wtorek, 14 grudnia 2010

Perfumy na Gwiazdkę - dobry pomysł?

 .
Zbliżają się Święta, z których popkultura uczyniła festiwal zakupów i nieumiarkowania. Oraz kiczu, ale to akurat przypadłość, która dotyka nieomal wszystkiego, co przemieli młyn komercji. Z okazji nadchodzących świąt pozwolę sobie podjąć temat, który w mailach od Was przewija się systematycznie, a jednocześnie nie wymaga testów (mój katar powoli mija, wciąż jednak nie bardzo ufam swemu zmysłowi powonienia).


Jak kupować perfumy na prezent?
 
 

Prawdę mówiąc, trudne to wyzwanie.
Miłośnikowi książek bez większego ryzyka podarować można kolejną pozycję lubianego autora, melomana obdarować kolejnym albumem wykonawcy, którego słucha. W przypadku perfum ta zasada się nie sprawdza. Jeśli decydujemy się na samodzielny wybór perfum na prezent, nigdy nie możemy mieć pewności, że trafimy w gust osoby obdarowywanej. Bez względu na to, jak uważnie wybieramy, jak starannie sprawdzamy nuty, jak dobrze staramy się dopasować zapach do osoby i wreszcie, bez względu na to, jak piękne wydają nam się kupowane perfumy.

Jeśli jednak macie nieodpartą ochotę na to, by obdarować kogoś flakonikiem pachnącej cieczy, oto kilka rad zwiększających szanse na to, że osoba obdarowana odpakowując prezent wyrazi radość nie tylko dlatego, że jest dobrze wychowana.


Pierwsza uwaga ogólna: prezenty mają sprawiać radość osobie obdarowanej, nie ofiarodawcy.

Większość ludzi szukając prezentu ładnego/praktycznego/interesującego kieruje się własnym gustem i własnymi upodobaniami i w rezultacie kupuje coś, co sama chciałaby mieć. Dziewczyny kupują chłopakom ubrania, które im się spodobały, chłopcy kupują dziewczynom płyty z muzyką, którą lubią oni, a nie one, rodzice kupują dzieciom zabawki, które sami uważają za najwłaściwsze, a już nagminnie koleżanki ofiarują koleżankom bibeloty, których kupieniu po prostu nie mogły się oprzeć. Tymczasem wybierając prezent należy kierować się gustem osoby, dla której jest on przeznaczony - nawet wbrew własnym upodobaniom.
Jeśli więc urzeknie Cię śliczna bluzeczka, nie kupuj jej osobie, która nosi się w innym stylu; jeśli uważasz, że ostatni koncert Lady Gagi wymiata i marzysz o nim, nie kupuj go komuś, kto słucha rocka; jeśli nie potrafisz się oprzeć mężczyźnie pachnącemu Chanel Platinum Egoiste, pamiętaj, że to nie Ty będziesz w darowanych perfumach chodzić. Powiem wprost: kupowanie prezentów nie powinno być usprawiedliwieniem dla zakupów, którym "nie mogłeś się oprzeć".


Sporo wysiłku i taktu wymaga dowiedzenie się, o czym nasz potencjalny obdarowany marzy, czego pragnie, co sprawi mu radość. Nawet jeśli wydaje nam się, że znamy go dobrze. Jak więc zdobyć tę cenną wiedzę?

Słuchać, zagadywać, przyglądać się. Wybrać się na wspólny spacer po sklepach i obserwować, na co zwraca uwagę, skierować rozmowę na ten temat, opowiedzieć o swoich gwiazdkowych marzeniach.
Prezenty - niespodzianki są zdecydowanie przereklamowane. Sprawdzają się w przypadku osób o niesprecyzowanym guście, takich, które same nie wiedzą, co chciałyby dostać. W przypadku osób bardziej konkretnych, polecam rozmowę.

