Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

Nasomatto Duro

. To jedne z tych perfum, przy których mój umysł zacina się w trybie kontentowania się urodą zapachu i naprawdę trudno mi go przestawić na

Czytaj więcej »

Nasomatto Silver Musk

. Wszystko przez pewną Pandę… Swoim pozornie niewinnym pytaniem o Czarnego Afgana w komentarzu pod kiblową Voluspą Ola narobiła mi strasznego apetytu. A ponieważ nawiązanie

Czytaj więcej »

Voluspowe ekstrema

. To ostatni mój rzut zapachów Voluspy – większą ilością próbek na razie nie dysponuję. Myślę, że to dobry moment, żeby podziękować Cbr zwanej powszechnie

Czytaj więcej »

Figi Voluspy

. Ten post stanowi, przy okazji, niewielki aneks do mojej KonFIGuracji Fig, przy tworzeniu której jeszcze figowych zapachów Voluspy nie znałam. Voluspa Basic Black Collection

Czytaj więcej »