wtorek, 1 maja 2018

Stężony erotyzm - Nudiflorum Nasomatto


Nasomatto to marka kultowa. Nie "kultowa" w asekuracyjnym cudzysłowie lecz kultowa i już. Gualtieri to jest Ktoś. Stworzył nie tylko świetnie prosperującą markę, której popularność dorównuje sprzedaży. Stworzył styl. Mniejsza o to, czy jest to styl ładny czy nieładny, dobry czy niedobry, wysoki, niski, elitarny, popularny, rewolucyjny czy wręcz przeciwnie. Jest JAKIŚ.


Perfumy Gualtieriego są rozpoznawalne i charakterystyczne. Nie tylko te tworzone dla Nasomatto, lecz także część kompozycji dla Maria Lux i Orto Parisi (która to marka od lat czeka na swoje miejsce na SoS i pewnie by się wkrótce doczekała, gdyby nie to, że genialne zapachy Olympic Orchids czekają bardziej) mają wspólny element porównywalny chyba tylko do słynnej lutensowskiej bazy - olfaktorycznego podpisu mistrza Sheldrake'a obecnego w większości perfum marki Serge Lutens powstałych w pierwszej dekadzie jej istnienia.

Kiedy na rynek wchodzą perfumy Nasomatto wszyscy spodziewamy się znaleźć w nich to COŚ, ten podpis mistrza. I czasem Mistrz pokazuje nam figę. Do kwadratu, bo w Nudiflorum nie tylko nie ma COSIA, ale też nie ma nagich kwiatów. Są kwiaty, ale nagość jest gdzie indziej.





Zacznijmy od początku.

Nudiflorum obmyślony został jako zastępstwo dla największej sprzedażowej klapy Nasomatto - jaśminowej Nudy. Nudy nie recenzowałam, bo mnie znudziła. Nawiązująca do Nudy i jaśminu nagokwiatowego nazwa sugeruje, że głównym składnikiem Nudiflorum będzie jaśmin. Tym razem niekoniecznie zbierany własnoręcznie przez mistrza Gualtieriego, jak to nam usiłowano wmawiać przy Nudzie, ale jaśmin jest pewniakiem. Co poza nim?

Oczywiście Alessandro Gualtieri tradycyjnie nie podaje nut. Na zasadzie: Nie podam wam nut i co mi zrobicie.


 


Podam Wam za to doskonały, dokładny opis zapachu.

Tylko że nie. Bo prasowy opis zapachu (w tłumaczeniu Ani Krasińskiej z Perfumerii Quality) brzmi tak:
Zapach ten jest zaproszeniem do odczuwania głębi, która cofa dystans, motywowana mglistą intuicją, by ujawnić niepodważalną i nieuniknioną prawdę. Nudiflorum to interpretacja bycia dotkniętym przez kogoś w najświętszych częściach naszego ciała. Smukły dotyk nagiej skóry, która przenika przez powierzchnię i staje się częścią ciebie. Odsłonięcie delikatnej kolizji skóry na skórze. Naturalny, prymitywny i zmysłowy - ta krzyżówka nagich futrzanych kwiatów i pieszczących skórzanych nut tworzy wrażenie zmysłowego schronienia, w które wpadniesz. Ten zapach jest rytuałem odkrywania, jest wynikiem poszukiwania punktu zanikającego w naturze i najwyższej intymności węchowej.
Nie wiem, jak Wy, ale ja nie mam najświętszych części ciała. Nawet przeciętnie świętych nie mam. Same laickie. Oraz jestem absolutnie przekonana, że "futrzane kwiaty" zaserwowane w takim kontekście zrobią furorę na forach. Futrzaną furorę. Wręcz futrorę.


A teraz najważniejsze: ten w sumie odgrzewany kotlet oprotezowany obłąkańczym bełkotem martetingowyn jest... piękny.


Intymność totalna


Pojęcie "perfumy zmysłowe" jest zdecydowanie nadużywane. Określenie "sexy perfumy" brzmi tanio i zupełnie mnie nie przekonuje. Opisując Nudiflorum musimy jednak pozostać w tej sferze pojęciowej, bo stworzony przez Gualtieriego zapach taki właśnie jest: zmysłowy. Wręcz cielesny.


Jaśmin? Tak, lecz ileż się w tych perfumach dzieje oprócz jaśminu!

Od pierwszych sekund po aplikacji dostajemy woń złożoną, krągłą i... kompletną. Bez rozbiegu, bez przygrywki, bez prologu - Nudiflorum kładzie się na skórę pełnią odcieni, doznań i faktur.


