czwartek, 14 września 2017

Czarne Widmo przynoszące zmysłową rozkosz


Zanim zaproszę Was do poznania kolejnej (relatywnie) mało w Polsce znanej marki, zrobię skok w bok i opowiem o nowych perfumach marki świetnie już w Polsce znanej. Między innymi dzięki moim recenzjom, bo - poza tym, że o zapachach By Kilian piszę od lat - państwo Missala wyznali mi kiedyś, że perfumami pięknego Francuza zainteresowali się właśnie dzięki mojej recenzji Straight to Heaven. Podobnie było z perfumami Oliviera Durbano - jeśli więc uszczęśliwiają Was perfumy tych marek i raduje ich dostępność w perfumeriach Quality, to mam w tym swoją niewielką zasługę.

A teraz koniec chwalenia się, przechodzimy do rzeczy. A raczej do Rzeczy. Do perfum.


Black Phantom
MEMENTO MORI


Zapowiedź pojawiania się perfum o TAKIEJ nazwie, TAKIM podtytule, TAKIM wizerunku i TAKIM marketingu błyskawicznie podniosła mi ciśnienie. Paczuszki próbek z Perfumerii Quailty wyglądałam tęsknie i niecierpliwie. Kiedy dotarła... poczułam się oszukana. Nabita w piękny flakonik.
I tak sobie trwałam w swoim rozczarowaniu do dnia, w którym przygotowując kolejne warsztaty zaczęłam rozglądać się za jakimś banalnym gourmandem, którego mogłabym użyć jako exemplum.

Wróciłam więc do próbki. I okazało się, że Black Phantom wąchany bez niebosiężnych (a raczej piekłosiężnych) oczekiwań i bez nastawiania na mhhhrok, mhhhrok, zmory i upiory - jest piękny. I wcale nie tak banalny, jak mi się początkowo wydawał.

Tak więc weszło Czarne Widmo do puli warsztatowej, a praca na tym zapachu przekonała mnie do tego, że także na SoS powinno się pojawić. I oto jest.



Dokonując rozpoznania tematu przed napisaniem recenzji zazwyczaj unikam cudzych opinii i wrażeń. Zapoznaję się natomiast z tym, co ma na temat perfum i ich koncepcji do powiedzenia kreator. Odwiedziny na stronie By Kilian i spojrzenie w briefing towarzyszący Czarnej Zjawie rozwiały wszelkie moje wątpliwości.

Black Phantom - zapach opatrzony, tak charakterystycznym dla Kiliana, poetyckim podtytułem MEMENTO MORI - PAMIĘTAJ O ŚMIERCI - wbrew oczywistym skojarzeniom nie nawiązuje do mrocznych kart historii wieków średnich; nie jest wspomnieniem praktyk klasztorów kontemplacyjnych i odrzucenia radości i dóbr doczesnych w oczekiwaniu na pewną i rychłą śmierć. Przeciwnie!

Black Phantom by Kilian to ukłon w stronę barwnych i dzikich opowieści o piratach. Pirackie "pamiętaj o śmierci" jest, według Kiliana, zupełnym odwróceniem pierwotnego znaczenia tego motta. Tworząc Mroczną Zjawę duet Hennessy - Lancesseur mówi nam: używaj życia, rozkoszuj się nim, baw się tak, jak gdyby nie było jutra. Bo może go nie będzie...

Nie znam tej części pirackiej mitologii (bo wiadomo, że "morskie opowieści" niewiele mają wspólnego z suchymi faktami, co nie przeszkadza nam się nimi emocjonować i cieszyć), ale taka interpretacja przekonuje mnie znacznie bardziej. I w tym kontekście ten zapach ma sens!


"Zapach stworzony dla tych, którzy żyją dla rozkoszy doczesnych" - obwieszcza Kilian w opisie Black Phantom.

Z czym się Wam kojarzą rozkosze doczesne? Pachnące rozkosze, rzecz jasna, Wy świntuszki. ;)

Używki i słodycze - to zdecydowanie dobry trop. I akie właśnie rozkosznie pachnące składniki tworzą Black Phantom.
- Ciemna, mocno palona kawa w zdrowych, lśniących ziarnach.
- Wyraźny aromat ciemnego rumu.
- Oraz ciemna czekolada.
Bo kolor Zjawy zobowiązuje.


Z czasem, w miarę układania się rozkosznie, prowokująco niejednoznacznej mikstury na skórze, do chóru mrocznych przyjemności dołącza nuta karmelu - ciemno palonego, podbitego goryczką spalenizny, zupełnie nieprzypominającego ociężałej kluchy potrafiącej pociągnąć na dno najlepiej nawet zbalansowanego gourmanda.

Gdzieś z tle majaczy łapiąca za gardło nuta gorzkich migdałów - blada jak duch, groźna jak cyjanek. Oto blady upiór przypominający o śmierci.


Szalenie podoba mi się odwrócenie stereotypowej symboliki bieli i czerni w tych perfumach. Czerń jest tu pochwałą życia - jego stężoną, nasyconą olfaktoryczną barwą esencją. Biel wieje grozą - jak mgła na morzu, jak grzywy spienionych fal, jak biały szkwał.

Black Phantom żegluje po ciepłych wodach ludzkiej skóry łagodnie jak statek - widmo. I jak statek - widmo, pozostawia niesamowite wrażenie - że coś tu nie gra. Ale pięknie.



Data powstania: 2017
Kompozycja: Sidonie Lancesseur
Trwałość: bardzo dobra.
Projekcja: kulturalna, ale bynajmniej nie rozczarowująca.
Perfumy pokrewne: A*Men Pure Tonka Thierry Mugler (przy czym mnie black Phantom podoba się bardziej).