Świetnym pomysłem na wszelkie okazje są listy prezentów. W przypadku Świąt można założyć stronę, na której swe marzenia wpiszą wszyscy biesiadnicy, w przypadku urodzin czy imienin, coraz powszechniejsze jest wysyłanie via e-mail zaproszeń zawierających linka do strony z interaktywną listą marzeń. Naprawdę, nie ma się czego wstydzić - dobrze przemyślana lista: taka, która zawiera prezenty o różnej wartości (od własnoręcznego masażu pleców, przez skarpetki z kotkami, konkretne tytuły płyt czy książek po perfumy i inne dobra luksusowe, na które można przecież zrobić zrzutkę) to wielkie ułatwienie dla gości czy "Mikołajów".

 

Wróćmy jednak do kupowania perfum. Tym razem sprawa jest jednocześnie łatwiejsza i trudniejsza, niż w pozostałych obszarach zainteresowań.

Trudniejsza dlatego, że jeśli kupimy perfumy osobie, która kompletnie nie jest zainteresowana tematem, rzeczywiście mamy szansę, że cokolwiek wybierzemy, nie wzbudzi w niej niechęci. Z drugiej strony, nie będzie to podarunek wymarzony, który wzbudzi prawdziwą radość. 
Perfumoholik, który wszystkich wokół obdarowuje flakonami (bo przecież perfum każdy używa) to ten sam przypadek, co numizmatyk ze szczerego serca ofiarowujący bliskim okolicznościowe medale (bo takie piękne, a ich wartość wciąż rośnie), miłośniczka etnicznej biżuterii zasypująca nas przy każdej okazji kolejnymi paciorkami (bo nosić można bez względu na wiek i płeć) i odrobinę tylko lepsza opcja, niż pasjonat wędkowania wykosztowujący się na nowy spławik dla każdego znajomego (bo to taki piękny sport i każdy, naprawdę każdy może go uprawiać). Rozumiecie? Prezent ma być spełnieniem marzeń obdarowywanego, nie kłopotliwą durnostojką czy kolejnym niepotrzebnym gadgetem.


Może się wszakże zdarzyć, że obdarować chcemy osobę o, bardziej lub mniej, wyrobionym guście perfumeryjnym. Wówczas wybierając w ciemno zapach, którego nie ma ona w swych zbiorach niewielkie mamy szanse na to, by trafić w jej gust. Posługując się własnym przykładem - dostałam kiedyś od czujnego obserwatora mojej kolekcji Ouarzazate Comme des Garcons - jedynego kadzidlaka z serii Incense, którego nie mam. Prezent przemyślany i z serca uczyniony, a jednak nietrafiony, bo nie przypadkiem nigdy nie nabyłam flaszki.

Aby zminimalizować ryzyko pudła można po pierwsze: zdublować zapach już przez daną osobę posiadany. Zerknijmy, czy któryś z flakoników w jej kolekcji się kończy - kupienie kolejnego jest rozwiązaniem względnie bezpiecznym. Oczywiście możliwe, że jest to flakon mozolnie i wyłącznie z poczucia obowiązku "wykańczany", ale w sytuacji kiedy nie wiemy dokładnie o czym marzy osoba, dla której kupujemy prezent, ryzyko istnieje zawsze.
Po drugie: jeśli któryś z lubianych przez naszego potencjalnego obdarowanego zapachów posiada linię uzupełniającą pielęgnacyjną, pewnym niemal prezentem jest krem do ciała, balsam, żel pod prysznic, puder do ciała, dezodorant, mgiełka zapachowa, olejek pielęgnacyjny, woda po goleniu lub inny produkt rozszerzających na inne sfery przyjemność z używania perfum. Oczywiście o tym, że puder raczej dla pań, a woda po goleniu raczej dla panów wspominać nie muszę. :)

 

Można, oczywiście, próbować na podstawie dotychczas używanych perfum wydedukować nuty i zapachy, które mają większe, niż inne szanse się spodobać, ja jednak nie podejmuję się udzielania rad w tej kwestii, a już na pewno nie na zasadzie, że "jeśli lubi Opium, polubi i Obsession". Bo to nieprawda jest, choć oczywiście istnieniu pewnych cech indywidualnego gustu przeczyć nie zamierzam. Nie są to jednak przesłanki, które uznaję za wystarczające ku temu, by wydać kilkaset złotych i dodatkowo popsuć radość z prezentu osobie, której przecież chcemy sprawić przyjemność. 
Założę się, że zdarzyło wam się dostać w prezencie coś, czego właściwie wcale nie chcieliście. Przykre w tej sytuacji jest zarówno to, że trzeba udawać radość, bo ktoś przecież postarał się i wydał pieniądze, jak i to, że zarówno wysiłek jak i pieniądze zostały zmarnowane, podobnie jak nasza szansa na to, żeby dostać coś, co naprawdę nas ucieszy.



