niedziela, 22 stycznia 2012

Odin 06* Amanu

Odin 06 jest śliczny! Świeży, jasny i lekki.

Pierwsze nuty wyrywają nas z foteli, wyciągają z domów, wrzucają w pełnię wiosny.
Są jak rześki poranek w pomarańczowym gaju. Jak bieganie boso po mokrej trawie, jak lśniące krople rosy spadające z drzew na twarz i ramiona, jak dojrzałe pomarańcze rwane wraz z liśćmi i ostatnimi kwiatkami.



Obrazki z mitologii nordyckiej

Ondyna


Otwarcie tryska światłem i kolorem. Wywołuje pod czaszką eksplozję barw. Zieleń i pomarańcz - widzę je, niemal dosłownie.
Aromat świeżego, fantastycznie zielonego glabanum zestawiony z wonią słodkich pomarańcz: tak sugestywną, że zmysły węchu i smaku stają się jednym, zapach wydaje się mieć smak.

sobota, 21 stycznia 2012

Type D Henrik Vibskov

Czy wiecie, że jako maklerzy giełdowi najlepiej sprawdzają się ludzie inteligentni, ale nie zanadto?

Żywa inteligencja potrzebna jest w tym zawodzie, by wyczuć trend i złapać okazję. Niestety, na pewnym poziomie makler zaczyna kombinować. Szukać finty w fincie finty... I wówczas okazuje się, że zwykle przekombinowuje, albo zwyczajnie wysyła zlecenie zbyt późno.

Nie chcę sobie tu robić autoreklamy. Aby pisać bloga, geniuszem być nie trzeba. Rzekłabym, iż nawet nie należy, bo przecież każdy normalnie inteligentny człowiek poświęciłby ten czas na pracę przynoszącą godziwy dochód*, jednak czasem wydaje mi się, że przekombinowuję. :)


Od momentu, gdy przeczytałam opisy trzech vibskovowych Typów zastanawiam się, czy przywołujący wspomnienie Damaszku Type D rzeczywiście jest naturalną konsekwencją fascynacji Henrika Vibskova orientem, czy raczej ktoś sprytny podpowiedział artyście, że każda szanująca się marka perfumeryjna po prostu musi mieć w ofercie "jakiś orient".

Odpowiedzi na to pytanie wymyśliłam kilkanaście. 
Że Vibskov jest zbyt niezależny, by ulegać takim namowom; że nie musi, bo w swojej kategorii osiągnął już co się da; że jednak startuje na nowym polu i jakiś ukłon w stronę nowej klienteli uczynić trzeba; że na perfumach się nie zna i mógł nie wiedzieć, iż Damaszkiem świata nie zmieni; albo odwrotnie: jest olfaktorycznym hipertalentem i właśnie zmieni; że mogli go urobić znajomi lubiący orient, albo kobiety, które nie czuły się adresatkami poprzednich Typów; że chciał swoim Damaszkiem zagrać wszystkim na nosie i pokazać orient przewrotnie i po swojemu; że sprytnie stroi się w piórka buntownika, ale tak naprawdę perfidnie trzepie kasę i Typem D utrzepie; że odnalazł w sobie ślad zamiłowania do orientalnego przepychu; albo że nie musiał go odnajdywać, bo był go świadom zawsze, czego dowodem może być stylizacja, którą rozpoczęłam opowieść o Vibskovie przy okazji Type B; że próbuje swoimi perfumeryjnymi obrazami objąć wszystkie ostre, wyraziste typy zapachów od tradycyjnych począwszy, na hipernowoczesnych skończywszy i że trzy znane nam typy to ledwie początek jakiejś przemyślanej całości; że wreszcie ma to wszystko w nosie i po prostu chwyta dzień robiąc, co mu w duszy gra...

I tak oto najmniej intrygujący zapach serii stał się dla mnie perfumeryjnym cliffhangerem. Szczególnie, że tydzień miałam iście morderczy i czasu na testy nie znalazłam.

wtorek, 17 stycznia 2012

Type C Henrik Vibskov


Kopenhaga to rodzinne miasto Henrika Vibskova.
Type C - zapach poświęcony Kopenhadze właśnie, jest wspomnieniem wypraw łodzią poza Trekroner - twierdzę zbudowaną przy wejściu do kopenhaskiego portu. Chłodna, jasna, nowoczesna kompozycja zupełnie różna jest od tego, co mamy zwykle na myśli mówiąc o "zapachu domu".


Oprócz błękitnego morza...

 

Otwarcie jest wyraźnie cytrusowe. I bardziej, niż samą podróż przypomina przygotowania do niej.

