wtorek, 22 listopada 2011

Rose Quartz Vibrational Perfumes


Moja mama robiła nalewkę z bursztynów. Oczywiście nalewka, jak to nalewka, bardziej niż z bursztynów, składała się ze spirytusu, ale nie jest to w tym przypadku kwestia najważniejsza. Istotne jest to, że nalewka owa miała rzekomo posiadać właściwości prozdrowotne.
Nie wiem, jak stosowali ją dorośli, na mnie jednak, jako nieletniej praktykowano tak zwane "nacierania" polegające na naniesieniu odrobiny płynu na skórę i energicznym wtarciu go do sucha. Nie byłam entuzjastką tej kuracji, jednak w porównaniu z innymi metodami leczenia praktykowanymi przez moją mamę ta była całkiem znośna. :]

Czemu o tym piszę?

Na litoterapię (leczenie kamieniami) powołują się materiały dotyczące Vibrational Perfumes - najnowszego projektu Ramona Bejara znanego nam już dzięki zapachom Ramon Molvizar.

Oczywiście świadoma jestem tego, ze bursztyn nie jest kamieniem, ale czyż skojarzenie nie jest oczywiste?




W to, że kamienie szlachetne mają bezpośredni wpływ na zdrowie człowieka wierzono już w starożytności. Egipskie manuskrypty podają, że nałożenie choremu naszyjnika z lapis lazuli, malachitu czy jaspisu powodowało wyjście choroby z ciała i jej rozpłynięcie się w powietrzu. Zwolennikami litoterapii byli także Arystoteles, Teofrast, czy Pliniusz Starszy.
Klejnoty stosowano zarówno zewnętrznie, w formie biżuterii czy "wkładek" podbieliźnianych, jak i wewnętrznie: sproszkowane i mieszane z winem. Dopiero Paracelsus (XVI wiek) ogłosił litoterapię nauką szalbierczą i rozpoczął badania nad szkodliwością wewnętrznego stosowania minerałów. Oczywiście był to głos wołającego na puszczy: litoterapia, podobnie jak wiele innych "nauk" rzekomo-medycznych ma swych zwolenników i dziś.

Dla porządku napiszę więc, że współczesna medycyna nie potwierdza leczniczego wpływu minerałów na ludzki organizm. Noszone zewnętrznie, w formie ozdób i biżuterii mogą, co najwyżej, poprawiać samopoczucie właścicielowi, i w ten sposób wpłynąć na jego kondycję psychiczną. Stosowane wewnętrznie najczęściej są po prostu nieprzyswajane, a więc obojętne. Dopuszcza się jednak możliwość, że minerały z wysoką zawartością siarki, fosforu czy sodu mogą być szkodliwe. O ile komuś przyjdzie do głowy się nimi nadziać.


Stąd mój stosunek do perfum nazywanych "Eliksirami mineralnymi inspirowanymi przez litoterapię i aromaterapię" jest dość sceptyczny. "Moc kamieni" możemy skreślić. Pozostaje tylko zapach.



Rose Quartz


Skądś to znamy, prawda?
Zapach jednak zupełnie nie przypomina Różowego Kwarcu Durbano.


Wedle teorii kwarc rózowy ma "ma energię przyciągania i utrzymywania miłości. Otwiera czakrę serca, aby móc kochać i zaufać drugiemu człowiekowi. Ten kamień uczy jak kochać siebie i otrzymywać miłość od kogoś innego."* I w tę też stronę zmierza opis rzekomych właściwości tej kompozycji:

Rose Quartz przynosi spokój i stabilność emocjonalną.

Pomaga w akceptacji siebie. Rozpala zmysły i krok po kroku przybliża Cię do odkrycia miłości, nowej jak również tej, którą przykryła codzienność...

Mogę nie komentować? :)


Kwiatowo - owocowy Rose Quartz jest zapachem jasnym, spokojnym, pogodnym, lecz nie do końca lekkim.
Mocnemu aromatowi piwonii towarzyszy delikatnie miodowy osmantus i wyraźna, nadspodziewanie przyjemna nuta kremowo - kosmetyczna. Przed banałem i nudą ratuje kompozycję Bejara drugi plan: ukryta zieloność. Świeże, połamane listki fiołka, półdzika pelargonia i wsparta niewyczuwalnymi wprost cytrusami nuta cierpkiej, zielonej herbaty. Zważcie jednak, że to plan drugi. Naszą uwagę skupia głównie kremowa kwiatowość wszechnuty tego zapachu: trwającej od głowy do bazy.


Nie jest Rose Quartz mistrzem suspensu. Jest statyczny, linearny, leniwy bardziej, niż zadumany.

Najważniejszym symptomem rozwoju, dowodem na to, że dla kamienia czas także nie stoi w miejscu jest pojawiającyc się nader dyskretnie i powoli akord paczulowo - piżmowy. Paczula jest tu sucha, nieomal ładna. Piżmo czyste i kosmetyczne. Jak cały zapach.

Najdziwniejsze jest to, ze dla mnie Różowy Kwarc Bejara nie pachnie jak perfumy. Pachnie jak dobry, bogaty, odżywczy krem. Kiedy zbliżam nos do skóry podświadomie oczekuję dotknięcia tłustej, gęstej substancji, która pozostawi na jego czubku dużego, białego kleksa.
Z jednej strony, ciekawe odczucie: człowiek czuje się mięciutki, wypielęgnowany, zabalsamowany nieomal, choć skóra dostała tylko parę kropel spirytusu. :)

I sama jestem zadziwiona tym, że na dłuższą metę jest to dla mnie wrażenie uciążliwe. Jak gdyby głupia podświadomość syczała mi w ucho, że krem nie nadaje się do oddychania.


