środa, 21 października 2015

Jak pachnie zepsuty odkurzacz gwiazdy muzyki - Ephemera by Unsound


Dawno, dawno temu... Sabbath of Senses miał być blogiem o postrzeganiu zmysłowym. Epistemologicznym notatnikiem epikurejczyka.
Miały się na SoS pojawiać opowieści o muzyce, która jest bardzo ważną częścią mojego życia, o literaturze (która takoż), o sztukach wszelakich - ze sztuką życia szczęśliwego włącznie. Miał być zbiorem esejów o pięknie - nieoczywistym często i niebanalnym zazwyczaj. Oczywiście, niebagatelną część mojego zmysłowego dziennika stanowić miały opowieści o zapachu. Tak się jednak złożyło, że zmysł węchu zdominował Sabat Zmysłów i blog stał się właściwie Sabatem Jednego Zmysłu opowiadanego za pomocą odwołań do innych zmysłów.

Czemu o tym piszę? Dlatego, moi drodzy, że dziś mam okazję ukłonić się pierwotnemu zamysłowi i opowiedzieć Wam zapachy opowiadające dźwięki.


Napisać o Gezie Schoen, że jest perfumiarzam to tak, jak gdyby napisać, o Ronaldzie Reaganie, że był aktorem. Był. Ale nie z tego go znamy, choć w jego działalności politycznej umiejętności aktorskie były bardzo cenne.
Podobnie jest z Gezą Schoenem. Jest perfumiarzem. Ma na koncie całkiem niezłe role... To znaczy... perfumy. Ale nie komponowaniem perfum zapisał się w naszej pamięci.

Geza Schoen sięga dalej. Przekracza granice. I czyni to z budzącą podziw łatwością i rozmachem godnym performera.


- Perfumy o głęboko kobaltowej barwie plamiące skórę i znikające jak atrament sympatyczny? Proszę bardzo!
- Perfumy składające się z jednej, jedynej rozcieńczonej spirytusem molekuły rozchodzące się jak ciepłe bułeczki? Ależ oczywiście!
- Perfumy stworzone w oparciu o pomiar fal mózgowych mistrzyni w zapamiętywaniu cyfr na czas? Nie ma sprawy.
- Perfumy o zapachu książki - nieporównywalnie mniej autentycznie, niż analogiczne dzieło Christophera Brosiusa, ale za to reklamowane sto razy lepiej, i to przez samego Karla Lagerfelda? Tadam!

Dla Schoena nie ma rzeczy niemożliwych. Ogranicza go tylko niebo. Choć... Kto wie?


Ostatnim interdyscyplinarnym projektem, w którym partycypuje Schoen jest Ephemera firmowana przez Unsound - festiwal muzyki postępowej.
Istniejący od 2003 roku festiwal korzenie swe wywodzi od projektu stworzonego przez grupę alternatywnych muzyków w australijskim Wagga Wagga. Kuratorami projektu w jego obecnej postaci są Małgorzata Płysa i Mat Schulz otwarcie przyznający, iż przedsięwzięcie to za zadanie ma nie tylko eksplorowanie nowych obszarów artystycznej kreacji, lecz także promocję niezależnych muzyków tworzących "na wschód od Berlina".
Pierwsze edycje Unsound to imprezy undergroundowe, angażujące krakowskie środowisko artystyczne. W ciągu dwunastu lat projekt rósł i ewoluował stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tego typu wydarzeń na świecie. Własne edycje festiwalu miały nie tylko miasta europejskie (Londyn, Praga, Bratysława) lecz także Nowy York, Tbilisi, Toronto, a także australijska Adelajda.


Przyznać trzeba, że dokonany przez organizatora Unsound - Fundację Tone Muzyka i Nowe Formy Sztuki wybór twórcy dedykowanych projektowi kompozycji perfumeryjnych jest dość oczywisty. Wybrano performera - człowieka o nazwisku głośnym także (a może przede wszystkim) poza kręgami perfumiarskimi. Efektem tej współpracy są zapachy proste, linearne, lecz efektowne. Utrzymane w modnej stylistyce postperfumiarstwa - abstrakt symulujący konkret.



