niedziela, 22 maja 2011

Nagrody i wyróznienia. Częśc 1: wykopaliska

.
Przyznaję się: w kwestii spełniania warunków stawianych przez przechodnie nagrody bloggerów jestem absolutnie beznadziejna. I nie chodzi wcale o to, że mam do w nosie, czy też w innej, większej części ciała, lecz o to, że właśnie nie mam!

Wyróżnienia takie wiążą się zwykle z jakimś questem do spełnienia. Wymieniałam już 10 rzeczy, które lubię, oraz więcej, niż 10 ulubionych utworów muzycznych i za każdym razem wymagało to ode mnie sporo namysłu. I tym razem dumam dłużej, niż wypada, co z właściwą sobie bezpośredniością (którą uwielbiam) wypomniała mi Wiedźma z Podgórza.



Oto więc mój plan:

1. Stworzę mini cykl tematyczny, w którym zeznam kto i co mi przyznał.
2. Poza informacją o nominacji tutaj, będę na Facebooku kontynuowała serię notek poświęconym blogom dziewczyn (tak wyszło, że tym razem towarzystwo jest wyłącznie damskie), od których wyróżnienia do mnie trafiły.
3. Postaram się sumienne wypełnić wszystkie zadania.
4. A na koniec będę będę zeznawać i nominować.

Dziś tagi, które najdłużej czekają na upublicznienie:  
One Lovely Blog Award i Versatile Blogger Award.

Oraz solidna porcja ekshibicjonizmu na koniec. ;)))



1. One Lovely Blog Award 


Nagroda bez specjalnych wymagań przyznana (w kolejności chronologicznej) już nieomal rok temu przez Autorki blogów, które czytam od dawna i z wielką przyjemnością: Sugar and Spice i No to Pięknie.
Tak szczerze - w oba te bajeczne miejsca zaglądam zaraz po włączeniu komputera i sprawdzeniu poczty. Często jeszcze zanim zajrzę na własne śmieci.

Katalina - Sugar And Spice


Cammie - No to Pięknie


Dziękuję Wam. Nie tylko za nagrodę, ale za przyjemność, którą mam z czytania Was.




2. The Versatile Blogger Award

 

Nagrodę przyznały mi cztery niezwykłe bloggerki, którym bardzo dziękuję:


Sabbatha - prowadząca zupełnie niestrasznego bloga Spooky Nails. Zerknijcie, jak profesjonalnie prowadzony jest ten blog! Aż trudno uwierzyć, że ma dopiero niespełna rok. Wyznaję, jestem pod ogromnym wrażeniem.



Katalina - nieprzyzwoicie utalentowana autorka bloga Sugar And Spice, o którym pisałam wyżej. Ale napiszę raz jeszcze: Jej pomysły rzucają na kolana, potrafi "zmalować" wszystko: od anioła po demona. Sexy vampy i barwne kwiaty included. Sami zobaczcie:



Cammie - piękna gospodyni No to Pięknie, o której pisałam kiedyś, że jest dla mnie ideałem urody kobiecej. Poza tym lubi zabawy słowem i obrazem, charakteryzuje się żywą inteligencją, dzięki której No to Pięknie jest czymś więcej, niż kolejnym blogiem o szeroko pojętej urodzie. A także, nie sposób nie wspomnieć,  robi fenomenalne zdjęcia!



Barwy Wojenne - twórczyni bloga (kto by się spodziewał?) Barwy Wojenne. Świetne recenzje, bez zadęcia, bardzo do rzeczy. Styl lekki, zdjęcia czytelne - nie sposób nie zwrócić uwagi na świetny sposób prezentowania lakierów do paznokci. Nie jestem znawcą, ale wydaje mi się, że trudno lepiej. I jeszcze jeden ważny drobiazg: sporo na Barwach Wojennych pisze się o kosmetykach pachnących. To zdecydowanie blog dla osób, które świat odbierają więcej, niż jednym  zmysłem. Czyli dla mnie!




