piątek, 21 czerwca 2013

I want to be a part of it : New York, New York* - NYC The Scent of Departure


Moja fascynacja koncepcją The Scent of Departure sięga 2010 roku, kiedy to w wywiadzie dla SoS Gerald Ghislain ujawnił mi i Wam swoje plany stworzenia swoistej zapachowej mapy świata. Od tego czasu wspominałam o marce kilka razy - nie tylko przy okazji recenzji, ale też informując o tym, że miejskie zapachy można nabyć nie tylko na lotniskach, ale też w sieci. Od pewnego czasu także w Polsce na stronie iperfumy.pl. Jeszcze nie nabyłam, ale Kevlavik za mną chodzi. Wiedeń już mam - od cudownej, niezastąpionej Nishy, która sprawiła mi kolosalną radochę po raz nie wiem który już.


Tymczasem, dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora marki w moje ręce trafił kolejny flakonik The Scent of Departure. Swoją drogą, flakonik świetny - stylizowany na przywieszkę do bagażu, oznaczony kodem kreskowym i oklejony charakterystycznymi nalepkami "by air" - jak przesyłka lotnicza.


NYC to kompozycja, w której przypadku nie będę mogła ocenić zgodności z atmosferą miasta, bo w Nowym Jorku po prostu (jeszcze) nie byłam. Mogę jednak opowiedzieć Wam zapach. Najlepiej przy muzyce.






These big town blues*


Pierwsze wrażenie, które ważne jest kiedy pisze się o Nowym Jorku TSoD to perfumeryjna uroda kompozycji. Jabłko? Tak. Ale po Wielkim Jabłku spodziewałam się większego jabłka. Tymczasem aromatowi zielonego jabłka Granny Smith zgniecionego wraz z ogryzkiem i pestkami towarzyszy tu cała fura kwiatów. Charakterystyczny zapach lotosu przypominający kompozycje w typie Lotus Ambre MAD et LEN, czy  Lotus Sake Tokyo Milk, doprawiony został wyraźnym, ogrodowym bzem. Pewnej kremowości nadaje owocowej kompozycji Ghislaina róża delikatnie rozbielona jaśminem i kwiatem pomarańczy.

Olfaktoryczna przechadzka po New York City, na którą zaprasza nas Gerald Ghislain to wyprawa do kwiatowego ogrodu, pełnego sadzawek pokrytych lotosowym kwieciem i kwitnących bzów. Tuż za niskim żywopłotem znajduje się rosarium w setkami barwnych róż, których upojny aromat przynosi nam ciepły wiatr. To prawda, że przed wycieczką zjedliśmy jabłko. I nawet można podejrzewać, że drugie mamy w kieszeni, ale to kwiaty są w tej kompozycji najważniejsze. Bujne, żywe, bezczelnie uwodzicielskie, domagające się natychmiastowego zapylenia kwiaty...


I tak oto, w sposób uroczy, zamordował Ghislain koncepcję Wielkiego Jabłka namalowanego zapachem. Mamy Miasto Ogrodów. Koncept równie niedorzeczny, jak wybranie "Miasta Ogrodów" jako hasła promującego Katowice w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, Europejskiej Stolicy Młodzieży i kilku innych konkursach. Z których żadnego Katowice z takim marketingiem nie wygrały, rzecz jasna.
Moim zdaniem Nowy Jork też z takim zapachem nie wygra. Nie dlatego, że kompozycja jest nieładna - ładna jest. Tyle, że jakoś nie na temat. Gdzie tu tętniąca życiem metropolia, tygiel kultur, miasto, w którym wszystko jest możliwe? Gdzie Wielkie Jabłko?

Rozumiem skojarzenie z ogrodem - Central Park. Ale żeby traktować miasto aż tak jednostronnie?

 

Nawet klasycznie perfumeryjna, syntetycznie piżmowa baza nie zmienia faktu, że NYC to kwieciuch. I że niewiele się w nim dzieje - w przeciwieństwie do Nowego Jorku, jak sobie imaginuję.

New York City w opowieści Ghislaina to czysty spokój, morze kwiatów, spacer pod rękę, patrzenie głęboko w błękitne oczęta i słodkie słówka. Pewnie jakiś odsetek nowojorskiego życia tak właśnie wygląda, ale ja liczyłam na opowieść o mieście, w które człowiek wgryza się jak w jabłko - z trzaskiem.


Data powstania: 2011
Twórca: Gerald Ghislain

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: jabłko
Nuty serca: lotos, jaśmin, lilak, jabłko, róża
Nuty bazy: karmel, wanilia, piżmo, jabłko


* Fragment tekstu oraz parafraza fragmentu tekstu Freda Ebba do utworu Johna Kandera "New York, New York".

Źródła ilustracji:

11 komentarzy:

  1. Naszła mnie ochota na takie właśnie zielone jabłucho :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ono jest ciut mało zielone, jak dla mnie. To zapachowe. Bo ogólnie, ja bardzo lubię zielone jabłucha. I w ogóle jabłucha, najlepiej twarde i zielone. :)

      Usuń
  2. Ze Scentów od D. znam tylko Dubai, który uważam za arcydzieło, zresztą brat bliźniak Petroleum. znać tę samą rękę /nos.
    Ale NY podoba mi się z opisu, pewnie byłby w moim stylu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa... Zrobiłaś mi właśnie krzywdę. Nie znam Dubaju i teraz go pragnę. "Bliźniak Petroleum": brzmi cudownie...

      Usuń
  3. Klasyczne kwieciuchy jakoś źle mi się nosi - za bardzo "kręcą mnie w nosie"... Choć bez lubię. I różę, i jabłka. Nie wiem, wydaje mi się że mimo wszystko trudno by mi było przekonać się do takiej kompozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że intuicja Cię nie myli. NYC może być za mało zmysłowy dla Ciebie. :)

      Usuń
  4. Marki nie znałem dotychczas ale teraz mam ogromną ochotę się zapoznać za sprawą Dubai o którym wspomniała Justyna . A tego kwiatka sobie daruje, gdyż Nowy Jork mnie już nie fascynuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Dubaju też marzę. Może kiedyś się uda? Albo kupię w ciemno. Przez Justynę. :)

      Usuń
  5. No wiadomo że się uda, marzenia tego typu są na wyciągnięcie ręki ;) Wiesz gdzie można dostać, czyli kupić próbki tej marki ? Widząc skład Dubai na Fragrantice napaliłem się tak mocno że nawet kwiatki w sercu do mnie przemawiają..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...