Jest pogodny, wiosenny poranek. Powietrze jest przejrzyste i czyste - w nocy padał deszcz. Na otoczonej wilgotnymi roślinami werandzie do wielkiego, wyłożonego lodem pojemnika pakujemy domowej roboty cytrusowe, doprawione świeżym imbirem napoje w zakręcanych butelkach i tuzin twardych mandarynek.
Wiatr przynosi zapach morza, padające pod niewielkim kątem promienie słoneczne nie ogrzewają powietrza: trzeba sięgnąć po sweter, może nawet nauszniki.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Type B Henrik Vibskov


Osobom interesującym się światem mody Henrik Vibskov znany jest doskonale. Sprawdziłam.  :)
Mnie znany nie był. Jednak firmując swoim nazwiskiem perfumy o składzie: czarny pieprz, gwajak, brzoza, wetiwer, wszechstronnie uzdolniony Duńczyk wszedł w przestrzeń, w której w końcu musiałam na niego trafić. I oto trafiłam.

 

Vibskov to nie tylko projektant mody. Poza niezwykłymi, charakterystycznymi ciuchami (to nieformalne określenie lepiej, niż sztywne "kreacje" charakteryzuje barwne, geometryczne, zaskakująco "noszalne" projekty Vibskova), tworzy meble i rzeźby, jego pokazy daleko wykraczają poza schemat, w którym modelki i modele paradują po wybiegu i uznawane są raczej za artystyczne performance łączące wiele gatunków sztuki: poza prezentowanymi projektami znaczenie muzyka, światło, ruch. Wraz ze szwedzkim grafikiem Andreasem Emeniusem przygotował wystawiany w muzeach całego świata Fringe Projects: interdyscyplinarny projekt łączący sztuki plastyczne, artystycczny happening, performance art i sztukę designu. Aby dopełnić obrazu dodam, że wszechstronny Duńczyk gra także na perkusji występując z zespołem Trentemøller.
***

Zapraszam Was do poznawania wraz ze mną zapachów firmowanych nazwiskiem nazywanego iluzjonistą mody Henrika Vibskova. Trzy zapachy, trzy miasta, trzy typy. 
Dymny, ciemny wschodni Berlin, słoneczna, nadmorska Kopenhaga i bogaty, orientalny Damaszek. Zacznę od kompozycji najbardziej dla mnie interesującej: Type B. Type C i Type D pojawią się na SoS w najbliższym czasie.


In my dream smoke came to me
And we became as one*


Pierwszy wdech... Zaparł mi dech.

czwartek, 12 stycznia 2012

Ceruję dziurę w sieci


Nie jest to cerowanie artystyczne, ale lepsze to, niż dziura. ;)

Jaką dziurę mam na myśli? 
Brak zdjęć flakonu nowego Idole de Lubin. 

 

Zdjęć zaprojektowanego przez Serge'a Mansau flakonu pierwszej wersji Idole znajdziemy w sieci sporo. Sama firma zatroszczyła się o atrakcyjną jego prezentację. 
Przed premierą nowej wersji Idole w sieci pojawiały się spekulacje dotyczące nie tylko zapachu nowej wersji kultowych już dziś perfum, ale także nowej wersji flakonu. 

Potion Dsquared2



W podsumowaniu roku 2011 napisałam, że właśnie Potion jest moją ulubioną premierą z męskiej strony selektywnych perfumerii. Skoro już napisałam, to należy się z tego wytłumaczyć.

Potion to drugi (nie licząc limitowanych edycji) męski zapach firmowany przez kanadyjski duet projektantów Deana i Dana Catenów. Bez wstydu przyznaję, że lubię ich perfumy. Zarówno pierwszą wersję He Wood, jak i wariacje na jej temat. Także damskie Woody uważam za nader dla nosa przyjemne. 

Mimo to z nieufnością podeszłam do perfum reklamowanych jako "nowa recepta na uwodzenie" i "mikstura wzbudzająca miłosne żądze". Wariacje na temat drewna to jedno, ale tak zapowiadany specyfik aż się prosi o spektakularną klapę.


A potem przetestowałam (po raz nie wiem już który dzięki Michasi) i w końcu doczytałam, że alchemikiem, który namieszał to cudo jest Annick Menardo. I wszystko jasne. :)


Weźmisz czarno kure...*


Pierwszy akord pięknie dziwny. Rzekłabym, iż apteczny nieco, lecz zaskakująca miękkość i wyraźny ślad słodyczy sprawiają, że rzeczywiście kojarzy się raczej ze sporządzoną przez bladą czarodziejkę tajemniczą miksturą, niż z namieszanym przez chudego zielarza lekiem na obstrukcje.

środa, 11 stycznia 2012

"Perfumy - Instrukcja obsługi" - recenzja książki


Książka Stanisława Krajskiego "Perfumy - Instrukcja obsługi" zapowiadana jest nie tylko jako poradnik perfumeryjnego savoir vivre'u, lecz jako zbiór "wszystkich praktycznych informacji potrzebnych do właściwego wyboru i stosowania perfum".

