka produkująca kosmetyki bezpieczne. Marka z stabilną pozycją i rzetelnym know how. To, że jej twórcy chcą wskoczyć segment wyżej jest zrozumiałe. I skoro decyduję się na próbę zweryfikowania swojego stosunku do perfum inspirowanych to mój patriotyzm mówi, że lepiej poświęcić czas i energię na poznawanie marki polskiej, niż marki zagranicznej. A przyznaję uczciwie, z Lattafą, Rasasi czy Zarą już eksperymentowałam.
Lou de Pre to marka, której inspiracje mieszczą się w grupie drugiej mojej typologii: stylizacja na rozpoznawalny kod.
Nazwy i flakony są nie nawiązują do wzorca, a kompozycje zapachowe są zbliżone, ale nie identyczne.
W ofercie znajdziemy same hity:
Amber Flame inspirowane Tobacco Vanille Toma Forda
Dark Cedrus inspirowane Aventusem Creed
Golden Safran inspirowane Aventusem Diora
Kashmir Pink inspirowane Deliną Parfums de Marly
Midnight Desert inspirowane Y YSL
Mystic Dream inspirowane Angel’s Share by KIlian
Paradis Vanille inspirowane Erba Pura Xerjoff
Royal Rubis inspirowane Baccarat Rouge 540 Maison Francis Kurkdjian
Mam nadzieję, że przyjmiecie życzliwie moje wyjaśnienia i ten przydługi wstęp.
Będę też wdzięczna za komentarze. Możecie się ze mną nie zgadzać, możecie uważać, że perfumy inspirowane jednak nie powinny znaleźć się na blogu. Możemy porozmawiać o tym, gdzie jest granica. Ja naprawdę nie uważam, że zawsze mam rację. Ale zawsze staram się być rzetelna i uczciwa.
Royal Rubis
Przypomnijmy sobie historię Baccarata.
Kompozycja pod tytułem Bacarrat Rouge powstaje w 2014 roku z okazji jubileuszu świętującej 250 lecie istnienia firmy Baccarat – produkującej szkło kryształowe (jak Svarowski Crystals). Flakon w pięknym szkle Baccarat kosztuje trzy tysiące Euro.
Ponieważ wydanie to to tylko 250 sztuk, Francis Kurkdjian decyduje się uratować swoją charakterystyczną i piękną kompozycję przed odejściem w przeszłość i tworzy pierwszego klona: Baccarat Rouge 540.
Nuty zapachowe Baccarat Rouge i Baccarat Rouge 540 są różne, ale ludzie, którzy wąchali obie kompozycje potwierdzają podobieństwo. Musimy uwierzyć im na słowo.
Już w tym momencie pojawiły się pierwsze kontrowersje, choć przecież o plagiacie mowy nie ma. Decyzję Francisa Kurkdjiana przyjmuję ze zrozumieniem i wdzięcznością, bo brak Baccarata byłby wielką stratą dla perfumeryjnego uniwersum. Dylemat jest dla nie żaden. Analogicznie moglibyśmy potępić Michela Almairac za stworzenie Bentley For Men Absolute będącego bardzo udanym klonem wycofanych Gucci Pour Homme tego samego kompozytora. Dla mnie to jest ratowanie legendy, nie plagiat.
Dyskusję zacząć możemy w momencie pojawienia się pierwszych perfum o profilu zapachowym inspirowanych Baccaratem, ale stworzonych przez innego perfumiarza albo zgoła przez chromatograf (o czym pisałam w artykule o perfumach inspirowanych). Czy jednak ma sens ją kontynuować w momencie, kiedy Baccarat stał się typem kompozycji? Perfum korespondujących z tym dziełem jest mnóstwo. W przypadku naszego dzisiejszego bohatera – Royal Rubis możemy bez dylematów mówić o dialogu z oryginałem, bo kompozycje jest inna, przystępniejsza.
Różny jest też flakon i nazwa.
Royal Rubis od pierwszych chwil są urodziwe. Wietrzny chłód oryginalnego Baccarata został tu zastąpiony lekką bryzą. Jaśmin (a właściwie hedione) z pomarańczą tworzą przyjemny akord brzoskwiniowego neroli. Etyl maltol z ambroxem dają kompozycji subtelnie paloną słodycz. Bardzo przyjemną.
Zasadniczą różnicą między kompozycjami jest „schowanie” safranalu odbieranego często jako szpitalny i jodynowy. Tu zrezygnowano z podbijania tych trudnych sekcji kompozycji – na rzecz akcentów z okolic konwalii czy lilaka. A raczej olfaktoryczną rekonstrukcję zapachu konwalii i lilaka, bo żaden z tych kwiatów nie daje stabilnego olejku eterycznego. Proporcje safranalu zmniejszono i akord uzupełniono florhydratem i/albo aldehydem cyklamenowym.
