Milczałam ostatnio, ale to wcale nie znaczy, że przeszła mi miłość do perfum. Po prostu migracja bloga na nową platformę trochę mnie przerosła. Ale już wszystko działa i wracam na dobre.
Oczywiście, jeśli zauważycie jakieś błędy czy niedoróbki, bardzo proszę o sygnał. To była ciężka przeprowadzka.
Na rozgrzewkę opowiem dziś o zapachu, który mnie urzekł kilka lat temu i… no i mi nie przeszło.
Jeśli jednak ktoś lubi oud dymny i ciemny… Jeśli nie szuka w perfumach słonecznego blasku i ptasich treli… Jeśli niestraszne mu pachnidła ciężkie i gęste… To powiadam Wam, Onekh nie wymaga oswajania ani tresury. Jest doskonałym, komfortowym i niebanalnym zapachem mroku i bogactwa.
Bo w sumie, kogo dziś stać na niedźwiedzia?
Jacques Cavallier znany jest z pracy seriami. To znaczy z tego, że tworzy perfumy, a potem na ich bazie tworzy kolejne, podobne, udoskonalone albo po prostu zmienione. Nie jest to odosobniony przypadek, bo podobne serie dla różnych marek tworzą wielcy artyści jak Michel Almairac czy sam Bertrand Duchaufour. Osadzając Onekha w kontekście wspomnę podobieństwo do, debiutujących rok wcześniej, Eau Parfumee au The Noir. Onekh jest (jeszcze) ciemniejszy, głębszy, bardziej skórzany, ale DNA ma to samo.
Trzecim dzieckiem tej pięknej rodziny jest Falkar z 2019 roku – także z serii La Gemme Bvlgari. Tworząc Falkara Jacques Cavallier dopracował kompozycję, wygładził ją i uczynił bardziej męską, w klasycznym rozumieniu tego słowa. Akord przyprawowy w Falkarze został przesunięty w stronę ładnego, bezpiecznego cynamonu. Buchający w Onekhu gęstym dymem akord oudowy został wrzucony pod wyciąg i doprowadzony do stanu, w którym nie wali się na człowieka jak dach z papy (a ja lubię jak się wali). Najwyraźniejszą jednak zmianą jest odjęcie zapachowi słodyczy i gęstości na rzecz przemyślanej i wielowymiarowej żywiczności – co prawdopodobnie ma zachęcić do sięgnięcia po perfumy Cavalliera eleganckich mężczyzn. Jest więc Falkar przystępniejszy w odbiorze i łatwiejszy do osadzenia w spektrum kobiecość – męskość. I, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nie jest to nisza, tylko towar bardzo luksusowy (aktualnie 1550 złotych za flakon), to takie precyzyjniejsze targetowanie będzie zaletą. Choć nie zawsze docenianą na tym blogu.
A o Eau Parfumee au The Noir Bvlgari napiszę za dni kilka, bo też popełniłam flaszkę.
W ogóle, zanim wrócę do obiegu po perfumeryjnych nowościach, odkopię się z perfum, w których się zakochałam i które kupiłam.
Ale jeśli jest coś, o czym chcielibyście poczytać, to piszcie śmiało.
Data premiery: 2016
Kompozytor: Jacques Cavallier
Projekcja: potężna, ale nieuciążliwa zarazem. Przynajmniej dla mnie.
Trwałość: nienaganna, czyli zapach trwa, trwa i trwa na skórze (ponad dobę), ale spiera się zubrań – czego nie robią na przykład niektóre perfumy Montale albo stare edycja Nasomatto
Nuty zapachowe według strony Bvlgari:
esencja mandarynki, oud aquilaria malaccensis, czarne kadzidło
Nuty zapachowe według Fragrantiki:
skóra, przyprawy, labdanum



9 komentarzy do “Bvlgari Le Gemme Onekh”
Sam dawno nie zaglądałem do Ciebie a tu proszę, na taki czadowy powrót trafiłem.
Poczułem tą magię z kiedyś . Nutka świeżości obecnej szaty zachęca również.
Zapach oczywiście z mojej bajki i do tego perfumiarz, który stworzył moje ukochane pachnidło ever. 😉
Nic tylko brać w ciemno…
Pozdro!
Opium PH?
Bo ja myślałam, że Twoim ulubieńcem były Rochas Pour Lui.
Cudnie Cię widzieć. To już tyle lat. 🙂
A swoją drogą, czarną Herbatkę Cavalliera znasz?
Dokładnie i tylko stara wersja EdP. Mimo wspaniałości poznanej niszy i nie tylko to właśnie OPIUM wciąż zachwycają bez zmian.
Pour Lui poznałem ale szału nie zrobiło, zbyt normalne …
Czarnej nie było mi dane, przypomnę sobie o co tam chodziło bo chyba o niej pisałaś u siebie z tego co pamiętam.
To już wieleee lat… 😉
Tak Opium PH ale wersja Edp i to tylko stara edycja!
Pour Lui się przewinął ale nie specjalnie zaznaczył.
Herbatki niestety nie poznałem ale chyba o niej pisałaś jeśli się nie mylę to zerknę by sobie przypomnieć o co tam chodziło 😉
To już wieleeee lat 🙂
Oj prawda. Wieeele.
O herbatce nie pisałam, ale jutro będzie recka. W końcu kupiłam.
wspaniale, wspaniale że wróciłaś!
z twojego opisu wynurza mi się Hades konkretnie z Hadestown, będę się musiało przekonać własnym nosem, czy skojarzenie jest prawidłowe.
a skoro pytasz, to Beaufort zakończył kolekcję Upiorów, to może żeby u ciebie też był komplet?
Będzie na pewno! Beauforty uwielbiam.
Ale muszę się doczołgać do Lului po próbki. Ale będą upiory, oczywiście. Jakżeby inaczej. 🙂
Męsiej kolekcji nie znam, z damskiel lubię kilka (Noorah to mój najulubieńszy, słodki tytoń). Muszę i za męską linię się zabrać.
Cieszę się, że wróciłaś do blogowania <3 🙂