Znajdziemy w niej rozdział poświęcony składnikom perfumeryjnym i ich ekstrakcji, opisy poszczególnych grup zapachowych, wskazówki dotyczące sposobów przechowywania i używania perfum. Autor odpowiada także na pytania dotyczące doboru perfum odpowiadnich dla poszczególnych typów osobowości, temperamentu, wieku, pory dnia, okazji i stanowiska.

W pewien szczególny sposób wszystko, co napisałam powyżej jest prawdą, jednak z przykrością stwierdzić muszę, że bogaty spis treści nie wystarczy, by książkę można było uznać za wartościową.


Pierwszym warunkiem przyswajalności jakiejkolwiek lektury jest sposób jej napisania. Minimum to schludny język i dobra redakcja. Potoczysty, żywy styl pisania to cecha, która czyni lekturę nie tylko pożyteczną, lecz także przyjemną. Tutaj żaden z warunków spełniony nie został.

wtorek, 10 stycznia 2012

Garść pachnącego kurzu (z 2011 roku)


Rzutem na taśmę jeszcze kilka nowości z roku 2011. Proszę, potraktujcie ten wpis jako ubiegłoroczny. :)


Pod koniec roku 2011 światło dzienne ujrzało kilka nowości, o których nie wspomniałam w podsumowaniu. Może dlatego, że tym razem udało mi się poznać naprawdę wiele premier i mogłam rozpisać się o zapachach znanych mi już blisko.

Warto jednak słów kilka poświęcić wspaniałościom, których przetestować okazji nie miałam.




W ostatnich tygodniach roku na rynek wszedł zapowiadany przeze mnie przy okazji recenzji Incense Oud kolejny zapach agarowej serii by Kilian: Amber Oud. W nutach między innymi cedr, ambra, benzoina, wanilia i korzennik indyjski (Indian Bay). Wedle serwisu Fragrantica oud w nutach brak, ale chyba nie wierzę, Kolejny Oud bez agaru to byłoby dla mnie za wiele.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Oud Immortel Byredo


Brawo. Wreszcie udało się Byredo wypuścić coś, co nie jest "w sam raz". Zapach wyjątkowy, z charakterem. Trwały. O mocnej projekcji.

Tyle, że wyjątkowość ta jest wyjątkowością idioty, trwałość nie jest zaletą, a wyraźna projekcja sprawia, że po godzinie żebrzę o litość i niższy wymiar kary. Czy to na pewno Olivia Giacobetti stoi za tą kompozycją?



Czy to żart?

 

Po zaaplikowaniu płynu na skórę od razu zaczęłam podejrzewać, że pomyliłam próbki. Potem zaś, po sprawdzeniu etykietki zaczęłam rozważać, czy Jaroslav przypadkiem nie pomylił się przy pakowaniu przesyłki. Nie pomylił się. Ale przyznał, że też podejrzewał działalność jakiegoś chochlika, kiedy testował.


Accord Oud Byredo


Wracamy do agaru.
Kręcę się wokół tej nuty od dawna i zupełnie mi nie wstyd.




Accord Suede


Otwarcie niepokoi. Zamiast anonsowanych w opisie producenta przyprawionych rumem owocków czuję chłodny popiół szałwiowego kadzidła. Zapach ciemny i przestrzenny zarazem.

Po chwili dopiero odnajduję szafran i cynamon: nuty przyprawowe, dające niezwykłemu otwarciu głębię i ciepło.

Urzeczona niespodziewanym, niezwykłym akordem otwierającym przez chwilę żywiłam nadzieję, że zapach nie zmieni się już, pozostanie tak oszczędny i suchy.
Chwila minęła...

niedziela, 8 stycznia 2012

Perfect Women


Zapraszam Was do kolejnej tagowej zabawy. Mam ich jeszcze kilka w zanadrzu. :)

 

Zasady:
1.  Wybierz idealne, Twoim zdaniem, kobiety w 3 kategoriach:
- perfekcyjna w swoim zawodzie
- ideał urody
- perfekcyjny styl, elegancja
Jeśli chcesz, dodaj zdjęcia i uzasadnij swój wybór.
2. Umieść na swoim blogu obrazek z tagiem Perfect Women.
3. Podaj informację kto Cię otagował.
4. Przekaż zabawę kilku innym bloggerkom.


