środa, 29 października 2008

Etro Etra


Ivanno, tym razem już dokładnie to, czego sobie życzyłaś. :-)

Ciepły chłodek


Jest w Etrze coś, co sprawia, że trudno ją sklasyfikować jednoznacznie. Zapach jest przyprawowy, wibrujący, pikantny i jednocześnie pełen blasku. Z drugiej strony, mimo chropawych nut ziołowych - ma w sobie jakąś niespotykaną delikatność.

Jeśli spojrzymy na zapach z dystansem, wsłuchując się w niego zauważymy, jak perfekcyjnie zbalansowane są poszczególne jego nuty. Nie tyle zmieszane, co poprzekładane precyzyjnie cienkimi warstwami tworzącymi tę oryginalną zapachową mozaikę.

Otwarcie, wbrew zapowiedzi producenta, nie wydaje się kwiatowe, lecz przyprawowe. Świeżość tego początkowego uderzenia bierze się nie z nut zielonych, czy cytrusowych - takich tanich chwytów Etra nie stosuje - to wytrawna, ożywcza nuta świeżo zerwanych, ledwo osuszonych z rosy ziół rzuconych zamaszystym ruchem na oszałamiająco aromatyczną dechę różanego drewna.

Po chwili na tym prostym tle zaczynają pojawiać się subtelne arabeski delikatnie ułożonego na tym tle jaśminu, wyraźna nuta geranium i zapach świeżej papryki (słodki i ostry jednocześnie, jak w Harissie Comme des Garcons).


Gdybym miała dociekać, co nadaje Etrze tego niezwykłego charakteru stawiałabym właśnie na to stanowiące istotę zapachu nieprawdopodobnie efektowne i niespotykane (albo prawie niespotykane, ale o tym za moment) połączenie intensywnego aromatu olejku kardamonowego i zielonego, gniecionego liścia geranium z pozornie zupełnie nieprzystającym do tego zestawienia zapachem różanego drewna w najbardziej esencjonalnej z możliwych odsłon. Pomysł dziwaczny, a efekt fascynujący.

Zestawienie to wywołuje u mnie subiektywne skojarzenie z zapachem surowych warzyw (ogórka, selera naciowego?) i, choć jako żywo, wielbicielką ogórów w perfumach nie jestem - tutaj zupełnie mi ta nuta nie przeszkadza. Szczególnie, że cały czas "podkręca" ją wytrawna przyprawowość kolendry i bazylii, a także wszechobecne w Etrze (jeszcze raz to napiszę) esencjonalne aromaty kardamonu i palisandru.

O schyłku zapachu trudno mówić, bo opowieść snuta przez Etrę na skórze nie tyle zmierza do waniliowo-piżmowego końca, co rozpływa się powoli, przycicha i w pewnej chwili orientujemy się, że po naszej pięknej towarzyszce dnia został jedynie zapachowy ślad, tak subtelny, że wyczuwalny bardziej pamięcią, niż węchem.

I tu muszę wspomnieć, że następuje to zdecydowanie zbyt szybko - trwałość Etry na mojej skórze jest po prostu kiepska. Szkoda.


Etra bywa często uważana, za bliźniaka i zastępcę wycofanego z produkcji Le Feu d'Issey Miyake, lecz ja sama choć przyznaję, że podobieństwo jest duże - daleka jestem od przychylania się do opinii, że zapachy te są identyczne.
Le Feu jest bardziej mleczne, kremowe. Etra jest zapachem bardziej przejrzystym, świetlistym, bez opływającej wszystko słodkiej śmietanki. Różnica w nutach - niewielka. Różnica wrażenia, odbioru zapachu - całkiem spora.