BASS


BASS to opowieść (i kompozycja) doskonale schoenowska. Sięga do wspomnień Steve'a Goodmana znanego jako Kode9 (nie mylić ze zmarłym w 1984 roku pieśniarzem folkowym). Cytując opis ze strony Perfumerii Lu'lua:

Dla Steve'a Goodmana BASS to dziecięce wspomnienie odgłosu i zapachu zepsutego odkurzacza, palących się kabli, kurzu. Geza Schoen zobrazował je zapachem, w którym pierwsze skrzypce gra dym z płonącego drewna i rum. Kolejne nuty eksponują skórę i herbaciane akordy, a tym, co wygasa na skórze jest zapach mchu i kastoreum.


Jak pachnie popsuty odkurzacz Goodmana?
Ano... Nie bardzo. Myślę, że państwo Goodman musieli mieć bardzo czysty dom. Aromat jest transparentny i monochromatyczny. Pracuje cicho i nijak się ma do ryczących odkurzaczy z okresu dzieciństwa dzisiejszych trzydziestolatków.

Nie czuję kurzu. Nie czuję uroczego smrodu palącej się instalacji elektryczniej - choć przyznaję, że bardzo na to liczyłam. Głównymi nutami kompozycji Schoena są werniksowy mastyks (kto wąchał werniks, nigdy go nie zapomni) i łagodny, syntetyczny akord skórzany przypominający bardziej gumę, niż skórę. Zostawmy te historie o odkurzaniu. Kto w ogóle lubi odkurzać?


W otwarciu BASS pachnie jak wyłożone syntetyczną pianką pudło zawierające nowoczesny, hipsterski gramofon z talerzem w tworzywa fenolowego i komplet głośników w drewnianych, lśniących obudowach. Eterycznie mętny zapach nowej elektroniki z czasem ewoluuje w zapach elektroniki... nienowej. Gramy!

Zapach tej muzyki jest niezwykły. Wyobraźcie sobie głośne dźwięki bez... dźwięków. Drgające membrany głośników, drobinki kurzu w konwulsjach, falę dźwiękową grzebiącą Wam w trzewiach i podnoszącą włoski na skórze. I wszytko to dzieje się szeptem, nisko, na granicy infradźwięków.


Data powstania: 2015
Twórca: Geza Schoen.
Trwałość: nieszczególna
Projekcja: szeptem

Nuty zapachowe:
dym z płonącego drewna, kadzidło, rum, skóra, mastyks, herbata, kastoreum, mech dębowy



NOISE

 

Tym razem opis, zapach i twórczość artysty będącego inspiracją tworzą spójną całość. Korzystając z opisu na stronie Lu'lua:

Geza Shoen do życia powołuje kapsułę najgłębszych, tłumionych przez codzienną rzeczywistość, hałaśliwych wspomnień Bena Frosta – szumu katolickich świąt kościelnych, trzasku australijskich pożarów, chrzęstu wilgotnej ziemi i bzyczących w niej owadów.


NOISE jest lśniącą, gładką sferą eterycznej, nowoczesnej chemii wypełnioną muchami. Mieniącą się tęczowymi barwami czernią. Ruchliwą, fascynującą i brzydką. Obcą.
Jest jak wydruk z drukarki 3D, który się na nas gapi.

Jeśli znacie twórczość Bena Frosta - zrozumiecie ten zapach. Katatoniczny, monotonny niepokój - kompozycja od początku do końca tak samo dziwna. Nie układająca się na skórze, nie sklejająca się z nosicielem. Rytm, który nie kołysze. Muzyka bez melodii. Bańka mydlana wypełniona zwietrzałym pieprzem.


Data powstania: 2015
Twórca: Geza Schoen.
Trwałość: dobra
Projekcja: niepokojąca, ale krótko

Nuty zapachowe: 
aldehydy, ozon, czarny pieprz, szafran, labdanum




DRONE


DRONE to najładniejszy zapach serii. Właściwie... jedyny chyba, wobec którego można użyć tego określenia. Ładny.

W trakcie tworzenia DRONE, Tim Hecker nie kierował się wcale osobistymi doznaniami. W zamian skreślił swoje wyobrażenie "niepokojącej smugi rytualnego kadzidła równoczesnej do długich, liturgicznych dźwięków prowokujących ciało do lewitacji".Geza Schoen zinterpretował to syntetycznością aldehydów rozpuszczonych w powietrzu – lewitującym sercem, dla którego bazę  stanowią  paczula, ambra i wetiwer, przełamane surowością jodły i cierpkością jagód jałowca.


