piątek, 30 października 2015

Relacja z wizyty Martine Micallef i Geoffreya Nejmana w Perfumerii Quality Missala


Zapraszam Was dziś do lektury relacji ze spotkania prasowego z twórcami marki M.Micallef Parfums.

Na spotkaniu, które odbyło się we wtorek 27 października o godzinie 11 w Domu Perfumeryjnym Quality Missala, Martine Micallef i Geoofrey Nejman opowiadali o tym, o czym mówić warto - o pasji, miłości i pięknie. A także o nowych perfumach marki i tajemniczym składniku X stanowiącym główną ich nutę.


Mam nadzieję, że zapoznaliście się z wywiadem z roku 2010, który polecałam Waszej uwadze wczoraj, kwestie w nim omówione zostały bowiem na spotkaniu potraktowane dość skrótowo. I takoż zostaną przeze mnie opisane.


M.Micallef Parfums powstały w roku 1996 - za rok obchodzić więc będziemy dwudziestolecie istnienia marki. Związek Martine i Geoffreya trwa lat 25 i to właśnie miłość dała im siłę, by spełniać marzenia. Wcześniej bowiem Martine prowadziła sieć salonów kosmetycznych, Geoffrey natomiast był bankierem. Wedle jego własnych słów - złym bankierem. Proszę jednak w to nie wierzyć.


Aby zostać dobrym perfumiarzem, trzeba najpierw być złym bankierem

To motto, którym uraczył słuchaczy Geoffrey Nejman. Proszę jednak w to nie wierzyć - Geoffrey bankierem był świetnym. Po prostu w pewnym momencie okazało się, że perfumy kocha bardziej, niż bankowość.


W roku 1995 został zatrudniony jako konsultant finansowy jednego z laboratoriów perfumeryjnych w Grasse. TYM Grasse. Bycie złym bankierem w wersji Geoffreya wyglądało tak, że zamiast siedzieć w swoim gabinecie i analizować kolejne kolumny cyfr, wymykał się do laboratorium i wąchał kolejne perfumeryjne esencje. Do domu, do żony wracał z kieszeniami pełnymi próbek oraz głową pełną marzeń. Nocami, zamiast spać marzył o kolejnych testach, kolejnych próbkach i o tym, by robić to samemu. Podczas jednej z wielu długich, nocnych rozmów, podczas których Geoffrey opowiadał swej pięknej ukochanej o tym, jak pachnie jaśmin z Grasse, Martine podjęła decyzję. Nikt na spotkaniu nie miał odwagi zapytać, czy zrobiła to po to, by móc się wreszcie wyspać. :)


Róbmy perfumy!

Dokładnie to powiedziała Martine i dokładnie to zdecydowali się robić. Oboje zrezygnowali z dotychczasowych zawodów i zajęli się tworzeniem wspólnej firmy: M.Micallef Parfums. Decyzja o wyborze nazwiska Martine, a nie Geoffreya była skutkiem przekonania, że egzotyczne nazwisko pochodzącej z Malty Martine będzie po prostu lepiej brzmiało.


Martine i Geoffrey zgodnie podkreślają, że ich celem nigdy nie było robienie po prostu perfum. Chcieli robić perfumy ekskluzywne, najwyższej jakości, bez kompromisów i ustępstw wobec szarej rzeczywistości. Nawet jeśli początkowo powstawały w piwnicy ich domu - tak maleńkiej, że wedle relacji Państwa Missalów, aby można było ją zwiedzić od wewnątrz, należało najpierw poprosić o wyjście pracujących w niej paru rzemieślników. Inaczej wprowadzenie dodatkowych osób było niemożliwe.


Pierwsze flakony na perfumy M.Micallef zamówili w Czechach. Cuda z prawdziwego kryształu, robione na zamówienie, w limitowanej ilości egzemplarzy. Jak się zapewne domyślacie, obecnie osiągają one kosmiczne ceny. Większość zamówienia stanowiły flakony o pojemności 75 ml, lecz przewidujący ekspansję na rynek arabski Geoffrey zamówił także flakony o pojemności nieco większej. Na przykład 5 litrów...



Stuk puk, czy chce pan kupić najdroższe perfumy świata?

Po wyprodukowaniu pierwszej partii perfum należało zająć się dystrybucją. Geoffrey wsiadał więc co rano do swojego starego Peugeota, wędrował od drzwi do drzwi i sprzedawał "najlepsze, najbardziej ekskluzywne i najdroższe perfumy świata".