The Versatile Blogger Award wymaga podania siedmiu nieznanych informacji dotyczących osoby nagrodzonej. No i wyznam, że na tej właśnie nagrodzie się zacięłam. Wcześniej jakoś dawałam radę, ale to jest zadanie bardzo trudne. 
Bo nieznane fakty, które mogę wyjawić bez stresu są zupełnie nieciekawe, a tych ciekawych nie chcę wyjawiać.

Oto kompromis:
  1. Urodziłam się w rodzinie dwujęzycznej i tak się jakoś złożyło, że najpierw opanowałam niemiecki, potem dopiero polski. Jeszcze jako nastolatka modliłam się i klęłam wyłącznie po niemiecku. ;)
  2. Grałam kiedyś na gitarze basowej w kapeli metalowej. Bardzo metalowej. Dopiero po trzech latach wspólnego grania dorwałam zeszyt z tekstami naszego (growlującego) wokalisty i lektura ta uświadomiła mi, ze jesteśmy zespołem satanistycznym.
  3. Wśród absolutnie zbędnych umiejętności, jakie posiadam jest także znajomość łaciny i greki klasycznej. Podczas studiów dawałam sobie radę z Platonem i Arystotelesem w oryginale. Niestety, umiejętności niećwiczone zanikają i aktualnie ledwo dukam i to raczej z obcego na polski, niż odwrotnie.
  4. Od zawsze miałam pociąg do sportów walki. Najpierw trenowałam brazylijskie ju-jitsu, potem walczyłam historyczną bronią białą. Niestety, poważne kontuzje zmusiły mnie do przystopowania. Aktualnie strzelam. Z czego popadnie - od długiego łuku począwszy, na Kałasznikowie skończywszy.
  5. Dwukrotnie przymusowo zmieniałam szkołę. Najbardziej spektakularnym powodem przymusowego przeniesienia był nieudany eksperyment z materiałami wybuchowymi szkole podstawowej. Eksplozja spowodowała zburzenie ścianki działowej między pracownią chemiczną, a zapleczem. Kiedy ocknęłam się w szpitalu, chodziłam już do innej szkoły. Pointa opowieści jest taka, że niedawno odwiedziłam zrujnowaną przeze mnie szkołę i okazało się, że ścianki działowej nie odbudowano do dziś - pracownia chemiczna nie ma aktualnie zaplecza. Ciekawe dlaczego?
  6. Kilkukrotnie zdarzyło mi się balansowanie na granicy życia i śmierci. Najbliżej "przejścia" byłam chyba po tym, jak na swojej Kawie wpakowałam się pod tramwaj. Usiłowałam "śmignąć" tuż przed i tramwaj przyhaczył mnie z tyłu i przeciągnął wraz z motorem kilka metrów po torach. Miałam pęknięcie podstawy czaszki, byłam ponad tydzień nieprzytomna. Kiedy się ocknęłam mama wymogła na mnie obietnicę, że nie będę więcej jeździła na motorze. Do dziś żałuję, że obiecałam...
  7. I wreszcie ostatni fakt. Teraz wchodzimy w sferę wyznań wstydliwych. Pisałam kiedyś poezję. Z pewnymi drobnymi sukcesami nawet. Oto przykład moich wypocin:

Ostatni pejzaż

Maluję niebo
...............purpurą
wypukłe żyły
...............drzew
rozdarte serca
...............kamieni
wysokie gmachy
...............tęcz
i tętniące czerwienią
...............pustynie
wylewam z siebie obłęd
...............do dna

Umieram
obraz
...............krzepnie

I w ramach bonusu:
8. Miałam dziadka w Wehrmachcie!



Cdn.