Dlatego moja kontrowersyjna rada jest taka: perfumy kupujcie tylko ludziom, którzy marzą o tym, by je dostać.
Życzę udanych przedświątecznych zmagań z prezentami. :)


* Pierwsze zdjęcie pochodzi ze strony: www.ideachampions.com
** Trzecie z: /www.fungiftideas.org
*** Czwarte wykonała Nikki i pochodzi ono z jej bloga: nikkifox.net/blog
*** Ostatnie to oczywiście demotywator z: demotywatory.pl/

40 komentarzy:

  1. Tak też i ja zrobiłem. Po prostu sam kupiłem sobie perfumy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha! To moja metoda. Kupuję sama, nawet zapakować mogę. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowna notka o kupowaniu prezentów. Powinna ją przeczytać moja rodzina ;). Jakoś nigdy prezenty od nich nie są trafione ;/.

    A co do prezentu w postaci perfum. Nie przepadam za takimi podarkami. Zazwyczaj nikt nigdy nie trafi w mój zapach. Jeżeli już ktoś chce, albo ja komuś chcę kupić flakonik to albo niech mnie zabierze ze sobą albo zostawi pieniążki na ten konkretny cel. Podobnie z osobą obdarowywaną przeze mnie.

    Z resztą, ja jakoś nie mam oporów pytać przyjaciół co by chcieli dostać na prezent. Niech podadzą kilka opcji, ja wybiorę jedną i zawsze to będzie dla nich niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli wychodzi na to, że moje, wynikające z własnych doświadczeń, rady sa oczywiste. I oby były oczywiste dla jak największej liczby ludzi. :D
    Specjalistką w kupowaniu prezentów wedle własnego gustu była moja mama... To naprawdę byłby materiał na powieść. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obdarowywanie to trudna sztuka. Ale wytrwale ćwiczę ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Wychodząc ze słusznego założenia, że sam wybieram zapach, w którym dobrze się czuję, zakupiłem sobie na prezent flaszeczkę "Kardynałka" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo, nie pomyślałem, żeby sobie zapakować na prezent ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kupowanie perfum na prezent to rzeczywiście trudna i indywidualne sprawa, jeśli miałbym dostać na prezent perfumy to tylko od siebie samej, sama mogłaby je podarować np. mojej mamie, dla której jest raczej obojętnie co nosi ("i tak nie cie czuje" albo "ładne"). Wydaje mi sie że trudniej dać trafiony prezent osobie która ma konkretne oczekiwania i zwraca uwage na zapach, dla wielu ludzi wystarczy jednak kupić coś bezpiecznego i ładnego i bedą nosić z zadowoleniem (bo perfumy to tylko taki miły dodatek). Zgadzam sie z hasita86 że warto popytac o wskazówki, ale dla niektórych niespodzianka to świętość :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Perfumy na preznet kupilabym tylko wtedy jakbym wiedziala, ze osoba obdarowana koniecznie takie chce. Pare razy dostalam perfumy wybrane na pewno w dobrej wierze ale w zadnym wypadku mi nie podeszly.

    Wiec albo kupuje je sama... albo zaciagam meza do perfumerii i mowie mu duzymi literami "... TE perfumy mi sie podobaja... i tylko wlasnie TE bym chetnie przytulila..." ... maz z czasem zaczal zapamietywac i tak robimy z wiekszoscia prezentow :)) ... i potem ja sie ciesze z prezentu... a maz z tego, ze taki dobry mi wybral ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem czy istnieje mozliwosc zakupu vouchera przeznaczonego na perfum (np. niszowej perfumerii...) Otrzymalam taki voucherek cudownego sklepiku, gdzie napewno zostanie dobrze zainwestowany ;) Uwielbiam tez otrzymywac wypadowe vouchery (moja 11-letnia corka je od lat sama produkuje...) przeznaczone na wycieczke z lodami itp.
    Michalina