Nuty zapachowe:
rum, trzcina cukrowa, ciemna czekolada, kawa, karmel, migdały, heliotrop, drzewo sandałowe


  • Ilustrujące recenzję ruchome obrazki pochodzą (oczywiście) z "Piratów z Karaibów". W roki głównej i jedynej - Johnny Depp.

22 komentarze:

  1. Czarny zabójca, który ma w sobie dziwne coś. Za każdym razem przeklinam, ale wracam, bo wiem, że nie jest obojętny. Trwa godzinami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny uwodziciel, który ma w sobie dziwnie podejrzane coś. ;)
      I tak, trwałość ma fantastyczną. Tylko ta cena...

      Usuń
  2. Kawa i rum to bardzo zacne połączenie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. patrząc na nuty to aż się chce testować a najlepiej zjeść :) tak, jak gdzieś znajdę rum to kawa z rumem i karmelem prawiejesienny wieczór umili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawa z rumem i cukrem (karmel to dla mózgu cukier) to najlepszy energetyk. Funkcjonalnie. O smaku nawet nie mówię!

      Usuń
  4. Chyba jutro strzelę sobie taką kawkę z rumem na śniadanie. Bez cukru, ale z czekoladą.
    No, może jednak w sobotę. Testy tej czachy też muszą być, może wreszcie zmienię zdanie o Kilianie, bo wszystko co testowałam do tej pory odbierałam jako marketingową wydmuszkę niewartą swojej ceny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straight to Heaven też?
      Jak dla mnie ten zapach jest cudowny. Owszem, to nie ekstremum, ale nie taka jest idea marki.
      Black Phantom to także nie jest ekstremum. Ale jest wielce przyjemny. :)

      Usuń
    2. Straight to heaven to naprawdę ładny zapach, ale niezbyt według mnie oryginalny. Bardzo mi się kojarzy z Neonaturą Cocoon, swego czasu do kupienia poniżej 100 zł. Chciałabym, by była z powrotem w produkcji, ale nie za tę cenę, na litość boską. Szczególnie, że nachodzą mnie podejrzenia, że płacimy za te piękne szkatułki.

      Usuń
    3. Jak dla mnie jest zupełnie inny, niż Neonatura, którą również bardzo lubiłam.
      StH to zabawa światłem. Zapach łączący ciemną, kakaową paczulę z jasnym, świetlistym kadzidłem. W Neonaturze tego totalnie nie było.

      Usuń
    4. Pewnie powinnam ponowić testy, miałam próbkę jako zupełny żółtodziób w zakresie zapachów niszowych...

      Usuń
    5. Bo w otwarciu faktycznie jest dużo paczuli. Ale rozwój jest zupełnie inny.

      Usuń
  5. Sabb, poprostu muszę Ci to napisać. Na twojego bloga trafiłam przypadkiem jakiś czas temu. Nie pamiętam dokładnie którą recenzję przeczytałam jaką pierwszą ale jak zaczęłam, nie mogłam przestać. No i moje ukochane Black Cashmere- opisane dokładnie tak jak ja je czuję. A może raczej czułam....Niestety mam obawy czy w sieci kupiłabym orginalny produkt, dlatego też wolałam nie ryzykować i poszukać innego zapachu. No i oczywiście twoja recenzja Black Afgano...Wizyta w Quality,testowanie i miłość od pierwszego niucha. Sabb jesteś po prostu najlepsza!!!Sylwia G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, Sylwio. jest mi niezmiernie miło.
      W kwestii BC: raczej marne są szanse na podróbę Kamyka. Nie teraz, po tylu latach. Z resztą - nawet w czasach kiedy był dostępny, nie pamiętam podróbek. Flakon był chyba nie do przeskoczenia dla ówczesnych podróbiarzy.

      Usuń
  6. Mógłbym tak zaszaleć... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Myślę teraz, skąd wziąć 1200 zł... :(

      Usuń
  7. Od dłuższego czasu zaglądam na blogi "raz na ruski rok", ale jak już spojrzałam tutaj, to nie mogłam niczego nie napisać pod taką recenzją. Bo, jak wiesz, mrok jest mi bliski. Alkoholiczne słodkości w zapachach również. I tak patrzę, czytam i znów jestem niemal pewna, że byłabym w.w. zachwycona, albo przynajmniej w wysokim stopniu usatysfakcjonowana. Kilian zagrał na wybitnie "moich" tonach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katalina! Rany, jak ja tęskniłam za twoimi komentarzami!
      Tez myślę, że to mógłby być zapach dla Ciebie. Jest mroczny, ale zarazem smakowity i elegancki.
      Oraz... ja już dumam, skąd wziąć 1200 zł. :/

      Usuń
    2. Fiu, fiu... ceni się, nie powiem ;) Z drugiej strony, jak patrzę na opakowanie, które samo w sobie jest grzechu warte, to zaczynam sama siebie przekonywać, że cena nie jest wygórowana (złooo :P)

      Usuń
    3. To jest cena za 50 ml. Nie 100. :(
      Pudełko cudne, ale co ja z nim zrobię?

      Usuń
  8. Hej Siostra! ;)
    Dzisiaj testowałem to cudo za namową Racheli ;-) I powiem jedno piękny zapach pachnie na mnie jak kawa z syropem orzecha laskowego ;-) Tylko jakim cudem nuta orzechu się pojawia? Jedyny mankament to trwałość i cena kosmos... Zapachy Kiliana się na mnie nie trzymają :c
    Ściskam!
    by Koszmarny brat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie trwałość na medal. Ale cena wciąż...
      Buziaki, Braciszku. <3

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...