24 komentarze:

  1. Sabb, uwielbiam cię! Jak dobrze, że nie dałaś się eksperymentom chemicznym i tramwajom :))) Epizod satanistyczny i dziadek w Wehrmachcie rozłożył mnie na łopatki :DDD

    I dziękuję za dobre słowo. Przyjemnie przyjmować komplementy w takim stylu :) Dziękuję :***

    P.S. Mamy trzeba słuchać :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Barwna przeszłość, nie powiem :)) jestem w szoku i pod wrażeniem jednocześnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj oj jakie komplemenciki, dzięki :-)

    A fakty szalone :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Padłam! W życiu nie spodziewałabym się, że jakakolwiek odpowiedź na taga wciągnie mnie do tego stopnia! Wiedziałam, że jesteś niesamowitą osobowością, jednak teraz jestem jeszcze bardziej zafascynowana :) Warto było czekać, by wreszcie przeczytać Twoje odpowiedzi :)
    Dodam jeszcze że czuję się wyróżniona i zawstydzona Twoją reklamą. Bardzo, bardzo dziękuję za tyle dobrego naraz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sabb kochana, dziękuję za przemiły komentarz :* Ja po prostu uwielbiam Ciebie i Twojego Bloga - bardzo inspirujące miejsce w sieci :) Faktami z życia mnie zabiłaś, świetnie się o Tobie czytało :D :D :D Btw, jako dziecko też byłam dwujęzyczna, niestety przez brak kontaktu z językiem (niemieckim) umiejętności zanikły :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Sabbath, uwielbiam czytać Twoje notki! Tym razem poplułam monitor ze śmiechu przy wyznaniach nr 2 i 5 :) A co do wyznania nr 7 - tekst jest za dobry, żeby nazywać go wypocinami. Serio, serio.
    I - jeśli można - pytanie: czy ty studiowałaś filologię klasyczną? Bo współcześnie znajomość greki grozi już chyba tylko takim ancymonom ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cammie, wiesz, że komplement jest dobry tylko wtedy, kiedy jest prawdziwy? Z tym zastrzeżeniem możemy moje krótkie oceny blogów nazwać komplementami. ;)
    W kwestii dziadka w Wehrmachcie. Był. Wszyscy zdrowi Niemcy byli brani. Ciekawą pointą tej historii jest to, że uciekł. I to do Armii Andersa, choć słowa po polsku nie mówił i generalnie z Polską nie miał wiele wspólnego. Walczył potem pod Monte Casino i przeżył.


    Viollet, ma się już swoje lata, no mnie? A tak serio - do dziś niespokojny ze mnie duch. :)


    Sabbatho, tak serio, niedosłodziłam. Powinnam napisać, że jestem nie tylko pod wrażeniem, ale i pełna niedowierzania i zachwytu, kiedy do Ciebie wchodzę. Sama nie wierzę, że z taką radością zaglądam na bloga o malowaniu paznokci. Wymiatasz!


    Katalino, nie ma się czym zawstydzać, napisałam wyłącznie prawdę. Poważnie, kiedy piszę w komentarzu, że jestem pełna podziwu, to nie jest to kurtuazja. Mogłabym przecież napisać coś innego, albo nie zostawiać komentarza.
    A fakty z życia wymyślał mój miły, kiedy siadłam i zrzędziłam, że nie mam niczego ciekawego do napisania. Powiedział: "jak to nie?!" i zaczął sypać anegdotami. Mogłam mu się pożalić wcześniej. :)



    Yennefer, mnie też niemiecki trochę obumarł. Czytam bez problemu (bo to ćwiczę), ale żeby zacząć mówić, muszę się rozkręcić. Żałuję i rozważam jakąś samotną wyprawę do Niemiec w celu odkurzenia korzeni. :)