Przełomem dla M.Micallef Parfums było wejście na rynek niemiecki. Do dziś Niemcy są jednym z krajów, w których perfumy tej marki cieszą się wielkim powodzeniem. Choć nie jedynym, oczywiście. Perfumy M. Micallef dostępne są obecnie w ponad 900 punktach w 55 krajach całego świata. Maleńką piwnicę domu Martine i Geoffreya w Cannes, w której niegdyś powstawały perfumy zastąpiło potężne laboratorium mające 2 000 metrów kwadratowych powierzchni i mieszczące się, oczywiście, w Grasse. Pewne rzeczy się jednak nie zmieniły.


Perfumy M.Micallef powstają bez kompromisów: bez ograniczania ilości i ceny składników, bez maksymalizacji zysków kosztem zapachu, bez uchylania się przed rozwiązaniami niestandardowymi, a nawet szokującymi. Flakony nadal wykonywane i zdobione są ręcznie według projektu i pod nadzorem Martine, która od początku odpowiada za wizualną szatę marki. Są też ręcznie napełniane i pakowane.


Trudno Wam będzie w to uwierzyć, ale M.Micallef Parfums to pierwsza w historii marka do zdobienia flakonów używająca kryształów Swarovskiego. Ba! Na zamówienie Martine stworzono nowy kształt kryształków - Rock Crystals zdobiące obecnie flakony z serii Jewel.


Możecie ich nienawidzić

Odpowiadając na zadane mi ostatnio pytanie o to, dlaczego z rynku zniknęła kolekcja Les 4 Saisons (Cztery Pory Roku) wyjaśniam. Aktualnie M.Micallef ma w ofercie cztery podstawowe kolekcje: 

Les Exclusifs - kompozycje bezkompromisowe, często rewolucyjne, łamiące zasady obowiązujące w świecie perfumiarskim przez wieki. Sam Geoffrey mówi o zapachach z tej serii:
- Wolelibyśmy, byście je kochali, ale możecie ich również nienawidzić.

Ananda - kolekcja kwiatowych perfum, której korki inspirowane są kształtem dachów rosyjskich cerkwi. Warto wspomnieć, że klasyczna Ananda to bestseller marki.

Mon Parfum - genezę tej uroczej nazwy znają wszyscy, którzy czytali poprzedni mój wywiad z Martine i Geoffreyem. Ja dziś zacytuję Martine, która uczyniła dowcipną uwagę, że kupując inspirowany otoczakiem flakon Mon Parfum "nabywasz za tę samą kwotę flakon stojący i flakon leżący".

Jewel - ostatnia z kolekcji marki. Flakony Jewel zdobione są pasem charakterystycznie ciętych Rock Crystals, o których pisałam wyżej. Damskie zapachy ozdabia pas pionowy, męskie poziomy.


Pozostałe kolekcje zostały wycofane ze względu na... brak miejsca na półkach perfumerii. Dystrybutorzy i przedstawiciele marki skarżyli się bowiem iż szeroka oferta różnorodnych flakonów wymaga wiele miejsca na ekspozycję.
Możliwy jest jednak powrót wycofanych perfum do oferty, w miarę rozwoju sieci firmowych butików Micallef.


Puste stoisko


Bogate zdobienia, możliwość zamówienia unikalnych, występujących w jednym tylko egzemplarzu flakonów - dzieł sztuki oraz, oczywiście, zmysłowe zapachy sprawiają, ze perfumy Martine i Geoffreya cieszą się wielką popularnością na rynku arabskim. To właśnie w krajach zatoki Arabskiej powstały pierwsze butiki M.Micallef. Najbardziej niezwykłą cechą firmowych butików marki jest stanowisko zwane kreatywnym biurkiem, przy którym dyżurują artyści przeszkoleni przez Martine w sztuce zdobienia flakonów. Każdy zakupiony w butiku flakon można więc na miejscu spersonalizować.


Podczas spotkania prasowego Geoffrey opowiedział historię o odwiedzinach w Le Fort du Mont Maison, podczas których zaprowadzono ich na stoisko M.Micallef w pobliskim ekskluzywnym domu towarowym. Było... puste. Zupełnie.

Okazało się, iż perfumy i flakony tak zachwyciły odwiedzającą miasto arabską księżniczkę, iż wykupiła ona cały asortyment.


