Słodkie monstra by Demeter

Cotton Candy 

  

czyli

Syntetyczny, lepki glut

Jeśli to jest zapach waty cukrowej, to ja jestem Sobieski pod Wiedniem!

I pomyśleć, że rozważałam kupno flaszki w ciemno…

Zapach waty cukrowej jest bowiem jednym z moich ulubionych zapachów, nie tylko z dzieciństwa. Podpalany, karmelizowany, rozgrzany cukier, plus jakaś rozkoszna puchata nutka… Na samą myśl cieknie ślinka.

W Cotton Candy Demeter nie ma śladu tego zapachu. Nawet śladu śladu. Nie ma cienia podobieństwa!

Zamiast suchego, puszystego zapachu kłębu cukrowej waty mamy tu syntetyczny, lepki smrodek zawilgłych, starych, zapadniętych w sobie pianek Marshmallow. Tych różowych.

Jak gdyby nie dość było tych niemiłych wrażeń – po pewnym czasie zapach zaczyna ujawniać wyraźną kwaśną nutę rozkładu, fermentacji.

No po prostu… mam wreszcie archetypicznego „FUJA”.

Mawia się, że Cotton Candy przypomina Pink Sugar. Owszem. Jest to jednak paskudna karykatura tego, samego w sobie już trudnego do strawienia słodziaka. Przegięta do granic możliwości, z nutą ohydnego sztucznego syropu truskawkopodobnego, pozbawiona uroku i lekkości.

Ogólnie: syntetyczny, lepki glut.

Po prostu odpychający.

Chocolate Chip Cookie

czyli

Sztucznie aromatyzowany karton

Zapach ten awansem wyleczył mnie z wszelkich ciastek „made by Demeter”.

To ciastka, z ciastem nic nie mające wspólnego, niestety. Ciastka zgodne z najgorszą wersją europejskich wyobrażeni o tym, co hamerykańskie. Celowo piszę przez „H” na początku.

Ponad wszelką przyzwoitość napchane jakimiś syntetycznymi spulchniaczami i polepszaczami, o dominującym zapachu starego, jełczejącego masła, pozbawione nawet tej sugerowanej w nazwie czekolady, która zastąpiona została zwietrzałym, kurzliwie – gorzkim kakao. Za nic w świecie nie tknęłabym takiego ciastka!

Zapach (jako zapach, nie odwzorowanie, bo nad adekwatnością pastwiłam się akapit wyżej) jest tępy i mdły. Mdły do granic fizycznych konsekwencji tej cechy, bo przy próbie globalnej aplikacji tego cuda może człowieka zemdlić. I to bynajmniej nie z nadmiaru słodyczy.

Przyznaję, że mnie od tego zapachu odechciewa się jeść. Czegokolwiek. Nie tylko ciastek.

Podsumowując – ani to ładne, ani nawet oryginalne (jak niektóre pozornie nieładne zapachy Demeter). Paskuda!

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Maria Amalia Morris

. Wstęp będzie dziwaczny, dotyczy bowiem recenzji na blogu Fragrancebouquet, którą to recenzję poznałam na długo przed zapachem i która zwróciła moją uwagę głównie ze

Czytaj więcej »

Still Life Olfactive Studio

Bez suspensu. Porównajcie nuty: 1. Yuzu, elemi, różowy pieprz, czarny pieprz, pieprz seczuański, anyż gwiaździsty, galbanum, ciemny rum, cedr, ambroxan 2. Czerwony pieprz, imbir, limetka,

Czytaj więcej »