    Aileen, dziękuję. :) Czytam Twój komentarz chyba dziesiąty raz i za każdym razem mam na twarzy uśmiech od ucha do ucha. Taki był plan, żeby było z dystansem do siebie. :) Dziękuję, ze doceniłaś. I za uprzejmą ocenę wiersza też dziękuję.
    Co do studiów - studiowałam filozofię (między innymi). Dlatego wymieniłam Platona i Arystotelesa, a nie Homera, choć nasza pani doktor od Greki maglowała nas głównie Homerem właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sabb, wspaniałe tajemnice! Wspaniałe! :-) Cieszę się, że się nie wykpiłaś z tej zabawy w jakiś przewrotny sposób i napisałaś jak Pan Bóg przykazał... ;-) Ja mieszkam w takim miejscu w Polsce, że choć nie miałam dziadka w Wermachcie - wprost przeciwnie - to i tak wszyscy w Kongresówce myślą o nas: Niemcy... :-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. :) jestem bardzo, bardzo wdzięczna za ten opis;) a co do faktów:) wielkie WOW i kilka punktów wspólnych mamy, choć z tą łaciną i greką to całkiem znów na odwrót, bo ja łaciny nie znosiłam (za to mój chłopak studiował hobbystycznie klasyczną i się ze mnie z tego powodu śmieje;))
    A to mam instrukcję topienia wosków: http://www.magiczneswiece.pl/informacyjna-11.html (kadzielnic szukaj na targach staroci, szrotach i złomowiskach - kiedys sie tam w antyczne łyżeczki zaopatrzyłam, a ceny wprost śmieszne)

    Jeszcze raz DZIĘKUJĘ PIĘKNIE (dygam) i czekam na więcej o Autorce (no i Jej hobby oczywiście):*

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow! Sabbath jesteś niesamowitą kobietą, jak już pare osób zauważyło. Sama interesowałam sie sztukami walki, trenowałam tez krótko ju-jitsu; strzelania tez zazdroszcze. Powiedz, jak kobiety w twoim otoczeniu reagują na takie hobby?
    Historia z podstawówki mnie rozbroiła:P
    Nie wiem dlaczego, ale "zawsze" byłam przekonana że masz jakieś medyczne/około medyczne wykształcenie

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzeko, tak się jakoś składa, że Niemiec brzmi w Polsce jak obelga. Żyd też. I w ogóle polski język zdradza potworną ksenofobię naszego pozornie tolerancyjnego narodu... :( W Stanach za to Polak oznacza "głupek". Jak u nas Czukcza. :/
    Język to żywa materia, wiele mówi o ludziach, którzy się nim posługują.
    Nie napiszę, ze mi przykro z powodu nazywania Was Niemcami. Przykro mi dlatego, że ludzie, którzy to mówią czują w ten sposób. Rozumiesz, prawda? :)
    A o dziadku pisałam wyżej w komentach, że uciekł do Armii Andersa. Choć był Niemcem.



    Barwy Wojenne, dziękuję za instrukcję. Do mojego kominka się nie nadają. :/
    Na targi staroci nie wpadłam, choć to przecież takie oczywiste wyjście. Żebym jeszcze tylko bywała... Może powinnam zacząć? Dzięki!
    A o autorce więcej nie będzie. Autorka unika. ;)



    Zaczarowany Pierniczku, medyczne nie, ale powiedzmy... Okołopoedagogiczne też się znajdzie. ;)
    Jak kobiety reagują? Ja nie mam zbyt wielu kobiet w otoczeniu. Te, które są albo uważają mnie za typ męski (nie wiem dlaczego), albo uważają mnie za kobietę o nietypowych zainteresowaniach, ale w gruncie rzeczy całkiem normalną. Bo ja naprawdę nie jestem babochłopem. Uwielbiam być kobietą. I tak sobie nieskromnie myślę, ze tej mojej kobiecości wystarczy, żeby moje zainteresowania i pasje nie robiły ze mnie dziwoląga. Na co dowodem niechaj będzie to, że mężczyźni nie postrzegają mnie jako typ męski. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak to możliwe,że dopiero dziś odkryłam Twojego bloga???:)
    Obserwuję