Mam wyrzuty sumienia pisząc tu o metalicznych i jodowych nutach, bo wąchając pierwszy raz Baccarata, zanim od zdobył popularność i zanim „wytknięto” mu te bandaże – ja ich nie czułam. Czułam chłodne wrzosowisko. A teraz… czuję. Rozumiem skąd to skojarzenie, ale na szczęście nie przeszkadza mi ono cieszyć się tymi perfumami. Bo z Baccaratem czy Royal Rubis jest podobnie jak z Angelem Muglera. Jedni ludzie czują w nich słodycz, a inni sterylność. I żadne z tych odczuć nie jest bezpodstawne. Ale też żadne nie jest obowiązkowe. 🙂
Akord metaliczny, jodowy pojawia się w otwarciu, szybko się się wygrzewa i wraca po kilku godzinach w bardzo długiej fazie dogasania. I jeśli porównamy tę olfaktoryczną historię do mojej recenzji Baccarat Rouge 540, to tym razem jest lato i Heathcliff nie musi otwierać okienka, bo pogoda jest tak przyjemna, że było otwarte już kiedy Katarzyna przyszła. Natomiast nie żyli długo i szczęśliwie.
Royal Rubis rozwija się odwrotnie, niż Baccarat Rouge. Zaczyna się łagodnie i zmierza w stronę chłodu. Sprawia to, że perfumy Lou de Pre będą bardziej uwodzicielskie przy pobieżnych testach i (może) ułatwi to impulsywny zakup. Jednocześnie, moim zdaniem – i podkreślam tu subiektywizm opinii, bo ja lubię perfumy ciepłe – ich donaszanie jest mniej satysfakcjonujące.
Czy Royal Rubis sa syntetyczne? Tak.
Czy mi to przeszkadza? Nie.
Martwi mnie natomiast coś innego. I nie do końca wiem, jak się z tym zmierzyć. Zapach mnie nie porywa. Nie tworzy olfaktorycznej immersji, dzięki której perfumy są lub przynajmniej bywają drzwiami do innego świata. I nie wiem, czy jest we mnie podświadomy snobizm, który sprawia, że podchodzę do tych perfum z rezerwą, czy faktycznie brak tu głębi. Nie potrafię rozstrzygnąć tego dylematu i zaznaczam to wyraźnie, bo chcę pozostać uczciwa – wobec Was i siebie samej.
Reasumując: relacja jakość – cena jest tu dobra. Nie jestem znawczynią klonów, ale Royal Rubis są lepsze, niż na przykład Instant Crush Mancera (także będące klonem Baccarata). Choć ich wybrzmienie w bazie pozostawia nieco do życzenia.
Warto także podkreślić odejście od oryginału. Rynek perfum inspirowanych to rynek popularny. Te perfumy dedykowane są klientowi, który szuka po prostu ładnych zapachów – a nie wyzwań estetycznych. Wprowadzone zmiany sprawiają, że Royal Rubis są łatwiejsze, niż oryginalna kompozycja Kurkdjiana, ale nie tracą DNA charakterystycznego dla baccaratowej rodziny (nawet jeśli adopcyjnej).
Jeśli więc zawiesimy na kołku dylematy moralne – możemy być zadowoleni, że polska marka oferuje perfumy na poziomie porządnych arabskich dupesów w jeszcze korzystniejszej cenie.
Inspiracja: Baccarat Rouge 540 Maison Francis Kurkdjian
Kompozytor oryginału: Francis Kurkdjian
Data premiery 2025
Projekcja: niezła
Trwałość: Pełne brzmienie zapachu trwa krótko, ale chłodny powidok trzyma się skóry przez dobę. Co ma swoje zalety i wady.
Nuty zapachowe w brzmieniu ze strony marki:
Nuty głowy: jaśmin, migdał, szafran, pomarańcza
Nuty serca: ambra, drzewo bursztynowe, brązowy cukier
Nuty bazy: Drzewo cedrowe, żywica jodłowa, mech dębowy, ambroksan, kaszmir



4 komentarze do “Perfumy inspirowane – Lou de Pre Royal Rubis”
Nie widzę przeszkód, by stosować z uśmiechem i dystansem. Kupujemy to, co jest dla nas dostępne, a ze dostaniemy przy tym trochę słodyczy otulonej chłodem? Tym lepiej, landrynki z eukaliptusem też nie są lubiane przez kazdego, a jednak klasyk.
Z uśmiechem to najważniejsze.
I masz rację, czasem wybór „wszystko albo nic” to zbyt wielkie wymaganie. Ludzie, którzy nie mogą sobie pozwolić na wydanie piętnastu stówek na perfumy i tak ich nie kupią.
Czy ukryty snobizm, czy uprzedzenia nie pozwalają na to, żeby kompozycja nas porwała, czy faktyczny brak głębi – to będzie wiadome dopiero jeśli przetestujemy wszystkie perfumy zupełnie w ciemno nie wiedząc co testujemy tak naprawdę. W innym wypadku trudno uniknąć wrażenia” lepszych” perfum w przypadku ładniejszego flakonu, wyższej ceny, znanego perfumiarza… To jest mimowolne i niezależne od nas samych, choćbyśmy nie wiem jak chcieli być uczciwi. Zgodzisz się?
Oczywiście! Zgadzam się absolutnie. W ogóle obiektywizm opinii to oksymoron. Opinia jest zawsze subiektywna, choć należy się starać zachować rozsądek. Ja się staram. Dlatego piszę jasno, że moje odczucia są odczuciami. I – jak widzisz – sama zadaję sobie pytanie o to, na ile wpływa na nie świadomość, że to klon.
Ale w kwestii flakonu akurat podkreślę, że Lou de Pre ma naprawdę porządne szkiełka i korki.