Obecnie na rynku arabskim największe sukcesy święci kolekcja sprzedawana we flakonach wykonanych ręcznie przez zmarłego w ubiegłym roku artystę Jeana Claude'a Novaro znanego z tworzenia form szklanych zawierających substancje fosforescencyjne.




Składnik X


Głównym bohaterem dnia był nowy zapach marki: Akowa. Perfumy zawierające tajemniczy składnik X mający, wedle Geoffreya, stać się wkrótce następcą oud.
Zanim dane nam było poznać Akowę (uczciwie mówiąc, od tygodnia miałam na biurku próbkę), zostaliśmy oczarowani opowieścią o odkryciu tajemnego składnika.


Podczas podróży po Afryce Geoffrey i Martine postanowili spędzić dzień w prawdziwym buszu. Wynajęli więc przewodnika dysponującego Jeepem i udali się w podróż, podczas której nieomal zostali pożarci przez lwa.

Opowieść jest prawdziwa - świadkiem jest lew


Zdrowi i cali, choć wystraszeni, dotarli do wioski plemienia zwącego się Akowa. Zajętego obserwowaniem życia mieszkańców wioski Geoffreya zaintrygował zapach pasty ucieranej przez kobiety z niewielkich fasolek i oliwy. Z pomocą przewodnika dowiedział się, że aromatyczna pasta stanowi ważną część tradycji plemienia i używana jest nie tylko do celów pielęgnacyjnych, lecz także jako element obrzędów towarzyszących zaślubinom - ma bowiem być potężnym afrodyzjakiem.


Kiedy mowa o atrakcyjności seksualnej i afrodyzjakach - jestem zainteresowany

Rzekł był Geoffrey Nejman i natychmiast poprosił o zgodę na zabranie ładunku fasolek do Europy. W laboratorium w Grasse pozyskano z ziarna esencję zapachową, która najpierw została w niewielkiej ilości użyta w Mon Parfum Gold, a później jako główna nuta Akowy.


Martine opowiedziała nam o tworzeniu flakonu Akowy: o tym, że do koncepcji zapachu nie pasowały jej ani kolory, ani kryształy. Inspirując się twórczością Pierre'a Soulages zdecydowała się na ascetyczną czerń i pracę fakturą. Wzór na flakonie przypominać ma spękaną, afrykańską ziemię.


Tajemniczość głównego składnika perfum znakomicie podsyca zainteresowanie Akową. Pytany o powód, dla którego główna nuta utrzymywana jest w tajemnicy Geoffrey wyjaśnił, że nie chce, by jego pomysł był masowo naśladowany - tak, jak stało się z oudem, który dla europejskiego perfumiarstwa odkrył dwanaście lat temu. Osobiście mam wątpliwości co do tego, czy składnik X ma potencjał wywołania aż tak wielkiej manii, ale kto wie?

Pozwoliłam sobie zapytać Geoffreya, czy nie obawia się, że skoro ujawnił światu nazwę tajemniczego plemienia, to ktoś może po prostu pojechać tam, zapytać o tajemnicze fasolki i dostać odpowiedź.
- Opowiadałem ci, że tam są bardzo straszne lwy? - zapytał Geoffrey sprytnie.


Akowa to kompozycja otwierająca cykl olfaktorycznych opowieści podróżniczych. Już dziś Geoffrey Nejman zapowiada prezentację kolejnego podróżniczego zapachu, tym razem inspirowanego innym kontynentem. Za rok.


Wieczorne miłośników perfum rozmowy


Wieczorem w tym samych, gościnnych progach Domu Perfumeryjnego Quality Martine Micallef i Geoffrey Nejman spotkali się z klientami perfumerii - miłośnikami perfum M.Micallef. Jeśli tylko czas mi pozwala, staram się uczestniczyć w obu spotkaniach. Nie tylko dlatego, że program prezentacji dla prasy różni się zazwyczaj od programu spotkania z klientami, a ja staram się w swoich relacjach wyłapać możliwie wiele smaczków i anegdot. Nie tylko dlatego, że zazwyczaj pomiędzy spotkaniami mam wywiad. Powodem ostatecznym jest fakt, że na spotkaniu z klientami mogę zazwyczaj spotkać Czytelników SoS i znanych mi z forów współpasjonatów. Tym razem Quality odwiedziła spora grupa użytkowników polskiej Fragrantiki i nawet udało nam się uwiecznić część towarzystwa na wspólnym zdjęciu.