    OdpowiedzUsuń
  13. Bo to tak samo jak ja zaglądam do ciebie i uwielbiam twoje notki, mimo że perfumowa nie jestem i to nie moja tematyka absolutnie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. hahaha, szkoda, że dopiero to przeczytałam - ubawiłąm się do łez czytając o zespole satanistycznym :)


    ps. też miałam dziadka w wehrmachcie! co spowodowało kiedyś taką wymianę zdań z mamą:

    mama: na kogo będziesz głosować?
    ja: na tuska
    mama: ale on miał dziadka w wehrmachcie
    ja: eee, mamo, ja też
    mama: a faktycznie! zapomniałam...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie również zachwycił wątek satanistyczny. :D Niby wiadomo, że w metalu słowa nie mają specjalnego znaczenia, ale przyznam, że mnie zaskoczyłaś. :) Ciekawe wyjątki z biografii!

    OdpowiedzUsuń
  16. Pięknośćdnia, witaj. :)



    Sabbatho, powiedzmy, ze obie doceniamy dobrą robotę. :)



    Anu, hahaha! Rozmowa zaiste rozbrajająca. :)
    Czasem zapominamy o oczywistych rzeczach, czasem dajemy się ponieść przewrotnej argumentacji - przecież na wojnę mało kto szedł dobrowolnie. Mojego dziadka oderwali od młodej żony w ciąży i maleńkiego synka. Nie szedł walczyć ze śpiewem na ustach. Z resztą potem uciekł. :)



    Wiedźmo, oczywiście, że słowa mają znaczenie w muzyce. Także w metalu. Ośmielę się twierdzić nawet, że zdarzają się w muzyce metalowej bardzo dobre, mądre teksty z przesłaniem. I lubię jeśli takie są.
    Tyle, że akurat growl ciężko zrozumieć, szczególnie żle nagłośniony w szkolnym magazynku, a my byliśmy grupą kumpli, która trochę eksperymentowała muzycznie i na tym się skupiałam. Z resztą... Było fajnie. Nie żałuję. :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Numer 2 - rewelacja :)
    5 - chyba eksperyment się udał, skoro wybuchło?
    7 - wiersz jest OK, zwłaszcza jego koniec. Myślałaś kiedyś o pisaniu haiku?
    8 - bardzo ciekawa puenta

    OdpowiedzUsuń
  18. No nie, nie udał się, bo zrobić coś, co wybuchnie to nie problem. Miało wybuchać w sposób kontrolowany. :]
    A haiku... Po co? Daj mi motyw, a zacznę popełniać. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Aaa, to zmienia postać rzeczy, ale to zapewne był pierwszy eksperyment. Najprawdopodobniej (?) potem byłoby lepiej, ale projekt został zarzucony :] Tak poważnie - cieszę się, że mogę czytać tego bloga :)))


    Motyw aby pisać haiku, czy motyw na haiku?

    OdpowiedzUsuń
  20. Motyw do tego, by popełnić, oczywiście. Pomysły na treść by się znalazły. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Łomatkojedyna!
    Tak podejrzewałam, że wyznania będą nietuzinkowe - pięknie się odsłoniłaś :)

    pozdrawiam cię, szalona kobieto,
    (wnuczka dziadka, który również uciekł z Wehrmachtu)

    p.s.
    /Co do Sabbathy - podpisuję się obiema łapkami - jej blog nawrócił mnie na malowanie pazurów/

    OdpowiedzUsuń
  22. Mnie Sabbatha jeszcze nie nawróciła, ale przyznaję, że zaczyna mnie korcić eksperyment. :) Nie wiem, co takiego jest w Jej blogu, ale rzeczywiście, nie ma chyba drugiego paznokciowego, na który bym zaglądała. :)
    Pozdrawiam wzajemnie. :)))

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Motyw - zapełnić w piękny sposób kawałek przestrzeni ;))) Przestrzeni w sensie largo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...