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z tym co tu napisałaś :) Ja, co prawda, ekspertem perfumiarskim nie jestem. Rzadko kiedy jestem w stanie rozpoznać nazwę perfum po zapachu (chyba że dane perfumy znam i lubię), a jeszcze trudniej wychwytuje pojedyncze nuty bukietu. Wiem jednak czy coś mi się podoba czy nie i zapachy, które lubię "łapię" lotem błyskawicy. Osobiście wolałabym nie dostać w prezencie perfum, chyba że miałabym 100% pewności, że zapach będzie mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszelki duch dawnych bogów chwali! Sabbath wróciła. ;)
    Nie dalej, jak kilka godzin temu, obiecałam mojemu tacie, że dostanie w prezencie "perfumy, o jakich zawsze marzyłam"; a on na to, że wolałby "pantofle, które mama ostatnio przymierzała". ;)) A poważnie dam mu album o dawnym budownictwie drewnianym.
    Faktycznie, lepiej nie kupować perfumowego prezentu wcale, niż kierować się wyczuciem albo - o zgrozo! - własnym gustem. Dlatego robiąc perfumowe prezenty (w nadchodzące święta dwie sztuki) wcześniej przeprowadzam wywiad, najlepiej połączony z wypadem do perfumerii i/lub testami. :) Chyba, ze ktoś ma tak, jak moja ciotka (opisywana w mojej recenzji Miodu YR), która łyknie wszystko, co o miodzie, z miodem, dla miodu, przez miód etc.
    I w ogóle wyjaśnia się, dlaczego tak rzadko dostaję flakony. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. no nareszcie. jesteś z powrotem,a już się martwiłem :)
    świetny post
    J

    OdpowiedzUsuń
  15. z zapachowych prezentów wolałbym jednak set próbek do przetestowania, niż nietrafiony flakon :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Sab, a gdzie cię znowu wcięło na tyle czasu?:) A perfumy na prezent to moim zdaniem jeden z najgorszych możliwych pomysłów na prezent - baardzo ciężko trafić w zapach który podpasuje danej osobie, no chyba że wie się konkretnie co kupić. Zrobiłam taki błąd raz i już więcej próbować zakupów w ciemno dla kogoś nie będę... Jak pachnący prezent, to tylko dla siebie;) Tak nawiasem, muszę się podzielić - ostatnio psiknęłam się Opium i od kilku osób usłyszałam, że pachnę ciastem drożdżowym. No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, no kurcze;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Cammie, to chyba dobrze, czyż nie? Najgorzej jest z tymi niewyuczalnymi (ja na przykład przez lata od męża dostawałam gry, o których marzył, koncerty kapel, które lubi, kwiatki, z którymi nie wiem, co robić...). :)


    Krzysztofie - gratuluję! To będzie piękny prezent. :)


    Zaczarowany Pierniczku, wszystko, co piszesz jest prawdą, oczywiście, ale ja ciagle myślę, czy taka osoba, której wszystko jedno naprawdę chce dostać perfumy. Czy nie marzy o czymś, co nie będzie jej obojętne? O książce, zestawie do lutowania, kołowrotku czy cholera wie czym.


    Piotrze, no jakże tak? Niezapakowany?! ;)


    Maus, robię dokładnie to samo. Czasem nawet po prostu pokazuję paluchem, czego chcę i odchodzę zostawiając mężowi czas na "wybranie" prezentu i zakup. :)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Michalino, voucher to niezły koncept,szczególnie taki "wypadowy" od dziecka. Robiłam coś w tym stylu mamie, ale wtedy to się nazywało "talon na miły dzień". :)


    Wiedźmo, jak Ty się ładnie dziwisz! :)))
    Rozmowa genialna. To dokładnie tak wygląda zwykle, tylko ludziska się certolą i milczą na ten temat.


