poniedziałek, 4 maja 2009

Eau d'Italie Sienne l'Hiver

.

Czekając na zimę


Zimowe perfumy kojarzą mi się albo z wilgotnym chłodem wzbogaconym szalenie atrakcyjną nutą przemarzniętych kartofelków jak w przypadku Snow Demeter, albo z przypominającym roomspray aromatem korzennych pierników jak w Winter Delice Guerlain. Zapach Eau d'Italie nie należy do żadnego z wymienionych typów.

W Sienne l'Hiver nie ma zimy do jakiej przyzwyczaiły nas napchane białymi pejzażykami media. Nie ma tropów na śniegu, choinek, bałwanków, sanek, brzuchatych Mikołajów, czerwonych dziecięcych policzków i całej tej ludycznej atmosfery.
Tak właściwie, w ogóle nie ma zimy...

Jest późna jesień. Dni stają się krótsze, niebo mniej błękitne, wiatr ze sprzymierzeńca z walce ze słońcem zmienia się w uciążliwego i napastliwego natręta. Większość drzew straciła już liście, trawy ściemniały, ziemia szykuje się do snu, ostatnie kwiaty w osłoniętych grubymi murami donicach przywiędły z zimna.

Zapach Sienne l'Hiver to dzień, w którym przygotowujemy się do zimy.
Szamocząc się z nawiewającym włosy na twarz i kąsającym w uszy wiatrem z wysiłkiem staramy się wtoczyć do sieni ciężkie donice pełne geranium i skurczonych z zimna fiołków, łamiąc przy tym liście i rozgniatając omdlewające płatki o kamienne powierzchnie. Potem zgrabiałymi dłońmi starannie zawijamy w papier oczyszczone z ziemi cebule irysa i układamy je w jasnych, drewnianych skrzyneczkach. Nieużywany od maja kominek dymi bardziej, niż zwykle gdy palimy w nim świeże szczapy by sprawdzić, czy ciąg jest dobry. Trzaskają niedomknięte drzwi, chłód wyciąga łapy w głąb domu wykradając z niego ciepło i zapach przygotowywanych na kolację smakołyków.
I to jest otwarcie. Pełne jesiennej, przywiędłej zieloności, ze słodką nutą kłącza irysa, która w tym kontekście pachnie jak przemarznięty ogród. Dymne i chłodne jednocześnie.

Kiedy już wtaszczymy do środka wszystkie skarby lata, kiedy zmieciemy z tarasu zwiędłe liście, a kominek przestanie prychać dymem, zamykamy drzwi uszczelniając je dodatkowo zwiniętym w rulon pledem. Zmęczeni, z rozpalonymi od wysiłku i wiatru policzkami siadamy na starej, masywnej kanapie i grzejąc dłonie o kubek parującego grogu milczymy patrząc w ogień. Wnętrze jest ascetyczne, kamienne ściany ledwo pobielone, meble stare, nawet ogrzewający dłonie i usta kubek zrobiony jest z fajansu, a nie z porcelany. Ale to piękna prostota, której czas dodał szlachetności i niezwykłego uroku.

W takim otoczeniu można przesiedzieć wieczór i noc w towarzystwie małomównego gospodarza słuchając jak wiatr trzaska okiennicami i podzwania szybami. Można wraz z nim przeglądać zapasy ziołowych nalewek w zalakowanych, umieszczonych w wiklinowych koszyczkach flaszkach i szykować się na nadchodzącą zimę. Można oglądać pamiątki sprzed lat, słuchać Telemanna i parzyć sobie palce wkładając do ust gorące kasztany. Oczekiwanie na zimę w Sienie nie jest forsownym zajęciem.


Data powstania: 2006
Twórca: Bertrand Duchaufour

Nuty zapachowe:
liść fiołka, geranium, czarne oliwki, białe trufle, dym, cedr, gwajak, prażone kasztany, jesienne liście, wiklina, kłącze irysa florenckiego, mimoza, hiszpańskie labdanum, piżmo

1 komentarz:

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...