niedziela, 26 września 2010

Naiviris Huitième Art Parfum

.
Jeśli kompozycja opisywana jest jako jednocześnie pikantna i "dobrze wychowana", a do tego śmiertelnie czerwona... Oczywiście może okazać się kompletnym niewypałem.

I wcale nie opis sprawił, że znalazł się Naiviris w pierwszej trójce recenzowanych przeze mnie zapachów Huitième Art Parfum. Po prostu, wraz z Fareb znalazł się on w trójce zapachów, które przy pierwszych testach zrobiły na mnie najlepsze wrażenie. I o ile te dwa były do przewidzenia, to trzeci wybraniec Was zaskoczy... Ale o tym następnym razem.

Dziś "intymna schadzka pikantnego aromatu afrykańskiego Czerwonego Irysa i ciepłej, pulsującej woni drewna Zebrano".


Niepokojąca pikanteria bytu


Otwarcie jednocześnie intryguje i niepokoi.
Intrygujący jest wyraźny, niejednoznaczny aromat przydymionego drewna, pachnącego jak lekko podpalana mieszanka palisandru, sandałowca i pastowanego cedru. Niepokojące zaś są nuty irysa -  mój nos doskonale zapamiętał przygodę z innym irysem pana Guillume'a: Cuir d'Iris i perspektywa powtórnego jej przeżycia nie jest mu miła. Reszcie mojego organizmu również.
Na szczęście dziwna, słodkawa woń irysowego kłącza nie rozwinęła się tym razem w znanym z tamtej kompozycji kierunku.

Po niespełna kwadransie, do dwunutowego pierwszego akordu dołączają kolejne składniki: przede wszystkim wielopłaszczyznowy, bogaty, delikatnie kwiatowy szafran, po szczypcie pieprzu i pikantnego kardamonu, gałka muszkatołowa, kilka gęstych kropel olejku różanego, który może tłumaczyć wrażenie obecności palisandru w otwarciu. 
W tle brzmi kremowa wanilia, najprawdopodobniej odrobina ambry i... Nie wiem, czy zmysły mnie łudzą, czy drewno Zebrano, którego zapachu nie znam mnie mami, czy rzeczywiście... Agar. Nadający kompozycji nietypowej gładkości składnik X. Przy pastowanym otwarciu powinnam była przewidzieć, że go tu odnajdę.

Naiviris to kompozycja rzeczywiście łącząca w spójną, harmoniczną całość nuty pikantne i łagodne; aksamitny aromat róży z nietypowym, dość trudnym akcentem drzewnym; nuty przyprawowe z kremową, śmietankową nieomal wanilią, dziwacznego, guillame'owego irysa z czającym się w tle perfumeryjnym orientem. 
I tak, napiszę to: nie myliłam się, to jest zapach, który może zrobić wrażenie.


W miarę układania się na skórze, wchodzenia w reakcję z chemią ludzkiego ciała zapach łagodnieje. Pikantne nuty nadal stanowią jeden z ważnych elementów kompozycji - łagodność objawia się całkowitym niemal zanikiem bagnistego nieco irysa, wyjściem do przodu róży, ewolucją nut drzewnych w kierunku czegoś, co nazwać można orientalną bazą: cenne drewna z agarem włącznie, wanilia, niewyczuwalne nieomal, lecz nadające kompozycji charakterystycznego złocistego ciepła nuty zwierzęce (nie wiem tylko, czy to ślad ambry, czy piżma, czy raczej obu).

Całość pachnie jak gdyby charakterystyczne dla agarowców typu Midnight Oud Juliette Has a Gun czy Aoud Micallef złożenie róży i drewna było punktem wyjściowym, kłębkiem nut, na który Guillaume nawinął dodatkowo dwie antagonistyczne nitki: pikantną i kremową. I jakimś cudem te niepasujące do siebie elementy układanki tworzą całość. Niejednolitą, pozornie niestabilną, a jednak harmoniczną.

Nie wiem sama, jak opisać ten finalny efekt. Z jednej strony niewątpliwie jest to kompozycja bogata, nosząca cechy orientu, z drugiej strony pikantne nuty dają jej niezwykłą... Lotność. Wrażenie, jak gdyby była lżejsza od powietrza i niepilnowana mogła ulecieć, jak wypełniony helem barwny, bogato zdobiony balon.

Czy potrzebna jest pointa? Czy ktokolwiek nie przejrzał mnie jeszcze?