Gęsty, likierowy jaśmin ściągnięty ku ziemi nutami animalnymi, fizjologicznymi wręcz.

Skóra balansująca pomiędzy zapachem naturalnym a syntetycznym - niewinna i prowokująca jak lakierowane na wysoki połysk obcisłe ubranie, które niczego nie ukrywa, a wszystko podkreśla.

Kurz, pył, brud i różany puder osiadające na skórze. Tej okrywającej i tej okrywanej.

Irysowe masło i waniliowy tytoń.

I wreszcie akcent najważniejszy - dający kompozycji nie tyle zapach, co charakter: piżmo. Słodkie i gorzkie i ostre zarazem. Czyste jak zadbane ciało i brudne jak myśli w tym ciele.


Nudiflorum to stężony erotyzm. Potęga, z którą nie sposób polemizować. Uderzająca w zmysły jak szept w ciemności. Perfumy, których nie sposób nie zauważyć, a potem nie sposób zapomnieć. Któż by z resztą chciał zapominać?



Data premiery: 2018
Kompozytor: Alessandro Gualtieri
Projekcja: 10 godzin, czyli świetnie, ale jak na Nasomatto, niezbyt świetnie ;)
Trwałość: wspaniała

Nuty zapachowe wymyślone przez autorkę bloga:
jaśmin, skóra (zamsz), piżmo, wanilia, róża, tytoń, styraks, masło irysowe, nuty animalne, nuty drzewne z gwajakiem i syntetycznymi odpowiednikami sandałowca w stylu sandalore, ślad syntetycznego oudu, kaszmeran. gorzka nuta chininy wychodząca w bazie


  • Zdjęcia towarzyszące recenzji przedstawiają projekt Intimacy Studia Roosegaarde. Intimacy to koncepcyjna kolekcja odzieży wykonanej ze skóry interaktywnej folii reagującej zmianą przejrzystości na "relacje noszącego z innymi ludźmi".  Więcej o projekcie tu: KLIK

17 komentarzy:

  1. Jednak jaśmin i erotyzm to nie moja bajka... ale opis ja zwykle rozbudza fantazje 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie niby też nie, ale Nudiflorum jest po prostu piękne. I łazi za człowiekiem. To znaczy za Sabbath łazi. :)

      Usuń
  2. Nagie futrzane kwiaty... oh myyyyy :-D
    jaśmin lubię, ale nie wydaje mi się futrzany.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty wiesz co mi robisz takimi opisami? Teraz się będę zastanawiać jak to pachnie, a znając życie lepiej się nie zastanawiać, bo to zapach z gatunku drogocennych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale poznać warto. Poznać zawsze warto.

      Usuń
  4. Wiadomo że jak erotyzm to musi być jaśmin. Powiem ci że nawet jakbyś nie użyła słowa jaśmin w recenzji to moje skojarzenie i tak by pofrunęło w jego kierunku i kierunku jego szczytu :D ( wiesz co mam na myśli ^^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musi, ale (jak widać) może.
      Różnie ludzie odbierają jaśmin i róznie odbierają erotyzm. Zakładam, ze nawet Nudiflorum może dla kogoś być zupełnie niezmysłowe. Ale nie dla mnie. ;)

      Usuń
  5. Jaśmin to kompletnie nie moja bajka ale ten opis jest taaaaaaki sugestywny...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja tu nie chcę się licytować, ale "nie moja" bardziej chyba. ;) ;) ;)

      Usuń
  6. Mi zupełnie nie wpadł w nos, czyłam głównie niezidentyfikowane noty kwiatowe i metaliczno-pudrowe niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie metalicznych brak. Ale też zauważyłam, ze metaliczne nuty na mnie chyba nie wychodzą mocno. Za to piżma jest tu fura. Pudrowość przyszła mi do głowy.

      Usuń
  7. Przyznam, że mam zaległości u Nasomatto, a że niebawem odwiedzę Lu_lua to poznam i ten kreatywny twór. Opis zwiastuje świeżość dla mych nozdrzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ci się spodoba, choć nie wiem, czy będzie "Twój".

      Usuń
  8. Chętnie poznam... ale wiesz, ja i jaśmin = migrena, więc podejdę z rezerwą, acz z niemałą dozą zaciekawienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jeden z najpiękniejszych jaśminów, jakie znam. Nie w kategorii jaśminowej jednak, tylko perfumeryjnej.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...