Najpierw zagajenie. Bez tego u mnie nic nie ruszy. A już na pewno nie tag. :)

Postanowiłam tę akurat zabawę dopasować do profilu bloga. Nie dlatego, że taka jestem zdyscyplinowana - sami wiecie, że w kategorii tagów pozwalam sobie na odstępstwa od głównego tematu. 
Raczej dlatego, że łatwiej mi wybierać, kiedy mam jakoś ograniczoną bazę danych. Bo w kategorii pierwszej mogłabym wymienić wielu doskonałych fachowców, którzy zupełnie bez związku z dyscypliną, którą się parali, byli kobietami: od Hatszepsut i Hypatii począwszy, przez Izabelę Kastylijską, Katarzynę II Wielką, Królową Victorię Windsor czy bardziej współcześnie Margaret Tatcher, przez takich naukowców jak Margaret Cavendish, Maria Sibylla Merian, Maria Skłodowska - Curie, po Zofię Kossak, Agnieszkę Holland czy chociażby Marilyn Monroe. To są setki wielkich ludzi, setki dyscyplin. Nie jestem w stanie wybrać.

Dlatego będzie o perfumach.

sobota, 7 stycznia 2012

Cinnabar Estee Lauder


Do zrecenzowania Cinnabaru Estee Lauder zachęcało mnie już sporo osób. Ostatnio, przy okazji mojej notki o Chanel No.5, wspomniała o tym Aileen. I wtedy pomyślałam sobie, że skoro pokrewnej perfumeryjnie duszy Cinnabar przypomniał się przy takiej okazji, to muszę go w końcu poznać.
I oto skutki tej znajomości. :)




Wiele godzin pąsowych róż


Jeżeli chcielibyście kiedyś wyobrazić sobie retro zołzę, to proszę bardzo, oto zapach, który wspomoże Was w tworzeniu tej wizji.


Książka "Perfumy - instrukcja obsługi"


Unikam namolnej autoreklamy.
Mam nadzieję, że poniższego wpisu za przechwałkę nie uznacie. Jest on wynikiem mojej radości, którą chcę się z Wami podzielić. Poza tym ma swą wartość informacyjną. :)


Książek o perfumach nigdy dość. Szczególnie tych napisanych przystępnie i traktujących temat w sposób dla normalnego człowieka przydatny.

 



piątek, 6 stycznia 2012

Boisé 04 Patyka


Wybaczcie kilka dni milczenia, jestem chora. Nie mam kataru, ale wsłuchując się w dobywające się z moich płuc dudnienie godne Chińskiego Niebiańskiego (ktoś kojarzy skąd wzięłam tego smoka?) przezornie nie ufałam swemu nosowi. Niepotrzebnie, kataru ani widu, ale przyznać muszę, że utrzymanie się na fotelu przed monitorem wymaga ode mnie sporego wysiłku.

Bez zagajeń i wstępów, dziś zapach kolejnej nieznanej u nas szerzej marki, który skusił mnie drewnem w nazwie.


Patyka to francuska firma produkująca kosmetyki naturalne, sama mieniąca się pomostem między perfumiarstwem organicznym, a luksusowym. Oferta obejmuje sześć zapachów:
01 Hesperidé   
02 Ambré   
03 Fougére   
04 Boisé   
05 Floral   
06 Chypre
A ponieważ Ambré opisywane są jako mariaż bergamotki z wanilią, uwagę swoją skupiłam wyłącznie na kompozycji numer 04, którą producent zapowiada jako zapach leśny, łączący akord sosnowy z cedrowym.



Nic nie przemija*

 

niedziela, 1 stycznia 2012

Subiektywne podsumowanie roku 2011

Obawiam się, że podsumowanie roku 2011 można zacząć w jeden tylko, smutny sposób.

 

9 grudnia w wyniku powikłań pooperacyjnych odeszła od nas Mona di Orio - założycielka i nos firmy noszącej Jej imię, uczennica Edmonda Roudnitska, twórczyni kompozycji zapachowych, o których sama mówiła, że są synestetyczne: łączą w jedno zapach, kolor, melodię i uczucia. Jej pragnieniem było tworzenie perfum pozwalających odczuwać zadziwienie i nostalgię; marzyć, podróżować i wspominać.

I choć Jej charakterystyczne, bogate i esencjonalne zapachy nie przemawiały do mnie tak, jak chciała tego ich Autorka, szanuję i podziwiam Jej pasję, styl i drogę. Odszedł piękny człowiek. Taka strata zawsze boli.


***


Dokonanie wyboru kilkunastu stworzonych w danym roku kompozycji, którym poświęcę kilka słów w krótkiej, noworocznej notce z zasady jest problemem. Bo przecież co roku powstają setki zapachów, z czego z połowa warta jest uwagi: czy to ze względu na swą wyjątkowość, czy ze względu na wyjątkowy owej wyjątkowości brak. Ale, oczywiście, nie zamierzam zamieszczać tu wielostronicowego katalogu pachnideł wszelkich. Nie zdzierżyłabym tego ani ja, ani Wy. :)

Będzie po raz kolejny subiektywnie, z focusem na niszę i kompozycje dziwne. A na koniec bonusik, jak w roku ubiegłym.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...