Ogólnie jednak, ani Etra, ani Le Feu, pomimo niewątpliwej urody - nie są zapachami przywołującymi w mojej wyobraźni jakieś szczególnie wyszukane obrazy.
Ot - chłodnik. Ale czyż pyszny chłodnik nie jest wart poematu? Zapachowego na przykład? ;-)

Data powstania: 2000

Nuty zapachowe:
nuta głowy: świeża kwiatowa - kolendra, kardanom, brazylijskie drzewo różane
nuta serca: kwiatowo-drzewno-pikantna - jaśmin, róża, geranium, papryka, cedr, sandałowiec
nuta bazy: drzewna - wanilia, piżmo

8 komentarzy:

  1. ciepły chłodeka .....ale(dla mnie)Etra ma coś w sobie.jestem daleka z porównaniem Etry do Le feu.

    Agaa13

    OdpowiedzUsuń
  2. Agoo, ja się w pełni zgadzam. ma w sobie "coś" i to wiele "czegoś". :-)

    Co do porównywania Etry i Le Feu - przyznać muszę, że nie potrafię ich nie zupełnie rozdzielić (i nie wiem, w jakim stopniu to kwestia samego podobieństwa, a a jakim tego, że zanim poznałam Le Feu znałam Etrę z przyczepiona gębą jego bliźniaczej siostry).
    Jednak znaku równości nie stawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam

    Baaardzo miło się czyta Twoje słowa!!!
    Czy miałaś już okazję wwąchać się w Aziyade Parfum d'Empire?
    Jeśli tak to proszę o kilka słów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Sabb Twoje opisy zapachów pozwalają mi wkroczyć na płaszczyznę wyobraźni w której ów zapach pokazuje mi swoje piękno. Etrę poznałam dzięki Tobie, pierwszy test i wiedziałam że Etra to jest to "coś"... Zapach jest piękny, jest dla mnie idealny w każdym calu, na skórze wibruje, zaczepia by powąchać nadgarstek. Na mnie jest wyjątkowo trwała, zapach robi się delikatniejszy ale jest zemną cały czas. Dziękuje za możliwość poznania Etry. Trafiłaś w 10tkę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu, Aziyade nie znam jeszcze.
    Pewna Osoba oferowała wysłanie próbki, ale prawdę mówiąc - liczę na wręczenie jej osobiście, więc jeszcze czekam. Przyznaję, że jestem ciekawa tego zapachu.

    Ivanno (bo tak się domyślam, że to Ty :-)) - cieszę się, że Etra Ci się spodobała i zazdroszczę jej trwałości.
    Dla mnie to zapach niezwykły - w znaczeniu: niespotykany, niepodobny do innych, nietypowy.
    To także (poza urodą) czyni ją wyjątkową.

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu dorwałam je w swe ręce. I chyba z tego będzie miłość (jak wygram w totka:D). Dla mnie przepiękne. Dawno nic mnie tak nie porwało. Moje pierwsze skojarzenie to .... Dolce Vita. Dla mnie są podobne, choć Etra jest o wiele bardziej wytrawna, przyprawowa, szlachetna. Dolce Vita to brzoskwiniowa, ulepowata kulpa. Etrę odbieram jako ciepłe, otulające, ale nie ciężkie. Chcę je:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. A wiesz, mnie się Dolce Vita podoba. Choć dotychczas nie przyszło mi do głowy porównanie jej do Etry.
    Gdybym miała ustawiać "krewniaczki" w linii, to na pierwszym miejscu chyba byłoby Le Feu, potem Etra, potem Dolce Vita. Choć wszystkie trzy piękne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonała recenzja. Ciepły chłodek, może spacer poranny, gdy geranium się budzi ze snu, a może wieczorna przechadzka wczesną jesienią, wspaniała kompozycja, świeża ale namiętna.
    Pełna blasku tak! Unosząca! Zapach w pierwszym zderzeniu przypomina Le Feu, ale brak mu mlecznej części, duszącego zakończenia, choć również kończy się słodko. Słodycz przyjaźni, zaś Le Feu była bardziej mistyczna.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...