Podsumowując względnie obiektywnie: zapach jest przyjazny, kosmetyczny, kwiatowo - kremowy, czysty. Przyjemny.

Doradzam oszczędną aplikację, mnie globalne użycie doprowadziło na skraj ataku klaustrofobii. Rose Quartz jest wszędzie: moc ma sporą, trwałość takoż. To zaleta, czyż nie? :]


***

Rozrósł mi się ten wpis jak wczorajsze ciasto drożdżowe, które nie tylko wylazło mi z miski na stół, ale nawet usiłowało się z niego ewakuować. Dlatego dwa kolejne zapachy pojawią się jutro. Dobrze? 



Rose Quartz:

Data powstania: 2011
Twórca: Ramon Bejar

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: mandarynka, bergamota, piwonia, pelargonia, zielona herbata, liście fiołka
Nuta serca: osmanthus, płatki róży, nuty owocowe, kwiat pomarańczy
Nuta bazy: sandałowiec, paczula, piżmo


* według opisu z www.magicznagaleria.pl
  • Pierwsze zdjęcie reklamowe
  • Serduszko z różowego kwarcu pochodzi z oferty sklepu Madagascar Minerals. Cuda tam mają...
  • Trzecia fotografia ze strony Spirals of Light
  • Czwarte zdjęcie znalazłam na stronie nikadon.com, której twórcą web designer Nika Don

8 komentarzy:

  1. "O ile komuś przyjdzie do głowy się nimi nadziać."

    Sabb :-))))) Znowu niemal oplułam monitor :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wywołałaś temat zatem oto jest mój pierwszy tag, do którego Cię nieniejszym zapraszam :)
    http://katalina-sugarspice.blogspot.com/2011/11/subiektywny-ranking-przystojniakow.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Takiej pokusie doprawdy ciężko było się oprzeć. A i dziewczynom z tego co widziałam pomysł bardzo podpasował ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, zaraz pomyślałam o Durbano. :)
    I obawiam się, że jakby nie patrzeć, to zawsze Francuz będzie kojarzony jako pomysłodawca idei "dostosowywania perfum do kamieni", jakakolwiek nie otaczałaby go filozofia.
    Czy to ujmuje cokolwiek projektowi Bejara? Nic. Ale i tak musiałam to napisać. ;)
    Samego Kwarcu nie znam, ale... jakoś nie kusi. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Madzik, zawsze wyłapujesz takie kwiatki. :))) Celowo było tym razem. Żeby nie przegiąć z naukową powagą. :p


    Katalino, ha! Znów udało mi się zrobić coś pożytecznego. Listę już montuję. Najpierw nie wiedziałam, kogo na nią wciągnąć, teraz nie wiem, kogo zredukować. ;)


    Wiedźmo, dopasowywanie do kamieni to jedno, a podpieranie się litoterapią to drugie. Jak dla mnie to trochę żałosne. Ale to chyba dlatego, ze znam już wszystkie zapachy z serii. Nim je poznałam, aż tak żałosne nie było.
    No to teraz już wiesz, jak mi się spodobały kolejne... :/

    OdpowiedzUsuń
  6. "Rozrósł mi się ten wpis jak wczorajsze ciasto drożdżowe, które nie tylko wylazło mi z miski na stół, ale nawet usiłowało się z niego ewakuować"
    O matko! Ale mnie rozbawiłaś tym zdaniem, ciasto drożdżowe = zuo :D

    Zawsze mnie irytowało przypisywanie kamolom własciwości magicznych, takie mambo dżambo, wiec to mnie do tej marki zniecheca. Z drugiej jednak strony wszelkie kamieniowe inspiracje oraz minerały w nazwach perfum cieszą mnie niezwykle.

    Co prawda na jubilerstwie czy gemmologii przysypiałam, ale jestem prawie pewna, że bursztyn jest kamieniem - jubilerskim czy tam ozdobnym ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. W kategorii jubilerskiej pewnie tak. W kategorii chemicznej to przecież żywica. Kopalna, ale czy można to nazwać kamieniem? Mnie jakoś nie pasuje.
    Topi się jak żywica, właściwości ma niekamienne zupełnie...
    A co do mambo dżambo - szukając opisów rzekomych właściwości leczniczych kamieni co rusz trafiałam na określenie "magiczny". Kurczę, w jakich czasach ja żyję?

    A! I jeszcze: ciasto ostatecznie spacyfikowałam i wyszło dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chemicznie (mineralogicznie, geologicznie) bursztyn minerałem ani skałą (bo słowo kamień to w tych dziedzinach kolokwializm) nie jest, to fakt.
    Co do topienia bursztynu, to ponoc pięknie wtedy pachnie, chyba trzeba bedzie oskubać mamine korale i sprawdzić.

    Jakieś ezoteryczne strony o kamieniach to jeszcze pół biedy, w bibliotece pedagogicznej, z akcentem na pedagogiczna, jeszcze pare lat temu istniała (moze nadal istnieje?) w dziale "nauki przyrodniczne" kategoria "hydrologia i różdżkarstwo" (sic!) - tu sie nasuwa pytanie "w jakich czasach ja żyję"?

    Gratuluje udanego ciasta, ja sie boje zabierać za drożdżowe ciasta ze strachu przed utratą kontroli na tym ekspandującym obiektem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...