    Jarku, set próbek to w sumie pomysł wyłącznie dla osoby z perfumeryjnym zboczeniem. Ale owszem, fajny koncept. :)


    Magdo, powiem Ci gdzie. Mam taką furę obowiązków i jednocześnie tak bolesny atak lenistwa, że postanowiłam zmotywować się samoograniczeniem - dopóki nie odwalę konkretnej porcji roboty - nie ma przyjemności, czyli pisania o perfumach. A że bardzo mi się chce... To pracuję. Ale niechętnie. ;)
    Opium, ciasto drożdżowe? Łomatko! Z czym oni to ciasto robią?! :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdarza mi się dostawać i dawać, ale są to konkretne flakony. Nie ma niespodzianki wprawdzie, ale i nie ma elementu "wymuszonej" radości ;)

    Ale nie ma to jak perfumowe prezenty dla samego siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiesz Sabb, chciałem sobie sprezentować French Lover, ale niestety Galilu w Krk dysponowało jedynie testerem:( Cóż, na Wielkanoc prezenty daje "Zajączek" więc...
    ...wszystko przede mną:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze - w ramach żartu. Zawsze mam koszmarną wizję, że ktoś mi kiedyś sprezentuje wielgachną butlę Edenu, Cacharela:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Sabb, wydaje mi sei że takie osoby co, jeśli chodzi o perfumy, wszystko lubią/jest im obojętne mają takie podejście do perfum bo są dla nich tylko miłym acz niekoniecznym dodatkiem, o którym myśli sie na końcu...choć moze w głębi duszy/podświadomości takie osoby tez chciały by sie zapachowo zachwycić? nie wiem

    IMHO przede wszystkim wszystko rozbija sie o wartościowanie, zaskakuje mnie jak mało znaczą perfumy dla niektórych, w porównaniu do ciuchów, książek, muzyki, jedzenia

    OdpowiedzUsuń
  23. Calkiem cos innego, zwrocilam uwage na
    ostatni post na blogu I smell therefore I am: The Breakfast Club: Allison Reynolds (polecam goraco rowiesnikom i innym zainteresowanym....) Michalina

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja dzisiaj kupilem sobie Kenzo Air 20ml tylko;-) ale zawsze cos;P zapakowac pod choinke tez moge

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  26. Odkryłem że mogę się nazywać no to niech będę woj12 ..pachnący duro lub fumidusem lub afganem lub czarnym durbano itd

    OdpowiedzUsuń
  27. Madzik, niespodzianki sa przereklamowane. A wizja? No cóż... Niby można po prostu wyrzucić, albo oddać komuś, ale to nie wpływa na świadomość, że mogliśmy dostać coś fajnego.


    Krzysztofie, French Lover to jeden z zapachów, przy których "tracę rozum". ;) Trzymam kciuki za zajączka. A na Gwiazdkę co?


    Zaczarowany Pierniczku, tez mnie czasem zadziwia, jak wielką wagę przywiązują ludzie do trzydziestej bluzki i siódmej kurtki. Z drugiej strony, ludzie często nie potrafią się nadziwić, że wolę flakon perfum (albo książkę, albo płytę, albo nawet po prostu przepuszczenie kasy na imprezie) od modnego ciucha.
    Czy zaś ludzie chcą się zachwycać? Czy człowiek o kiepskim słuchu marzy o tym, by zostać melomanem? Może z gustem jest jak z rozumem? Kartezjusz pisał, że zdrowy rozum jest najlepiej podzielona rzeczą na świecie, bo każdy uważa, że ma go dosyć. Może więc analogicznie, każdy uważa że jego gust jest najlepszy, a jego priorytety najbardziej... Priorytetowe? ;)


    Miachlino, dziękuję, zaraz zajrzę. Nie mam ostatnio czasu nawet na śledzenie blogów. :(


    Teziak, zapakuj koniecznie. zapakowany prezent to większa frajda. :)


    Woj12, witaj. Gratuluję niezwykłych wyborów i przyznaję, że ja też lubię się "nie nudzić". :)))