Na uwagę zasługuje fakt, że zarówno podczas spotkania prasowego, jaki podczas wieczornego spotkania z klientami Perfumerii Quality Martine cały czas zdobiła ręcznie flakony. Spersonalizować można było nie tylko Akowę i inne nabyte tego dnia perfumy M.Micallef, lecz także przywiezione z domu flakoniki zakupione wcześniej.




Koniec i bomba, a kto nie był, ten trąba!

Zanim zaprezentuję Wam treść swojej rozmowy z Martine i Geoffreyem, spróbuję podsumować tę wizytę. Nie tylko dlatego, że relacja jest ku temu lepszą okazją, niż publikacja wywiadu. Także dlatego, że niezwykłą rozmowę, którą obdarowali mnie ci wspaniali ludzie będę chciała zostawić bez komentarzy.


Dom Perfumeryjny Quality Missala jest doskonałym miejscem na tego typu spotkania. Duża, przystosowana do prowadzenia warsztatów przestrzeń, wnętrza pełne najpiękniejszych perfum świata i gościnni, serdeczni gospodarze tworzący niepowtarzalną, pełną ciepła atmosferę, w której wszyscy czują się mile widziani.


Trudno także wyobrazić sobie bardziej ujmujących gości. Zarówno Martine, jak i Geoffrey mają mnóstwo uroku. Poczucie humoru i dystans do świata Geoffreya idealnie uzupełnia ciepłą naturę Martine.


Atutem nie do przecenienia są chwile, a których siadamy obok Martine malującej nasz flakon. Malarka spogląda na nas przez chwilkę, pyta o treść dedykacji i dokonuje wyboru. Przyznaję, że gdyby zapytała mnie, co chciałabym, żeby namalowała na moim flakonie Akowy - odpowiedziałabym - ptaka w locie. Taką miałam przygotowaną odpowiedź. Nie zapytała. Uśmiechnęła się i z szelmowskim uśmiechem powiedziała: namaluję ci ptaka miłości.




  • Zdjęcia bez znaku wodnego SoS pochodzą z materiałów prasowych M.Micallef Parfums (5-9, 11-12, 14, 17 i 19) lub zostały mi grzecznościowo udostępnione przez Perfumerię Quality Missala. Pięknie dziękuję!

14 komentarzy:

  1. Cudownie,że wybrał perfumy! Poznałam labolatorium w Grasse -ale ze mnie chwalipięta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest się czym chwalić!
      Poznałaś konkretnie ich laboratorium, czy jakieś inne?

      Usuń
  2. Cudownie,że wybrał perfumy! Poznałam labolatorium w Grasse -ale ze mnie chwalipięta

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie się to wszystko czyta, aż che się więcej. To wielcy ludzie olbrzymiej pasji którzy swoim przykładem potęgują pasję i chęć realizacji marzeń u innych ! Ja się nakręciłem i to nie przypadkowo... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprzypadkowo, bo... AOUD? Czy inna nieprzypadkowa miłość?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ponieważ nie wierzę w przypadki więc to taka swego rodzaju motywująca cegiełka, dokładająca siły do tego by realizować swój osobisty perfumowany plan. Mimo że jeszcze wiele przede mną to nie mam zamiaru się poddawać... A to wszystko bierze się z miłości ;)

      Usuń
    5. W sumie... Nie ma lepszej motywacji. :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło było powspominać uroczy wieczór . Przypomnieć sobie wszystkie opowieści. Rozczula mnie dedykacja i ptak miłości. I szczerze mowiąc dopiero na ascetycznym flakonie doceniłam ten urok zdobienia. Zdjęcia masz śliczne!
    A ja miałam uroczy poranek z lekturą Twojego artykułu. Za oknem boska mgła i żółte liście na drzewie. Czas na dymne zapachy nastał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak. jak i u mnie: mgiełka, liście, niebieskie niebo. Jedyną wadą jesieni jest to, że po niej przychodzi zima. A w naszym klimacie ostatnio to nawet nie zima, tylko jakieś bure, mokre niewiadomoco. Bleh.

      Aleksandro, było mi niesamowicie miło Cę spotkać! Pamiętaj, że następnym razem jesteśmy umówione na kawę. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...