Data powstania: 2010
Twóraca: Pierre Guillaume

Nuty zapachowe:
enigmatyczne

* Pierwsze zdjęcie: Isaac Lonestree "Purple Black Iris" 
*** Ilustracja numer trzy: "The launch of the Montgolfier Balloon over Paris" z kolekcji Harry'ego F. Guggenheima

14 komentarzy:

  1. A gdyby ten balon był wypełniony wodorem, mógłby efektownie wybuchnąć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakby to... tego, no... eee... ;)
    Faktycznie, wodór w czaszy balonu mógłby być ciekawym akcentem. ;) A poważnie, gdyby nie irys, to może pachnidło byłoby w stanie czymś (czymkolwiek?) mnie zainteresować; bo ja dziwna jestem. Róże lubię na przykład. ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Hihi!
    Ale ten akurat balon nie jest wypełniony wodorem. :)))

    Wiedźmo, o róży mi nie mów nawet, zaczynam z niepokojem obserwować u siebie brak obrzydzenia do tej nuty. To po prostu straszne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Błogo mi się robiło z każdym przeczytanym wyrazem bardziej dopóki nie doszłam do wzmianki o Midnight Oud...;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ja nie lubię irysa... a agar kusi, kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Skarbku, cóż ja poradzę, że MO jest dla mnie ideałem różanej agarowości...?



    Escritoro, ja mam schizę irysową. Dosłownie. Czasem myślę, ze ta świetlista, srebrna, chłodna nuta jest najpiękniejsza okołokwiatową nutą w galaktyce, innym razem irys wpycha mi się do nosa nadgniłą bulwą i wywołuje gęsią skórę. Tu nie zachodzi żadna z powyższych ewentualności. Irys mi tu dynda. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem, gdy czytam opisy perfum czuję się jak analfabeta, bo hasla w rodzaju "zapach drewna zebrano" kompletnie nic mi nie mówią. Mam mgliste pojęcie, jak owo drzewo wygląda (widziałam okleinę do mebli "zebrano"), ale jak pachnie?!
    Odetchnęłam z ulgą dopiero, gdy doczytalam,że Ty też tego nie wiesz ;-)
    Zapach - sama nie wiem. też nie lubię irysa, w niektórych wydaniach. W innych jest OK. To samo mam z agarem zresztą...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dla mnie zapachy noszące znamiona czerwieni ze szczyptą pikanterii, nieco orientalne, są jak najbardziej pożądane - takie właśnie lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Stylistko Tekstu, moja wiedza o drewnie Zebrano też ogranicza się do tego, co wyczytałam w sieci. Że twarde, że dobrze się obrabia i że ma zapach uznawany przez niektórych za nieprzyjemny. Wiem tez jak wygląda i na tym koniec. Na oczy nie widziałam ani szczapki. :]
    Irys to dziwna nuta. Jedna z tych, które albo lubię, albo nie raczej nie bywa obojętny. A tu... Tu chyba jednak nie lubię. Dobrze, że ledwo go czuję. ;)



    Katalino - on nie jest czerwony. No nie.
    Ale i tak jest fajny. Podoba mi się, choć flakonu nie kupię, bo róż z agarem mam już kilka. starczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurczę, po dziesięć razy dziennie sprawdzam stronę Quality, czy już oficjalnie te zapachy są i można w końcu zamówić próbki :D nie mogę sie doczekać, po tej recenzji zwłaszcza :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Miss Lidio, Huitieme Art Parfum powinny znaleźć się w ofercie w połowie października. Nie wcześniej na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  12. A zaczynało się tak pięknie... I nazwa jaka interesująca...Ech. Szkoda, że drewno rozpływa się w oriencie, róża stapia z wanilią. Choć pewnie zapach może być interesujący. Drewno, irys i bardzo gęsty zapach zachodzącego słońca... hm...:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy Naiviris Huitième Art Parfum to bardziej zapach dla dla mężczyzn czy dla kobiet?

    OdpowiedzUsuń
  14. Poulo, pytasz o dwa zapachy - pozwolę sobie odpowiedzieć w dwóch miejscach tak samo.
    Oba te zapachy to unisexy - dobrze będą się układały i na kobiecie, i na mężczyźnie. Rozumiem jednak intencję pytania, więc z pewnym wahaniem odpowiadam tak: moim zdaniem Fareb jest nieco bardziej męski, zaś Naiviris jest kompozycją ze wskazaniem na panie. tak sadzę. Ale wiele na pewno zależy od indywidualnych preferencji.
    Mam nadzieję, że taka nieostra odpowiedź Ci wystarczy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...