    OdpowiedzUsuń
  28. To jest właśnie magia kadzideł:) French Lover jest szczególny w tym względzie. Jest dla mnie połączonym w jedno: Terre D`Hermes, Fumidus i Avignon. Zakochałem się w tym zapachu, tylko ta cena:(
    Co do gwiazdki to chcę odkupić napoczętą flaszkę Armani Prive Bois D'encens, a jak to nie wypali to kupię sobie Zagorsk.
    No chyba, że coś innego mi podsuniesz:)))

    OdpowiedzUsuń
  29. Ależ to są genialne wybory. Moim zdaniem, oczywiście. Podsuwać mogłabym wiele, ale z tymi pomysłami nie dyskutuję, zważywszy na to, że oba zapachy posiadam i uwielbiam. W sumie to dobrze, bo inaczej zazdrościłabym strasznie. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  30. Sabbb fajny tekst, z którym trudno się nie zgodzić :) Jestem w o tyle fajnej sytuacji, że moja rodzina ( teściowa, szwagierka ) nie używa perfum, bo je kocha. Nie delektują się nimi,mają byc po prostu ładne. W związku z tym, perfum ode mnie nie dostają, zresztą z reguły robimy sobie symboliczne podarunki. Natomiast mój mąż pachnie tym co ja lubię ;)chociaż najczęściej są to równiez zapachy, które podobają się jemu.Często podtykałam mu pod nos próbki z wymiankowego, albo najzwyczajniej w swiecie w perfumeriach kazałam wystawiać łapę do testowania ;)Natomiast zapach, który pokochał miłością wielką i który zabrał z mojej szafki to Molecule 02 ( pół butelki ze wspólnych zakupów ). Pięknie się na nim układają, jedyny problem to taki, ze się kończą;)A z moimi prezentami perfumowymi robię tak jak Ty - pokazuję paluchem w sklepie, że te konkretne z miła chęcią przygarne:)
    Kagan

    OdpowiedzUsuń
  31. Kagan, czy mnie się wydaje, czy wróciłaś na dobre? :)
    Podobnie jak Ty, nie kupuję perfum ludziom, którym są one obojętne. Po co?
    Waszą miłość do Molecule 02 podzielam. Jest w ambroksanie coś, co sprawia, że się rozpływam. Niewielka w tym zasługa Schoena, ale w sumie... To dzięki jego pomysłowości mieliśmy okazję poznać ten składnik, więc... Chwała mu za to. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Sabb, nie wiem jeszcze czy wróciłam, ale ogromnie tęsknię i czasami podczytuję i Ciebie i forum. Starałam się nie wciągać, bo miałabym ochotę na wspólne zakupy, wymianki próbkowe, a trochę to trudne jak człowiek daleko. Co do Molecule- jestem własnie w trakcie poszukiwań sklepu w Londynie do którego mogłabym się wybrać na zakupy :) Muszę je kupić, nie wyobrażam sobie, żeby nie było ich na jego półce.

    OdpowiedzUsuń
  33. Mnie sie udało ustrzelić na Allegro. Cały flakon. W przyzwoitej cenie. Jeśli nie znajdziesz dobrej oferty, najwyżej kupię dla Ciebie i Ci wyślę za tę Twoją zagramanicę. :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję :* Jak to dobrze wiedzieć, że jest ktoś taki :) Powiedz jak przyzwoita ta cena była?

    OdpowiedzUsuń
  35. 360 z przesyłką za nówkę nieśmiganą. To syntetyk, więc mogę sobie trzymać latami bez obawy, że mi się zepsuje. :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Wiesz, że to baaaardzo przystępna cena. Znalazłam najtaniej za 75 funtów.

    OdpowiedzUsuń
  37. Trzeba się czaić na Allegro. W razie czego, serio pisze, że kupię i Ci wyślę. Jeszcze próbki od siebie dorzucę. Będzie pretekst. :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Post Anonimowego usunięty na prośbę Autora.

    OdpowiedzUsuń
  39. Ostatnio dostalam perfumy na urodziny od kolezanek z pracy. A mowilam wczesniej, ze nie obchodze urodzin. Nie dosc, ze kompletnie nie trafilz w moj gust, bo ja uwielbiam orient, kadzidlo, a one daly mi swiezucha jakiegos, to w dodatku byl to tester i to firmy la rive dany w jakiejs reklamowce po lekach z apteki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...