DRONE to zimna herbatka z cytryną chluśnięta prosto w niebieskie niebo. Zapach żółto - błękitny w otwarciu, z czasem mieszający się w zieleń. Pokrojony aldehydami na cienkie, przejrzyste plasterki.

Z czasem zachowuje się jak ziemniak: wypuszcza kłącza. Zielone i gładkie jak światłowody.


Używając octanu wetiwerolu zamiast wetiweru Geza Schoen uzyskał efekt rośliny - cyborga. Tworu urodziwego i niejadalnego. Dekoracji. Bytu, którego celem jest byt.

Niezaangażowana uroda DRONE czyni z niego idealny zapach korporacyjny - beznamiętny, uprzejmy, aseksualny. Dziękuję Państwu za poświęcony czas. Mam nadzieję, iż znaleźliście Państwo dzisiejszą lekturę przyjemną.


Data powstania: 2015
Twórca: Geza Schoen.
Trwałość: słaba
Projekcja: nieabsorbująca

Nuty zapachowe:
aldehydy, nuty powietrzne, jodła, jagody jałowca, paczula, ambra, wetiwer, cedr


Reasumując:


Ephemera by Unsound to projekt ciekawy i naprawdę przyzwoicie zrealizowany. Bardziej od strony koncepcyjnej i promocyjnej, niż olfaktorycznej, lecz to akurat cecha charakterystyczna przedsięwzięć z udziałem Gezy Schoena.

Gdyby opisane wyżej zapachy powstały przed Eau du Fier Annick Goutal czy serią Synthetic Comme des Garcons - ich chemiczna nowoczesność wystarczyłaby, by wzbudzić zachwyt. Lub przynajmniej poruszenie. W drugiej dekadzie XXI wieku trzeba czegoś więcej. Tu tym czymś jest synestetyczny rodowód kompozycji, opowieść i wydarzenie artystyczne dające projektowi wielki potencjał promocyjny. I to są zalety nie do przecenienia. Niestety, Syntetyki CdG są nie tylko wcześniejsze, ale też po prostu lepsze. Zapachy Ephemera by Unsound mają nad nim tę przewagę, że są. Wciąż. I oby.


  • Zdjęcia i grafiki ilustrujące recenzje pochodzą ze strony ephemera.pl oraz z galerii projektu na Facebooku.
  • Autorem grafik jest Manuel Sepulveda (Optigram). 
  • Autorem instalacji Piotr Jakubowicz.
  • Druga grafika recenzji NOISE (oryginalnie inspirowana zapachem DRONE) oraz  pierwsze dwie grafiki recenzji DRONE to kadry z filmu Marcela Webera. Marcel Weber jest także autorem instalacji przedstawionej na ostatnim zdjęciu recenzji DRONE.

5 komentarzy:

  1. Sabbath przybij piątkę! Uwielbiam zapach palącej się instalacji elektrycznej :)
    Ale nie tych plastikowych osłon tylko samych drutów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Palącej się instalacji palącego się drewna, palącej się ropy, liści, papieru. Lubię palone paluszki i palony chleb. I jeszcze zapach palonych kartofli uwielbiam. O kadzidłach wszelakich nie wspominając. :)
      Ja po prostu jestem olfaktorycznym piromanem! :)

      Usuń
    2. Z powyższych lubię wszystko! Zapach przypalonego tosta też. Jedyne czego nie lubię to zapachu palonych piór i włosów :D

      Usuń
  2. Zapach korporacyjny brzmi nieco awangardowo jak i to wszystko zakręcone wyżej... Strach sobie wyobrazić jakby to było gdyby zrobił Treble. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Olfaktoryczna Piromanko, czy jest tekst obrazujący ten stan Twojej duszy? Niezwykle mnie zaczęła pociągać spalenizna, dymy (Fumidus).
    A Geza to ciekawe zjawisko. Niby mam problem z wyczuwaniem np. molekuł nr1, ale cóż z tego skoro i tak co jakiś czas temat wraca do mńie ze zdwojoną siłą. Testuję, szukam wrażeń. Gdy tylko nadarzy się okazja chetnie potestuję. Magia marketingu na mnie działa.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...